Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71
Перейти на страницу:

— A pan, Pawle? Również zamierza pan porzucić Stolicę jako miasto niepotrzebne?

— Ja? Skąd ten pomysł, szanowny przyjacielu? Urodziłem się w Stolicy i tu wyciągnę kopyta, że użyję tego archaicznego zwrotu. Jak panu zapewne wiadomo, zajmuję się historią odkryć technicznych. Dotychczas była to nauka dosyć oderwana, aby nie rzec akademicka… Po dokonanym przez pańską siostrę przewrocie socjalnym sy-tuacja zmieniła się również w tej dziedzinie. Kompletuje-my obecnie informacje o naszej kulturze i osiągnięciach technicznych i tłumaczymy je na języki nowych przyjaciół. Należy wszak podnosić szanownych gwiezdnych pobra-tymców do poziomu kultury ludzkiej, a najwygodniej ro-bić to właśnie w Stolicy, gdzie skoncentrowano całą naszą mądrość… Chodźmy na obiad, bo stracimy najlepszą porę na posiłek.

— Jeszcze jedno pytanie, Pawle, i zaraz idziemy. Powiedział pan, że poparł mój projekt przekształcenia Ziemi w galaktyczny generator fal przestrzennych. Dla-czego pan to uczynił? Zdawał pan sobie oczywiście spra-wę, że Ziemia przejdzie w ten sposób na służbę całego So-juszu Międzygwiezdnego.

Nie oczekiwał takiego pytania i nieco się zmieszał. — Cóż mogę odpowiedzieć? No, po prostu chcia-łem pana poprzeć… Znudziło mi się płynąć pod prąd. Dlaczego ja jeden mam być rozsądny, kiedy wszyscy do-koła poszaleli?

— Spodziewałem się poważniejszej odpowiedzi, Pawle.

— Poważniejszej? Proszę bardzo! Do pańskiego projektu od razu przekonał mnie jego rozmach… Skoro już wplątaliśmy się, mimo moich przestróg, w taką wielką wojnę, to należy prowadzić ją na odpowiednią skalę!…

— Dobre i to! — powiedziałem wesołym tonem. — Sądzę, że znajdziemy wspólny język także w pozostałych sprawach. Nie, Pawle. Stolica nie umarła i jeszcze nie czas jej grzebać. Dziś poproszę Wielką Radę, aby w wolnych pomieszczeniach miasta zainstalowano doświadczalną sta-cję fal przestrzennych. Wkrótce kawerny znikną.

Romero zdjął kapelusz i złożył mi ceremonialny ukłon, dając w ten sposób do zrozumienia, że brak mu słów na wyrażenie swego uznania. Zrobił wszystko, aby jego milczenie było wymowne.

10

Dni nie biegły, lecz pędziły. Wstawałem o świcie i nie zdążyłem się nawet obejrzeć, kiedy następował wieczór. Spieszyłem się, cała Ziemia się spieszyła, gdyż Wielka Flota Galaktyczna po opuszczeniu Plutona już skoncentrowała się w pobliżu Ory. Statki trzeba było wyposażyć w superdalekosiężne lokatory, bo obecnie bez nich nie można było nawet myśleć o wyprawianiu się w przestworza kosmiczne. Cała ta robota spadła na mnie. Doglądałem projektowania gigantycznego nadajnika fal przestrzennych SFP-3 i kierowałem produkcją urządzeń pokładowych typu SFP-2. Wszystkie wolne pomieszczenia w Stolicy zostały oddane nowej wytwórni, ale powierzchni produkcyjnej zabrakło i z miasta trzeba było wysiedlić kilka instytutów oraz usunąć magazyny. Nigdy jeszcze za mojej pamięci Stolica nie żyła w tak wytężonym tempie.

Generatory pokładowe różniły się znacznie od tego, który tak wielkie usługi oddał nam w skupiskach Perseusza. Badania przeprowadzone na Ziemi wykazały, że jego zasięg jest zbyt mały, gdyż z trudem wykrywa obiekty leżące zaledwie o dwadzieścia lat świetlnych. SFP-1 nadawała się jedynie do przeczesywania bliskiej przestrzeni w rejsach ze Słońca ku Syriuszowi lub gwiazdom Centaura, nie dalej. Mogła też nawiązywać łączność na dalekie dystanse jedynie z potężnymi nadajnikami fal przestrzennych, których w Galaktyce dotychczas nie było. Mówię to na podstawie doświadczeń z naszej wyprawy, kiedy to oddalając się od Perseusza, bardzo szybko straciliśmy kontakt z Galaktami.

Natomiast model SFP-2 łatwo lokalizował ciała odległe o sto lat świetlnych. Gwiazdoloty wyposażone w takie mechanizmy już nie traciły się nawzajem z oczu i nie lękały się napadu ze strefy niewidzialności. Poza tym SFP-2 doskonale podtrzymywały dwustronną łączność telewizyjną w promieniu tych samych stu lat świetlnych, z silniejszymi zaś stacjami mogły porozumiewać się na znacznie większe odległości.

Właśnie taką potężną stację SFP-3 instalowaliśmy obecnie na Ziemi. Żaden gwiazdolot nie pomieściłby podobnie wielkiego urządzenia. Pobierana przezeń energia — pięć miliardów albertów — wielokrotnie przewyższała wydajność urządzeń energetycznych działających na Ziemi. Wszystkie planety pracowały, aby umożliwić montaż i uruchomienie SFP-3, która stała się jedynym wielkim przedsiębiorstwem na Ziemi. Wielka Rada uznała instalację SFP-3 za najważniejszą budowę Sojuszu Międzygwiezdnego.

Podstawowe budynki i urządzenia stacji postanowiono umieścić na dawnej pustyni Saharze. Zajmująca dziesiątki tysięcy kilometrów kwadratowych SFP-3 miała według założeń działać w promieniu dziesięciu tysięcy lat świetlnych. Do centrum Galaktyki, w rejon Strzelca i Wężownika, nie sięgaliśmy, ale skupiska gwiezdne Perseusza, Hiady i Plejady znalazły się w strefie działania stacji. Już niebawem miała nastąpić chwila, kiedy- błyskawicznie działająca łączność scementuje wszystkie słońca Sojuszu Międzygwiezdnego w jedną całość.

Na Saharze budowano gmachy i montowano wielkie konstrukcje, a ja tymczasem pracowałem w doświadczalnej fabryce mieszczącej się wewnątrz Pierścienia Centralnego Stolicy. Sprawdzałem wraz z pomocnikami obliczenia całości i składałem najważniejsze podzespoły nadajnika.

Pracę tę przerwałem tylko dwukrotnie. Za pierwszym razem zdarzyło się to wtedy, kiedy na Ziemię powróciła załoga „Pożeracza Przestrzeni”. Męczące mnie do tej pory poczucie winy znikło. Olgę i jej towarzyszy witano znacznie uroczyściej niż mnie. Obchody na ich cześć trwały cały tydzień, musiałem więc i ja poświęcić na nie przynajmniej dwa dni.

Drugą pauzę zrobiłem sobie, kiedy Wiera, Lusin (oczywiście wraz z Trubem) i wielu innych moich kolegów odlatywało na Orę.

— Mam nadzieję, że nie pozostaniesz na Ziemi zbyt długo? — powiedziała Wiera przy pożegnaniu. — Bez ciebie jakoś nie wypada wyruszać na dalekie wyprawy.

Uśmiechnąłem się i wskazałem na mego pomocnika Alberta Byczachowa, który także przyjechał na kosmodrom. Albert, wesoły, białowłosy inżynier, kierował montażem urządzeń na Saharze.

— To on mnie tu trzyma, Wiero. Nie puści mnie, dopóki nie zbadamy wszystkich zakątków Perseusza. Zresztą i wy nie wyruszycie w daleką drogę, zanim nie zakończymy swej pracy.

Pożegnanie z przyjaciółmi wybiło mnie z rytmu pracy, zapragnąłem więc pospacerować opustoszałymi alejami Stolicy.

11

Jesień w Stolicy jest zawsze ładna, a tego roku była wręcz piękna. Chociaż Zarząd Osi Ziemskiej na wszelkie sposoby reklamuje swoją władzę nad klimatem i rzeczywiście potrafi zgodnie z uprzednio sporządzonym planem zapewnić dni słoneczne i słotne, huraganowe wiatry i nieruchomą ciszę, mrozy i odwilże, to jego możliwości kończą się na przygotowaniu zjawisk atmosferycznych. Subtelne odcienie pogody, które stanowią o jej uroku, pozostają poza zasięgiem meteorologów. „Jutro między 10 a 14 spadnie czterdzieści osiem milimetrów deszczu, a później będzie pogoda słoneczna i bezwietrzna”. Tego rodzaju komunikaty były na porządku dziennym, ale nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć prognozy: „Tegorocznej jesieni jaskrawość czerwieni liści klonowych przekroczy średnią wieloletnią 0 18 procent, powietrze będzie przejrzystsze o 24 procent, a klangor żurawi nabierze szczególnej dźwięczności”. W gruncie rzeczy zaledwie dajemy sobie radę z żywiołowymi siłami natury, a cóż dopiero mówić o kształtowaniu jej piękna! Przyroda swe piękno tworzy sama.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)