Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 130
Перейти на страницу:

— Tak, i na nie narodzonym dziecku, które z niej wydarł — odparł Celt.

Nomada wzdrygnął się. Gdy zabicie jego zwierząt przyprawiało go o zimną wściekłość, tu słyszał o zbrodni, której nic był sobie nawet w stanie Wyobrazić. Z młodzieńczą zapalczywością Batbaian krzyknął:

— Pozbądźmy się go, spalmy jego namiot i zabijmy wszystkich, którzy mu służą — patrząc na swoje krowy, poruszeni jeszcze słowami Viridoviksa, Khamorthci wrzasnęli: — Tak jest!

— Tak — powiedział również Targitaus, ale cicho. Podczas gdy jego towarzysze zrozumieli tylko okrucieństwo Avshara, on dojrzał także jego moc. — Tak — powiedział znowu — jeśli nam się uda.

Spojrzał na Viridoviksa bez radości.

— Zdaje się, że czas na to, by zjednoczyć klany przeciwko Varateshowi i temu twojemu Avsha-rowi.

— Najwyższy czas — przytaknął od razu Viridoviks, a Batbaian pokiwał żywo głową. Pomimo solennych obietnic Targitausa, mijały kolejne tygodnie, a on nie czynił żadnych kroków ku wojnie z banitą.

Wódz wyglądał na zakłopotanego.

— Pochodzisz z Videssos, cudzoziemcze, gdzie khagan… ee?… Imperator mówi swoim ludziom „zróbcie to i to”, a jeśli tego nie zrobią, to stracą głowy. Na równinach tak nie jest. Jeżeli pójdę do Ariapith z klanu Rzeki Oglos albo Anakhara z Cętkowanych Kotów, albo Krobyza ze Skaczących Kozłów, i powiem im, że powinniśmy się połączyć przeciwko Varateshowi, pierwszą rzeczko jaką zapytają,będzie: „Kto dowodzi?”. Co ja im na to odpowiem? Ja? Powiedzą, że próbuję zrobić z moich Wilczych Skór Klan Królewski, i że nie chcą mieć ze mną nic do czynienia.

— Klan Królewski? — powtórzył za nim Celt.

— Czasami jeden klan wyrasta na silniejszy od wszystkich dokoła i rządzi stepem przez pewien czas, nawet przez długość życia człowieka, dopóki pozostali się nie uwolnią i nie obalą go. — Ambicja biła z oczu Targitausa. — Każdy khagan marzy o tym, żeby ustanowić Królewski Klan i umiera z przerażenia, że uprzedzi go sąsiad. Więc wszyscy pilnują się nawzajem i nikt nie może stać się zbyt silny.

— Aa?, więc tak się rzeczy mają, hę? — nagle Viridoviks stąpał po znajomym mu gruncie. W Galii, zanim przybyli tam Rzymianie, plemiona walczyły ze sobą bezustannie o wyższą pozycję, wszczynając kłótnie i intrygi gdzie tylko się dało. Aedui cieszyli się największą władzą, dopóki Sequani nie sprzymierzyli się z Ubii zza Renu, i nie odebrali im dominującej pozycji. Po drodze jednak uczynili niechcący Ariovistusa Germana najpotężniejszym człowiekiem w Galii…

Oczy Celta zaiskrzyły się na zielono — krzyknął z radości i klasnął dłońmi.

— Posłuchaj mnie tylko — powiedział do Targitausa, który odwrócił się zaskoczony, wyciągając do połowy miecz. — Wyobraź sobie, że mówisz temu staremu Wroniejłapie z Cętkowanych Chomików, czy jak on tam się idiotycznie nazywa, że Varatesh chce zrobić ze swoich śmierdzących łotrów Klan Królewski, co wcale nie jest łgarstwem. Prędzej da sobie odciąć siusiaka, niż na to pozwoli, nie tak?

Niemal słyszał jak trybiki w głowie nomady obracają się w szalonym tempie. Targitaus popatrzył na Batbaiana, który gapił się na Viridoviksa z podziwem — młodzi ludzie łatwo wpadają w zachwyt słysząc rzeczy, o których sami by nie pomyśleli.

— Hmm? — mruknął Targitaus i Gal wiedział już, że wygrał.

— Prowadź nas ojcze, a niedługo to ty będziesz khaganem Królewskiego Klanu! — wykrzyknął Batbaian.

— Ja? Bzdury, chłopcze — powiedział szorstko Targitaus, ale Viridoviks widział, że ta myśl uderzyła go, zanim jeszcze jego syn ją wypowiedział. Celt zachichotał pod nosem.

Dizabul nabił na nóż ostatni kawałek pieczeni z królika, którą trzymał w misce na kolanach, i przeżuwał głośno, zgodnie z dobrymi manierami stepu. Pochylił się do przodu — kucharz podniósł z rusztu kawał skwierczącego mięsa, używając do tego drewnianych szczypiec, i napełnił jego miskę. Usiadł z powrotem, dziękując kucharzowi uśmiechem. Odwrócił się na lewo, powiedział coś do Bogoraza i machnął eleganckim sztyletem, który podarował mu ambasador z Yezd. Znowu uśmiechnął się z wdzięcznością.

Popijając kavass ze złotego pucharu, Gorgidas przyglądał mu się ukradkiem i podziwiał jego urodę, która budziła w nim przyjemny ból. Zwyczajem równin, Arghun przysłał videssańskim posłom kobiety, ale choć Gorgidas radził sobie z nimi z konieczności, nie dawały mu one satysfakcji. Po każdej nocy czuł się jak żeglarz, który zainteresował się swoim towarzyszem, by ulżyć żądzy.

Z poczuciem straty i bólu przypomniał sobie szczupłą, cichą i zamyśloną twarz Kwintusa Gla-brio, przypomniał sobie mieszaninę rozbawienia i niechęci, z jaką młodszy centurion opowiadał o swoim związku z videssańską dziewczyną. „Damaris zasłużyła na coś innego niż ja”, powiedział kiedyś z kwaśnym uśmiechem, „ona też na pewno tak myślała po pewnym czasie”. Związek ten rozpadł się w efektownym stylu, razem z większą ilością talerzy.

Wspomnienie Glabrio pomogło mu spojrzeć na Dizabula z odpowiedniej perspektywy. Rzymianin był mężczyzną, partnerem, podczas gdy sposób, w jaki obnosił się młody książę, świadczył o tym, iż był tylko rozpieszczonym młodszym synem, z wybuchowym charakterkiem, któremu niełatwo było sprostać. Co więcej, jak dowiedział się Grek, miał on syna i dwie córki, które spłodził z niewolnicami i służącymi.

Gorgidas pociągnął kolejny łyk. Jednak, bez wątpienia był śliczny.

Oddając się rozmyślaniom na temat Dizabula, Grek poświęcił dotąd niewiele uwagi wspaniałemu namiotowi, w którym odbywało się przyjęcie. Było to z jego strony duże niedopatrzenie — namiot ten był tak ważny dla Arshaumów, jak Pałac Imperatora dla Videssos i równie okazały był jego wystrój. Była to największa jurta, jaką widział na równinach, szeroka co najmniej na czterdzieści stóp i ciągnięta przez zaprzęg złożony z dwudziestu dwu koni.

Na zewnątrz, grube filcowe ściany namiotu pokryte zostały białą kredą, by wyróżniał się dobrze na brązowym stepie. Grek zauważył teraz jedwabne zasłony, które przykrywały drewniany szkielet wewnątrz jurty — robota była tak doskonała i delikatna, że Imperium nie mogło się pochwalić niczym lepszym. Lśniąca tkanina ufarbowana została na szafranowo i zielono. Wyhaftowane złotą nicią konie, które po niej galopowały, pełne były barbarzyńskiego wigoru, charakterystycznego dla sztuki nomadów.

Arghun, jego synowie i rywalizujące poselstwa, zasiedli dokoła ognia na kocach z grubej, delikatnej wełny. Starszyzna klanu zajęła kilka szerszych kręgów za nimi. Arshaumi siedzieli ze skrzyżowanymi nogami, opierając stopy o przeciwne udo. Ich goście rozkładali się w najprzeróżniejszych pozach — jeśli nie ćwiczyło się jej od dzieciństwa, pozycja nomadów była okropnie niewygodna.

Siedzący po prawej ręce ojca, Arigh powyginał się odpowiednio, ale po chwili poddał się, kręcąc ze smutkiem głową i trzeszcząc głośno kolanami.

— Za długo byłeś w Videssos — skomentował mu Skylitzes. Spojrzenie jakie posłał swojemu bratu Dizabul mówiło, iż on nie miałby nic przeciwko temu, by Arigh został tam jeszcze dłużej.

— Dopóki tu nie przyjechaliśmy, nie wiedziałem, że masz brata — powiedział do Arigha Gou-deles. Gorgidas nie był jedynym świadkiem tego zatrutego spojrzenia.

— Prawie sam o tym zapomniałem — powiedział Arigh, machając na Dizabula ręką. — Był tylko okropnym bachorem plączącym się wiecznie pod nogami, gdy wyjeżdżałem do Imperium siedem czy osiem lat temu. Ale widzę, że niewiele się zmienił.

Mówił po videssańsku, tak by jego brat nie mógł go zrozumieć, ale Gorgidas zauważył, jak Bogoraz, przysłaniając usta ręką, szepce coś do Dizabula. Rumieniec wypełzł na wysokie kości policzkowe młodego księcia, a w porównaniu ze wściekłością, jaka błyszczała teraz w jego oczach, poprzednie spojrzenie wydawało się niemal czułe.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)