Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
- Автор: Мэй Джулиан
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Alfa-Wero
- ISBN: 83-7001-781-9
- Переводчик: Juliusz W. Garztecki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:
Basil z pełnym przekonaniem głosował za szlakiem ku Jurze, natomiast konserwatyzm Klaudiusza skłaniał go ku Wogezom. Ale Alpinista zdołał przekonać większość. Zdecydowano więc w końcu, że wszyscy, z wyjątkiem resztki Grupy Zielonej oraz pozostałego przy życiu ronina Yosha, popłyną na południe. Więźniowie pośpiesznie zdjęli swe bagaże z chalików i zeszli jarem na małą plażę pod urwiskiem. Łodzie były gotowe do spuszczenia na wodę. Gdy pierwsza z nich już rozwijała żagle, Ryszard ukończył balastowanie dwóch łódek należących do Zielonych i wdrapał się na górę w poszukiwaniu reszty.
Zastał tu Klaudiusza, Amerie i Yosha stojących nad ciałem nieprzytomnej Felicji. Japoński wojownik powiedział:
— Znalazłem przybory ciesielskie Klaudiusza oraz noże, siekierki i piły z naszych Zestawów Przeżycia i Drobnego Rolnika. — Podał Ryszardowi ohydnie poplamiony pakunek. — A tutaj masz także przeoczony przez Cyganów łuk i strzały.
— Jesteśmy ci wdzięczni, Yosh — odezwał się starszy pan. — Łuk może nam się bardzo przydać. Poza żelaznymi porcjami mamy bardzo mało żywności, a w zestawach są tylko sidła i przybory rybołówcze. Ci, co idą na południe z Basilem, będą mieli czas sporządzić sobie uzbrojenie, jeśli osiągną wybrzeże Jury. Ale naszej grupie o wiele bardziej zagraża pościg na lądzie. Nie wolno nam się zatrzymywać, a polować możemy tylko w drodze.
— Ale ty, Yosh, powinieneś pójść z nami — powiedziała Amerie. — Czy nie zmienisz zdania?
— Mam własny Zestaw Przeżycia oraz lancę Tata. Zabiorę resztę narzędzi pozostawionych przez tamtych na brzegu. Ale nie pójdę ani z nimi, ani z wami. — Wskazał na niebo. — Mam tu obowiązki. Wielebna Siostra udzieliła memu biednemu przyjacielowi Ostatniego Namaszczenia. Ale nie wolno zostawić Tata ścierwnikom. Gdy skończę, mam zamiar pójść piechotą wprost na północ do Marny. Wpływa do pliocenskiej Sekwany, a Sekwana płynie do Atlantyku. Nie przypuszczam, by Tanowie zawracali sobie głowę pogonią za pojedynczym człowiekiem.
— No cóż… nie kręć się tutaj zbyt długo — odrzekł Ryszard z powątpiewaniem.
Ronin szybko ukląkł przy bezwładnym ciele Felicji i ucałował jej czoło. Ogarnął poważnym wzrokiem wszystkich pozostałych.
— Musicie się dobrze opiekować tym szalonym dzieckiem. Zawdzięczamy jej wolność, a jeśli Bóg pozwoli, ona nawet może spełnić swe zamiary. Ma na to dość sił.
— Wiemy o tym — odparła zakonnica. — Błogosławię cię na drogę, Yoshimitsusan.
Wojownik wstał, skłonił się i odszedł.
— Czas i na nas — powiedział Klaudiusz. Wraz z Amerie podnieśli wzruszająco lekkie ciało dziewczyny, Ryszard zaś zabrał jej hełm, bagaż, narzędzia i broń.
Postawili żagle i odpłynęli jako ostatni. Odetchnęli dopiero, gdy byli daleko od brzegu. Wody jeziora były zimne, niebieskie i nieprzezroczyste. Wpływały doń rzeki płynące z północno-wschodu z Jury i z Lasu Wogezów. Amerie patrzyła na oddalający się brzeg, gdzie wolno spływały z góry ptaki padlinożerne.
— Klaudiuszu… zastanawiałam się nad czymś. Czemu Epone nie umarła wcześniej po zadaniu jej tak straszliwych ran? Zanim Ryszard, Yosh i Dougal dotarli do niej, była już dosłownie rozerwana na kawałki. Powinna wykrwawić się na śmierć albo umrzeć od szoku. Ale żyła.
— Ludzie w forcie mówili ci, że Tanowie są prawie niewrażliwi na rany. Co, jak sądzisz, miało to oznaczać?
— Nie wiem… Może myślałam, że kosmici są zdolni swą siłą zniewalania obronić się przed napastnikami. Ale nie śniło mi się nawet, że Tanu może przeżyć takie uszkodzenia ciała. Trudno nie traktować ich jako istot prawie ludzkich, biorąc pod uwagę plan rozrodczy, o którym mówiła nam Epone.
— Nawet ludzie nie posiadający metafunkcji kurczowo trzymają się życia. W koloniach bywałem świadkiem rzeczy cholernie bliskich cudom. A jeśli idzie o wzmożenie funkcji mentalnych, które Tanom zapewniają ich obręcze…
— Ciekawe, czy tu na Wygnaniu mają urządzenia regeneracyjne?
— Myślę, że tak, przynajmniej w miastach. I jeszcze, Bóg wie, jaką inną technikę. Jak dotychczas widzieliśmy tylko obręcze, kalibrator sił umysłowych i to urządzenie rewidujące, którego użyli wobec nas, gdy tylko przeszliśmy przez bramę czasu.
— Ach tak. A to nas prowadzi do sprawy zabójczego sztyletu.
Starszy pan zdjął wiatrówkę i podłożył ją sobie pod plecy na oparciu siedzenia w łódce.
— Nie wątpię, że nasz przyjaciel, antropolog Bryan, mógłby nam opowiedzieć o legendarnej wrogości między czarownicami i żelazem. Zapewne wytłumaczyłby to jako echo napięć między kulturami epoki brązu i żelaza… Jakby nie było, folklor europejski niemal powszechnie podaje, że żelazo jest odrażające albo nawet śmiertelne dla Starego Ludu.
— Och, na litość boską, Klaudiuszu! — wybuchła mniszka. — Epone była kosmitką, a nie jakąś cholerną strzygą!
— No to wytłumacz mi, czemu nie wykończyły jej ukąszenia psodzwiedzi, odrąbanie kończyn i rany zadane mieczem z brązu, a wystarczyło jedno pchnięcie stalowego ostrza.
Amerie zastanawiała się przez chwilę.
— Być może żelazo zakłóca w jakiś sposób działanie obręczy. Krew Tanów jest tak samo czerwona jak nasza i zapewne równie bogata w żelazo. Być może ich ciała, umysły i naszyjniki działają w delikatnej harmonii, którą może zerwać wprowadzenie znacznej masy żelaza. Żelazo może nawet zachwiać tę równowagę, jeśli znajdzie się blisko powierzchni aury cielesnej. Pamiętasz Steina i jego topór bojowy? Nikt z załogi zamku nie był w stanie przeszkodzić mu w rzezi… co wówczas nie uderzyło mnie jako coś niezwykłego. Ale teraz, gdy wiemy więcej, wydaje mi się to znaczące.
— Zrewidowali nas dość dokładnie — odrzekł Klaudiusz. — Rozumiem też, dlaczego strażnicy nie potrafili odebrać Steinowi jego siekiery. Ale jak tu prześliznął się nóż Felicji?
— Nie mam pojęcia. Chyba że byli niedbali i nie zbadali jej nóg. A może złoto pochwy zdezorientowało wykrywacz. Wynikałyby z tego możliwości kontrtaktyki.
Klaudiusz przyjrzał się jej zmrużonymi oczami. W jej głosie brzmiało coś nowego i zaskakującego: wzbierająca siła.
— Zaczynasz mówić jak Felicja! To dziecko nie ma żadnych oporów przed wytępieniem wszystkich Tanów! Nie przejmuje się, że rządzą całą zakichaną planetą!
Na twarzy Amerie pojawił się dziwny uśmiech.
— Ale to nasza planeta. I za sześć milionów lat my tu będziemy. A oni nie.
Przycisnęła rumpel ramieniem; sterowała prosto na wschód. Wzmagający się wiatr wypełnił żagiel.
Dopłynęli za osłonę błotnistej wyspy, zrzucili żagle, zdemontowali i wypuścili powietrze z masztów i kilów. Łodzie zamaskowali naręczami ściętych trzcin i młodych wierzb. Na miejsce sterów zamontowali na rufach dekamolowe wiosła do śrubowania. Człowiek skulony na rufie mógł, poruszając wiosłem, nadać łódeczce ledwie dostrzegalny ruch do przodu.
— Dwie godziny zabierze nam przepłynięcie dwóch kilosów do brzegu tym sposobem — zaprotestował Ryszard.