Dzieci Boga [Children of God - pl]
- Автор: Расселл Мэри Дория
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-596-5
- Переводчик: Andrzej Polkowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:
— Tylko symbole — powiedziała Suukmel lekceważąco. — Kwiat traja ‘anronu, proporczyk, rymowany trójwiersz skomponowany przez samego Najdonioślejszego.
Nie upłynęło wiele czasu, zanim wojownicy i trzeciacy zyskali legalne możliwości rozwijania swoich zdolności i talentów — wojownik mógł stać się uczonym, a kupiec atletą, co dawniej było nie do pomyślenia. Teraz mogli uzyskać wysoką pozycję z powodu tego, co sobą reprezentowali, a nie z powodu samego urodzenia.
— Równoległe hierarchie, oparte na kompetencji — zauważył Danny. — Otwarte dla wszystkich, likwidujące niezadowolenie. To był twój pomysł, pani?
Ach, jaką przyjemność czerpała z towarzystwa tego cudzoziemca! Chyba tylko z Hlavinem czuła się tak dobrze.
— Tak — przyznała, opuszczając skromnie oczy. — Ustanowienie takich form współzawodnictwa pozwoliło mojemu panu Kitheriemu wyłowić jednostki obdarzone talentem, inteligencją, wyobraźnią, energią.
Suukmel Chirot u Vaadai potrafiła dobrze wykorzystać własne ograniczenia, jakim podlegała od narodzin. Nauczyła się, że prawie wszystkie wydarzenia lub okoliczności można obrócić na swoją korzyść.
— Najdonioślejszy wykorzystywał każdą sytuację. Silna władza lokalna budziła takie samo rozżalenie wśród niższych kast jak oczywiste oznaki niekompetencji. Mój pan Kitheri był trzeciakiem, więc znał się dobrze nie tylko na wojaczce, ale i na prawie. Niemal zawsze udawało mu się znaleźć precedens prawny, by usunąć jakiegoś zbyt potężnego lub wyjątkowo nieudolnego możnowładcę, jeśli jego młodszy brat był lepszy i bardziej sprzyjał nowemu reżimowi. A kiedy brakowało środków legalnych, dochodziło do różnych wypadków. Postawiła uszy, czekając na jego komentarz.
— Za cichym przyzwoleniem Najdonioślejszego? — zapytał Danny, a Suukmel nie zaprzeczyła. — A więc ci, którzy się na to godzili, dobrze wiedzieli, komu będą zawdzięczać swoje wyniesienie. Zdawali sobie sprawę, że ich władza i pozycja będzie oparta na równie kruchych podstawach jak władza Hlavina Kitheriego. — Zastanawiał się przez chwilę. — Takie jednostki tworzyły zaufaną kadrę popleczników. Można było na nich polegać, bo ich los związany był z jego losem.
— O to właśnie chodziło. — Była wobec niego coraz bardziej szczera. Danny był inteligentnym słuchaczem, który doceniał subtelne sformułowania, a jego podziw działał na nią jak niezwykła wonność. — Znaleźliśmy wiele sposobów poszerzania wpływów Najdonioślejszego. Na przykład, kiedy umarł jakiś lokalny władca, głowa rodu, można było przedłużać interregnum przez opóźnianie ceremonii inwestytury. Najdonioślejszy, którego obecność była konieczna, z jakiegoś powodu po prostu nie mógł w niej uczestniczyć. Często — dodała niewinnym tonem — przez wiele pór roku.
Regentami mianowano bratanków, szwagrów lub wujów-trzeciaków, a jednocześnie konfiskowano księgi rachunkowe i rejestry podatków, oddając je do sprawdzenia kupcom-trzeciakom i ruńskim księgowym z jakiejś odległej prowincji.
— Niekiedy wystarczyło samo rzetelne sprawdzenie ksiąg rachunkowych — mówiła Suukmel. — Dochody regionalne często znacznie wzrastały, a korzystała z tego rodzina, o którą nam chodziło.
— A Najdonioślejszy miał już pełny wgląd we wszystkie źródła bogactwa na danym terytorium — dopowiedział Danny.
— I wówczas znajdował w końcu czas na wzięcie udziału w niezbędnej ceremonii. Kiedy już dochodziło do przekazania ojcowizny, każdy dokładnie wiedział, ile wpływów można i należy oczekiwać z podatków. Dotychczasowi regenci, jeśli uznano ich za jednostki obiecujące, mogli zostać wcieleni do nowej izby skarbowej.
— I, oczywiście, powiększali grono zwolenników Kitheriego?
— Oczywiście.
Danny spojrzał na nią z podziwem.
— A do kogo, jeśli można wiedzieć, napływały doniesienia z tych izb?
— W owym czasie byłam osobą dość wpływową — mruknęła Suukmel i zachowała powagę nawet wówczas, gdy Danny wybuchnął śmiechem i pokręcił głową. — Jeśli wykryto jakieś nieprawidłowości — ciągnęła — otwierały się dwie drogi. Na dzień przed inwestyturą Najdonioślejszy zapraszał nowego władcę na prywatną audiencję i powiadamiał go o haniebnych czynach, jakich dopuścił się jego przodek. Dawano mu do zrozumienia, że mimo to Najdonioślejszy zechce pozostawić go na urzędzie i oczekiwano wdzięczności.
— I współpracy, rzecz jasna — powiedział Danny. — A jeśli ród był nadal przeciwny zmianom proponowanym przez Najdonioślejszego?
— Jeśli ród im nie sprzyjał, ujawniano publicznie przestępstwa, jakich się dopuścił, jego członków uznawano za VaHaptów, wyrzutków społecznych, a dziedzictwo konfiskowano.
— A w jaki sposób egzekwowano takie wyroki?
— Był niewielki oddział doborowych wojowników, występujących zwykle w turniejach, wyposażony i opłacany za pieniądze wpływające z nowych podatków. — Spojrzała poprzez dolinę. — Była też wojna na południu. Mój pan Kitheri potrafił przekonać bardziej… przywiązanych do tradycji, że bronią terytorium jana’atańskiego i dawnych obyczajów.
A kiedy ginęli na wojnie, na północy pozostawały po nich ziemie i tytuły. — Suukmel uniosła potwierdzająco podbródek. — Dwie pieczenie na jednym ogniu — mruknął Danny po angielsku.
— Trudno ci będzie uwierzyć — ostrzegła go Suukmel innym razem — ale to prawda. Hlavin miał poparcie wśród Runów. Nauczył się cenić ich zdolności i wykorzystywał je do urzeczywistnienia swoich planów. W jednym z pierwszych dekretów postanowił, by odtąd miejscy Runowie mieli swoich delegatów na inbrokarskim dworze. Zasięgano ich opinii we wszystkim, co dotyczyło Runów, mimo sprzeciwu ze strony niższych rangą Jana’atów.
Suukmel doradziła też Kitheriemu, by stworzyć siatkę ruńskich informatorów, a zadanie to powierzono jej zaufanej służebnicy Taksayu. Wkrótce zaczęły napływać doniesienia od kucharzy i lokajów, sekretarzy i masażystów, od poborców podatków i asystentów naukowych, od pomywaczek i nałożnic.
— Nie minęło wiele czasu, a mój pan Kitheri wiedział, o czym się mówi we wszystkich wielkich domach, kto jest niezadowolony i z czego, kto z kim zawiera tajne przymierza i kto komu czego zazdrości…
— A wiedza jest potęgą — przerwał jej Danny.
Suukmel zagruchała gardłowo.
— To bardzo mądre przysłowie — powiedziała z niekłamanym uznaniem.
— A jak wynagradzano Runów za ich pomoc we wprowadzaniu w życie planów Kitheriego?
— Oczywiście informatorzy musieli zostać tam, gdzie byli, ale ich dzieciom pozwalano wyrazić swoje zdanie na temat miejsca i rodzaju pracy, jaką chcą wykonywać, a później pozwalano im też wybrać sobie partnera rozrodu. Tak nam doradziła moja wierna przyjaciółka Taksayu. — Zamilkła na chwilę, by uszanować pamięć zmarłej. — Taksayu była Runao, ale mój pan Kitheri czerpał mądrość ze wszystkich źródeł, w których można ją było znaleźć…Ustanowił nawet renty dla ruńskich informatorów, którzy osiągnęli wiek uboju…
— I którzy karmili go informacjami, co bardziej cenił od ich mięsa — powiedział Danny chłodnym tonem.
Suukmel nie zwróciła uwagi na ten ton, pochłonięta chęcią wyjaśnienia mu wszystkiego.
— To była w istocie radykalna zmiana, ale ci, których służba domowa szła na taką rentę, uważali to jedynie za nieszkodliwy kaprys Najdonioślejszego. Kto by się sprzeciwiał, by jakiś stary Runao żył odtąd na koszt rozrzutnego Kitheriego? Ostatecznie mięsa nie brakowało, można je było zawsze mieć ze wsi… z wieśniaków hodowanych na odźwiernych, służących poruszających wachlarzami, zwykłych Runów użytkowych, przeznaczonych wyłącznie do uboju…