Dzieci Boga [Children of God - pl]
- Автор: Расселл Мэри Дория
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-596-5
- Переводчик: Andrzej Polkowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:
Na pokładzie „Bruna” czas zdawał się wyrokiem, ale to się zmieniło, gdy Daniel Żelazny Koń zestarzał się na Rakhacie.
„Na początku było Słowo”, pouczało Pismo, i Danny doszedł do wniosku, że dwoma największymi darami, jakich udzielił Bóg umiłowanemu przez siebie gatunkowi, były: czas, który oddziela jedno przeżycie od drugiego, i język, który wiąże przeszłość z przyszłością. Wszyscy księża, którzy pozostali na Rakhacie, poświęcili w końcu cały swój czas trudowi zrozumienia wydarzeń, jakie miały tu miejsce w okresie między pierwszą i drugą misją. Dla Daniela Żelaznego Konia nie było to jednak samo intelektualne dociekanie, ale i ustawiczna modlitwa.
Jego partnerką w tym zadaniu stała się Suukmel Chirot u Vaadai. Kiedy Danny ją poznał, nie była już żoną, tylko wdową po ambasadorze Mała Njeru na dworze Hlavina Kitheriego — starzejącą się kobietą pozbawioną pozycji społecznej, ale nie szacunku. Danny był nią oczarowany od samego początku, ale Suukmel nie spieszyła się z okazaniem zaufania cudzoziemcowi, którego imię wymawiane było na Rakhacie jako Dani Hi’rnorse.
Czas jednak płynął, włosy Danny’ego przyprószyła siwizna, a twarz Suukmel pobielała i w końcu nadszedł dzień, kiedy ona i ten dziwny cudzoziemiec zaczęli czerpać przyjemność z obcowania ze sobą. Suukmel wierzyła, że przeszłość nie umarła, że jest wciąż żywa, a jej znaczenie jest tym większe, im bardziej niewidoczny jest jej wpływ. Kiedy odkryła, że Dani Hi’rnorse też w to wierzy, ich przyjaźń rozgorzała silnym, niczym nie zmąconym płomieniem.
Stało się już zwyczajem, że każdego ranka wybierali się razem na otaczające dolinę N’Jarr wzgórza i rozmawiali o tym, co dla Suukmel było zrozumiałe i co chciała uczynić zrozumiałym dla Danny’ego. Danny często rozpoczynał te rozmowy jakąś maksymą, oczekując na jej reakcję.
— Na Ziemi jest takie powiedzenie: przeszłość to obcy kraj — powiedział jej kiedyś, a Suukmel uznała to za pożyteczną maksymę, bo sama czuła się cudzoziemcem w teraźniejszości. Jednak nawet wtedy, kiedy się z nim nie zgadzała, wymiana poglądów była bardzo ciekawa.
— Władza niszczy — oznajmił jej pewnego dnia, kiedy zaczęli wspinać się na wzgórze, by dojść do ścieżki okalającej dolinę. — A władza absolutna niszczy absolutnie.
— Niszczy lęk, a nie władza — odpowiedziała. — Brak władzy poniża. Władzę można wykorzystywać dobrze lub źle, ale słabość nikogo nie czyni lepszym. Temu, kto ma władzę, łatwiej pielęgnować dalekowzroczność. Może być cierpliwy, nawet wspaniałomyślny wobec sprzeciwu, wiedząc, że w końcu go pokona. Nie czuje, że jego życie jest jałowe, bo ma powód, by wierzyć, że jego plany zostaną urzeczywistnione.
— Mówisz o sobie, szlachetna Suukmel — zapytał Danny z uśmiechem — czy o Hlavinie Kitherim?
Przystanęła i przez chwilę zastanawiała się nad jego słowami.
— Można mówić o pewnej zgodności dusz — przyznała ostrożnie, zanim ponownie ruszyła pod górę. — Zło opanowało Hlavina Kitheriego, kiedy był tylko resztarem. Był gotów na wszystko, więc postępował jak człowiek gotów na wszystko. To się zmieniło, odkąd zdobył władzę.
Ścieżka zrobiła się bardziej stroma, pokryta zdradzieckim piargiem. Przez jakiś czas wspinali się w milczeniu. Tuż przed szczytem nieco zdyszana Suukmel usiadła na gładkim, twardym pniu tupy i spojrzała poprzez dolinę N’Jarr na góry, wyrastające z ziemi jak gigantyczne rakiety wystrzeliwane z samego środka Rakhatu.
— Oczywiście władza może się dostać w ręce niewłaściwych ludzi — przyznała, kiedy złapała oddech. — Małoduszne, tępe, ubogie dusze mogły kiedyś odziedziczyć władzę. Dzisiaj tacy ludzie mogą ją sami pochwycić, kupić albo dojść do władzy przypadkiem. — Głos jej stwardniał. — Władza nie zawsze uszlachetnia. — Powiedziała to, patrząc na południe, i zaraz potem wstała. — Powiedz mi, Dani, dlaczego spędzasz tyle czasu ze starzejącą się kobietą? — zapytała, spoglądając na niego z ukosa, kiedy ruszyli w dalszą drogę.
Wyciągnął swoją dziwną, nagą dłoń, aby pomóc jej obejść wyrwę w ścieżce.
— Kiedy byłem bardzo młody — powiedział — zamieszkała z nami babka mojego ojca. Opowiadała nam dawne opowieści, które sama usłyszała z ust swoich prababek. W ciągu tych kilku pokoleń zmieniło się wszystko. Wszystko.
— Pamiętasz te opowieści? — zapytała Suukmel. — A może uznałeś, że wiedza o przeszłości nie będzie ci potrzebna?
— Pamiętam. — Danny przystanął, a Suukmel obejrzała się i zobaczyła, że na nią patrzy. Z lękiem, pomyślała. — Ale w moim kraju byłem uczonym. Więc badałem prawdę tych opowieści, które dotarły do mnie poprzez pięć pokoleń, posługując się badaniami innych uczonych.
— I co się okazało?
Okazało się, że mówiły prawdę. Nie były legendami, były historią. No i dlatego teraz spędzam tyle czasu ze starszymi paniami — zażartował, a ona się uśmiechnęła.
— Zmiana może być dobra — powiedziała Suukmel, kiedy znowu poszli dalej. — Wielu Jana’atów wciąż wierzy, takjak my wszyscy wierzyliśmy w dawnych wiekach, że zmiana jest niebezpieczna i zła. Uważają, że wszystko, co zrobił mój pan Kitheri, było straszliwym błędem, nienawidzą go za to, że zmienił dawny sposób życia, przekazywany z pokolenia na pokolenie bez najmniejszego uszczerbku. Potrafisz to zrozumieć? Czy u was, na planecie H’earth, znana jest taka doskonałość?
Danny powstrzymał się od uśmiechu.
— Och, tak. Ja sam jestem członkiem „kościoła”, który przez wielu jest uważany za nieomylnego depozytariusza ponadczasowej prawdy.
— Mój pan Kitheri i ja rozważaliśmy ten problem bardzo dokładnie. Uznaliśmy, że każda instytucja uważająca się za strażnika prawdy ceni stałość i niezmienność, bo zmiana z samej swojej natury wprowadza błąd. Takie instytucje mają zawsze potężne mechanizmy utrzymujące niezmienność i walczące ze zmianami.
— Odwołują się do tradycji i do władzy. I do boskości.
— Tak, do tego wszystkiego — przyznała pogodnie. — A jednak zmiana może być pożądana albo konieczna, albo i pożądana, i konieczna! Więc jak mądry książę wprowadza zmianę, kiedy całe pokolenia uświęciły jakąś praktykę lub zakaz, które teraz krzywdzą lub okaleczają?
Zatrzymała się, żeby spojrzeć na niego wprost; już nie dziwiła jej klarowność wizji z bliskiej odległości.
— Powiedz mi, Dani, czy nie jesteś już zmęczony paplaniem starej kobiety? — zapytała, przekrzywiając głowę. — Bo jeśli nie, opowiem ci o pierwszych dniach panowania Kitheriego. Chcesz?
Nawet teraz, kiedy już wiedziała, co z tego wynikło, jej oczy zapłonęły zachwytem.
— Opowiedz mi — odpowiedział. — Wszystko, co pamiętasz.
Pierwsze dekrety Kitheriego nie spotkały się ze sprzeciwem, bo przywracał nimi tylko zapomniane dawne praktyki: pojedynki tancerzy, bitwy wielkich chórów.
— To nie była zmiana. — Suukmel ściszyła konspiracyjnie głos. — Po prostu powrót do dawnych obyczajów, jak mówił, czystszych i bliższych dawnej prawdzie.
Wkrótce Kitheri ustanowił ogólnokrajowe zawody w poezji, architekturze, inżynierii, matematyce, optyce, chemii. Złożywszy podczas inauguracji przysięgę, że będzie strzegł niezmiennego ładu Inbrokaru, nie mógł naruszyć prastarego dziedzictwa, więc nagrody nie były cenne.