Dzieci Boga [Children of God - pl]
- Автор: Расселл Мэри Дория
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-596-5
- Переводчик: Andrzej Polkowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:
Podczas ostatnich dni życia Daniel Żelazny Koń często wpatrywał się w potrójne cienie na ścianach swojego kamiennego domu w dolinie N’Jarr i myślał o przeszłości. Do końca zachował jasność umysłu, ale jego myśli nieustannie powracały do tych strasznych miesięcy spędzonych na pokładzie „Giordana Bruna”. Wydawało mu się, że egzystował wówczas w czymś w rodzaju milczącej otchłani, z utęsknieniem wypatrując końca kary, podczas gdy na Rakhacie lata mijały szybko.
Jego pokuta rozpoczęła się w chwili, kiedy zgodził się na to porwanie. Taką samą pokutę zadał Yincenzowi Giulianiemu — żyć z tym, co zrobił. On sam dostał jednak lżejszy wyrok. Wciąż miał nadzieję, że będzie żył dostatecznie długo, by poznać odpowiedź na pytanie, które Giuliani zabierze do grobu: A jeśli mylę się we wszystkim?
Danny zadawał sobie to pytanie wciąż i wciąż, w miarę jak mijały tygodnie spędzone w Neapolu w towarzystwie tego człowieka, którego zamierzali nieodwracalnie skrzywdzić, prawdopodobnie bez rozsądnego powodu. Żył z tym pytaniem przez całe miesiące podróży na pokładzie „Giordana Bruna”, otoczony ludźmi, którzy z trudem znosili jego widok. Pogodził się z ich oceną. Jego grzechem była pycha — robak toczący go od wewnątrz — potężna siła napędowa, czerpana ze złudnej wiary w to, że Bóg przygotowuje go do dokonania czegoś niezwykłego.
Choć rodzina jego ojca wywodziła się z nędzy i poniżenia indiańskiego rezerwatu i choć sam publicznie odrzucał romantyczne stereotypy dziedzictwa szczepu Lakota, w głębi serca był z niego dumny. Od dzieciństwa wiedział, że jest potomkiem towarzyszy broni Szalonego Konia i Małego Wielkiego Człowieka ze szczepu Oglala, Czarnej Tarczy i Chromego Jelenia ze szczepu Minikondów, Nakrapianego Orła i Czerwonego Niedźwiedzia ze szczepu Sansarków, Czarnego Mokasyna ze szczepu Czejenów czy Siedzącego Byka ze szczepu Hunkpapów — bohaterów wiodących najlepszą w dziejach świata lekką kawalerię na bój w obronie swoich rodzin i swojej ziemi, w obronie własnego stylu życia, w którym ponad wszystko ceniło się takie wartości, jak odwaga, męstwo, szczodrobliwość i transcendentne wizje duchowe.
Równie silna tradycja wiązała jego rodzinę z Czarnymi Sukniami, których wiara sprzyjała tym samym wartościom. Jego prapraprababka należała do pierwszych Indian Lakota ochrzczonych przez Pierre’a-Jeana de Smeta, legendarnego jezuitę, który dzięki swej odwadze i dobroci zdobył sławę i zaufanie wśród plemion Wielkiej Równiny. Indianie Lakota wierzyli, że wszystkie ludy, jeśli nie osoby, wierzą w Boga i pragną się z Nim połączyć; chrześcijańskie wezwanie do powszechnego pokoju nie było dla nich niczym nowym, bo głosiła je również słynna szamanka Biała Krowa. Znali też krwawą ofiarę składaną Wakan Tanka — Wielkiej Tajemnicy. Nawet krucyfiks budził znajome skojarzenia: ciało Jezusa, przebite i zawieszone na krzyżu, było niczym przebite i zawieszone ciała Słonecznych Tancerzy, szalonych wizjonerów, którzy wiedzieli, co to znaczy ofiarować Bogu własne ciało i krew w imieniu swojego ludu — z wdzięczności, w celu przebłagania za winy, w radosnym transie. Podczas mszy odprawianych przez Czarne Suknie wielu Lakotów oddawało cześć owej świętej i niezmierzonej Mocy, która opiekowała się wszystkim, co istnieje, która wysłuchiwała modlitw tych, którzy składali jej ofiarę, już nie ze swojego ciała i krwi — bo jezuici to zmienili — ale z chleba i wina, konsekrowanych na pamiątkę Najwyższej Ofiary.
Wszystko to było z pewnością przygotowaniem do tego, co miało się stać: jego pochodzenie i dziedzictwo, specyficzny styl edukacji, talent, energia i intuicja, które Daniel Żelazny Koń pielęgnował w sobie, rozwinął i wniósł w wiek dojrzałości. Wszystko to przygotowywało go na ów dzień, kiedy to po raz pierwszy otworzył raporty z misji na Rakhat i zapoznał się z tym, co załoga „Stelli Maris” zobaczyła i poznała. I uwierzył, a ta wiara rosła i umacniała się z każdą nową stroną raportów, że narodził się po to, aby polecieć na Rakhat, że ze wszystkich, którzy mogą tam zostać wysłani, tylko Daniel Żelazny Koń jest w stanie naprawdę zrozumieć kruche piękno kultury Jana’atów.
Bał się o nich.
Życie pierwotnych ludów Wielkiej Równiny też zależało od jednego gatunku zwierzyny łownej; one też były przez obcych uważane za groźne plemiona rozmiłowane w wojnie. Danny wiedział, że to prawda, ale prawda bardzo cząstkowa i wykoślawiona. Uwierzył, że jeśli znajdzie się na Rakhacie, będzie mógł w jakiś sposób zadośćuczynić swoim lakotańskim przodkom, pomagając Jana’atom odnaleźć nowy sposób życia zachowujący najwyższe wartości uznawane przez wojownika, przez łowcę i przez jezuitę: odwagę i męstwo, szczodrobliwość i wizję.
Czasami, na pokładzie „Giordana Bruna”, kiedy filtry i nawiewnie szumiały cicho, a pracę silników bardziej można było wyczuć, niż usłyszeć, Danny przypominał sobie myśl, która przyszła mu do głowy, gdy czytał raporty z Rakhatu: zrobię wszystko, by tam polecieć. Dla niego była to tylko przenośnia, ale Bóg uznał to za układ Fausta.
— Nam obu bliższa jest tradycja — powiedział mu Gelazy III podczas prywatnej audiencji. — Rozumiemy potrzebę ofiary, aby naszej wierze w Boga nadać konkretny wymiar, aby naszą wiarę pozbawić jakichkolwiek zastrzeżeń, aby bezgranicznie ufać, że jeśli zdamy się na Jego wolę, wszystko będzie dobrze. A teraz my obaj, ty i ja, zostaliśmy wezwani, by złożyć ofiarę, która będzie sprawdzianem naszej wiary, prawie tak jak Abraham. To trudniejsze od złożenia w ofierze własnego ciała. Ty i ja musimy złożyć w ofierze Sandoza, związanego jak Izaak, syn Abrahama. Musimy zrobić coś, co wydaje się okrutne i niezrozumiałe, a czyniąc to, całkowicie zawierzyć Bogu i stać się narzędziem Jego woli. Służymy Ojcu, który nie cofnął się przed ofiarą Abrahama, który dopuścił ukrzyżowanie swego Syna! I który czasami żąda poświęcenia tego, co dla nas najdroższe, aby wypełnić Jego wolę. Ja w to wierzę. A ty wierzysz?
Zdobył się wówczas tylko na kiwnięcie głową. Co sprawiło, że wyraził milczące przyzwolenie na czyn, który uważał za odrażający? Czy naprawdę ambicja? Danny badał swe sumienie z zawziętą skrupulatnością i odpowiadał sobie: Nie, to nie ambicja, choć dobrze wiedział, że inni właśnie o to go oskarżali. A może sprawił to majestat Watykanu, moralny ciężar dwu tysięcy lat władzy duchowej? Niewzruszona pewność samego papieża?
Współczucie i piękno promieniujące z tych przenikliwych, wiedzących oczu?
Tak. Tak, na pewno.
Czy Ojciec Święty miał więcej powodów, by wysłać Sandoza na Rakhat? Niewątpliwie. Można się było spodziewać wielu pożądanych skutków tej decyzji — politycznych, dyplomatycznych czy praktycznych. Lecz czy te inne motywy przeważały nad niesamowitą pewnością Ojca Świętego, a także nad prawie rozpaczliwą nadzieją ojca generała, że to Bóg zapragnął, by Sandoz powrócił na miejsce swojego duchowego i fizycznego gwałtu?
Daniel Żelazny Koń nie sądził, by tak było.
I nie wiedział już, co sam o tym myśli, nie wiedział, w co wierzy. Był pewny tylko jednego: po prostu nie potrafił patrzeć Gelazemu III w oczy, wysłuchać jego słów, a potem wyrzucić z siebie szydercze: „To parszywa, obłudna gra”. Był jezuitą i nauczono go, jak odnajdywać Boga we wszystkim; nie był w stanie wykręcić się z etycznej pułapki, jaką na niego zastawiono. Skoro Bóg jest najwyższym Panem i jeśli jest nieskończenie dobry, to wszystko, co przydarzyło się Sandozowi, musi być częścią jakiegoś większego planu, a jeśli tak, to trzeba pomóc tej duszy i wypełnić wolę Bożą, wracając z nim na Rakhat.
Tak więc, przyzwoliwszy na zdradę swego sumienia i poświęciwszy swą psychiczną integralność, Daniel Żelazny Koń mógł tylko obserwować rozwój tego, do czego się swoim przyzwoleniem przyczynił — mógł żyć z tym, co uczynił, i starać się odnaleźć w tym Boga. I podsycać w sobie nadzieję, że pewnego dnia cel uświęci środki.