Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 210
Перейти на страницу:

Chcie­li go za­bić, a to ona zde­cy­do­wa­ła, że przy­łą­czą się do Dwu Pal­ców i jego to­wa­rzy­szy, więc śmierć chłop­ca spad­nie na nią, i jed­no­cze­śnie uczy­ni z niej naj­bar­dziej bez­rad­ną oso­bę w tej osa­dzie. Zda­ną na ła­skę i nie­ła­skę każ­de­go czwo­ro­rę­kie­go va­ihi­ra.

Bo, o czym do­brze pa­mię­ta­ła, z ich dwój­ki va­ihi­ro­wie bali się tyl­ko Ko­cy­ka. Bali się jej ka­na­loo.

Bo tym wła­śnie był, mo­gła po­sta­wić na to wła­sne ży­cie.

Wpa­try­wa­ła się w rdza­wy ka­mień pod swo­imi sto­pa­mi, słu­cha­jąc, jak czwo­ro­rę­cy gro­ma­dzą się wo­kół krę­gu. W tym miej­scu Ko­cyk miał umrzeć i w tym miej­scu ona mia­ła rzu­cić wy­zwa­nie ple­mie­niu Trzy­dzie­stu Dło­ni. Jest Ver­dan­no, nie oka­że stra­chu ob­cym, nie da im sa­tys­fak­cji. Może i musi za­dzie­rać gło­wę, by spoj­rzeć im w twa­rze, ale to nie zna­czy, że po­zwo­li im pa­trzeć na sie­bie z góry.

Uśmiech­nę­ła się i unio­sła wzrok.

Ota­cza­li ją krę­giem ka­mien­nych twa­rzy-py­sków, ja­snych oczu, w głę­bi któ­rych błysz­cza­ła świa­do­mość wła­snej siły. Więk­szość za­ło­ży­ła jed­ną parę rąk na pier­si, dru­gą opie­ra­jąc na rę­ko­je­ściach bro­ni, ale był to tak na­tu­ral­ny gest, że nie mo­gła go wziąć za pró­bę za­stra­sze­nia. Zresz­tą, kogo chcie­li­by na­stra­szyć? Dziec­ko, któ­re się­ga każ­de­mu z nich do pasa?

Krąg va­ihi­rów pękł i wpro­wa­dzo­no Ko­cy­ka, a Key’lą szarp­nął gniew. Chłop­cu za­ło­żo­no że­la­zną ob­ro­żę, do któ­rej przy­mo­co­wa­no dłu­gi na kil­ka­na­ście stóp drąg. Czwo­ro­rę­ki, któ­ry go trzy­mał, na­wet nie pró­bo­wał uda­wać, że jest de­li­kat­ny, spod ob­rę­czy spły­wa­ły struż­ki krwi, a Ko­cyk szedł, na zmia­nę cią­gnię­ty i po­py­cha­ny, jak­by był zwie­rzę­ciem na tar­gu. Roz­glą­dał się wo­kół zdu­mio­nym, bez­rad­nym wzro­kiem ma­łe­go dziec­ka.

Bar­dziej od tego wzro­ku ści­snął ją w pier­si uśmiech, któ­ry roz­kwitł na jego twa­rzy, gdy tyl­ko ją za­uwa­żył.

Wy­ko­na­ła gest w ana­ho’la, któ­re­go na­uczy­ła go roz­po­zna­wać: „Wszyst­ko do­brze. Wszyst­ko jest w po­rząd­ku”.

Jak wi­dać, kła­mać moż­na w każ­dym ję­zy­ku.

Jak­by na po­twier­dze­nie tej praw­dy pro­wa­dzą­cy chłop­ca wo­jow­nik szarp­nął bru­tal­nie drą­giem, pra­wie prze­wra­ca­jąc więź­nia.

Uśmiech­nę­ła się sze­rzej, pro­wo­ka­cyj­nie, i po­wie­dzia­ła gło­śno:

— Sau­ri-noi rwe. Oma­na­we­ri tu­aru, oma­na­we­ri kage ma­lo­ne.

Key’la ćwi­czy­ła te sło­wa tyl­ko go­dzi­nę lub dwie, pod okiem Ust Zie­mi, lecz do­sko­na­le zna­ła ich wagę. Były ni­czym po­chod­nia ci­śnię­ta za ple­cy po przej­ściu przez most. Do­pó­ki nie pa­dły, va­ihi­ro­wie mo­gli trak­to­wać ją jak ko­goś po­mię­dzy nie­chęt­nie przyj­mo­wa­nym go­ściem a zwie­rząt­kiem, nad któ­rym się zli­to­wa­no i po­zwo­lo­no mu żyć. Ale gdy po­wie­dzia­ła: „Je­stem Sła­ba Jed­na. Do­ma­gam się gło­su, do­ma­gam się spra­wie­dli­wo­ści”, rzu­ci­ła ple­mie­niu wy­zwa­nie.

Dwa Pal­ce ostrzegł ją, że za­bie­rać głos na wie­cach mogą tyl­ko ci, któ­rzy mają po czte­ry ręce. Tak sta­no­wi­ło pra­wo Trzy­dzie­stu Dło­ni. Ina­czej mó­wiąc, nie je­steś va­ihi­rem, milcz. Nie wy­mie­nił kary za zła­ma­nie tego pra­wa, ale nie mu­siał. Dziew­czyn­ka sama wy­cho­wa­ła się w świe­cie, któ­re­go fun­da­ment sta­no­wi­ły nie­pi­sa­ne za­sa­dy, im prost­sze, tym bez­względ­niej prze­strze­ga­ne.

Dla­te­go ten, któ­ry wiódł Ko­cy­ka, za­rzu­cił ją te­raz gra­dem słów, wy­cią­ga­jąc jed­no­cze­śnie dol­ny pra­wy miecz, a w krę­gu pod­nio­sły się groź­ne syk­nię­cia. Wie­dzia­ła jed­nak, jak na to za­re­ago­wać. Unio­sła obie dło­nie i za­ci­snę­ła je w pię­ści – gest ozna­cza­ją­cy brak zgo­dy na za­bra­nie gło­su przez in­ne­go va­ihi­ra. Za­sko­czy­ła ich, gniew­ny ja­zgot umilkł na ude­rze­nie ser­ca, dość, by mo­gła po­wie­dzieć:

— Omu­li-rech rwai tu­aru kome. Ma­lo­ne say’yu?

„Dwa Pal­ce bę­dzie moim gło­sem. Czy spra­wie­dli­wość za­milk­nie?”.

Pod­kre­śli­ła py­ta­nie, opusz­cza­jąc dło­nie. Mowa cia­ła była u czwo­ro­rę­kich rów­nie waż­na jak ana­ho’la u Wo­za­ków.

Wię­cej nie po­tra­fi­ła po­wie­dzieć w miej­sco­wym ję­zy­ku, zresz­tą, jak Usta Zie­mi wy­ja­śni­ła jej w trak­cie po­spiesz­nej na­uki, to i tak były naj­prost­sze, naj­pry­mi­tyw­niej­sze zwro­ty, któ­re nie po­win­ny być w ogó­le uży­wa­ne w krę­gu wie­co­wym, ale trud­no. Je­śli nie za­bi­ją jej po pierw­szym zda­niu, po­win­ni wy­słu­chać dru­gie­go. A je­śli wy­słu­cha­ją dru­gie­go, to jest szan­sa, że Dwa Pal­ce zo­sta­nie jej tłu­ma­czem.

— A dla­cze­go on? — za­py­ta­ła wte­dy. — Dla­cze­go nie ty, sko­ro dużo le­piej mó­wisz w me­ekhu?

— Bo mu­szę zro­bić to, co dla ple­mie­nia jest do­bre, ale do­pie­ro wte­dy, gdy ono samo mnie o to po­pro­si. — Uśmie­szek va­ihir­skiej ko­bie­ty był pra­wie psot­ny. — A Dwa Pal­ce zna twój ję­zyk le­piej, niż chce przy­znać.

To­wa­rzysz jej wę­drów­ki wy­szedł na śro­dek, zje­żo­ny jak mło­dy ogier, któ­re­go pierw­szy raz za­przę­gnię­to do ry­dwa­nu. Bły­snął jej tyl­ko oczy­ma i opu­ściw­szy dło­nie na rę­ko­je­ści swo­ich że­la­znych ma­czug, sta­nął za dziew­czyn­ką. Zwal­czy­ła po­ku­sę, by oprzeć się o nie­go w po­szu­ki­wa­niu po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa.

— Mo­żesz mó­wić — za­dud­nił z góry. — Będę tłu­ma­czył.

Za­miast tego Key’la wska­za­ła na va­ihi­ra trzy­ma­ją­ce­go chłop­ca na uwię­zi.

— Niech on te­raz mówi.

To też mia­ła za­pla­no­wa­ne. Niech mó­wią ci, któ­rzy czu­ją naj­więk­szy gniew na Do­brych Pa­nów, niech wy­le­ją go z sie­bie od razu, aż emo­cje opad­ną.

Po­sy­pa­ły się sło­wa i praw­dę mó­wiąc, żeby je zro­zu­mieć, nie po­trze­bo­wa­ła tłu­ma­cza. To były sło­wa ka­mie­nie, sło­wa strza­ły, mia­ły ra­nić i za­bi­jać. Ale ich głów­ny sens krył się w ge­ście, ja­kim roz­gnie­wa­ny wo­jow­nik roz­ło­żył na bok swo­je czte­ry ręce. Szarp­nię­ty gwał­tow­nie Ko­cyk omal się nie prze­wró­cił.

— Ka­wa­łek Że­la­za twier­dzi, że tyl­ko ci, któ­rzy…

Usta Zie­mi była mą­dra i przy­go­to­wa­ła jej od­po­wiedź i na ten za­rzut.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)