Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 111
Перейти на страницу:

Odstawił butelkę i uśmiechnął się szelmowsko. W ostatniej chwili zdławił w sobie chęć, aby odbezpieczyć sprężynowe ostrze, które miał przymocowane do przedramienia. Percus by to z pewnością zauważył i natychmiast zareagował.

- Rynek jest już pełen - zaczął. - Ceny lecą w dół i praktycznie cały wschód już tonie w opium.

Uniósł szklaneczkę i siorbnął z niej. Jego przemowa zainteresowała Percusa na tyle, że tamten zapomniał go naśladować. Łasiczka uśmiechnął się i ciągnął dalej:

- Tylko idiota próbowałby się przebić na takim rynku bez odpowiednich kontaktów i przy tak ostrej konkurencji. W cesarstwie…

Percus nie tyle spiął się bardziej, co nagle wydał się jeszcze bardziej gotowy do akcji, jakkolwiek ta akcja miałaby wyglądać. Nie ulegało jednak wątpliwości, że większość opcji oznaczała nieuchronną śmierć.

- …w cesarstwie są ceny oczywiście wyższe, ale zysk nie pokrywa ryzyka. Cesarz wydaje się być strasznie na opium cięty i częstokroć nie pomagają nawet łapówki. Znałem ja kilku porządnych ludzi, którzy skończyli na szubienicy.

Percus pozwolił sobie się rozluźnić. Łasiczka z największym trudem ukrył westchnienie ulgi. Trafnie zatem odgadł, iż jego rozmówca, a raczej ludzie, którzy za nim stali, nie chcieli, aby ktokolwiek się mieszał do handlu opium na cesarskiej ziemi.

- Nie pi-jesz - stwierdził Łasiczka z wyrzutem, wskazując na szklaneczkę. Starał się, aby zająknięcie brzmiało jak najbardziej naturalnie. - Widzisz, ja mam jeszcze lepszy plan… - Wciągał Percusa głębiej w swoją historię. - Dostawy towaru na większe odległości. Da-leko na południe, aż za Pustynię Gutawską. Owszem, logistyka wychodzi drożej, nie da się tego ukryć. Jednak jeśli wszystkim zajmę się sam, bez pośredników, i tak zarobię więcej, niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić.

- To jest bardzo dobry plan - zgodził się z nim Percus. - Tyle że trochę ambitny.

Tym razem napili się obaj.

Percus do pewnego stopnia przypominał żołnierza. Dostał wprawdzie instrukcje, których musiał się trzymać, ale na tyle ogólne, że miał wolną rękę do podejmowania decyzji, kiedy szło o detale, wydedukował Łasiczka. Idea wysyłania opium na południe nie mieściła się w jego instrukcjach i decyzja, co z tym zrobić, należała w tej chwili wyłącznie do niego. Łasiczka przeszedł do kolejnego stopnia upojenia alkoholem. Niestety, nie tylko tego udawanego, choć przynajmniej tak naprawdę trzymał się wciąż o kilka stopni lepiej, niż to swemu rozmówcy pokazywał.

- Mnie się nie wydaje, żebyś ty był takim zwykłym kupcem, mój drogi, mnie się wręcz wydaje, że ty tutaj wszystkim rządzisz! I wiesz co? Ja cię lubię, chętnie z tobą zrobię interes. Zaproponuj przyzwoitą cenę, a ja ci zapewnię dostawy. Muszę tylko znaleźć szlak na północ, ale to nie problem, bo wiesz, ja mam kontakty… Dziewuszko! - Zamachał ręką na karczmarza. - Obiecałaś mi pokój czy nie?

Oberżysta wymienił spojrzenia z Percusem, który wykonał dyskretny, uspokajający gest ręką. Łasiczka nie posiadał się ze szczęścia, kiedy go dostrzegł. A zatem nie zamierzają go zabić, po prostu dostanie pokój.

Kiedy padał na wpół nieprzytomny na łóżko, uświadomił sobie, że jest ululany jak bela. Niewiele brakowało… Gdyby nie zdołał tak dobrze wyczuć Percusa i umiejętnie tego rozegrać, nie przeżyłby tego wieczoru. Jednak czemu chlebodawcy Percusa byli aż tak wyczuleni w sprawie handlu opium na pobrzeżu i w cesarstwie? Chodziło wyłącznie o konkurencję czy może też i coś więcej? Rozstrzygnięcie tej kwestii postanowił zostawić już na rano. Na razie, był zbyt zmęczony i stanowczo zbyt pijany.

Po naszej małej wycieczce jakoś nie miałem nastroju ani na Bandarilla, ani na dalsze jego pomysły. Poza tym chciałem się lepiej przyjrzeć mojej broni, bo zaczynała mnie porządnie intrygować. W związku z moją rosnącą popularnością potrzebowałem też żelaza, na którym mógłbym bardziej polegać, bo przebijanie się z gołymi pięściami poprzez tłumy wszystkich moich wielbicieli zaczynało wyglądać na zadanie wcale ambitne, nawet jak na mnie. Mniej więcej w pół drogi między kwartałem rzemieślników a rogatkami znalazłem kowala, od którego za złocisza wynająłem na cały dzień jego kuźnię. Sam się bronią nie zajmował, ale narzędzia miał więcej niż przyzwoite.

Zanim zabrałem się do roboty, jeszcze raz rozejrzałem się po okolicy. Ulica powoli traciła tu już swój charakter. Bardziej przypominała przedmieścia z ich wolno stojącymi domami z mniejszymi lub większymi ogródkami. Ludzie, którzy mnie mijali, widać znali kowala bardzo dobrze i rzucali mi zaciekawione spojrzenia, jednak nie wzbudzałem nadmiernego zainteresowania. Wszystko to pasowało mi idealnie. Wróciłem do kuźni, rozpaliłem ogień i czekałem, aż komin złapie porządny cug. Zamiast dachu miałem nad głową okopcone, tu i ówdzie poprzepalane płótno, przez które wdzierały się promienie palącego słońca. W tym gorącym jak patelnia mieście kuźnia nie była miejscem dla byle mięczaka. Jak i gdziekolwiek indziej zresztą…

Zanim żar w palenisku osiągnął odpowiednią temperaturę, z pomocą miękkiego kamienia szlifierskiego oczyściłem ostrze z rdzy. Marka miecznicza nadal pozostawała nieczytelna. Dopiero kiedy rozebrałem rękojeść, znalazłem pod jelcem symbol dwóch stylizowanych górskich zboczy i słońca między nimi. Kiedyś znałem wszystkie ważniejsze znaki zarówno mistrzów współczesnych, jak i tych dawniejszych, jednak tego tutaj nigdy wcześniej nie widziałem. Mimo to wyrób dawnego, nieznanego rzemieślnika bardzo mi się podobał. Oczywiście z wyjątkiem tej części, która była poddana naprawie. Ktoś to zrobił bardzo nieumiejętnie, dodając zbyt wiele materiału i nie przekuwając ostrza odpowiednio.

Zabrałem się do roboty. Nie zamierzałem miecza przekuwać i na nowo przedłużać. Najpierw zająłem się samym ostrzem, które rozgrzałem w palenisku, i kiedy nabrało barwy dojrzewających wiśni, zacząłem kuć. Nie spieszyłem się, dawałem stali czas. Pęknięcie biegło dość krzywo, więc postanowiłem, że czubek ostrza wykonam niesymetryczny, wyglądający bardziej jak u broni jednosiecznej. Nigdy wcześniej niczego takiego nie widziałem, ale mi to nie przeszkadzało. Kiedy skończyłem, leżała przede mną przedziwna hybryda miecza jednoręcznego, dwuręcznego i tasaka. Przez chwilę zastanawiałem się, co zrobić z jelcem. Ponieważ ostrze stało się teraz krótsze, wyglądał trochę dziwacznie, ale w końcu zostawiłem tak, jak był. Zamiast tego zająłem się głowicą, z której ująłem materiału, żeby pasowała wagą do krótszego ostrza, i wykończyłem bez specjalnej finezji, byle tylko nie pokaleczyła mi żadnymi zadziorami dłoni. Na koniec przyszła kolej na prawie trzydziestocentymetrowy, odłamany fragment ostrza ze sztychem. Naostrzyłem je na nowo i zeszlifowałem pękniętą krawędź. Przewierciłem w niej otwory, po czym z lipowego drewna przygotowałem okładziny, które po znitowaniu wytworzyły prostą rękojeść. Owinąłem ją potem paskiem nawilżonej skóry i zostawiłem do wyschnięcia, żeby się trochę ściągnęła.

Przez resztę dnia dopieszczałem swoje wyroby, które w konkursie piękności wprawdzie nie zdobyłyby żadnych punktów, jednak świetnie leżały w dłoni i były wykonane z pierwszorzędnej stali. Na koniec zeszlifowałem jeszcze w szpikulce poprzeczki jelca tasako miecza. Każda część broni może się w walce przydać.

Kiedy kończyłem, przyglądał już mi się właściciel kuźni, który pod wieczór wrócił do domu. Siedział na beczce z piaskiem, w ręku dzierżył solidny dzban piwa i spoglądał, jak sobie radzę. Odłożyłem wreszcie narzędzia kowalskie i zamiast nich chwyciłem za dratwę. Po wewnętrznej stronie kożucha wszyłem dwie pętle, za które wsunąłem sztylet. Trzymanie go tam w ten sposób może i nie było całkiem bezpieczne, ale lepsze to niż nic. Poza tym mało kto by się w tym miejscu broni spodziewał.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)