Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 137
Перейти на страницу:

Gdzieś w głębi zaskoczył kompresor i jego buczenie zmieszało się z cichym bulgotaniem napowietrzanej wody w zbiorniku i nieustannym szumem wentylatorów. Sandoz się nie poruszał.

— Kiedy się rozstawaliśmy, moja dziewczyna powiedziała mi, że to okrutne i niegodziwe pragnąć śmierci ludzi, których jedynym grzechem było przyjście na świat w okresie, kiedy ludzi jest już za dużo. — Zamilkł na chwilę, próbując sobie przypomnieć jej twarz i zastanawiając się, jak wygląda teraz, dochodząc do pięćdziesiątki. — Otworzyła mi oczy, chociaż później już nigdy z nią nie rozmawiałem. Trochę mi to zajęło czasu, ale w końcu zacząłem poszukiwać powodu, by uwierzyć, że ludzie nie są tylko gatunkiem bakterii. Jeden z moich profesorów był jezuitą.

— A teraz lecisz na planetę, na której rozumne gatunki nie niszczą środowiska. Chcesz zobaczyć, czym za to płacą?

— Chyba po to, żeby odpokutować za swoje grzechy. — Joseba wstał i przeszedł do sterowni, skąd mógł spojrzeć na gwiazdy i niezgłębioną czerń przestrzeni kosmicznej. — Czasami myślę o dziewczynie, której nie poślujbiłem. — Popatrzył przez ramię na Sandoza, ale nie dostrzegł żadnej reakcji. — Gdzieś wyczytałem o ciekawym pomyśle. Tymi narodami, które najbardziej kalają planetarne gniazdo, i tymi, które mają najbardziej niszczycielskie arsenały, powinny rządzić wyłącznie kobiety z małymi dziećmi. Takie matki najbardziej myślą o przyszłości, ajednocześnie muszą dzień w dzień stawiać czoło rzeczywistości ludzkiej natury. To sprawia, że mają jakąś szczególną intuicję.

Joseba wyprostował się, przeciągnął i ziewnął, a po chwili zniknął za grodzią.

— Dobranoc! — zawołał z korytarza wiodącego do kabin. Sandoz jeszcze przez długi czas siedział samotnie w mesie, a potem i on wrócił do swojej kabiny.

— Ja się nie kłócę, jestem tylko zaskoczony — powiedział John Candotti ojcu generałowi parę miesięcy przed startem. — Wszyscy inni są naukowcami. Moją specjalnością są śluby i chrzty. Pogrzeby. Może szkolne przedstawienia? Wyciąganie facetów z aresztu? — Kiedy indziej taki pytający ton mógłby ojca generała sprowokować do wybuchu, ale tym razem Vincenzo Giuliani wpatrywał się w niego spokojnie, a milczenie rozmówcy zawsze pobudzało Johna do tego, by mówić więcej i szybciej. — Redagowanie kościelnych biuletynów? Łagodzenie kłótni między kierownikiem chóru a liturgistą? Nie bardzo widzę, co z tego mogłoby się tam przydać. No, może odprawianie egzekwii. — Odchrząknął. — Zrozum, nie chodzi o to, że nie chcę lecieć, po prostu znam paru facetów, którzy oddaliby nerkę, żeby wziąć udział w tej wyprawie, a nie mam pojęcia, dlaczego wysyłasz właśnie mnie.

Ojciec generał przeniósł wzrok z jego twarzy na drzewa oliwkowe pokrywające kamieniste wzgórza wokół domu rekolekcyjnego. Potem zaczął powoli odchodzić, jakby zapomniał o obecności Candottiego, lecz po chwili przystanął i odwrócił się do niego.

— Będą potrzebować kogoś, kto potrafi przebaczać — powiedział.

Aha, więc nadeszła pora, by przebaczyć Danny’emu Żelaznemu Koniowi, pomyślał teraz John.

W swojej parafii, w Chicago, John był znany z wyrozumiałości w konfesjonale — kiedy spowiadał, penitent nie czuł się jak trzyletnie dziecko, które narobiło w majtki. „Każdemu z nas zdarza się zawieść”, mówił ludziom. Większość z tego, co wyznawali na spowiedzi, miała swoje źródło w bezmyślności, braku współczucia, obojętności. Albo w bałwochwalstwie — kiedy ich bogiem stawały się pieniądze, władza, kariera czy seks. John wiedział z własnego doświadczenia, jak łatwo dać się wciągnąć w coś, czego się wcale nie chce, jak łatwo o przekonanie, że człowiek da sobie radę w jakiejś potencjalnie szkodliwej sytuacji, jak łatwo brnąć dalej, choć już widać, że brnie się po kolana w gównie. Potrafił pomóc ludziom zrozumieć, co i dlaczego zrobili, żeby ze zła mogli uczynić dobro.

Ale Daniel Żelazny Koń nie nawalił. Nie popełnił błędu, nie był nawet ofiarą samooszukiwania się. Dobrowolnie, z pełną świadomością wziął udział w czynie niezgodnym z prawem, etyką i moralnością. To, że mógł w tym również maczać palce Vincenzo Giuliani, a nawet sam Gelazy III, budziło w Johnie jeszcze większe obrzydzenie, ale tych dwóch tu nie było, więc nie można było ich oskarżyć. Tu był tylko Danny Żelazny Koń; był tutaj dzień w dzień, noc w noc, a jego milczenie zdawało się potwierdzać ocenę Johna: to człowiek przeżarty pychą, stoczony rakiem ambicji.

Po raz pierwszy w życiu John nie odczuwał dobroczynnych skutków mszy. Celebrowanie eucharystii było dla niego zawsze chwilą wewnętrznej odnowy, zwłaszcza gdy czuł wokół siebie obecność tych, którzy oddali swoje życie całkowicie do dyspozycji Boga. Teraz, na pokładzie „Giordana Bruna”, msza była tylko codziennym przypomnieniem podziału i wrogości; samo słowo „komunia” wydawało mu się szyderstwem.

John bardzo chciał porozmawiać z Emiliem, ale ten traktował go tak, jak innych członków załogi: z chłodną i sztuczną uprzejmością. „Dałem słowo, że nie będę przeszkadzał Carlowi w jego planach”, tylko tyle od niego usłyszał.

Joseba Urizarbarrena zdawał się stosować politykę niezaangażowania: najczęściej przesiadywał w swojej kabinie, opuszczając ją tylko po to, by przynieść sobie coś do zjedzenia i wynieść brudne talerze. Najwyraźniej unikał wszystkich, jezuitów i świeckich. Którejś nocy John dorwał go wreszcie w sterowni i zapytał, co o tym wszystkim sądzi.

— Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób można to usprawiedliwić — odrzekł Bask. — Ale… pamiętasz, jak się nazywał ten pirat, który przewiózł Franciszka Ksawerego do Japonii?

Avan o Ladrao, czyli Avan Złodziej. Może Bóg korzysta z takich narzędzi, które akurat są pod ręką, nawet z tych pokrzywionych lub połamanych.

Kiedy John zaprotestował, Joseba poradził mu krótko:

— Porozmawiaj z Seanem.

Niewiele to dało, bo Irlandczyk, zapytany o to samo przez Johna, odpowiedział z wyraźnym rozdrażnieniem:

— Pilnuj swojego nosa.

John zrozumiał, że ten temat był dla Seana tabu, bo wiązała go tajemnica spowiedzi. Nigdy się jednak nie poddawał, więc w końcu postanowił zaatakować samego Żelaznego Konia.

— Moje grzechy to moja sprawa — usłyszał w odpowiedzi. — Znasz fakty, więc sam wyciągnij wnioski. Czy papież i ojciec generał to oszuści? A może rozumiesz mniej, niż ci się wydaje?

Tak więc nikt nie chciał dostrzec jego problemu, a i potrzeba porozmawiania z kimkolwiek pozostała niezaspokojona. Zaczął się zastanawiać nad innymi. Nie wiedział do końca, czy Nico jest rzeczywiście niedorozwinięty, ale trudno było założyć, że ma jakieś rozeznanie dobra i zła. Carlo Giuliani lubił cytować Marka Aureliusza, ale Johnowi bardziej przypominał Kaligulę, z tym jego zamiłowaniem do przepychu i samouwielbieniem. W każdym razie wydawał się bardziej niebezpieczny niż reszta…

Pozostawał Fat Frans.

— Mnie pytasz? — zawołał Afrykaner, kiedy pewnego ranka znaleźli się sami we wspólnym pomieszczeniu, nie licząc Nica, którego obecność wszyscy ignorowali. — No cóż, Johnny, mogłeś trafić gorzej. Wykładałem filozofię w Bloemfontein…

— Filozo… A niech cię szlag, to w jaki sposób skończyłeś jako pilot kamorry? — zdumiał się John.

Fat wzruszył ramionami.

— Odkryłem, że obecnie filozofia to raczej rodzaj stosunku do życia, a nie droga do kariery. Rynek pracy trochę się skurczył od czasu Oświecenia. Kamorra oferuje konkurencyjne zarobki, naprawdę niezłą emeryturę i bardzo dobre ubezpieczenie zdrowotne. Jeśli nie zostaniesz świadkiem oskarżenia, zapewniają ci też całkiem przyzwoity pogrzeb.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)