Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 194
Перейти на страницу:

A tak Gearman dopiero teraz miał okazję zapoznać się bliżej z reaktorami atomowymi. I pokochać je. Były mniejsze, lżejsze i łatwiejsze w użyciu od fuzyjnych, a ich samowystarczalność nadal go zadziwiała. Podczas poprzedniego przydziału na kuter rakietowy jego największym, graniczącym wręcz z manią prześladowczą zmartwieniem było paliwo, a to dlatego, że miał go naprawdę niewielki zapas. Teraz sprawą paliwa nie musiał się w ogóle przejmować i był to luksus, który niesamowicie mu odpowiadał. Reaktory atomowe miały rzecz jasna swoje minusy, w tym największy, czyli procedurę alarmowego wyłączania w przypadku uszkodzenia. W reaktorze fuzyjnym, jeśli pole siłowe utrzymało się wystarczająco długo, by wyciekł z niego wodór, w zasadzie nic groźnego nie następowało. Tu rdzeń reaktora był równocześnie paliwem i jeśli zabrakłoby chłodzenia, zrobi się naprawdę niemiło… Jedyną pociechę stanowiły spokój, pewność siebie i wiara w zabezpieczenia inżynierów graysońskich. Nie oznaczało to naturalnie, że zgodziłby się z nimi każdy inżynier z Gwiezdnego Królestwa — technika graysońska była prymitywniejsza i często stosowano ryzykowniejsze rozwiązania niż…

W tym momencie Gearman skrzywił się w duchu i sklął od półgłówków. Owszem, tak było, gdy Grayson wstępował do Sojuszu, ale przez te dziewięć i pół roku sytuacja dość diametralnie się zmieniła, o czym dobitnie świadczyły choćby generatory bezwładnościowe najnowszej generacji.

Z rozmyślań do reszty wybił go głos Harmon mówiącej do Stackowitz:

— Przekonałam skipper, żeby na jutrzejsze ćwiczenia zmarnowała trochę amunicji.

Stackowitz aż pojaśniała z zadowolenia.

— Ostrej czy ćwiczebnej? — spytała mimo to.

— Takiej i takiej. Ćwiczebnej do strzelania w kierunku Minnie, ostrej do wszystkiego innego. — Harmon uśmiechnęła się drapieżnie. — W tym pełnych ćwiczeń z wojny elektronicznej na pięć dywizjonów.

— Dostaniemy „Ghost Ridery”? — Oczy Stackowitz rozbłysły.

— Ano. Właśnie dostaliśmy zupełnie nowe głowice pozorujące z najnowszymi wzmacniaczami sygnałów. Te, o których mówiłaś mi w zeszłym miesiącu. Musimy co prawda podzielić się nimi z bazą Hancock, ale wystarczy dla wszystkich.

— No, no… — westchnęła Stackowitz prawie nabożnie i uśmiechnęła się równie miło jak Harmon. — Mówiłam ci, Bruce, co nam da ich posiadanie. Teraz ci pokażę. Mogę się założyć o piątkę, że zmniejszą możliwość wyśledzenia nas przez Minotaura o trzydzieści pięć procent, mimo że będą wiedzieli, gdzie jesteśmy.

Ostatnie zdanie skierowane było do McGyvera.

— Piątkę powiadasz? — powtórzył. — No dobrze: zakład stoi. Harmon potrząsnęła głową.

— Niektórzy gotowi są zakładać się o kierunek wschodu słońca — skomentowała. — Ale skoro te istotne kwestie finansowe mamy już za sobą, to proponuję, żebyśmy się zabrali do szczegółów ćwiczeń. Po pierwsze, Barb…

Pochyliła się, opierając łokcie o blat, i mówiła dalej, co i jak chce osiągnąć, a wszyscy zebrani słuchali jej uważnie, notując od czasu do czasu istotne detale.

Rozdział XIX

Earl White Haven stał na galerii pokładu hangarowego i wyglądał przez pancerne okno, obserwując jasno oświetloną kryształową pustkę wypełniającą pokład hangarowy jak zwykle w czasie startów i lądowań. Miał dziewięćdziesiąt dwa lata standardowe i przez ostatnie siedemdziesiąt znacznie więcej czasu spędził w przestrzeni niż na powierzchni, a mimo to pojęcie tego, co normalne, nadal miał takie samo jak w dzieciństwie spędzonym na powierzchni Manticore.

Powiedzenie „kryształowo czyste powietrze”, a raczej „kryształowo przejrzyste” nadal było dlań naturalne, mimo że traciło sens dla każdego, kto choć raz zobaczył, jak przejrzysta jest próżnia. Mimo to nadal wszyscy go używali, nie zwracając uwagi na jego błędność. Dawało to nieco surrealistyczne wrażenie…

Prychnął cicho, słuchając wsuniętej w lewe ucho pluskwy przekazującej rozmowy między kontrolą lotów a pilotem nadlatującej pinasy. Zawsze miał skłonność do myślenia o różnych bzdurach, czekając na coś bez konkretnego zajęcia, ale zauważył, że ostatnio zdarza mu się to częściej.

Kątem oka obserwował wartę trapową ustawiającą się na pozycji. Marines poruszali się ze zwyczajową precyzją, ale ubrani byli w brązowo-zielone mundury, nie zaś w czarno-zielone jak powinni… Cóż, superdreadnought Benjamin the Great (zwany potocznie, acz poza zasięgiem słuchu kapitana Benjy) był graysońskim okrętem, więc niby z jakiej racji miałby się na nim znaleźć kontyngent Royal Manticoran Marine Corps. Okręt miał na pokładzie graysońskich Marines, a że on się do tego nadal nie mógł przyzwyczaić, to już był jego problem…

Benjamin the Great ledwie od standardowego roku należał do Marynarki Graysona i najprawdopodobniej był najpotężniejszym okrętem w znanej części galaktyki. Był nim na pewno, gdy ukończono jego budowę, ale ostatnio standardy okrętów liniowych zmieniały się tak szybko, że rok stanowił długi czas. Po prawie siedmiu stuleciach stopniowej, by nie rzec powolnej, ewolucji całą podstawową koncepcję tego, co najważniejsze w okręcie wojennym, wrzucono w tygiel i nikt tak do końca nie był pewien, co z niego wyjdzie. Wszyscy wiedzieli jedynie, iż znane uzbrojenie i taktyka zostaną zastąpione przez coś nowego i odmiennego, co skutecznie może przekreślić ich umiejętności i z takim trudem zdobytą wiedzę.

Nikt poza Sojuszem nie zdawał się czegokolwiek podejrzewać i to była jedyna prawdziwa pociecha w tym całym zamieszaniu. White Haven z jednej strony żałował, że sami na to wpadli, ale nie miał zamiaru mówić tego głośno. Zrobił to tylko raz i Honor dała mu wtedy tak popalić, że aż powietrze wyło. Całkiem zresztą słusznie.

Jak zawsze gdy o niej pomyślał, zabolało go, a ból pogłębił się dzięki jego wrednej pamięci. Pamięć miał doskonałą, a teraz złośliwie przypominała mu ona ich wszystkie spotkania, i to ze szczegółami. Ponieważ nie było ich dużo, dodała do nich nagranie z egzekucji… Wszystkie obrazy były bolesne, bo nawet te przelotne wiązały się z jej powrotami z wykonanego zadania na ledwie zdatnym do lotu okręcie, po kolejnej bohaterskiej i głupiej próbie wypełnienia obowiązku, podczas której omal nie dała się zabić. Nie była głupia, więc dlaczego za każdym razem robiła to samo, wiedząc, że w końcu przeciwnik będzie miał szczęście i…

Z trudem zmusił się, by przestać o tym myśleć, wiedząc, do czego to doprowadzi. Nie całkiem zdążył, gdyż poczuł pierwsze objawy gniewu. Wiedział, że to głupie, ale był na nią wściekły, że dała się zabić, i mimo ośmiu standardowych miesięcy, jakie upłynęły od jej śmierci, nadal jej tego nie wybaczył.

Zamknął oczy i westchnął — samego go to denerwowało i nic nie mógł na to poradzić. A poza tym gdyby nie obwiniał jej o to, że dała się zabić, musiałby obwiniać siebie. A to było znacznie trudniejsze…

Otworzył oczy i zacisnął zęby. Znał Honor dziewięć i pół roku: pierwszy raz spotkali się w tym właśnie systemie, gdy prowadziła ciężki krążownik na spotkanie krążownika liniowego, by obronić planetę, której los właśnie nie powinien był jej zbytnio obchodzić. Ostatni raz spotkali się w jej rezydencji krótko po tym, jak zdał sobie sprawę, że ona nie jest już najlepszym młodym oficerem, którego znał i którego karierę starał się pilotować zgodnie z obowiązkami starszych rangą. Przez te wszystkie lata ich znajomość była czysto zawodowa, a on widział w niej jedynie doskonałego oficera i swego następcę. Albo tak mu się przynajmniej wydawało. Gdy ustawiła go do pionu wtedy w bibliotece, słusznie zarzucając mu uprzedzenie bez zapoznania się z tematem, miała rację. I dlatego tak go to trafiło.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)