Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
— Hmm… — mruknął White Haven, bawiąc się pustym kielichem i myśląc intensywnie.
Sytuacja była gorsza, niż sądził, ale rozumiał Caparelliego — z jednej strony miał rację. Z drugiej bowiem się mylił, albo nie tyle mylił, ile nie mógł nic poradzić na to, że złe były skutki koniecznych decyzji.
— Odbudowujemy siłę floty tak szybko, jak tylko możemy, Ham — odezwał się William. — Oczywiście nie jest to takie tempo, jakiego bym sobie życzył, ale zaczynamy poważnie obciążać gospodarkę. Moi sekretarze i podsekretarze coraz częściej zaczynają mówić o progresywnym podatku dochodowym.
— O czym?! — White Haven usiadł prosto i wytrzeszczył oczy. — To niezgodne z konstytucją.
— Nie całkiem — poprawił go William. — Konstytucja zabrania ustanowienia takiego podatku, natomiast dopuszcza możliwość czasowego jego wprowadzenia.
— Czasowego! — prychnął gospodarz.
— Czasowego — potwierdził William. — Musi zostać określona granica, po której przestaje obowiązywać, a na dodatek następuje to automatycznie w przypadku następnych wyborów. No i żeby go uchwalić, potrzebna jest zgoda dwóch trzecich obu izb.
— Hmpf!
— Zawsze byłeś finansowym konserwatystą, i to nie jest zarzut. Cholera, ja też jestem finansowym konserwatystą, ale już potroiliśmy opłaty tranzytowe za korzystanie z Manticore Junction i podnieśliśmy cła o dwadzieścia pięć procent. Do tej pory udaje nam się nie zabierać jednym, by zapłacić drugim, przynajmniej nie nachalnie, ale bez czegoś tak radykalnego jak progresywny podatek niedługo zdołamy utrzymać ten stan rzeczy. Już musieliśmy ograniczyć wzrost emerytur i ściąć programy socjalne. Możesz sobie wyobrazić, jak na to zareagowała Marisa Turner i jej zgraja.
— Z oburzeniem, jak sądzę — mruknął White Haven. — Chcesz mi powiedzieć, że ta hipokrytka zaczęła publicznie narzekać?
— Aż taka głupia nie jest, wyborcy daliby jej popalić przy pierwszej okazji i doskonale sobie z tego zdaje sprawę. Jak na razie są to delikatne komentarze sprawdzające w stylu „żałujemy tej przykrej konieczności i mamy nadzieję, że na tym się skończy”. Cała opozycja zresztą zachowuje się podobnie, a jedyne, co ich powstrzymuje przed jawnym sprzeciwem, to obawa przed reakcją wyborców.
— Naprawdę jest aż tak źle? — spytał z niedowierzaniem earl White Haven.
Tym razem odpowiedzi udzielił mu Caparelli.
— I tak, i nie, milordzie. Admiralicja robi co może, by utrzymać rozsądny poziom wydatków, i z czysto militarnego punktu widzenia nasz przemysł ma jeszcze sporo wolnych mocy. Problem, z którym ma do czynienia rząd, jest nieco innej natury, mianowicie jak wykorzystać te moce, nie doprowadzając do zapaści sektora cywilnego. Polityka to gra pozorów i opinii, a my niestety dotarliśmy do punktu, w którym będziemy zmuszeni do wprowadzenia prawdziwych ograniczeń w sferze cywilnej.
White Haven z trudem ukrył zdumienie — Caparelli, którego znał przez prawie trzy czwarte stulecia, nie wygłosiłby podobnego stwierdzenia, bo by go nie zrozumiał. Wyglądało na to, że ostatnia długoletnia służba na stanowisku Pierwszego Lorda Przestrzeni rozwijała go w sposób, którego nigdy by po nim nie oczekiwał.
— Sir Thomas ma rację — dodał William. — Nie mówimy tu o racjonowaniu czegokolwiek, żeby nie było wątpliwości, ale po raz pierwszy od stu sześćdziesięciu lat zaczynamy mieć do czynienia z prawdziwą inflacją, a sytuacja będzie się pogarszać, im bardziej będziemy przestawiali produkcję na cele wojenne, a równocześnie im dłużej wojenne płace będą dawały konsumentom więcej pieniędzy. Także do twojej prywatnej wiadomości: jestem na etapie zaawansowanych rozmów z szefami największych karteli odnośnie do centralnego planowania gospodarki.
— Przecież już tak jest — zaprotestował earl.
— Nie jest. Nie mówię o planowaniu produkcji czysto wojskowej i koordynacji tejże, ale o kompletnej kontroli wszystkich dziedzin gospodarki.
— To się nie ma prawa udać! Poza tym stracicie poparcie lojalistów!
— Może tak, a może nie — odparł William. — Są bardziej konserwatywni finansowo niż my, ale pamiętaj, że centralizacja odbędzie się pod kontrolą Korony, a więc wzmocni władzę królewską, co powinno im bardziej niż odpowiadać. Na pewno stracimy część niezależnych, zwłaszcza w Izbie Lordów… no i damy pretekst liberałom i postępowcom. Nie chcemy uciekać się do centralizacji, ale obawiamy się, że nie będziemy w stanie jej uniknąć, jeżeli mamy skutecznie wykorzystać istniejące jeszcze możliwości gospodarki.
— Rozumiem… — powiedział wolno White Haven i potarł w zamyśleniu podbródek.
Liberałowie i postępowcy zawsze chcieli większego wpływu rządu na gospodarkę, czemu sprzeciwiali się centryści Cromarty’ego. Ich stanowisko usztywniło się, zwłaszcza odkąd Republika Haven zaczęła swój zjazd ku ekonomicznej ruinie. Centryści uważali, że wolny rynek pozostawiony sam sobie stanowi najbardziej produktywną z możliwych odmianę gospodarki, zbyt duże ingerencje rządu skończyłyby się zaś zarżnięciem kury znoszącej złote jajka, oczywiście przy zachowaniu naczelnej zasady, że niskie podatki dają większy przychód do budżetu. Samo podnoszenie podatków bowiem było jeszcze skuteczniejszym sposobem rozłożenia gospodarki i bez wtrącania się rządu. Prawda ta sprawdzała się w każdym systemie ekonomicznym w dziejach ludzkości, a i tak ciągle gdzieś znajdowali się idioci próbujący łatać dziury w państwowej kasie przez podwyższanie podatków.
Liberałowie i postępowcy dowodzili natomiast, że „dziki”, a więc pozbawiony kontroli państwa kapitalizm jest z założenia systemem niesprawiedliwym pod względem rozłożenia dochodów, toteż rząd powinien tę sprawę regulować stosowną polityką podatkową, tak by dochody w całym społeczeństwie były bardziej wyrównane.
Według earla White Haven teoretycznie było w tym trochę racji, co nie oznaczało, iż był zwolennikiem takich właśnie rozwiązań. Natomiast w praktyce nikomu i nigdy jeszcze się to nie udało, więc lepiej było nie próbować kolejnego eksperymentu.
To, co właśnie usłyszał, oznaczało, że sytuacja gospodarcza naprawdę nie jest wesoła, skoro Cromarty poważnie zastanawiał się nad wypuszczeniem tego konkretnego diabła z pudełka. Problem polegał na tym, że raz wprowadzoną centralizację rządową będzie potem niezwykle trudno zlikwidować, i to, że przestaną istnieć powody, dla której została wprowadzona, było bez znaczenia. Nie licząc biurokratów, wśród których zawsze znajdą się gotowi walczyć do śmierci o posiadany kawałeczek władzy, każdy rząd zawsze ma aż za dużo wydatków, toteż charakteryzuje się organiczną wręcz niechęcią do rezygnowania z już posiadanych dochodów. W tym konkretnym przypadku liberałowie i ich sojusznicy z pewnością będą próbowali (i to jak najlegalniej) udowodnić, że skoro Gwiezdne Królestwo zgodziło się zaakceptować taką kontrolę gospodarki po to, by wygrać wojnę, to podobne, choć mniej drakońskie metody, by zwalczyć ubóstwo i nierówność społeczną, także ich zdaniem powinny obowiązywać w czasie pokoju. Chyba że ktoś uważa, że zapewnienie obywatelom niezbędnego poziomu socjalnego jest mniej moralne czy godne niż zabijanie obywateli innego państwa. William przerwał milczenie.
— Żebyś nie myślał, że przywozimy tylko ponure wieści — jest też sporo radosnych. Grayson już odgrywa znacznie większą rolę gospodarczą, niż tego oczekiwaliśmy, przystępując do wojny, i ciągle zwiększa swoje możliwości produkcyjne. A Zanzibar i Alizon wkrótce uruchomią własne stocznie.