Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 194
Перейти на страницу:

Oczywiste było, że nowy pomysł znajdzie wielu krytyków. Taka już była ludzka natura. Część uwag krytycznych bez wątpienia była słuszna, choć Smith wkurzał się za każdym razem, gdy ktoś zaczynał jojczeć, jak dalece nowy okręt uzależniony jest od komputerów. Jakby stare nie były, i to od dawna! Ludzie mogą robić większość rzeczy, które wykonują elektroniczni pomocnicy, ale naprawdę niewiele z nich potrafią zrobić równie dokładnie. A żadnej tak samo szybko. Dlatego bez komputerów nawigacja międzysystemowa była w praktyce niemożliwa. Podobnie jak skuteczna i bezpieczna obsługa reaktora fuzyjnego. I cała masa drobiazgów składających się na sprawne funkcjonowanie każdego okrętu, a zwłaszcza okrętu kosmicznego. Sensowne oczywiście było minimalizowanie uzależnienia od komputerów, ale w ramach zdrowego rozsądku, a nie manii prześladowczej. Prawda była brutalnie prosta — bez komputerów loty w kosmos były niemożliwe, więc niemożliwe było całkowite wyeliminowanie komputerów z jednostek kosmicznych. Kropka.

A jak długo Smith miał do dyspozycji warsztat pokładowy i pełen magazyn elektroniczny plus źródło energii, tak długo był w stanie zbudować każdy komputer, by zastąpił zniszczony a znajdujący się na wyposażeniu okrętu. Dlatego miał serdecznie dość malkontentów psujących mu radość z nowej zabawki i zadowolenie ze zmian w podejściu do projektowania okrętów, których była efektem.

W przypadku jego obowiązków na okręcie oznaczało to konkretnie, że osiemdziesiąt procent rutynowych przeglądów i drobnych napraw kutrów wykonywanych było przez zdalnie sterowane urządzenia nie wymagające obecności człowieka. Naturalnie istnieli ludzie — Maxwell „Srebrny Klucz” był tego najlepszym przykładem — którzy byli w stanie wszystko zepsuć, zwłaszcza jeśli robili co mogli, by tego uniknąć. Maxwell prawie zdołał zniszczyć stanowisko 46 zupełnie samodzielnie i nie wywołując eksplozji czegokolwiek. Smith od dłuższego czasu nie mógł zrozumieć, jak w zasadzie dobry fachowiec, i do tego pełen jak najlepszych chęci, był w stanie od czasu do czasu zmieniać się w chodzącą katastrofę. Wyglądało to zupełnie jak jakaś naturalna siła powodująca nieszczęścia wszędzie tam, gdzie się pojawiła, ale wyłącznie w sprawach zawodowych. Maxwell przypominał uosobienie sił chaosu albo Praw Murphy’ego. Zawsze postępował zgodnie z przepisami i instrukcjami… i zawsze w końcu doprowadzał do katastrofy. Teraz został przeniesiony na stanowisko mechanika pokładowego kutra 01-001 i Smith nie mógł zrozumieć, jakie samobójcze skłonności doprowadziły kapitan Harmon do włączenia go w skład załogi swojej jednostki.

On sam był zachwycony nowymi urządzeniami zdalnie sterowanymi, a dozgonnie wdzięczny wręcz za inne udogodnienia. Projektanci uprościli dodatkowo kwestię większości napraw i całego uzupełniania amunicji, opracowując stanowiska cumownicze tak, że kuter wlatywał w nie dziobem do przodu i po zakończeniu cumowania tenże dziób stykał się z grupą korytarzy mającą w sumie piętnaście metrów średnicy. Był wśród nich naturalnie normalny korytarz wejściowy prowadzący do śluzy, ale były też specjalne korytarze techniczne oraz jeden przeznaczony do dostarczania rakiet prosto z głównego magazynu amunicyjnego lotniskowca. Ponieważ na dziobie rozmieszczono całe uzbrojenie kutra tak obronne, jak i zaczepne, ułatwiało to wręcz niesamowicie tak wszelkie przeglądy czy naprawy, jak i napełnianie rewolwerowych magazynów rakietowych.

W porównaniu z pokładem hangarowym HMS Leutzen unaoczniał to olbrzymi postęp i mimo że kutry były znacznie większe i bardziej skomplikowane od promów desantowych, łatwiej mu było utrzymać je w pełnej gotowości i panować nad całością wymaganych napraw i przeglądów. A odpowiadał za taką samą jak tam liczbę maszyn, czyli cztery. Fakt — wolał nie myśleć, co się będzie działo w przypadku przebicia kadłuba i utraty hermetyczności przez któreś ze stanowisk, którymi tak się zachwycał, ale na tym świecie nie było nic za darmo: za wygody, udogodnienia i szybkość obsługi płaciło się, w przypadku Minotaura bezpieczeństwem personelu technicznego w razie trafienia.

— Dobra, Sandford: bierz się do roboty — polecił, stając na pokładzie. — Załóż nowy wałek napędu i daj mi znać, zanim zaczniesz sprawdzać, czy działa. Jasne?

Nad nimi wznosił się dziób kutra i dopiero to naocznie uświadamiało wielkość okrętu — przy lotniskowcu kuter był drobiazgiem. A z ogromu okrętu mało kto z oglądających go wyłącznie od wewnątrz zdawał sobie sprawę.

— Jasne, panie mat — zgodził się Sandford. — Powinno być gotowe za jakieś pięćdziesiąt minut.

— No i dobrze. — Smith pomasował ścierpnięty kark: wydłubanie tego pioruństwa było faktycznie męczące, ale zamontowanie nowego powinno być proste i szybkie. — Gdybyś mnie potrzebował, będę w Trzydziestym Szóstym. Caermon chce mi pokazać coś w głównym radarze, nim się do tego weźmie.

— Dobra — potwierdził Sandford i zaczął się wspinać po drabinie.

Smith kiwnął mu głową i skierował się ku wyjściu z tunelu technicznego.

Rzeczywiście na stanowisku numer 36 czekała na niego technik Caermon, ale po drodze miał do załatwienia jeszcze jeden drobiazg…

Lubił komandora porucznika Ashforda, ale wycięcie numeru oficerowi, i to w dodatku na jak najbardziej oficjalny rozkaz, było balsamem dla jego duszy, czymś, czemu nie sposób się oprzeć. Coś takiego uczyło oficerów pokory i przypominało im, na kim tak naprawdę opiera się Królewska Marynarka. Co nie zmieniało faktu, że i tak miał nadzieję, że Ashford nie domyśli się nigdy, kto konkretnie wyciął mu ten numer. Rozkazy mogły go chronić, a pomysłowy oficer i tak znajdzie sposób, by odwdzięczyć się podoficerowi. A braku pomysłowości nie sposób było Ashfordowi zarzucić…

Dotarł do korytarza prowadzącego na stanowisko, w którym cumował kuter Ashforda. Przegląd przewidziany był za godzinę, więc nie powinno tam nikogo być, ale nigdy nic nie wiadomo. Smith sprawdził to na wszelki wypadek i pokiwał zadowolony głową — lepszej okazji mógł nie znaleźć, toteż postanowił wziąć się do roboty.

Z niewinną miną podszedł do kutra…

* * *

— Można wiedzieć, komandorze Ashford, co pan, do cholery, myślał, że robi, o tu? — spytała szczerze zaciekawiona kapitan Harmon, pokazując staromodnym wskaźnikiem jeden z elementów zatrzymanej holoprojekcji.

Znajdowali się w sali odpraw pilotów, a holoprojekcja pokazywała ostatnie ćwiczenia, w trakcie których kutry atakowały Minotaura. Kutry miały wielkość paznokcia i kolory zgodne z kodem dywizjonu, lotniskowiec zaś był dłuższy od przedramienia. Większość z trzydziestu dwóch kutrów zmieniła kurs sekundę przed zatrzymaniem nagrania, tak że były skierowane dziobami ku okrętowi. Jedna sekcja złożona z czterech maszyn także zmieniła kurs, ale w ten sposób, że skierowała się ku niemu rufami. Jej dowódcą był właśnie komandor porucznik Ashford.

— No cóż, ma’am… — zaczął, westchnął i przyznał prawie z rezygnacją: — Spieprzyłem sprawę i tyle.

— Może niezbyt konkretna, ale zgodna z prawdą analiza — zgodziła się Harmon bez złośliwości, której obawiał się Ashford.

Powodem jej braku była jego szczerość. Harmon miała złośliwe poczucie humoru i niesamowicie cięty język, ale obiektami jej elokwencji byli ci, który próbowali wyślizgać się od odpowiedzialności albo zwalić winę za własne błędy na innych. Na ruganiu i przycinkach zresztą się nie kończyło: dwóch dowódców dywizjonów już wyleciało ze składu skrzydła, w tym jeden z taką opinią w aktach, że dowódcą czegokolwiek mógł zostać jedynie w przypadku bezpośredniej boskiej interwencji.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)