Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 96
Перейти на страницу:

Lecz epoka pojazdów konnych ma swoje wady. Niektóre z nich są oczywiste — brak kanalizacji, klimatyzacji czy nowoczesnej medycyny. Dla nas jednak najgorszą była ta, która nie wydaje się oczywista — tam, gdzie nie ma samochodów i ciężarówek, nie ma praktycznie autostopu. Och, czasami jakiś farmer podwiezie cię swoim wozem, lecz różnica prędkości między krokiem ludzkim a końskim nie jest zbyt wielka. Jechaliśmy, gdy było to możliwe, lecz tak czy inaczej piętnaście mil dziennie stanowiło dobry wynik, a nawet zbyt dobry, gdyż nie pozostawiało czasu, aby zapracować na posiłek i miejsce do spania.

Istnieje taki stary paradoks — Achilles i żółw — w którym odległość do twojego celu zmniejsza się z każdym krokiem o połowę. Pytanie brzmi: ile czasu potrzeba, aby osiągnąć cel, a odpowiedź: nie można tego dokonać.

W podobny sposób „posuwaliśmy się” z Oklahomy City do Joplin.

Moją frustrację pogłębiał jeszcze jeden czynnik. Byłem coraz mocniej przekonany, że naprawdę przeżywamy dni ostatnie, i że w każdej chwili możemy oczekiwać powrotu Jezusa i dnia sądu, a moja ukochana, moja niezbędna, nie powróciła jeszcze w ramiona Jezusa. Powstrzymywałem się od naciskania jej w tej sprawie, choć uszanowanie jej życzenia, aby mogła sama podjąć decyzję, wymagało wytężenia całej mojej siły woli. Martwiłem się o nią tak, że nie mogłem spać w nocy.

Ogarnęło mnie też lekkie szaleństwo (na dodatek do mojego paranoicznego przekonania, że te zmiany światów były wymierzone we mnie osobiście), które polegało na tym, że nabrałem głębokiego, choć niczym nieuzasadnionego przekonania, iż ukończenie tej podróży miało zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa nieśmiertelnej duszy mojej ukochanej. Pozwól nam tylko dotrzeć do Kansas, mój Boże, będę się modlił nieustannie, aż ją nawrócę i przywiodę do łaski. O Panie, Boże Izraela, przyznaj mi tę łaskę!

Nadal poszukiwałem pracy przy zmywaniu naczyń (lub innej), choć mieliśmy jeszcze srebro i złoto, które mogliśmy zamieniać na miejscowe pieniądze. Motele jednak zniknęły bez śladu, hoteli było niewiele, a liczba i rozmiary restauracji zmniejszyły się zgodnie z wymogami systemu, w którym niewielu ludzi podróżowało i wszystkie niemal posiłki spożywano w domu.

Łatwiej było znaleźć pracę przy czyszczeniu stajni publicznych niż w restauracji. Wolałem zmywanie naczyń od uprzątania nawozu, zwłaszcza że miałem tylko jedną parę butów, trzymałem się jednak zasady, że przyjmę każdą uczciwą pracę, byle tylko posuwać się naprzód.

Możecie się dziwić, dlaczego nie przerzuciliśmy się na wskakiwanie do pociągów towarowych w biegu. Po pierwsze, nie wiedziałem, jak to się robi, ponieważ nigdy sam tego nie robiłem. Co jednak ważniejsze, nie mogłem zapewnić bezpieczeństwa Mardze. Skok do pędzącego wagonu wiąże się zawsze z pewnym ryzykiem, gorsze jednak niebezpieczeństwo mogło grozić ze strony ludzi — kolejowych gliniarzy, włóczęgów, trampów, rabusiów i innych łachmytów. Nie ma sensu rozprawiać o tych strasznych zagrożeniach, gdy trzymałem Margę z daleka od linii kolejowych i panującej tam dżungli. Nadal się martwiłem. Choć przestrzegałem ściśle jej prośby, aby nie wywierać na nią nacisku, zacząłem każdego wieczora modlić się na głos, padając na kolana. Wreszcie, ku mojej wielkiej radości, moja ukochana uklękła i przyłączyła się do mnie. Nie modliła się na głos i ja również przestałem to robić, ograniczając się jedynie do końcowego: „W imię Jezusa, amen”. Nadal na ten temat nie rozmawialiśmy.

Wylądowałem z lejcami tego powozu w ręku (Boże, co za upał! — Idzie na cyklon — powiedziałaby babcia Hergensheimer), na skutek podjęcia pracy przy czyszczeniu stajni publicznej. Jak zwykle rzuciłem pracę po pierwszym dniu mówiąc mojemu tymczasowemu pracodawcy, że muszę jechać z żoną do Joplin, ponieważ jej matka zachorowała. Oświadczył mi wtedy, że ma powóz, który musi zostać zwrócony w najbliższym mieście leżącym w tamtym kierunku.

Chodziło mu o to, że ma już za dużo wozów i szkap, własnych i cudzych, w związku z czym nie może czekać, aż nadarzy się okazja zwrócenia go poprzez wynajęcie go jadącemu w tamtym kierunku handlarzowi.

Zaoferowałem się, że zwrócę go za niego za tę samą śmiesznie niską sumę, jaką zapłacił mi za całodzienne uprzątanie nawozu, lecz odpowiedział mi, że to on wyświadcza mi przysługę, gdyż musimy wraz z żoną dostać się do Joplin.

Miał rację, a poza tym był w lepszej pozycji, więc wyraziłem zgodę. Lecz jego żona dała nam obiad, podobnie jak śniadanie, po tym jak przespaliśmy się w ich szopie.

Tak więc pomimo pogody i rozlicznych frustracji, prowadząc ten powóz, nie czułem się zbyt nieszczęśliwy. Z każdym dniem zbliżaliśmy się do Joplin, a moja ukochana zaczęła się modlić. Wszystko zaczynało chyba zmierzać ku lepszemu.

Dotarliśmy właśnie na skraj tego miasta (Lowell? Racine? Niestety nie pamiętam), gdy napotkaliśmy coś, co wywodziło się wprost z czasów mojego dzieciństwa: publiczny mityng. Staroświeckie zgromadzenie religijne. Po lewej stronie drogi znajdował się cmentarz. Był on dobrze utrzymany, lecz trawa zaczynała na nim wysychać. Po prawej stronie, na pastwisku, rozbity był namiot, w którym odbywało się zgromadzenie. Zastanawiałem się, czy to połączenie cmentarza z mityngiem biblijnym było przypadkowe, czy też miało charakter celowy? Gdyby brał w tym udział wielebny Danny, wiedziałbym, że było to celowe. Większość ludzi na widok nagrobków nie może powstrzymać się od myśli o życiu pozagrobowym.

Długie rzędy wozów stały w pobliżu namiotu. Za nimi znajdowała się prowizoryczna zagroda. Po drugiej stronie namiotu rozstawiono stoły zmontowane z desek, na których mogłem dostrzec resztki obiadu. To był wielki mityng biblijny, który zaczął się rankiem i — po przerwie obiadowej — miał być kontynuowany po południu, z przerwą na kolację, a zakończony zostanie niewątpliwie dopiero wtedy, gdy kaznodzieja uzna, że tego dnia nie uda mu się już zbawić żadnej duszy.

(Mam w pogardzie nowoczesnych wielkomiejskich kaznodziejów z ich pięciominutowymi „inspirowanymi wypowiedziami”. Podobno Billy Sunday potrafił kazać przez siedem godzin o szklance wody a następnie powtórzyć to samo wieczorem i następnego dnia jeszcze raz. Nic dziwnego, że pogańskie kulty pienią się jak chwasty!)

W pobliżu namiotu stał kryty wóz zaprzężony w dwa konie. Na jego boku wymalowano napis: „Brat»Bible«Barnaby”. Z przodu na rozpiętym na linach płótnie widniał szyld:

Ta stara religia!

Brat „Bible” Barnaby.

Uzdrawianie na każdym mityngu.

Dziesiąta rano — druga — siódma.

Codziennie od niedzieli 5 czerwca aż do

DNIA SĄDU!!!

Zawołałem na szkapę i ściągnąłem lejce, aby jej powiedzieć, że chcę się zatrzymać.

— Kochanie! Spójrz na to!

Margrethe przeczytała szyld, powstrzymując się od komentarzy.

— Podziwiam jego odwagę — stwierdziłem. — Brat Barnaby stawia swą reputację na to, że Dzień Sądu nastąpi przed czasem zbierania pszenicy, który może w tym roku nadejść wcześnie, ze względu na upał.

— Ale ty też sądzisz, że Dzień Sądu jest blisko.

— Tak, ale nie postawiłbym na to swej zawodowej reputacji… jedynie nieśmiertelną duszę i nadzieję na pójście do nieba. Marga, każdy badacz Biblii odczytuje proroctwa nieco inaczej. Lub zupełnie inaczej. Większość współczesnych premillenarystów nie oczekuje Dnia Sądu wcześniej niż w roku dwutysięcznym. Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób rozumuje brat Barnaby. Może coś znalazł. Czy masz coś przeciwko temu, żebyśmy zostali na godzinkę?

— Zostaniemy tak długo, jak sobie tego życzysz. Ale… Alec, dlaczego chcesz, żebym poszła tam z tobą? Czy muszę?

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)