Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 96
Перейти на страницу:

— Masz wielką chętkę na rozmowy z prokuratorami! Dziwnie to brzmi w twoich ustach.

— Być może przeszedłem ostry atak uczciwości, Sam. Fakt, że nie chcesz zadzwonić do Portland, powiedział mi wszystko, co chciałem wiedzieć. Wezwano cię tam, abyś mnie reprezentował jako mój prawnik. Amerykański pasażer wypadł za burtę na zagranicznym statku. To jasne, że natychmiast skontaktowali się z jego adwokatem, aby dokonać spisu stanu posiadania zaginionego. Potem przekazali wszystko adwokatowi, a ten wręczył im pokwitowanie. Sam, powiedz, co zrobiłeś z moim ubraniem?

— Jak to co? Oddałem na Czerwony Krzyż.

— Co proszę?

— Oczywiście po tym, jak prokurator mi je wydał.

— To ciekawe. Prokurator federalny zatrzymuje pieniądze, choć nikt nie wniósł skargi, że jakiekolwiek zginęły… ale wypuszcza ze swych rąk ubranie, gdy jedynym wchodzącym w grę przestępstwem jest morderstwo!

— Co takiego?

— Ze mną w roli ofiary. Kto mnie wypchnął i kto mu za to zapłacił? Sam, obaj wiemy, gdzie są te pieniądze. — Podniosłem się z krzesła i wskazałem palcem. — W tym sejfie. Logicznie rzecz biorąc, muszą tu być. Nie zaniósłbyś ich do banku, gdyż to pozostawiłoby ślad. Nie schowałbyś ich też w domu, bo twoja żona mogłaby je znaleźć. A już z pewnością nie podzieliłbyś się ze wspólnikami. Sam, otwórz sejf. Chcę zobaczyć, czy w środku jest sto tysięcy… czy milion.

— Kompletnie zwariowałeś!

— Wezwijmy prokuratora! On będzie naszym świadkiem.

Rozwścieczyłem go tak, że zaniemówił. Ręce zaczęły mu drżeć. To niebezpieczne rozgniewać niskiego człowieka tak bardzo, a ja byłem od niego wyższy o sześć cali, mając też odpowiednią do tego przewagę w wadze i innych wymiarach. Nie rzuciłby się na mnie osobiście — był przecież prawnikiem — będę musiał jednak mieć się na baczności, przechodząc przez bramy i w innych podobnych sytuacjach. Pora spróbować go uspokoić.

— Oj, Sam, nie bierz tego tak poważnie. Przycisnąłeś mnie mocno, musiałem więc ci się odwzajemnić. Jeden dobry Bóg zna motywy postępowania prokuratorów. Ten cwaniaczek na pewno zdążył już ukraść całą sumę w przekonaniu, że nie żyję, a więc nie będę się skarżył. Pojadę więc do Portlandu i przycisnę z kolei jego.

— Czeka tam na ciebie nakaz.

— Czyżby? W jakiej sprawie?

— Uwiedzenie z obietnicą małżeństwa. Jakaś dziewczyna z załogi statku.

Miał na tyle przyzwoitości, aby spojrzeć na Margrethe, szukając wybaczenia:

— Przepraszam, pani Graham, ale pani mąż mnie o to pytał.

— Nie ma sprawy — odrzekła dziarsko.

— Mam powodzenie, nie? Jak ona wygląda? Czy jest ładna? Jak się nazywa?

— Nie widziałem jej. Nie było jej na miejscu. Jakieś szwedzkie nazwisko. Chwileczkę. Już wiem — Gunderson. Margaret S. Gunderson.

Margrethe, serdeczne jej dzięki, nawet nie pisnęła, mimo że nazwano ją Szwedką. Oświadczyłem zdumionym głosem:

— Jestem oskarżony o uwiedzenie tej kobiety… na pokładzie zagranicznego statku, gdzieś na morzach południowych. W Portland czeka na mnie nakaz. Sam, co z ciebie za adwokat. Jak mogłeś pozwolić, aby wydano nakaz aresztowania twojego klienta pod takim zarzutem?

— Jestem bystrym adwokatem i tyle. Sam powiedziałeś, że nie sposób odgadnąć motywów postępowania prokuratorów. Wyjmują im mózgi z czaszek z chwilą mianowania na stanowisko. To po prostu nie było na tyle ważne, aby o tym rozmawiać. Wszyscy uważaliśmy, że i tak nie żyjesz. Po prostu dbam o twoje interesy. Ostrzegłem cię, żebyś się w to nie wpakował. Daj mi trochę czasu na zatuszowanie sprawy. Potem będziesz mógł pojechać do Portland.

— To brzmi rozsądnie. W tym stanie nie wisi nade mną żadne oskarżenie, prawda?

— Nie. Właściwie i tak i nie. Wiesz, jak jest. Zapewniliśmy ich, że już nie wrócisz, zgodzili się więc przymknąć oko na twój wyjazd. Ty jednak wróciłeś. Alec, nie możesz sobie pozwolić, żeby cię tu widziano. Ani nigdzie w Teksasie. A nawet nigdzie w Stanach. Wieści rozchodzą się szybko. Mogą odgrzebać te stare zarzuty.

— Byłem niewinny!

Wzruszył ramionami.

— Alec, wszyscy moi klienci są niewinni. Mówię z tobą po ojcowsku, w twoim własnym interesie. Zjeżdżaj z Dallas. Najlepiej, gdybyś dotarł aż do Paragwaju.

— Jak mam to zrobić? Jestem bez grosza, Sam. Muszę mieć choć trochę szmalu.

— Czy kiedykolwiek cię zawiodłem?

Wyciągnął portfel, odliczył pięć banknotów studolarowych i położył je przede mną. Spojrzałem na nie.

— Co to ma być? Napiwek? — Wziąłem pieniądze i schowałem do kieszeni. — To nie wystarczy nawet na podróż do Bronsville. Daj mi prawdziwe pieniądze.

— Przyjdź jutro.

— Bez takich numerów, Sam. Otwórz ten sejf i daj mi trochę prawdziwych pieniędzy, albo pójdę do tego prokuratora i będę śpiewał jak ptaszek! Kiedy mnie zwolni — a zrobi to na pewno, federalni prokuratorzy uwielbiają świadków oskarżenia, bez nich nigdy nie wygraliby żadnej sprawy — wtedy pojadę do Oregonu i zgarnę te sto kawałków.

— Alec, czy ty mi grozisz?

— Ty chcesz wykręcić numer mnie, a ja tobie. Sam, potrzebny mi samochód. Nie żaden zdezelowany „Ford”, ale „Cadillac”. Nie musi być nowy, byleby był odpicowany na glanc, czysty i z dobrym silnikiem. „Cadillac”, kilka tysiączków i już o północy będziemy w Laredo, a rano w Monterrey. Zadzwonię do ciebie z Mexico City i podam ci adres. Jeśli naprawdę chcesz, żebym wyjechał na stałe do Paragwaju, prześlij mi na to pieniądze.

Nie udało mi się osiągnąć wszystkiego, co chciałem, zadowoliłem się więc używanym „Pontiakiem” i wyszedłem, mając w kieszeni sześć tysięcy dolarów gotówką. Crumpacker powiedział mi, abym się udał do wskazanego składu używanych samochodów i wziął to, co mi tam dadzą. Miał tam zadzwonić i załatwić sprawę. Zgodził się także zatelefonować do Hyatta i zamówić dla nas apartament dla nowożeńców. Miałem się zgłosić do niego jutro o dziesiątej rano.

Nie wyraziłem ochoty, aby wstać tak wcześnie.

— Najwyżej o jedenastej. To nasz miodowy miesiąc.

Sam roześmiał się, poklepał mnie po plecach i wyraził zgodę.

Znalazłszy się na korytarzu, skierowaliśmy się w stronę wind, lecz zamiast wsiąść do jednej z nich, przeszedłem o dziesięć stóp dalej i otworzyłem przed Margrethe drzwi wyjścia ewakuacyjnego. Poszła za mną bez komentarza, gdy tylko jednak znaleźliśmy się na klatce schodowej, poza zasięgiem słuchu innych, powiedziała:

— Alec, ten człowiek nie jest twoim przyjacielem.

— Tak jest w istocie.

— Boję się o ciebie.

— Ja też się boję o siebie.

— Bardzo się boję. Boję się o twoje życie.

— Kochanie, też się lękam o swoje życie. I o twoje także. Jesteś w niebezpieczeństwie tak długo, jak długo przebywasz ze mną.

— Nie porzucę cię!

— Wiem o tym. Bez względu na wszystko będziemy dzielić swój los.

— Tak jest. Jakie mamy plany?

— Jedziemy do Kansas.

— Wspaniale. A więc nie zawieziesz nas tym samochodem do Meksyku?

— Kochanie, ja nawet nie umiem prowadzić.

Wyszliśmy z garażu pod budynkiem i wdrapaliśmy się na rampę prowadzącą w boczną ulicę. Następnie oddaliliśmy się o kilka przecznic od budynku Smitha, złapaliśmy taksówkę, która zawiozła nas do „Texas and Pacific Station”, gdzie z postoju wzięliśmy kolejną taksówkę i pojechaliśmy nią do Fort Worth, które leżało o dwadzieścia piąć mil na zachód. Margrethe przez cały czas zachowywała się bardzo cicho. Nie pytałem jej, o czym myśli, ponieważ wiedziałem to: nikogo nie uszczęśliwia wiadomość, że osoba, w której się zakochał, jest zamieszana w jakąś aferę śmierdzącą gangsterstwem i ciemnymi interesami. Złożyłem sam przed sobą solenną obietnicę, że nigdy nie wspomnę o tej sprawie ani słowem.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)