Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 197
Перейти на страницу:

Zauważył jeszcze jedną rzecz. Wszyscy jak jeden mąż bardzo interesowali się tym, o czym nie wspomniał. Jeden po drugim zerkali na oba sztandary, ten z Czerwonym Wilczym Łbem i ten z Czerwonym Orłem, które od czasu do czasu wydymał słaby podmuch wiatru. Patrzyli na nie i obserwowali go, czekając rozkazu, który wydawał każdego dnia, od kiedy wjechali na terytorium Ghealdan. Jako też i wcześniej. Tyle że wczoraj nic nie powiedział i dzisiaj także nic; obserwował tylko wyraz ich twarzy, odczytując gonitwę rozmaitych spekulacji. Szedł dalej, nie dbając o grupki mężczyzn przyglądających się sztandarom i jemu, pomrukujących coś z podnieceniem. Nie próbował podsłuchiwać. Co by powiedzieli, gdyby okazało się, że nie miał racji, a Białe Płaszcze tudzież król Ailron doszli do wniosku, że mimo wszystko groźniejsza od Proroka i Seanchan jest rzekoma rebelia? Był za tych ludzi odpowiedzialny i zbyt wielu już stracił.

Kiedy zakończył obchód, spory fragment tarczy słońca wyzierał znad horyzontu, zalewając świat ostrym porannym blaskiem. Przy namiocie Tallanvor i Lamgwin wywlekali na zewnątrz kufry, na polecenie Lini, podczas gdy Maighdin i Breane sortowały ich zawartość na uschłej trawie — przeważnie koce i lny oraz długie kolorowe płachty satyny, które miały zdobić łoże porzucone przez niego w lesie. Faile była zapewne w środku, bo nieopodal niecierpliwie wyczekiwała banda jej młodych idiotów. Nie dla nich dźwiganie jakichś sprzętów. Potrzebni jak szczury w stodole.

Perrin postanowił, że rzuci okiem na Stayera i Steppera, ale zaledwie znalazł się wśród drzew, skąd mógł dojrzeć spętane szeregi koni, natychmiast został przyuważony. Aż trzech kowali podeszło lękliwie bliżej i zaczęło mu się przyglądać. Barczyści mężczyźni odziani w skórzane fartuchy, podobni do siebie niczym jaja w koszu, tyle że Falton miał siwe pasma, Aemin był szpakowaty, a Jerasid jeszcze nie wszedł w wiek średni. Na ich widok Perrin nie potrafił powstrzymać warknięcia. Ledwie dotknął któregoś konia, a natychmiast się pojawiali, wytrzeszczając oczy, gdy unosił kopyto. Któregoś razu próbował zmienić podkowę Stayerowi i natychmiast jak spod ziemi wyrosła cała szóstka kowali — wyrwali mu narzędzia z ręki i omal nie przewrócili gniadosza w zapale podkuwania.

— Podejrzewają, że im nie ufasz — odezwał się nagle Aram. Perrin spojrzał na niego ze zdziwieniem, a były Druciarz wzruszył ramionami. — Rozmawiałem z kilkoma. Oni myślą, że jak lord sam dogląda swoich koni, to nie ufa swoim kowalom. Możesz ich odesłać, ale przecież nie trafią do domu. — Z tonu głosu można było sądzić, że uważa ich za głupców, spojrzał jednak na Perrina z ukosa i znowu niezręcznie wzruszył ramionami. — Moim zdaniem są zdeprymowani. Jeśli się nie zachowujesz, jak ich zdaniem przystało na lorda, to się na nich to odbija.

— Na Światłość! — mruknął Perrin. Faile mówiła to samo, w każdym razie też twierdziła, że deprymująco na nich działa jego zachowanie, dotąd jednak traktował to tylko jako słowa córki lorda. Faile wychowywała się wprawdzie w otoczeniu służby, ale jakim to sposobem lady mogłaby znać myśli człowieka, który musi zapracować na swój chleb? Spojrzał spod zmarszczonego czoła na szeregi koni. Pięciu kowali stało razem i obserwowało go. Zdeprymowani, że chciał doglądnąć własnych koni, i zmartwieni, że nie zażądał od nich, by wszystko dookoła wyłożyli ściółką, a potem wysypali żwirem. — A zatem uważasz, że powinienem się zachowywać jak jakiś dureń, który przywdziewa jedwabną bieliznę? — zapytał. Aram zamrugał i wbił wzrok w czubki swoich butów. — Na Światłość! — warknął Perrin.

Wypatrzywszy Basela Gilla, który spiesznym krokiem nadchodził od strony wozów, Perrin ruszył mu na spotkanie. Czuł, że poprzedniego dnia nie poszło mu najlepiej, kiedy się starał nawiązać z Gillem swobodną rozmowę. Krępy mężczyzna gadał do siebie i znowu wycierał czoło chustką, pocąc się w zmiętym, ciemnoszarym kaftanie. Skwar już dawał o sobie znać. Nie zauważył Perrina, aż ten prawie zaszedł mu drogę, a wtedy prawie podskoczył, wpychając chustkę do kieszeni i kłaniając się. Włosy miał przylizane, a ubranie wyszczotkowane, zupełnie jakby dziś przypadało jakieś święto.

— Ha, Lord Perrin! Twoja pani kazała mi pojechać wozem do Bethal. Powiada, że mam poszukać tytoniu z Dwu Rzek, ale ja nie wiem, czy mi się uda. Liść z Dwu Rzek zawsze nadzwyczaj ceniono, a handel nie jest już taki jak drzewiej.

— Posłała cię po tytoń? — spytał Perrin i zmarszczył czoło. Już wcześniej podejrzewał, że z całej tajemnicy nici, a jednak... — W przedostatniej wiosce zaopatrzyłem się w trzy baryłki. Starczy dla wszystkich.

Gill stanowczo potrząsnął głową.

— Ale to nie liść z Dwu Rzek, a twoja pani powiada, że przedkładasz go ponad inne gatunki. Twoim ludziom wystarczy liść ghealdański. Mam być twoim shambayan, tak to określiła, i nam zaopatrywać ciebie i ją we wszystko, czego potrzebujecie. W rzeczy samej, właściwie nic innego nie robiłem, prowadząc „Błogosławieństwo królowej”. — To porównanie najwyraźniej go rozbawiło, bo brzuch mu się zatrząsł od niemego chichotu. — Lady Faile wyposażyła mnie w niezgorszą listę, aczkolwiek nie umiem orzec, ile z tego znajdę. Dobre wino, zioła, owoce, świece i lampa oliwna, impregnowane płótno i wosk, papier i atrament, igły, szpilki, och, różne rzeczy. Wybieramy się razem z Tallanvorem i Lamgwinem, a także kilkoma ludźmi ze świty twojej pani.

Świta jego pani. Tallanvor i Lamgwin wynosili właśnie kolejny kufer, by kobiety mogły uporządkować jego zawartość. Tak jak poprzednim razem, znów musieli przejść obok grupki młodych durniów, którzy przycupnęli przy namiocie i ani razu nie zaoferowali pomocy. W rzeczy samej, ci próżniacy całkiem ich ignorowali.

— Pilnuj tego towarzystwa — ostrzegł go Perrin. — Jeśli który zacznie sprawiać kłopoty... albo choćby będzie wyglądał, jakby się na to zanosiło... to każ Lamgwinowi zdzielić go w łeb. — A jeśli to będzie któraś z kobiet? Prawdopodobieństwo było takie samo, jeśli nawet nie większe. Perrin chrząknął. Zanosiło się, że „świta” Faile nieustannie będzie przyprawiać go o kurcze żołądka. Szkoda, że nie potrafiła się zadowolić takimi jak pan Gill albo Maighdin. — O Balwerze nie wspomniałeś. Czyżby postanowił ruszyć samotnie w drogę? — Dokładnie w tym momencie podmuch wiatru przyniósł mu zapach Balwera, pełną czujności woń, która kłóciła się z niemal chorowitym wyglądem tego człowieka.

Choć wątłej postury, Balwer i tak robił zaskakująco dużo hałasu, gdy szedł po uschłych liściach. Odziany w kaftan tej samej burej barwy co pióra wróbla, złożył szybki ukłon, przekrzywiając głowę w sposób, który jeszcze bardziej upodobnił go do starego, wychudłego ptaszyska.

— Zostaję, mój lordzie — oznajmił ostrożnie. Zresztą, może tylko miał taki sposób mówienia. — Jako sekretarz twojej łaskawej lady. I również twój, jeśli sobie zażyczysz. — Zbliżył się z pełną gracją. — Potrafię znakomicie układać zdania, mój lordzie. Posiadam dobrą pamięć i ładny charakter pisma, a poza tym mój, pan może być pewien, że moje usta nigdy nikomu nie zdradzą tego, co mi powierzy, cokolwiek by to było. Zdolność dochowywania tajemnicy to najważniejsza umiejętność sekretarza. Czy ty przypadkiem nie powinieneś bezzwłocznie zająć się wypełnianiem obowiązków zleconych przez naszą nową panią, panie Gill?

Gill spojrzał krzywo na Balwera, otworzył usta, po czym zamknął je nagle. A potem obrócił się na pięcie i potruchtał w stronę namiotu.

Balwer przez chwilę odprowadzał go wzrokiem, z głową przekrzywioną na bok i wargami wydętymi w namyśle.

— Mogę zaoferować również inne usługi, mój lordzie — powiedział w końcu. — A mianowicie mogę podzielić się wiedzą. Przysłuchiwałem się, o czym to rozmawiają niektórzy z ludzi mojego pana, i rozumiem, że mój pan może mieć pewne... trudności... z Synami Światłości. Sekretarz dowiaduje się wielu rzeczy. Wiem zaskakująco dużo na temat Synów.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)