Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 86
Перейти на страницу:

Pech chciał, że kiedy otworzyły się drzwi windy, zobaczył za nimi doktora Augusta Eislera.

— March! — Zaskoczony Eisler dał krok do tyłu. — Krążą pogłoski, że zostałeś aresztowany.

— Pogłoski są nieprawdziwe. Pracuję w cywilnym przebraniu. Doktor przyjrzał się jego garniturowi.

— Jako alfons? — Własny żart tak go ubawił, że musiał zdjąć okulary i wytrzeć załzawione oczy. March roześmiał się razem z nim.

— Nie, jako lekarz sądowy. Powiedziano mi, że pensja jest dobra i nie obowiązują stałe godziny pracy. Eisler przestał się uśmiechać.

— Żebyś wiedział. Siedzę tutaj od pomocy. Rozkaz z samej góry — dodał, ściszając głos. — Operacja Gestapo. Cicho sza. — Poklepał się po nosie. — Nie mogę powiedzieć ci nic więcej.

— Odpręż się, Eisler. Znam sprawę. Czy Frau Luther zidentyfikowała już szczątki?

Doktor wyglądał na rozczarowanego.

— Nie — mruknął. — Oszczędziliśmy jej tego.

— A Stark?

— No, no, March, jesteś naprawdę dobrze poinformowany. Właśnie do niego idę. Chcesz się przyłączyć?

March przypomniał sobie eksplodującą głowę, gęsty, tryskający w górę strumień mózgu i krwi.

— Nie, dziękuję.

— Tak myślałem. Z czego do niego strzelano? Z panzerfausta?

— Złapali zabójcę?

— To ty jesteś policjantem. Ty mi powiedz. „Nie bądź zbyt drobiazgowy”, polecono mi.

— Gdzie są rzeczy Starka?

— Zapakowane i gotowe do odjazdu. W magazynie.

— Gdzie to jest?

— Idź tym korytarzem. Czwarte drzwi po lewej. March ruszył w tamtą stronę.

— Hej, March! — zawołał za nim Eisler. — Zachowaj dla mnie kilka swoich najlepszych dziwek! — Piskliwy śmiech lekarza ścigał go wzdłuż korytarza.

Czwarte drzwi po lewej nie były zamknięte. Sprawdził, czy nikt go nie obserwuje, i wszedł do środka.

Magazyn był niewielki, szeroki na trzy metry. Po obu stronach przejścia, w którym mogła się zmieścić akurat jedna osoba, stały zakurzone metalowe regały, wypełnione stosami zapakowanej w grube polietylenowe worki odzieży. Były tu także walizki, torby, parasole, sztuczne nogi, kapelusze, a nawet groteskowo powykręcany fotel na kółkach. Należące do zmarłych przedmioty na ogół odbierali z kostnicy ich najbliżsi krewni. Jeśli okoliczności śmierci były niejasne, zabierała je policja albo przesyłano je bezpośrednio do laboratorium kryminalistycznego w Schönweld. Xavier zaczął sprawdzać plastikowe tabliczki, na których odnotowano datę i miejsce zgonu oraz nazwisko ofiary. Niektóre rzeczy leżały tu od lat: żałosne łachmany i rupiecie, ostatni spadek po tych, o których nie dbał nikt, nawet policja.

Jakie to typowe dla Globusa, że nie przyznał się do błędu. Za wszelką cenę trzeba było ratować przekonanie o nieomylności Gestapo. Dlatego ciało Starka nadal traktowane było jako Luthera, podczas gdy Luther pochowany zostanie jako ubogi włóczęga, Stark.

March przyciągnął bliżej tobół, który leżał najbliżej drzwi, i obrócił do światła tabliczkę. 18.04.64. Adolf Hitler PL Stark, Alfred.

A zatem Luther odszedł z tego świata niczym najnędzniejszy więzień kacetu: zabity z broni palnej, na pół zagłodzony, ubrany w należące do kogoś innego brudne łachy. Jego ciało sprofanował nóż chirurga, w jego rzeczach grzebał nieznajomy. Dosięgła go sprawiedliwość losu — jedyna bodaj sprawiedliwość, na którą można liczyć.

Wyciągnął z kieszeni scyzoryk i przeciął pękaty plastikowy worek. Zawartość wysypała się niczym wnętrzności na podłogę.

Nie obchodziła go sprawiedliwość losu. Jedyne, czego chciał, to się dowiedzieć, w jaki sposób pomiędzy północą a dziewiątą rano Globus odkryje, że Luther nie zginął.

Amerykanie!

Rozdarł resztki polietylenu.

Ubranie śmierdziało kałem, moczem, wymiotami i potem — wszystkim, co może wydzielać ludzkie ciało. Bóg jeden wiedział, jakie gnieździły się w nim pasożyty. March sprawdził kieszenie. Były puste. Swędziały go ręce. Nie powinien tracić nadziei. Kwit z przechowalni bagażu jest bardzo mały — zwinięty w rolkę nie przekracza wielkości zapałki; z łatwością można go ukryć, robiąc nacięcie w kołnierzu palta. Pruł scyzorykiem lepiącą się od skrzepłej krwi podszewkę długiego brązowego płaszcza; palce miał brunatne i śliskie.

Nic. Wszystkie przedmioty, które jak wynikało z jego doświadczenia, noszą przy sobie na ogół włóczędzy — kawałki papieru i sznurka, guziki, papierosowe pety — zostały już usunięte. Gestapowcy starannie przeszukali całe ubranie. Oczywiście, że to zrobili. Był głupcem, sądząc, że jest inaczej. Zaczął z wściekłością ciąć materiał — z prawej do lewej i z lewej do prawej.

Po pewnym czasie podniósł się znad sterty szmat, dysząc ciężko niczym morderca. A potem podniósł kawałek materiału i wytarł o niego ręce i scyzoryk.

— Wiesz, co myślę? — powiedziała Charlie, kiedy wrócił z pustymi rękoma do samochodu. — Wydaje mi się, że w ogóle niczego tutaj nie przywiózł z Zurychu.

Siedziała wciąż na tylnym siedzeniu volkswagena. March obrócił się, żeby na nią spojrzeć.

— Przywiózł coś. Na pewno. — Próbował ukryć ogarniające go zniecierpliwienie; to nie była przecież jej wina. — Ale za bardzo się bał, żeby to przy sobie nosić. Więc oddał bagaż gdzieś na przechowanie, dostał kwit… na lotnisku albo na dworcu… i miał zamiar później go odebrać. Jestem tego pewien. Teraz ten bagaż albo przepadł na dobre, albo ma go w swoich rękach Globus.

— Nie. Posłuchaj. Wczoraj, kiedy kontrolowano mnie na lotnisku, dziękowałam Bogu, że powstrzymałeś mnie przed przywiezieniem tego obrazu do Berlina. Pamiętasz te kolejki? Przeszukiwali wszystkie torby. W jaki sposób Luther mógłby przemycić cokolwiek przez Zollgrenzschutz?

March zastanawiał się nad tym, masując skronie.

— Trafne pytanie — przyznał w końcu. — Może — dodał po chwili — najtrafniejsze, jakie kiedykolwiek słyszałem.

* * *

Na lotnisku Hermanna Göringa Hanna Reitsch nadal mokła na deszczu, gapiąc się zaczerwienionymi od rdzy oczyma w niebo.

— Lepiej zostań w samochodzie — powiedział March. — Potrafisz prowadzić?

Kiwnęła głową.

— Jeśli Flughafen Polizei każe ci stąd odjechać — powiedział, rzucając jej kluczyki na kolana — nie kłóć się, ale odjedź i za chwilę przyjedź z powrotem. Nie przestawaj krążyć. Daj mi dwadzieścia minut.

— A potem co?

— Nie wiem. — Wykonał nieokreślony gest ręką. — Improwizuj.

Wszedł zdecydowanym krokiem do hali. Na wiszącym nad stanowiskami kontroli paszportowej dużym zegarze zmieniły się cyfry. 13.22. Obejrzał się do tyłu. Czas, w którym pozostawał na wolności, mógł prawdopodobnie mierzyć w minutach. A jeśli Globus zarządził szerokie poszukiwania, być może w sekundach. Żaden obiekt w Rzeszy nie był tak pilnie strzeżony jak to lotnisko.

Nie przestawał myśleć o siedzącym w jego mieszkaniu Krebsie i o Eislerze. „Krążą pogłoski, że zostałeś aresztowany…”

Mężczyzna z pamiątkową torbą z Soldaten Halle wydawał się znajomy. Tajniak z Gestapo? Xavier nagle skręcił, kierując się w stronę toalety. Stanął przy pisuarze, udając, że się załatwia, i nie spuszczał z oczu wejścia. Nikt się nie pojawił. Kiedy wyszedł na zewnątrz, mężczyzna zniknął.

— Kończymy odprawę pasażerów odlatujących rejsem Lufthansy numer dwieście siedem do Tyflisu…

Podszedł do głównego stanowiska Lufthansy i pokazał jednemu ze strażników swoją legitymację.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)