Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 86
Перейти на страницу:

— Kto się pierwszy odezwie, daje fant.

Później nie mogąc zasnąć, wsłuchiwał się w jej oddech. Co jakiś czas wydawała ciche pomruki. A potem odwróciła się do niego z głośnym jękiem. Rzucona na poduszkę ręka zasłaniała jej twarz. Najwyraźniej z kimś walczyła. Gładząc ją po zmierzwionych włosach poczekał, aż oddali się dręcząca ją zmora, a potem wyślizgnął się cicho spod kołdry.

Kuchenna podłoga ziębiła stopy. Otworzył kilka szafek. W środku stały zakurzone talerze i w połowie puste opakowania z żywnością. Przedpotopowa lodówka wyglądała, jakby wypożyczono ją z jakiegoś instytutu biologii; zawartość pokryta była niebieskim nalotem i nakrapiana egzotycznymi plamkami pleśni. Najwyraźniej nie myślano tutaj zbyt wiele o zaopatrzeniu domu. Postawił wodę na gaz, wypłukał kubek i wsypał do niego trzy łyżeczki rozpuszczalnej kawy.

Popijając gorzki napój włóczył się po mieszkaniu. W salonie stanął przy oknie i odsunął lekko zasłonę. Bülow Strasse była pusta. Za słabo oświetloną budką telefoniczną widać było ciemny zarys wejścia na stację. Zasunął z powrotem zasłonę.

Ameryka. Myśl, że mógłby się tam znaleźć, nigdy przedtem nie przyszła mu do głowy. Jego umysł wypełnił się obrazami, które starannie umieścił tam doktor Goebbels. Żydzi i Murzyni. Kapitaliści w wysokich cylindrach i zadymione fabryki. Żebracy na ulicach. Bary ze striptizem. Strzelający do siebie z wielkich samochodów gangsterzy. Pożary wielkich kamienic i jazzowa muzyka niosąca się przez murzyńskie getta niczym wycie policyjnych syren. Szczerzący zęby Kennedy. Ciemne oczy i jasne nogi Charlie. Ameryka.

Wszedł do łazienki. Ściany były zaparowane i pokryte plamami mydła. Wszędzie stały buteleczki, tubki i małe słoiczki. Tajemnicze kobiece przedmioty ze szkła i plastiku. Minęło mnóstwo czasu, odkąd po raz ostatni odwiedził kobiecą łazienkę. Czuł się tu obco i niezgrabnie — niczym niezdarny ambasador innego gatunku. Wziął do ręki kilka kosmetyków i powąchał je, a potem nałożył na palec wskazujący trochę kremu i roztarł go kciukiem. Jej zapach mieszał się na jego rękach z innymi.

Owinął się w duży ręcznik i usiadł na podłodze, żeby się zastanowić. Zanim zaczęło świtać, usłyszał, jak Charlie trzy albo cztery razy krzyknęła przez sen. W jej głosie brzmiał autentyczny strach. Czy wracała do niej przeszłość, czy bała się przyszłości? Chciałby to wiedzieć.

2

Tuż przed siódmą March wyszedł na Bülow Strasse. Jego volkswagen stal zaparkowany sto metrów dalej po lewej stronie ulicy, obok sklepu rzeźnika. Właściciel wieszał właśnie w witrynie potężne kawały mięsa. Stos leżących na tacy krwistych kiełbas nieodparcie z czymś się Marchowi kojarzył.

Paluchy Globusa, tak, to było to — te wielkie czerwone pięści.

Pochylił się nad tylnym siedzeniem samochodu, wyciągnął na zewnątrz walizkę i wyprostowując się rozejrzał szybko dookoła. Nie zauważył nic podejrzanego: normalny sobotni wczesny ranek. Większość sklepów otwierano o tej samej porze co zwykle; w związku ze świętem miały być czynne tylko do pierwszej.

Wróciwszy do mieszkania, zrobił więcej kawy, postawił pełen kubek na stoliku przy łóżku Charlie i poszedł do łazienki się ogolić. Po kilku minutach usłyszał, jak wchodzi i staje tuż za nim. Objęła go wpół, przytulając piersi do jego nagich pleców. Nie odwracając się pocałował ją w rękę. SPAKUJ SIĘ. NIE WRACAMY TU JUŻ, napisał palcem na zaparowanym lustrze. Starł napis i pierwszy raz chyba zobaczył ją wyraźnie w świetle dnia — z rozczochraną głową, na pół przymkniętymi powiekami, rysami twarzy wciąż miękkimi od snu. Kiwnęła głową i ruszyła z powrotem do sypialni.

Podobnie jak to zrobił przed odlotem do Zurychu, ubrał się w cywilne ubranie. Z niewielką różnicą: tym razem luger wylądował w prawej kieszeni trencza. Płaszcz — kupiony przez niego tanio i dawno temu z nadwyżek Wehrmachtu — był wystarczająco obszerny, żeby nikt nie zorientował się, że ma przy sobie broń. Gdyby chciał, mógł wsadzić rękę do kieszeni i wziąć kogoś w gangsterskim stylu na muszkę: „Okay, koleś, idziemy”. Uśmiechnął się pod nosem. Znowu Ameryka.

Fakt, że mogą być podsłuchiwani, kładł się cieniem na ich przygotowaniach. Poruszali się w milczeniu po mieszkaniu. Dziesięć po ósmej Charlie była gotowa. March przeniósł radio z łazienki do salonu i nastawił je na pełny regulator.

— Z obrazów przysłanych na wystawę wynika jasno, że oczy niektórych ludzi widzą rzeczywistość inaczej, niż ona wygląda: że naprawdę istnieją osobnicy, według których łąka jest niebieska, niebo zielone, a chmury żółte jak siarka… — Weszło już w zwyczaj, że w tych dniach nadawano ponownie najbardziej słynne mowy Führera. To przemówienie powtarzano rok w rok: atak na nowoczesnych malarzy wygłoszony w roku 1937 z okazji otwarcia Domu Niemieckiej Sztuki.

Ignorując cichy protest Charlie, wziął oprócz swojej również jej walizkę. Charlie założyła swój niebieski płaszcz. Na jedno ramię zarzuciła skórzaną torbę, na drugim zawiesiła aparat. W progu obróciła się, żeby po raz ostatni rozejrzeć się po mieszkaniu.

— Albo ci „artyści” naprawdę widzą przedmioty w ten sposób i wierzą, że wyglądają one właśnie tak, jak je przedstawiają; wtedy należy zapytać, jak powstała wada ich wzroku, i jeśli okaże się dziedziczna, nakazać ministrowi spraw wewnętrznych powstrzymanie dalszego rozprzestrzeniania się tak upiornego defektu. Albo sami nie wierzą w przedstawianą przez siebie rzeczywistość, ale z jakichś innych względów dążą do tego, żeby narzucić ją narodowi; wtedy sprawą powinien zająć się prokurator…

Zamykając drzwi słyszeli za sobą gromkie brawa i śmiechy.

— Jak długo to potrwa? — zapytała go szeptem Charlie, kiedy schodzili po schodach.

— Cały weekend.

— Sąsiedzi powinni być zadowoleni.

— Oby tylko któryś nie zebrał się na odwagę i nie poszedł poprosić cię o ściszenie radia.

Na dole, nieruchoma niczym wartownik, stała dozorczyni. W ręku trzymała butelkę mleka, pod pachą egzemplarz „Völkischer Beobachter”.

— Dzień dobry, Fräulein — zwróciła się do Charlie, nie odrywając wzroku od Marcha.

— Dzień dobry, Frau Schustermann. To mój kuzyn z Aachen. Mamy zamiar sfotografować spontanicznie bawiącą się na ulicach ludność — powiedziała, dotykając ręką aparatu. — Szybciej, Haraldzie, bo się spóźnimy.

Starsza kobieta nadal mierzyła surowym wzrokiem Xaviera i zaczął się obawiać, czy przypadkiem go nie rozpoznała. Było to raczej wątpliwe: zapamiętała najprawdopodobniej tylko mundur. Po kilku chwilach odchrząknęła i powłócząc nogami wróciła do swojego mieszkania.

— Kłamiesz bardzo przekonująco — powiedział March, kiedy znaleźli się na ulicy.

— Dziennikarski nawyk — odparła. Ruszyli szybko w stronę volkswagena. — To szczęście, że nie miałeś na sobie munduru. Z pewnością chciałaby ci wtedy zadać parę pytań.

— Luther w życiu nie wsiadłby do samochodu prowadzonego przez umundurowanego Sturmbannführera SS. Czy przypominam szofera ambasady?

— Tylko bardzo dystyngowanego.

Wepchnął obie walizki do bagażnika i wsiedli do środka.

— Nie możesz tam nigdy wrócić, zdajesz sobie sprawę? — powiedział, zanim zapalił silnik. — Niezależnie od tego, czy nam się uda, czy nie. Pomoc udzielona uciekinierowi czyni z ciebie kogoś w rodzaju szpiega. To już nie będzie kwestia deportacji, ale coś o wiele poważniejszego.

Machnęła z lekceważeniem ręką.

— I tak nigdy się tu dobrze nie czułam.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)