Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 86
Перейти на страницу:

Obrócił kluczyk w stacyjce, wrzucił bieg i ruszył do przodu.

Jadąc ostrożnie i sprawdzając co pół minuty, czy nikt ich nie śledzi, dotarli za dwadzieścia dziewiąta do Adolf Hitler Platz. March okrążył cały plac. Kancelaria Rzeszy, Wielki Pałac, budynki Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu — wszystko wyglądało tak, jak powinno: błyszczące frontony, wyprężeni na baczność wartownicy; wszystko w tak samo nieludzkiej skali jak zwykle.

Z tuzina autokarów wysiadali, otwierając usta z przejęcia, pierwsi turyści. Po śnieżnobiałych schodach Wielkiego Pałacu, zmierzając w stronę kolumn z czerwonego granitu, wspinały się niczym sznur mrówek idące parami dzieci. Pośrodku placu, wokół znajdujących się tam wielkich fontann, leżały stosy barier, gotowych do ustawienia w poniedziałek rano, kiedy, jak co roku, Führer miał przejechać z Kancelarii Rzeszy do Wielkiego Pałacu, a potem, już po ceremonii dziękczynienia, wrócić do swojej rezydencji i pojawić się na balkonie, naprzeciwko którego wzniosła już wysokie rusztowanie niemiecka telewizja. Konstrukcję z rur otaczały ciasnym wianuszkiem wozy transmisyjne.

Xavier wjechał na parking i zatrzymał się tuż obok autokarów. Przez pasma ruchu miał stąd szeroki widok na fasadę Pałacu.

— Wejdź po schodach — powiedział — zajrzyj do środka, kup jakiś przewodnik, zachowuj się tak naturalnie, jak potrafisz. Kiedy pojawi się Nightingale, wpadnij na niego: jesteście starymi przyjaciółmi, czy to nie cudowne i tak dalej. Stańcie na chwilę na schodach i rozmawiajcie.

— A ty?

— Kiedy tylko zobaczę, że nawiązaliście kontakt z Lutherem, podjadę i zabiorę was. Tylne drzwi nie będą zamknięte. Nie wchodźcie za wysoko na górę, trzymajcie się blisko jezdni. I nie dajcie mu się wciągać w dłuższą rozmowę: musimy się stąd szybko wynosić.

Zniknęła, zanim zdążył jej życzyć powodzenia.

Luther dobrze wybrał to miejsce. Plac obfitował w wiele dogodnych punktów obserwacyjnych; starzec mógł nie spuszczać z oczu schodów Pałacu, samemu nie wychodząc z ukrycia. Nikt nie powinien zwrócić uwagi na spotkanie trójki cudzoziemców. A gdyby coś poszło nie tak, tłumy turystów zapewniały doskonałą osłonę podczas ucieczki.

March zapalił papierosa. Zostało jeszcze dwanaście minut. Patrzył, jak Charlie wspina się po długich schodach. Stanęła na górze, żeby zaczerpnąć oddechu, a potem odwróciła się i zniknęła w środku gmachu.

Wszędzie panowała zwiększona aktywność. Plac okrążały białe taksówki i długi zielony mercedes Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu. Technicy telewizyjni sprawdzali kąt ustawienia kamer, przekazując sobie krzykiem instrukcje. Straganiarze wykładali na lady swój towar: pocztówki, gazety, lody, kawę i kiełbaski. Szwadron lecących w ścisłym szyku gołębi zatoczył krąg nad głowami tłumu i trzepocząc skrzydłami wylądował obok jednej z fontann. W stronę ptaków ruszyło, wymachując ramionami, kilku młodych chłopców w mundurkach Deutsches Jungvolk i Xavier pomyślał o Pilim; dotkliwe ukłucie bólu sprawiło, że zamknął na chwilę oczy, powierzając swoją winę ciemności.

Dokładnie za pięć dziewiąta Charlie wyszła z cienia i ruszyła w dół schodów. W jej stronę zmierzał mężczyzna w nieprzemakalnym płaszczu. Nightingale.

Nie zachowuj się zbyt ostentacyjnie, idioto…

Charlie zatrzymała się i rozpostarła szeroko ramiona — doskonała imitacja pełnego zaskoczenia. Zaczęli rozmawiać.

Za dwie dziewiąta.

Czy Luther przyjdzie? Jeśli tak, to skąd? Ze wschodu, od strony Kancelarii? Z zachodu, od strony budynku Naczelnego Dowództwa? Czy może z północy, pokonując po drodze cały plac?

Nagle w oknie po lewej stronie pojawiła się dłoń w rękawiczce. Należała do ubranego w skórzany mundur funkcjonariusza Orpo z drogówki.

March odkręcił szybę.

— Nie wolno tutaj parkować — oświadczył gliniarz.

— Rozumiem. Za dwie minuty już mnie tu nie będzie.

— Żadne dwie minuty. Teraz. — Facet był gorylem, który uciekł z berlińskiego zoo.

Nie spuszczając z oczu schodów March wyciągnął z wewnętrznej kieszeni legitymację Kripo.

— Źle pogrywasz, przyjacielu — syknął. — Wpieprzyłeś się w sam środek prowadzonej przez Sipo akcji inwigilacyjnej i jeśli nie dasz sobie na wstrzymanie, wszystko może wziąć przez ciebie w łeb.

Gliniarz wydarł mu z ręki legitymację i przytknął ją do oczu.

— Nikt mi nie mówił o żadnej inwigilacji, Herr Sturmbannführer. Co to za operacja? Kto jest obserwowany?

— Wszyscy. Komuniści. Masoni. Studenci. Słowianie.

— Nikt mi o tym nie powiedział. Muszę sprawdzić.

March zacisnął ręce na kierownicy, żeby opanować ich drżenie.

— Przestrzegamy ciszy w eterze. Jeśli ją naruszysz, Heydrich osobiście przerobi ci jaja na spinki do mankietów. Masz to jak w banku. A teraz oddaj mi legitymację.

Z twarzy orpowca nie znikały wątpliwości. Przez chwilę wyglądał, jakby miał zamiar wywlec Marcha z samochodu, ale potem powoli oddał mu legitymację.

— No nie wiem…

— Dziękuję za współpracę, Unterwachtmeister. — March zakręcił szybę, zamykając w ten sposób dyskusję.

Minuta po dziewiątej. Charlie i Nightingale wciąż pogrążeni byli w rozmowie. Xavier spojrzał w lusterko. Gliniarz cofnął się kilka kroków, stanął w miejscu i wpatrywał się w samochód. Przez chwilę się namyślał, a potem najwyraźniej podjął decyzję — podszedł do swego motocykla i podniósł do ust mikrofon.

March zaklął pod nosem. Zostały mu najwyżej dwie minuty.

Nadal ani śladu Luthera.

A potem zobaczył go. Z Wielkiego Pałacu wynurzył się ubrany w postrzępione palto mężczyzna w grubych oprawkach okularów. Przez chwilę stał w miejscu, rozglądając się dookoła i opierając dłoń o jedną z granitowych kolumn, tak jakby bał się jej puścić. A potem z wahaniem ruszył powoli w dół schodów.

March zapalił silnik.

Charlie i Nightingale wciąż stali odwróceni plecami do Luthera. Szedł prosto w ich stronę.

Szybciej. Szybciej. Obejrzyj się za siebie, na litość boską!

W tym momencie Charlie obróciła się. Zobaczyła starca i rozpoznała go. Luther wyciągnął rękę niczym wyczerpany, dopływający do brzegu pływak.

To się nie może udać, pomyślał nagle March. Coś jest nie w porządku. Coś, czego nie przewidziałem.

Luther miał do Charlie nie więcej niż pięć metrów, kiedy nagle zniknęła jego głowa. Rozprysła się w podmuchu czerwonych mokrych trocin; a potem ciało starca runęło do przodu i stoczyło się po schodach, a Charlie podniosła rękę, zasłaniając twarz przed bryzgami krwi i mózgu.

Sekunda. Półtorej. Dopiero teraz przez Adolf Hitler Platz przetoczył się terkot szybkostrzelnego karabinu maszynowego. Przestraszone gołębie wzbiły się w powietrze i zawirowały niczym strzępy szarego papieru nad całym placem.

Ludzie zaczęli krzyczeć.

March wrzucił bieg, włączył kierunkowskaz i wjechał na jezdnię, nie zwracając uwagi na wściekłe trąbienie. Przeciął jedno pasmo, potem następne; jechał jak człowiek, który uwierzył, że nie może mu się stać nic złego; jakby od kolizji mogła go uchronić sama tylko wiara i siła woli. Widział, jak wokół ciała, z którego ściekały w dół krew i mózg, zgromadziła się mała grupka. Słyszał policyjne gwizdki. Ze wszystkich stron zbliżały się czarne mundury — widział wśród nich Globusa i Krebsa.

Nightingale złapał Charlie za ramię i odciągnął na bok, kierując się w stronę jezdni. Xavier wcisnął hamulec. Dyplomata otworzył na oścież drzwiczki samochodu, wepchnął Charlie na tylne siedzenie i wcisnął się w ślad za nią. Trzasnęły zamykane drzwi; volkswagen skoczył do przodu.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)