Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 137
Перейти на страницу:

Jednakże całe spektrum podobnych objaśnień leży w obszarze nie z tego świata, co jest nie do przyjęcia dla ateistów, a w szczególności dla ateistów Strugackich. Albo inaczej — spektrum to leży w świecie ludzkim, co dla ateistów jest do przyjęcia, ale krępuje fantastów. Przy tym, jeśli przyjąć drugi wariant odpowiedzi, to dlaczego ci uczciwi-dobrzy-szlachetni-subtelni, bez żadnego zewnętrznego przymusu, co rusz urządzaj ą sobie takie rzeźnie, których nie wymyśliłby żaden stalin-hitler. Co do tego ma społeczne amortyzowanie?

A czy nie obserwujemy przypadkiem działania jakiegoś ogólniejszego, kosmicznego, kosmogonicznego prawa? Jakiegoś wszechogarniaj ącego, odwiecznego prawa przyrody?

Przecież w ostatnich dziesięcioleciach coraz bardziej przekonujemy się, że homo sapiens nie żyje sam z siebie, nie jest izolowany od burz słonecznych i oddechu Wszechświata. Oddziaływanie wzajemne jest stałe i wieloaspektowe, znacznie silniejsze niż prymitywne sporadyczne kontakty typu „idący człowiek rozdeptał mrówkę”, „spadająca skała przygniotła człowieka”. Być może prawa społeczne są tylko lokalnymi załamaniami integralnych praw Wszechświata?

Wspaniała powieść Strugackich Miliard lat przed końcem świata jest, o ile mi wiadomo, jedyną we współczesnej literaturze próbą postawienia na intelektualnym poziomie dwudziestego wieku tego problemu i odpowiedzi nań… Brzmi to ohydnie, jak cytat ze szkolnego podręcznika. Może powiedzmy więc tak: Strugaccy usiłują dotknąć tego problemu i dotknąć odpowiedzi.

Ale jakże nudne jest dla człowieka mieć za jedynego kontrahenta martwy Wszechświat, niechby nawet i Homeostatyczny!

Całkowicie słusznie i, słowo daję, bardzo po ludzku zauważył noblista Steven Weinberg: „Im bardziej zrozumiały staje się Wszechświat, tym bardziej wydaje się on nonsensowny”.

Co prawda, natychmiast dodał: „Ale (…) próba zrozumienia Wszechświata to jedna z niewielu rzeczy, które wznoszą trochę ludzkość ponad poziom farsy i nadaj ą jej cechy wysokiej tragedii”. Jednakże, obawiam się, że to również swoista farsa: pobłażliwie patrzeć na tych, którzy nie wznoszą oczu ku bezlitosnemu niebu, i być dumnym ze swego spokojnego męstwa pod spadającą skałą, śmiać się, myśleć, rodzić i wychowywać dzieci pod opadającym ze świstem głazem — mając pewność, że będzie spadał jeszcze przez co najmniej pięćdziesiąt miliardów lat!

Odpukać: wysoka tragedia pojedynku z Wszechświatem — pojedynku nieuchronnego, niechcianego i oczywiście bez najmniejszej szansy na to, co w świecie zwierzęcym nazywa się zwycięstwem — może się odbyć znacznie szybciej…

Spróbujmy wykonać jeszcze jeden krok.

Byłem studentem piątego roku, gdy wpadł mi w ręce maszynopis nie opublikowanego wtedy jeszcze Miliarda. Ponieważ nie musiałem dawać słowa honoru, że nikomu go nie pokażę, nie mogłem rzecz jasna wytrzymać i dałem tę powieść do przeczytanie trzem ludziom z mojego roku, którzy, jak wiedziałem, kochali fantastykę nie mniej niż ja. Pamiętam, że kiedy Kola Anisimcew-japonista, tak jak i Wladlen Głuchów, tyle że o pół wieku młodszy — zwracał maszynopis, zapytał z niedowierzaniem: „Słuchaj, to nie ty napisałeś?” Mogłem tylko zamachać rękami — a to właśnie odezwał się los.

Chęć mam, papier też; mam okrutne doświadczenie z lat, które niczym czołgowy klin przeturlały się po nas już po publikacji Miliarda. Mam talent, niestety, znacznie wodnistszy niż talent braci Strugackich, ale na to nic nie poradzę, mogę tylko zakrzyknąć za Hiobem:

„Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka. Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Ja ust ujarzmić nie mogę, mówić chcę w utrapieniu, narzekać w boleści mej duszy. Dlaczego na cel mnie wziąłeś? Mam być ciężarem Najwyższemu? Czemu szukasz u mnie przestępstwa i grzechu mego dochodzisz? Choć wiesz, żem przecież nie zgrzeszył. Nikt mnie z Twej ręki nie wyrwie. Biada mi, gdybym ja zgrzeszył! Choć sprawiedliwy, nie podniosę głowy, syty pogardy, niedolą pojony”.

Przyszli do Hioba, siedzącego na gnoju, trzej przyjaciele jego: Elifaz z Temanu, Bildad z Szuach i Sofar z Naama. Siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, nikt nie wyrzekł słowa, bo widzieli ogrom jego bólu. A potem każdy w miarę swojego rozumu zaczął go przekonywać…

Wiaczesław Rybakow

3:23. Człowiek swej drogi jest nieświadomy,

Bóg sam ją przed nim zamyka.

7:6. Czas leci jak tkackie czółenko

i przemija bez nadziei.

7:20…dlaczego na cel mnie wziąłeś?

Mam być ciężarem Najwyższemu?

17:6. Wydano mnie ludziom na pośmiewisko,

jestem w ich oczach wyrzutkiem.

19:7. Gdy krzyknę „Gwałt” — nie ma echa,

„Ratunku!” — ja nie mam prawa.

21:7. Czemuż to żyją grzesznicy?

Wiekowi są i potężni.

16:21…by rozsądził spór człowieka z Bogiem, jakby człowieka z człowiekiem. 9:19. O siłę chodzi? To mocarz.

Osąd? Kto da mi świadectwo?

10:2. Nie potępiaj mnie, powiem do Boga. Dlaczego dokuczasz mi, powiedz?

10:3. Przyjemnie ci mnie uciskać, odrzucać dzieło swoich rąk

1sprzyjać radzie występnych? 10:15. Biada mi, gdybym ja zgrzeszył! Choć sprawiedliwy, nie podniosę głowy, syty pogardy, niedolą pojony.

13:22. Mów pierwszy, a ja niech odpowiem, lub ja przemówię, Ty po mnie. 10:21…nimpójdę, by nigdy nie wrócić do kraju pełnego ciemności. Księga Hioba

10 24… Dokądże nas trzymać będziesz w niepewności? Jeśli ty jesteś Chrystusem, powiedz nam jawnie.

Ewangelia według Św. Jana

Kto zaś się wzbogacił… posiadaniem Chrystusa… Ten z doświadczenia wie, jaką otrzymał radość, jaki skarb ma w sercu swym, rozmawiając z Bogiem, jak z przyjacielem

Święty Piotr Apostoł

Rozdział 1

1

…tylko poplotkować. Smutny nostalgiczny uśmiech wywoływało wspomnienie, jak jakieś dziesięć, piętnaście lat temu w paroksyzmach wiecznego inteligenckiego masochizmu powtarzano sobie uszczypliwości satyryków: że niby radzieccy uczeni chodzą do pracy tylko po to, żeby się herbaty napić i pogadać w palarni. Jasne, z kogo jeszcze mogli wtedy szydzić satyrycy: z niższego poziomu pracowników handlu i pracowników naukowych. Ani jedni, ani drudzy nie mogli się odgryźć.

Zresztą dlaczego się odgryzać! Przecież sami czuli, że efektywność jest niska, trzeba by pracować więcej, ale system dusi. Śmieszne: sumienie ich męczyło! Ach, ileż czasu marnuje się na pisanie socjalistycznych zobowiązań! Ach, każdą śrubkę, każdą soczewkę-konewkę trzeba na kolanach wybłagiwać! Ach, na tego uważaj, jasne, na sto procent nie wiem, ale mówią, że kabluje. Ach, tak bez sensu się dzień zmarnował, gadu- gadu; no, nic, jutro nadrobię… Teraz sumienie już nie męczy. Tygodnie, miesiące wypadły jak miedziaki z dziurawej kieszeni. Dwie godziny do pracy w nabitym, rzadko chodzącym autobusie, drugie dwie z pracy, dlatego w pracy jesteś najwyżej kilka godzin, bo do domu przyjedziesz po ciemku. Popalili, popili herbatkę, pogawędzili o smuteczkach, no i dzień minął.

Tematy, ogólnie rzecz biorąc, nie za bardzo się zmieniły; polityka — obowiązkowo („Na kogo głosowałeś? Zupełnie zwariowałeś?!”); ohydne perspektywy w życiu i pracy — koniecznie, zawsze z rechotem, jak w czasie zastoju; głupota dyrekcji i jej niezdolność do stawienia czoła sytuacji — wiadomo, jak zwykle. Kiedy dadzą wypłatę i jaka to będzie część teoretycznie należnego uposażenia — o, to nowa rzecz, powiew czasów. Kogo gdzie zabili albo zadeptali, albo w najlepszym razie okradli — kiedy rozmówcy poruszali ten temat, zawsze kojarzyli się Malanowowi z orędownikami z mass mediów: który straszniejszą historię zasunie, ten jest lepszy, tego słuchają — „Ach!” i „Och!” — i już nawet nikt nie pamięta, że i te mniej straszne, i te bardziej z reguły są prawdziwe. Poza tym powracało głupie wspomnienie: parszywe, śmierdzące, obstawione miednicz-kami, obrusikami i raźnie drącymi się na okrągło głośnikami, wspólne komunalne mieszkanie na prospekcie Karola Marksa w mieście-bohaterze Leningradzie, jego mroczne, tajemniczo zagracone korytarze, a w korytarzach komunalne dzieciaki, chyba jeszcze przed szkołą; tak się chce pochwalić, czymś zaimponować, wyprzedzić innych w czymkolwiek, więc wziął i palnął Kolka: „A u nas wczoraj wylazł spod łóżka karaluch jak palec…” Co się wtedy zaczęło! Wszyscy dostali szału:

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)