Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 236
Перейти на страницу:

Kiedy skończyła, Nevarin i inne Mądre pokiwały z aprobatą głowami, a policzki Masuri znów zabarwiły się lekką czerwienią, nad którą kobieta natychmiast zapanowała, prędko przywołując na oblicze spokojną maskę Aes Sedai. Powiew wiatru przyniósł jej zapach Perrinowi, który w owej woni wyczuł zaskoczenie, zadowolenie i niepokój z powodu własnej satysfakcji.

— Dziękujemy, Masuri Sedai — oznajmiła oficjalnym tonem Berelain, po czym ukłoniła się krótko w siodle. Masuri odpowiedziała jej lekkim skinieniem głowy. — Uspokoiłaś nasze podenerwowane umysły.

I rzeczywiście. Bijący od żołnierzy zapach strachu zaczął powoli słabnąć, chociaż Aybara usłyszał, jak Gallenne mamrocze pod nosem:

— Mogła najpierw wypowiedzieć ostatnie zdania.

Czujne uszy Perrina wychwyciły jeszcze coś przez odgłosy stukania kopyt końskich i cichego, lecz pełnego ulgi śmiechu ludzi. Gdzieś na południu rozległ się, niesłyszalny dla nikogo innego, tryl sikory modrej, zwanej modraszką, po którym nastąpił niemal identyczny odgłos wydany przez wielogłosa błękitnego, ptaka z rodziny przedrzeźniaczy. Po chwili inna modraszka zaćwierkała, sekundę później przedrzeźniał ją już kolejny wielogłos, później ta sama para dała się słyszeć ponownie, tyle że nieco bliżej. W Altarze mogły oczywiście mieszkać zarówno sikory modre, jak i wielogłosy błękitne, jednak Perrin wiedział, że ptaki te często towarzyszą łucznikom, na przykład z Dwu Rzek. Głos modraszki sugerował zatem nadejście ludzi, raczej sporej grupy, i być może nieprzyjaźnie nastawionych. Z drugiej strony przedrzeźniacze, które w rodzimym Andorze Aybary nazywano „złodziejskimi ptaszkami” — ze względu na ich zwyczaj kradzieży jaskrawych przedmiotów... Perrin przesunął kciukiem po krawędzi toporka, jednak poczekał na następne tryle ptasiej pary, tym razem tak bliskie, ażeby mogli je usłyszeć także inni.

— Słyszeliście te odgłosy? — spytał, spoglądając na południe, jakby właśnie po raz pierwszy wychwycił dźwięki ptaków. — Sądzę, że moi wartownicy dostrzegli Masemę. — Wszyscy podnieśli głowy, zasłuchali się, po czym kilka osób kiwnęło głowami, szczególnie gdy ćwierkanie się powtórzyło jeszcze bliżej. — Gdzieś tutaj nas mija.

Mrucząc ciche przekleństwa, Gallenne gwałtownym ruchem założył hełm i dosiadł konia. Annoura zebrała cugle, a Masuri ruszyła przez śnieg ku swojej pstrokatej klaczy. Lansjerzy poruszyli się w siodłach i zaczęli wydzielać woń gniewu, znowu wzmocnioną nutką strachu. Skrzydlatą Gwardię łączył z Prorokiem Smoka Odrodzonego dług krwi — przynajmniej w ich oczach — jednak żaden z żołnierzy nie zabiegałby o „ściągnięcie” długu, skoro było ich zaledwie pięćdziesięciu, a Masemie zazwyczaj towarzyszyło co najmniej stu ludzi.

— Nie będę przed nim uciekać — oświadczyła Berelain. Wpatrzyła się na południe z lodowatą marsową miną. — Poczekamy na niego tutaj.

Gallenne otworzył usta, ale zamknął je, nie wypowiedziawszy ani słowa. W każdym razie nie odezwał się do Pierwszej z Mayene, wziął bowiem głęboki wdech i zaczął wykrzykiwać rozkazy zmuszające jego Gwardzistów do ustawienia się w szyk. Przegrupowanie w tym miejscu nie było łatwe. Niezależnie zresztą od gęstości rosnących drzew, żaden las nigdy nie stanowił dobrego miejsca dla lansjerów. Każde natarcie wyglądało w ich wykonaniu na bezładne, przynajmniej na początku, a trafienie lancą przeciwnika wydawało się trudne, skoro mógł on odskoczyć za pień drzewa i znaleźć się w następnej chwili za lansjerem. Gallenne usiłował uformować swoich ludzi w szereg przed Berelain, między nią i nadchodzącymi przeciwnikami, jednak kobieta posłała swojemu kapitanowi ostre spojrzenie i jednooki Galenne zmienił rozkazy, ustawiając teraz lansjerów w pojedynczym, nierównym rzędzie otaczającym wielkie drzewa, lecz skupionym na Pierwszej z Mayene. Jednego żołnierza kapitan wysłał z powrotem do obozu. Gwardzista położył się płasko na karku swego wierzchowca, wycelował lancę przed siebie, równolegle do końskiego grzbietu, jakby szarżował, po czym mimo śniegu i trudnego terenu ruszył galopem. Berelain uniosła brwi, lecz nic nie powiedziała.

Annoura skierowała kasztanową klacz ku niej, jednak zatrzymała się, gdy Masuri zawołała ją po imieniu. Brązowa siostra zebrała wodze pstrokatej, nadal wszakże tkwiła w śniegu wraz z otaczającymi ją Mądrymi, które były od niej o tyle wyższe, że wyglądała przy nich jak dziewczynka. Annoura zawahała się, więc Masuri zawołała ją ponownie, tym razem ostrzej, a wtedy Perrinowi wydało się, że słyszy ciężkie westchnienie Annoury, jednak kobieta podjechała do nich i zsiadła z konia. Cokolwiek powiedziały jej skupione wokół niej Mądre — głosami zbyt cichymi nawet dla Aybary — pochodzącej z Tarabonu Annourze na pewno się to nie spodobało. Jej twarz pozostała schowana w kapturze, ale cienkie warkoczyki rozhuśtały się mocniej niż wcześniej, gdy siostra potrząsnęła głową. W końcu kobieta nagle się obróciła i wsunęła stopę w strzemię siodła. Masuri stała dotąd w milczeniu, pozwalając przemawiać Mądrym, teraz wszakże chwyciła Annourę za rękaw i szepnęła jej półgłosem coś, co sprawiło, że Tarabonianka zwiesiła ramiona, Mądre zaś pokiwały głowami. Annoura odrzuciła kaptur płaszcza i poczekała, aż Masuri dosiądzie klaczy, następnie sama wskoczyła na siodło swojej kasztanki, a wówczas obie siostry odjechały z powrotem ku szeregowi lansjerów, przeciskając się obok Berelain oraz Mądrych i przejeżdżając między nimi po drugiej stronie Perrina. Szerokie usta Annoury wykrzywiły się w ponurej minie, a sama Tarabonianka zaczęła nerwowo pocierać kciuki.

— Co planujecie? — spytał Aybara, nawet nie starając się kryć podejrzliwości.

Może Mądre pozwoliły Masuri na spotkanie z Masemą, nadal jednak wyraźnie życzyły temu człowiekowi śmierci. Aes Sedai nie mogły użyć Jedynej Mocy jako broni, póki nie znalazły się w prawdziwym niebezpieczeństwie, Mądre wszakże nie musiały przestrzegać tego typu zakazów. Perrin zastanowił się, czy są połączone w krąg. Wiedział więcej, niż chciał o Jedynej Mocy i wystarczająco dużo na temat Mądrych, miał więc pewność, że jeśli rzeczywiście utworzą krąg, będzie go kontrolowała Nevarin.

Annoura otworzyła usta, lecz zamknęła je pod wpływem ostrzegawczego dotyku Carelle, po czym obrzuciła Masuri piorunującym spojrzeniem. Brązowa siostra wydęła wargi i potrząsnęła nieznacznie głową, lecz nie udało jej się tym gestem udobruchać Annoury, która tak mocno zaciskała cugle, że aż jej się ręce trzęsły.

Nevarin podniosła wzrok na siedzącego obok Berelain Perrina, jakby czytała mu w myślach.

— Planujemy odstawić cię bezpiecznie z powrotem do obozu, Lordzie Perrinie Aybara — oświadczyła ostrym tonem. — Ciebie i Berelain Paeron. Pragniemy, aby jak najwięcej osób przeżyło dzień dzisiejszy i dni, które nastąpią. Masz coś przeciwko temu?

— Po prostu nie róbcie niczego, dopóki wam nie polecę — odparował. Tego typu odpowiedź mogła mieć wiele znaczeń. — Niczego!

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)