Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 236
Перейти на страницу:

Przestali się śmiać, gdy Aybara pokazał im ślady na kamiennej płycie.

7

Kowalska łamigłówka

Gdy wszyscy spoważnieli, Aram przybrał szeroki, zadowolony uśmiech. Teraz nie wydzielał zapachu przerażenia. Można by pomyśleć, że już wcześniej widział ślady pozostawione przez Psy Czarnego i wiedział na ich temat wszystko, co trzeba. Zresztą, nikt nie zwracał uwagi na jego uśmieszek, ponieważ cała grupa wpatrywała się jedynie w ogromne psie ślady odciśnięte w kamieniu; ludzie nawet nie słuchali tłumaczenia Perrina, że Psy Czarnego odeszły już dawno temu. Oczywiście nie mógł im powiedzieć, skąd o tym wie, jednak nikomu jego wiedza nie wydała się dziwna i nikt nie wypytywał go o szczegóły. Jeden z ostrych, ukośnych snopów wczesnoporannego słońca padł bezpośrednio na szarą płytę, wyraźnie ją oświetlając. Stepper przyzwyczaił się już do niknącego zapachu spalonej siarki — w każdym razie jedynie z rzadka jeszcze parskał i kładł po sobie uszy — inne konie jednak spłoszyły się przy przechylonym kamieniu. Żadna z osób oprócz Aybary nie potrafiła wyczuć tego smrodu, większość zrzędziła z powodu nagłej krnąbrności swoich wierzchowców i łypała na dziwacznie oznaczoną kamienną płytę niczym na osobliwość wskazaną przez przewodnika wycieczki.

Jakaś pulchna służąca Pierwszej z Mayene wrzasnęła na widok psich śladów i zachwiała się w siodle, o mało nie spadając z nerwowo tańczącej klaczy o wydatnym brzuchu, jednak Berelain beznamiętnym głosem poprosiła tylko Annourę o opiekę nad dziewczyną i dalej gapiła się na odciski z twarzą tak pozbawioną wyrazu, jakby sama była Aes Sedai. W rękach wszakże mocno ściskała cugle, toteż cienka, czerwona skóra wbijała jej się w palce, aż kobiecie pobielały kłykcie. Tego ranka szefem osobistej straży przybocznej Pierwszej był Bertain Gallenne, Lord Kapitan Skrzydlatej Gwardii, mężczyzna w czerwonym hełmie ozdobionym skrzydełkami i trzema cienkimi szkarłatnymi piórami. Teraz Gallenne zmusił swego wysokiego, czarnego wałacha do podjazdu pod kamień, po czym zeskoczył z konia, a wpadłszy po kolana w śnieg, zdjął hełm i zmarszczył brwi. Wpatrywał się w kamienną płytę swoim jedynym okiem, bowiem pusty oczodół drugiego przykrywała szkarłatna skórzana łata umocowana rzemieniem, który znikał pod długimi do ramion siwymi włosami kapitana. Sądząc po grymasie na jego twarzy, mężczyzna podejrzewał kłopoty, jednak zawsze i wszędzie dostrzegał najpierw najgorszą możliwość. Perrin przypuszczał, że dobrego żołnierza powinna raczej charakteryzować właśnie podejrzliwość i czarnowidztwo niż przesadny optymizm.

Masuri także zsiadła z pstrokatej klaczy, po czym zastygła nieruchomo z cuglami w spowitej w rękawiczkę dłoni i patrzyła niepewnie na trzy opalone Mądre Aielów. Niektórzy żołnierze mayenieńscy mamrotali coś niespokojnie, jednak zdaniem Perrina powinni już się do tego widoku przyzwyczaić. Annoura skryła twarz głębiej w szarym kapturze, jak gdyby nie chciała patrzeć na kamień, a potem szybko potrząsnęła głową, spoglądając na służącą Berelain, kobieta zaś zagapiła się na nią wytrzeszczonymi ze zdziwienia oczyma. Masuri natomiast czekała obok swej klaczy z pozorem cierpliwości przerywanej jedynie niemal nieświadomym wygładzaniem brunatnych, jedwabnych spódnic sukni jeździeckiej. Mądre wymieniły milczące spojrzenia, a oblicza tych kobiet Aiel były równie nieodgadnione jak twarze sióstr. Carelle stała pomiędzy Nevarin, chudą, zielonooką kobietą, i Marline, kobietą o granatowych oczach i ciemnych włosach, rzadkich wśród Aielów i nie przykrytych szalem. Wszystkie trzy były wysokie, tak wysokie jak mężczyźni i żadna nie wyglądała na starszą od Perrina o więcej niż kilka lat, jednak przybranie takiej spokojnej pewności siebie wymagało bardziej zaawansowanego wieku niż ten widoczny na ich obliczach. Mimo długich naszyjników i ciężkich bransolet ze złota i kości słoniowej, które nosiły, ich ciemne, ciężkie spódnice i ciemne szale niemal całkowicie przesłaniające białe bluzki pasowałyby farmerkom, tym niemniej nikt nie mógł mieć wątpliwości, która dowodzi nimi i Aes Sedai. Po prawdzie, Aybara sam czasem wątpił, czy ta osoba nie dyryguje także nim samym.

W końcu Nevarin kiwnęła głową i posłała wszystkim ciepłe, aprobujące uśmiechy. Perrin nigdy przedtem nie widział, by się uśmiechała. Nie powiedziałby, że kręciła się wokół, groźnie popatrując, zwykle wszakże wydawała się szukać kogoś, kogo mogłaby skarcić.

Kiedy teraz skinęła głową, Masuri przekazała lejce jej konia jednemu z żołnierzy. Jej Strażnika nie było nigdzie widać, więc większość zadań spadła na Mądre. A przecież Rovair zwykle nie odstępował swej pani na krok. Podniósłszy liczne spódnice, Masuri ruszyła przez śnieg, coraz głębszy im bliżej była kamienia, a dotarłszy do płyty, zaczęła przesuwać rękoma po odciskach łap, wyraźnie przenosząc Moc, chociaż nie działo się nic szczególnego, w każdym razie Perrin niczego takiego nie dostrzegł. Mądre przypatrywały się kobiecie z uwagą, jednak sploty Masuri były niewidoczne nawet dla nich. Annoura nie okazała najmniejszego zainteresowania. Koniuszki wąskich warkoczy Szarej siostry zadrgały, jakby kobieta potrząsała głową wewnątrz kaptura, odebrała konia od służącej i odsunęła się od Mądrych, chociaż tym samym oddaliła się też od Berelain, która być może potrzebowała teraz jej rady. Annoura jednakże naprawdę unikała Mądrych, jeśli tylko mogła.

— Niczym historie opowiadane przy kominku — szepnął Gallenne, odciągając swego wałacha od kamiennej płyty i łypiąc z ukosa na Masuri. Mężczyzna szanował Aes Sedai, tym niemniej niewielu przedstawicieli jego płci miało ochotę znajdować się blisko Aes Sedai, która przenosi Moc. — Chociaż nie wiem, dlaczego jestem zaskoczony po tym wszystkim, co widziałem od opuszczenia Mayene.

Skupiona na śladach Masuri wydawała się go nie zauważać.

Wśród konnych lansjerów zapanowało poruszenie, jakby mężczyźni mimo potwierdzenia dowódcy nie wierzyli własnym oczom, a niektórzy z nich zaczęli wydzielać niepokój i strach, wyraźnie się obawiając, że gdzieś z cienia wyskoczą nagle Psy Czarnego. Perrin nie potrafiłby wskazać wśród nich osobników naprawdę spokojnych, gdyż smród roztrzęsienia i lęku wydawał się pochodzić od wszystkich.

Kapitan Gallenne czuł prawdopodobnie to samo, co Aybara. Czasem popełniał błędy, lecz ogólnie rzecz biorąc, dowodził żołnierzami od długiego czasu. Teraz zawiesił swój hełm na długiej rękojeści miecza i uśmiechnął się. Z powodu opaski na oku wyglądał na mężczyznę nieugiętego, który potrafi gorzko żartować w obliczu śmierci i tego samego oczekiwał po innych.

— Jeśli Psy Czarnego wejdą nam w drogę, natrzemy im uszy solą — obwieścił donośnym, kordialnym głosem. — Właśnie tak się postępuje w tego typu przypadkach, nieprawdaż? Sypie im się sól na uszy i Czarne Psy znikają.

Kilku jego lansjerów roześmiało się, jednak zapach strachu bynajmniej nie osłabł znacząco. Opowieści snute przy kominku to jedna rzecz, a własne życie i konieczność działania to coś całkiem innego.

Gallenne podprowadził swego karego konia do Pierwszej z Mayene i położył dłoń w rękawicy na karku jej gniadosza. Posłał Perrinowi zadumane spojrzenie, na które Aybara zareagował spokojnie, nie zamierzając się zastanawiać nad ewentualną aluzją kapitana. Jeśli ten człowiek chciał coś powiedzieć, musiał to zrobić wprost, czyli się odezwać do niego i Arama.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)