Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 152
Перейти на страницу:

– Powiem o tym. Kiedy chcecie wyruszyć?

– Po południu. Jak tylko przygotujemy wszystkich do drogi.

Minęła chwila, nim Wozak zrozumiał.

– Powinni być pochowani w górach?

– Owszem. Źle by się czuli w takim płaskim miejscu. – Kenneth machnął ręką na wschód. – Nigdzie nie można oka zawiesić.

Uśmiechnęli się ze zrozumieniem. Wreszcie And’ewers spojrzał wymownie na stojącego dobrych dziesięć kroków dalej Szczura.

– Twierdzi, że nazywa się Semner-loa-Wajes. Mówi, że jest czarodziejem na usługach Szczurów. Przyszedł do nas kilka kwadransów temu i od razu zażądał kontaktu z wami. Kazałem mu czekać.

– Dlaczego?

– Podobno wyskoczył z portalu dokładnie nad jakimś strumieniem i się skąpał, czary, które chronią obóz, tak działają. I tak miał szczęście, że nie wyrzuciło go nad przepaścią i nie skręcił karku. Musiałem się upewnić, czy mówi prawdę. No i wy wyglądaliście na zajętych.

– Rozumiem. Pogadam z nim.

And’ewers kiwnął głową i razem z synem ruszył w stronę rampy, na której szczycie pojawiły się pierwsze rydwany. Ledwo kowal oddalił się na kilka kroków, Szczur dopadł Kennetha i zaszczękał:

– Cholerrrrny syn górskiej oślicy i parrrrszywego kozła. Powiedział, że jeśli odezwę się do wwwas, zanim on skończy rozzzzmawiać, to zgodnie z jakimś barbarzyńskim zwyczajem położy mmmnie na ziemi i przetoczy mi pppo po głowie wwwyładowany wóz.

Oficer zmierzył go wzrokiem, przemoczone ubranie, jasne włosy lepiące się do głowy, sine wargi, dygot zębów. O tej porze roku woda w górskich strumieniach była szczególnie zimna.

– Porucznik Kenneth-lyw-Darawyt. – Nie miał ochoty wysłuchiwać utyskiwań szpiega. – Masz dla nas rozkazy?

Posłaniec się skrzywił, otarł mokrym rękawem mokre czoło, zatrząsł się, a Kenneth poczuł, jak opuszcza go złość. Ten Szczur był młody, wyglądał na kogoś w jego wieku, i w zasadzie to nie była jego wina, że był Szczurem. Jeśli czarodziej zostawał posłańcem na usługach Wywiadu Wewnętrznego, to znaczyło tylko, że jego aspekt nie nadawał się do zbyt wielu rzeczy. Czasem los bywał złośliwy, jeśli chodziło o dobór talentów.

– Mam. Zzzaraz...

– Racja. Zaraz. Andan! Dorzuć drewna do tamtego ogniska. I daj jakiś koc. A ty za mną. Ściągaj mokre rzeczy, ogrzej się, jeszcze chwila, a z zimna nie przypomnisz sobie nie tylko, jakie masz dla nas rozkazy, ale i jak się nazywasz. Szybciej.

Szczur rozebrał się do naga, owinął kocem i przyjął kubek z grzanym winem. Cały czas milczał, co nie było dobrym znakiem.

Kenneth przykucnął po drugiej stronie ognia.

– Usiądź. Zaraz się rozgrzejesz. I wybacz And’ewersowi. Ma na głowie kilka innych rzeczy.

– Widziałem – bez szczęku zębów głos Szczura brzmiał lepiej. – Wy też?

– My też.

– Czy... – Szpieg zawahał się, zerknął po kręcących się wokół uzbrojonych ludziach. – Czy koczownicy schwytali któregoś z naszych?

Kenneth spodziewał się tego pytania.

– Nie.

– Na pewno?

– Policzyłem wszystkich – wycedził najbardziej obojętnym tonem, na jaki było go stać, a Szczur szybko opuścił wzrok.

– Dobrze – stwierdził. – Jestem Semner-loa-Wajes. Posłaniec Szczurzej Nory.

– A masz jakieś dokumenty na potwierdzenie swoich słów?

– Są w...

Szczur rzucił okiem na swoje leżące z boku rzeczy i przez chwilę wyglądał na szczerze zdumionego.

– Tak. – Kenneth uśmiechnął się uprzejmie. – Zabrałem ci ubranie, dokumenty i pewnie broń, tak na wszelki wypadek. Każdy może założyć szare szaty i podawać się za Szczura. To gdzie te dokumenty?

Semner-loa-Wajes wskazał wzrokiem niewielką torbę. Kenneth otworzył ją i wyciągnął zalakowaną tubę.

W środku znajdowały się dwa pisma. Jedno z pieczęciami Nory, potwierdzające, że siedzący przed nim nieszczęśnik to naprawdę Semner-loa-Wajes, czarodziej i posłaniec na usługach Wywiadu Wewnętrznego, i drugie z pieczęcią Kawera Monela. Czarny skreślił tylko trzy słowa.

„Słuchajcie go. Powodzenia”.

Tak jak się umówili, trzy słowa.

– Nie zasugerujesz, że dokumenty też można sfałszować?

– Nie. Są prawdziwe. Jakie masz rozkazy?

Szpieg popatrzył na niego podejrzliwie, ale nie skomentował.

– Podobno spotkaliście niedawno Kailean-ann-Alewan i Daghenę Oanyter.

Kenneth przeczesał pamięć.

– Wieża – podpowiedział Semner. – Ludzie, których tam schwytaliście...

Dziewczyna siedząca na okaleczonym nieszczęśniku i trzymająca jego oko w ręku. Pamięć podsunęła obraz szczupłej blondynki z wściekle zielonym spojrzeniem i miną sugerującą, że lepiej z nią nie zadzierać. I drugiej dziewczyny, wysokiej, czarnowłosej, na dobrą sprawę cholernie podobnej do Verdanno.

– Pamiętam. Co z nimi?

– Przedwczoraj w nocy uprowadziły z zamku hrabiego Cywrasa-der-Malega hrabiankę Laiwę-son-Baren, narzeczoną syna hrabiego. W samym zamku doszło do dziwnych wydarzeń, polało się sporo krwi. Obie dziewczyny i ich ofiara kierują się na północny wschód, nie wiemy po co. Ścigają je dwie kompanie Bękartów, ale zanim pościg ruszył, minęło kilka godzin, było niezłe zamieszanie, więc mogły oddalić się na kilkadziesiąt mil.

Szczur mówił cicho, szybko, rzucając na boki urywane spojrzenia. Chyba za bardzo wczuwał się w rolę.

– Na dobrą sprawę między Wyżyną a nimi jesteście teraz tylko wy. Macie je schwytać. Musicie jeszcze wiedzieć – spojrzenia na boki stały się szybsze, a szept bardziej teatralny – że ta ann-Alewan jest w jakiś sposób spowinowacona z Wozakami. Jest ich przybraną córką czy kuzynką, nieważne. Verdanno nie mogą się dowiedzieć, jakie dostaliście rozkazy, bo nie możemy im w tej sprawie ufać. Poza tym, dlaczego te dziewczyny kierują się na Wyżynę? To podejrzane...

Kenneth przyglądał mu się z narastającą fascynacją. Całe ciało posłańca, od przygarbionych ramion po dramatyczny szept, krzyczało: „Właśnie przekazuję wielkie sekrety! Nadstawiajcie ucha!”.

– Długo służysz w Norze?

– Drugi rok.

– I jeszcze się nie nauczyłeś, że tajemnice trzeba przekazywać w sposób możliwie jawny? Udało ci się zwrócić uwagę całej mojej kompanii.

Rzeczywiście, większość żołnierzy pozorowała jakieś działania, zacieśniając krąg wokół dowódcy.

– Jeszcze chwila, a zaczną włazić w ognisko. Dobra, nie czerwień się i nie jąkaj. Wkrótce wyruszymy.

– Rozkaz brzmi – natychmiast – rzucił szpieg.

Kenneth uśmiechnął się złośliwie.

– Rozkaz brzmi „macie je schwytać”. I schwytamy, jeśli to możliwe. Jeżeli kierują się na północny wschód, to muszą przejść przez przełęcz Amoh, a potem Czarny Wierch. Nie ma innej drogi dla konnych.

– Skąd...?

– Kilkadziesiąt mil w kilka godzin mogły przebyć tylko konno. No – Kenneth wstał – dopij wino, rozgrzej się, poczekaj, aż twoje rzeczy wyschną. My ruszamy. Wkrótce.

Wszedł między swoich ludzi, nie oglądając się na Szczura.

Część II

Smak krwi

Rozdział 1

Koń parsknął i zanurzył pysk w strumieniu. Kailean ściągnęła wodze. Wierzchowiec był zbyt zgrzany, a woda za lodowata, żeby to się mogło dobrze skończyć.

– Jeszcze chwila – mruknęła uspokajająco. – Rozbijemy obóz, ostygniesz, wyczeszę cię i wtedy dopiero dam ci się napić. Słowo. Słowo, ty uparty bydlaku!

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)