Pelagia i czerwony kogut
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Prowincjonalny kryminał #3
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: Noir sur Blanc
- ISBN: 83-7392-078-1
- Переводчик: Henryk Chłystowski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:
– Kogo?
Wyszedł bez odpowiedzi.
Po kilku chwilach dał się słyszeć tętent wielu kopyt, a potem zapadła cisza. Pelagia sama musiała zmierzyć się ze swoją rozpaczą. Przetrwała jakoś do świtu, a kiedy przez szczeliny okiennic zaczął przesączać się poranek, we wsi zagrzmiał wystrzał i zewsząd zaczęły krzyczeć kobiety.
Co tam się działo?
Polina Andriejewna przyłożyła ucho do drzwi, ale rozeznać się w tym wszystkim było trudno.
Wystrzelono jeszcze kilka razy, przy czym okazało się, że dźwięki docierają gdzieś z góry. Krzyki kobiet po chwili ścichly. Zapanowała cisza absolutna, przerywana z rzadka pojedynczymi wystrzałami.
Po upływie półtorej godziny na podwórzu dały się słyszeć kroki. Szczęknęła kłódka. Oczekiwała Daniela-beka, ale na progu stał Salach, a obok niego jedna ze znanych już kobiet.
– Idziemy – powiedział Palestyńczyk, pociągając nerwowo nosem. – Wymieniłem ciebie.
– Na co?
– Żydzi pozwolą bekowi wejść do domu, a w zamian za to bek cię uwolni.
Pelagia absolutnie niczego nie rozumiała, ale Palestyńczyk ujął ją za rękę i pociągnął za sobą. W aule powstała sytuacja, którą szachista Berdyczowski nazwałby patową. W kamiennej wieży ulokowali się członkowie komuny. Rozciągał się stąd widok na podwórza, ulice i wszystkie podejścia do wsi – dlatego kobiety i dzieci pochowały się w saklach, a dżygici zalegli wokół wzgórza. Parę razy próbowali się zbliżyć, ale Magellan strzelał wtedy ze swego karabinu z lunetą – kładł ogień blisko, na postrach.
Kiedy stało się oczywiste, że Czerkiesi nie mogą wejść do wsi, Żydzi zaś z niej wyjść, z wieży zszedł parlamentariusz. Salach. Polecono mu przekazać ultimatum: Czerkiesi muszą zwrócić wszystko, co zagrabili, i wypłacić grzywnę, a wtedy Żydzi odejdą.
Daniel-bek oświadczył, że nie będzie rozmawiał z człowiekiem, który ma na szyi obrożę; może tylko rozmawiać z bekiem Żydów, ale w tym celu musi dostać się do własnego domu, dlatego że szanującym się ludziom nie przystoi dogadywać się, niczym dwóm szakalom, w krzakach.
– Od razu się połapałem. – Salach zwrócił się z zadowoleniem do mniszki. – Chce wiedzieć, czy jego żony i dzieci żyją. To ja powiadam: dobrze, bek, ale wypuść za to rosyjską księżnę.
– Ale dlaczego „księżnę"? – poskarżyła się Polina Andriejewna. – Jeśli górę wezmą Czerkiesi, to dziesięcioma tysiącami franków nie opędzimy się.
Siedzieli i czekali na Daniela-beka.
Pojawił się: jechał powoli ulicą, trzymając obydwie dłonie na widoku. Twarz starego rozbójnika zastygła i tylko biała broda poruszała się nieco na wietrze.
Na podjeździe lekko, niczym młodzieniec, zeskoczył z konia i przekazał wodze kobiecie. Zapytał ją o coś półgłosem, ona odpowiedziała, a twarz beka złagodniała nieco. Zapewne dowiedział się, że wszyscy żyją – domyśliła się Pelagia.
Wyszła wraz z Salachem na zewnątrz, aby przedostać się do wieży, gdy nagle Daniel-bek pochwycił Polinę Andriejewnę za rękę i wciągnął z powrotem do chaty.
– Ej, ej! – zaniepokoił się Salach. – Taka umowa nie było!
Starzec wyszczerzył się:
– Księżna będzie ze mną! Daniel nie jest głupcem, wystarczająco żyje na tym świecie. Żydzi natychmiast wypadną i zabiją mnie. Sam bym tak zrobił! Idź do nich i powiedz: księżna umrze razem ze mną! Niechaj Magellan-bek przyjdzie tutaj sam. Porozmawiamy.
Posadził Pelagię obok siebie przy stole, mocno ujął ją za rękę. Mniszka dostrzegła kątem oka, że druga ręka Czerkiesa spoczywa na rękojeści kindżału.
– Jeśli Żyd wejdzie i zacznie do mnie strzelać, poderżnę ci gardło. Ani ty nie jesteś winna, ani ja.
Taki los.
– Dlaczego mnie, a nie jemu? – zadała logiczne, choć całkowicie niechrześcijańskie pytanie.
– Jestem już stary, a on młody, szybki – odparł ze smutkiem bek.
Na tym rozmowa się urwała, bo wszedł Magellan.
Pelagia natychmiast go poznała, chociaż przywódca komunistów nieco się zmienił. Opalił się, wąsy miał dłuższe i podkręcone, a głowę żydowskiego wojownika ozdabiało ogromne operetkowe sombrero.
Na kobietę nawet nie spojrzał, nie interesowała go.
Położył rękę na odpiętej kaburze i od razu oświadczył:
– A zatem tak, stary bandyto. Po pierwsze, wszystko nam zwrócisz. Po drugie, odbierzesz Arabom to, co ukradli nam w nocy. Po trzecie, zapłacisz karę – dwadzieścia baranów. Wtedy odejdziemy.
– Oddać barany? – najeżył się Daniel-bek. – Nie, Żydzie. To wy oddacie mi wszystkie wasze karabiny, a wtenczas my was wypuścimy. Po co Żydom karabiny? Będziecie płacili nam pięćset franków na każdy nowy księżyc i nikt was więcej nie tknie. O zagrabieniu ubrania zmarłej Żydówki słyszałem. Powiem szejkowi Jusufowi, żeby zwrócił. Pomyśl, Żydzie. Moi dżygici nie będą pchać się pod kule. W wieży nie ma wody. Jutro albo pojutrze sami wyleziecie, a my was zabijemy.
Magellan milczał przez chwilę z zaciśniętymi szczękami. Jasne oczy zwęziły się.
– Czerkiesie, twoje sakle ulepione są z gliny i wielbłądziego nawozu. Kula przeszyje je na wylot. Nakażę strzelać salwami i wkrótce zamiast domów będą tutaj tylko kupy śmiecia. Czerwone od krwi.
Bek także na chwilę zamilkł.
– Nie przypominacie ulad-el-mot. Może nie jesteście prawdziwymi Żydami? A może prawdziwi nie byli ci, którzy przyjechali tutaj wcześniej?
– My jesteśmy najprawdziwsi. I takich jak my pojawiać się będzie coraz więcej.
– To trzeba wszystkich was zabić. Nawet gdyby miały zginąć nasze kobiety i dzieci – głucho odezwał się Daniel-bek. Knykcie palców, zaciśniętych na rękojeści, zbielały. – Bo inaczej zabierzecie całą tę ziemię i nie zostawicie tutaj ani Arabów, ani Czerkiesów.
– Ty jesteś bekiem. Ty decydujesz.
Mężczyźni patrzyli na siebie ciężko, nieruchomo. Pelagia spostrzegła, że kindżał wysuwa się bezgłośnie z pochwy. Ręka Magellana sięgnęła nieznacznie do kabury.
– Co wy tu wyprawiacie! – zawołała wzburzona mniszka, uderzając dłonią o stół. Wrogowie, którzy całkowicie zapomnieli o jej istnieniu, teraz sobie o nim przypomnieli.
– Ledwie mężczyźni mają jakieś kłopoty, to od razu „zabić"! A pierwsze, jak zwykle, giną kobiety i dzieci! Tylko idiota wyważa drzwi głową, kiedy brakuje mu rozumu, żeby przekręcić klucz! Mądrzy ludzie robią z głowy inny użytek! Powiedzą o was później: dwaj głupcy nie potrafili się dogadać i z tego powodu Żydzi i Czerkiesi zaczęli wyrzynać się w całej Palestynie! Niech pan odda mu to, co pan ukradł – zwróciła się do Daniel-beka. – A pan, panie Magellan, niechaj zapomni o karze. Po co panu barany? Przecież nie potraficie ich nawet strzyc!
Po tych słowach niby nic się nie zmieniło – bek wciąż ściskał kindżał, Magellan zaś rewolwer, a jednak napięcie nieznacznie opadło. Mężczyźni wciąż patrzyli sobie w oczy, teraz jednak już nie tak groźnie – raczej pytająco.
– Gdzieś panią widziałem – odezwał się Magellan, nie patrząc na Pelagię. – Nie pamiętam gdzie, ale na pewno widziałem...
Ton świadczył, że nie bardzo go to w tej chwili zajmuje. Nic zresztą dziwnego.
Bek, jako człowiek bardziej dojrzały i bogatszy doświadczeniem, pierwszy postąpił pół kroku do zgody.
Położył obydwie dłonie na stole i powiedział:
– Księżna ma rację. Dżygit z dżygitem zawsze się dogada. Magellan także zostawił kaburę w spokoju i złożył ręce na piersi.