Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 104
Перейти на страницу:

– Zmusimy ich do kapitulacji – śmiało oznajmił Magellan. – Odbierzemy, co nasze, i jeszcze nałożymy na nich kontrybucję. Ofiara śmiertelna będzie tylko jedna, ale tę biorę na siebie, bo nie boję się niczego – ani krwawej zemsty, ani diabła.

Małke patrzyła na niego i nagle pomyślała: gdyby tak pokochał, to niczego dla niego nie byłoby szkoda. Zaraz jednak odpędziła od siebie niedorzeczną myśl, bo byłoby to niekole-żeńskie, a poza tym jakże on mógłby ją pokochać – taką krótkonogą, przypominającą gąsiątko.

O tym, jak drapali się po stromiźnie, można byłoby napisać komedię w pięciu aktach. Może nawet tragedię.

Skrzypek Jankiel stoczył się w dół do rzeki. Wylazł cały mokry i wciąż czkał, szczękając zębami. Meir Szalewicz rozerwał sobie spodnie o kolczaste zarośla – w ciemności bielało jego siedzenie. Niedorajda Briun, podciągając się, zamiast za korzeń chwycił za żmiję. Dobrze, że nie ukąsiła – gwałtownie zbudzona, smyrgnęła gdzieś w bok. Dobrze poza tym, że Sasza był astmatykiem. Chciał już krzyczeć, ale zabrakło oddechu. W przeciwnym razie cały rozkaz bojowy byłby na nic.

Mimo wszystko jakoś się wdrapali. Zalegli na samej krawędzi, chwytając ustami powietrze. Wkrótce pot wysechł, członkom komuny zaczęło być zimno, a świt wciąż nie nadchodził.

To było najgorsze. Teraz, gdy trwali w bezruchu, w ich głowach pojawiły się rozmaite niedobre myśli. Gdyby nie urwisko pod nimi, może ten i ów by nie wytrzymał i dał drapaka.

Magellan zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego nie tkwił w jednym miejscu – wciąż przemieszczał się wzdłuż łańcuszka. Jednemu szepnie kilka słów, innemu doda odwagi poklepywaniem po ramieniu.

Ją zaś, Małke, ścisnął za łokieć i szepnął: „Zuch, jesteś moją podporą".

Strach natychmiast odpłynął. „Zuch", „jesteś moją"!

Na prawo od Małke leżał Lowa Satz, najmłodszy spośród członków komuny, ukończył zaledwie siedemnaście lat. Wciąż kręcił się i wzdychał, a gdy tylko mrok nieco ustąpił, zaczął coś pisać na kawałku papieru.

Podczołgał się do Małke.

– Zabiją mnie – szepnął drżącymi wargami. – Czuję to. Weź list, prześlesz go do mojej mamy w Moskwie.

– Co też ty sobie wymyślasz? – odszepnęła.

– Nie wymyślam. Ci, którzy mają polec, zawsze czują to przed walką. Wyczytałem w książce.

Małke przyjęła list i zaczęła wsłuchiwać się w siebie – ma przeczucie śmierci czy też nie? I natychmiast do niej dotarło: ma. Umrze dzisiaj, umrze na sto procent. Trzeba by także napisać do swoich. Będą czytali i cała ulica będzie płakała...

Wzięła od Łowy kartkę i ołówek i zaczęła pisać: „Moi drodzy Mamo i Tato! Chciałabym, abyście wiedzieli, że ja niczego..."

Nagle przebiegło wzdłuż łańcuszka:

– To już! To już!

Magellan podbiegł przygarbiony do płotu, za którym widać było pierwszą saklę. Reszta zwlekała. Jedynie Małke, z bronią w ręku, ruszyła za dowódcą. Następowali niczym klucz żurawi: z przodu Magellan, na prawo od niego, nieco z tyłu, Małke, na lewo Lowa, a pozostali po obydwu stronach.

Magellan oparł karabin na płocie, ostrożnie odwinął ze szmatki celownik optyczny i zamontował na broni.

Nad płaskimi dachami wznosiła się solidna kamienna baszta. Trzy poziomy, na każdym wąskie otwory strzelnicze. Na samej górze otwarty placyk. A między blankami widać głowę i ramiona strażnika.

Czy w ogóle można trafić z takiej odległości? – zwątpiła Małke. To przecież nie mniej niż sto kroków.

Magellan przycisnął policzek do kolby, zmrużył oczy.

Małke ścisnęła śrutówkę kolanami, a uszy zakryła dłońmi. Zaraz rąbnie! A wtedy trzeba będzie co sił pędzić do wieży – zanim obudzą się Czerkiesi.

Magellan jednak nie wystrzelił. Trącił Małke w ramię, a kiedy ta opuściła dłonie, zaszeptał podniecony:

– Śpi! Słowo daję, śpi jak suseł. Widać to w lunecie! – Dodał ze złością: – Nie uważają nas za mężczyzn. Do głowy im nie przyszło, że możemy odpłacić! To naprzód! Spróbujemy uniknąć rozlewu krwi! Przekaż wszystkim, żeby zdjęli buty.

Wszyscy rozzuli się i pobiegli za Magellanem, zabawnie unosząc kolana – zawsze tak bywa, kiedy próbujesz skradać się na paluszkach.

Ale nie był to już klucz żurawi, tylko bezładna gromada.

Małke zagryzła wargi, żeby nie jęczeć, kiedy w stopy wbijały się ostre kamyki. W jednym ręku trzymała buty, w drugim broń. Szorty przemokły od rosy.

Na podwórzach było cicho, tu i ówdzie wydarł się tylko kogut.

Wreszcie plac – prawdę mówiąc, żaden to plac: po prostu pusta trójkątna przestrzeń między basztą, małym glinianym meczetem a piętrowym, kamiennym domem (który najpewniej należał do samego beka).

Na podjeździe stał wyprzęgnięty arabski wóz, chantur.

Malke nagle zamarła. Do koła wozu przykuto za szyję jakiegoś człowieka. Był przytomny i patrzył na Żydów wytrzeszczonymi z przerażenia oczyma.

Bo jakże inaczej! Nie był to obraz zwyczajny.

Komunardzi, poruszający się bezszelestnie w mętnym świetle, musieli wyglądać na gromadę strachów na wróble.

Z przodu Magellan w meksykańskim sombrero, ze skrzyżowanymi na piersi taśmami z nabojami. Mendel miał na głowie kolonialny hełm korkowy, Briun pilśniowy melonik, inni zaś albo arabskie chusty, albo fezy. Malke była w maminym pożegnalnym podarku – słomkowym kapelusiku z porcelanowymi wiśniami.

Magellan pogroził więźniowi winchesterem, ten zaś wciągnął głowę w ramiona i przykrył usta dłonią – na znak, że będzie milczał.

Ale podejść do wieży bezszelestnie i tak się nie udało. Kulawy Dodik Pewzner potknął się o kamień, upuścił berdankę i senną ciszę rozdarł wystrzał.

Przeklinając głośno najgorszymi słowami, Magellan w paru susach dopadł wieży i zniknął w jej wnętrzu. Pozostali, z bronią gotową do strzału, popędzili za nim. Zostali jedynie Małke i Lowa – żal im się zrobiło biedaka, którego trzymano na łańcuchu niczym psa.

Gdzieś podniosła krzyk kobieta. Potem, w innym końcu aułu, jeszcze jedna.

– Taka twoja mać! Taka mać! – powtórzył nagle za Magellanem ciemnooki więzień z żywą, bystrą fizjonomią. – Ruscy! Ja też Ruski! Wybaw i zachowaj!

Pospiesznie przeżegnał się na sposób prawosławny.

– Jakoś nie wygląda – zauważył Lowa, usilując rozbić kolbą łańcuch.

– Ruskiej wiary jestem! Arab, ale Ruski!

– A my jesteśmy Żydami – odpowiedziała Małke. Lowa machnął ręką – teraz już nie ma sensu zachowywać ostrożności. Przystawił lufę do łańcucha i wystrzelił. Łańcuch rozpadł się na dwie części.

– Szybciej! – zawołała Malke, chwytając rosyjskiego Araba za rękę.

Ów, usłyszawszy o Żydach, stracił jakoś rezon i próbował wpełznąć pod wóz, Lowa jednak pochwycił go z drugiej strony i cała trójka dobiegła do wieży.

Wewnątrz czekali dwaj członkowie komuny i natychmiast zaryglowali drzwi potężną belką. Potem wszyscy ruszyli schodkami na górę.

Cały oddział zgromadził się na drugim poziomie i na górnym placyku. Zuch Magellan! Zdążył jednak dotrzeć do wartownika, zanim ów zrozumiał, co się dzieje. Strażnik, niepozorny chłopczyna, przykucnął w kącie, obejmując rozbitą kolbą głowę, ale, chwała Bogu, żył.

Małke pokazała mu na migi, żeby opuścił ręce, bo trzeba założyć opatrunek, ale Czerkiesek wyszczerzył się na nią niczym wilczek.

– Dwóch z winchesterami do otworów strzelniczych na piętrze, dwóch na drugim – rozkazał Magellan. – Pozostali zająć pozycje między blankami i wystawić lufy na zewnątrz. Niechaj Czerkiesi widzą, że jest nas wielu i że jesteśmy uzbrojeni. Bez rozkazu nie strzelać.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)