Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 137
Перейти на страницу:

Książę zwilżył wargi.

— Co do kriokomory…

Mark uniósł czujnie głowę jak koń, który zwietrzył cukier. Ludzie z CesBezu nie rozmawiali z nim, książę też z nim nie rozmawiał; bliski szaleństwa z powodu tej izolacji informacyjnej, w końcu załamał się i zaczął dręczyć księżnę, choć robił to z ciężkim sercem. Ale nawet ona mogła mu tylko udzielać odpowiedzi negatywnych. CesBez wiedział, że w czterystu miejscach na pewno nie ma kriokomory. To na początek. Czterysta sprawdzonych, do przeszukania reszta wszechświata… niemożliwe, niewykonalne, daremne…

— CesBez ją odnalazł. — Książę otarł twarz.

— Co?! — Mark gwałtownie przystanął. — Odzyskali ją? Niech mnie… A więc już po wszystkim! Kiedy… dlaczego pan nic… — Słowa uwięzły mu w gardle, bo zrozumiał, że książę musiał mieć powody, by nic mu nie powiedzieć o znalezisku. I nie był pewien, czy chce o tym usłyszeć. Książę miał ponurą minę.

— Była pusta.

— Och. — Co za głupia odżywka. Och. Mark poczuł się niewiarygodnie głupio. — Jak… nie rozumiem. — Wyobrażał sobie wiele wersji, ale takiej nie przewidział. Pusta? — Gdzie?

— Agent CesBezu znalazł ją w spisie towarów firmy medycznej w Hegen Hub. Czystą i zregenerowaną.

— Są pewni, że to ta?

— Jeśli komandor Quinn i Dendarianie podali nam prawidłowe dane identyfikacyjne, to ta. Agent, jeden z naszych bystrzej szych ludzi, po prostu dyskretnie ją kupił. Teraz jest w drodze na pokładzie statku kurierskiego lecącego do kwatery CesBezu na Komarze, gdzie przeprowadzą dokładną analizę śladów. Choć zapewne nie ma zbyt wiele materiału do analizy.

— Ale nareszcie jest jakiś trop! Firma medyczna musi mieć jakąś dokumentację. Na tej podstawie CesBez określi miejsce pochodzenia… — W zasadzie jaką?

— I tak, i nie. Według dokumentów ślad urywa się tuż przed tą firmą medyczną. Kriokomorę kupili od niezależnego przewoźnika, który prawdopodobnie handluje kradzionym mieniem.

— Z Obszaru Jacksona? To przecież ogranicza terytorium poszukiwań!

— Mhm. Należy pamiętać, że Hegen Hub to wielkie centrum. Możliwość, że kriokomora została przewieziona z Obszaru Jacksona do Cesarstwa Cetagandy, a potem w drugą stronę przez Hegen Hub, jest… niewielka, ale całkiem realna.

— Nie. A czas?

— Istotnie, wszystko musiałoby się odbyć bardzo szybko, ale to możliwe. Illyan wszystko obliczył. Ograniczenia czasowe zawężają obszar poszukiwań do… dziewięciu planet, siedemnastu stacji i wszystkich statków, które między nimi kursowały. — Książę się skrzywił. — Chyba wolałbym mieć do czynienia z cetagandańskim spiskiem. Gemmowie przynajmniej znaliby prawdziwą wartość ładunku komory. Do rozpaczy doprowadza mnie koszmarna wizja, że kriokomora wpadła w ręce jakiegoś jacksońskiego złodziejaszka, który po prostu wyrzucił jej zawartość, żeby odsprzedać samo urządzenie. Za ciało zapłacilibyśmy okup… kilkanaście razy przekraczający wartość kriokomory. Za zamrożonego Milesa, którego dałoby się reanimować — zapłacilibyśmy każdą cenę. Do szaleństwa doprowadza mnie myśl, że Miles leży gdzieś martwy — przez pomyłkę.

Mark przycisnął dłonie do pulsującego czoła. Szyja tak mu zesztywniała, że zdawało mu się, jakby miał tam kawał drewna.

— Nie… to szaleństwo. Spokojnie. Mamy obydwa końce, brakuje tylko środka. Musi istnieć jakieś połączenie. Norwood — Norwood był lojalny wobec admirała Naismitha. I inteligentny. Zdążyłem go poznać. Oczywiście nie miał zamiaru dać się zabić, ale nie wysłałby kriokomory w żadne niebezpieczne ani przypadkowe miejsce. — Czy rzeczywiście był tego pewien? Norwood przypuszczał, że będzie mógł odebrać komorę z miejsca przeznaczenia najpóźniej nazajutrz. Gdyby została dostarczona… gdziekolwiek… z jakąś zaszyfrowaną informacją w rodzaju „zatrzymać do chwili zgłoszenia się po odbiór”, a nikt się nie zgłosił… — Czy komora została zregenerowana przez firmę medyczną przed jej zakupem czy po nim?

— Przed.

— Wobec tego gdzieś po drodze znajduje się jakaś ukryta instytucja medyczna. Może kriocentrum. Może… może Miles został przeniesiony do czyjegoś stałego kriobanku i tam jest przechowywany. — Niezidentyfikowany i pozbawiony komory? Na Escobarze mógłby się zdarzyć podobny akt dobroczynności, ale w Obszarze Jacksona? Nadzieja co najmniej rozpaczliwa.

— Modlę się o to. Takie punkty da się policzyć, można to więc sprawdzić. CesBez bada ten trop. Tylko postępowanie z… zamrożonymi zmarłymi wymaga specjalistycznych umiejętności. Oczyścić pustą kriokomorę potrafią w każdym szpitalu pokładowym na byle statku. Albo w sekcji mechaników. Trudniej zlokalizować nieoznaczony grób. Albo w ogóle nie będzie grobu, tylko porzucone jak śmieci zwłoki… — Książę utkwił spojrzenie między drzewami.

Mark mógłby przysiąc, że książę nie widzi drzew, że widzi to sarno co on: zamrożone drobne ciało z wielką raną w piersi — nie trzeba by nawet ręcznego ciągnika, aby je podnieść — niedbale i bezmyślnie wepchnięte do przetwornika odpadków. Czy przez chwilę zastanowiliby się, kim był ten niski człowieczek? A może po prostu traktowali go jak obrzydliwy przedmiot? I w ogóle kim byli ci oni?

Jak długo myśli księcia krążyły wokół tej sprawy i jak książę mógł normalnie chodzić i rozmawiać?

— Od kiedy pan o tym wie?

— Raport nadszedł wczoraj wieczorem. Rozumiesz zatem… muszę znać twoją postawę. Chodzi mi o stosunki, w jakich pozostajesz z Barrayarem. — Znów ruszył szlakiem, po czym skręcił w boczną odnogę, która zwężała się i zaczynała stromo wznosić wśród wyższych drzew i gęściej rosnących krzewów.

Mark piął się z widocznym trudem.

— Nikt z własnej woli nie pozostawałby w żadnych stosunkach z Barrayarem, tylko uciekał od niego jak najdalej.

Książę uśmiechnął się i obejrzał przez ramię.

— Obawiam się, że za dużo rozmawiałeś z Cordelia.

— Tak, cóż, chyba tylko księżna ma ochotę ze mną rozmawiać. — Zrównał się z księciem, który zwolnił kroku.

Książę skrzywił się z bólem.

— To prawda. — Znów zaczął się wspinać kamienistym szlakiem. — Przykro mi. — Po kilku krokach dodał ze szczyptą czarnego humoru: — Ciekawe, czy mój ojciec przechodził podobne męki z powodu niebezpieczeństw, jakich zaznałem w życiu. Jeśli tak, to został doskonale pomszczony. — Mark ocenił, że więcej w tym jednak czerni niż humoru. — Ale teraz najważniejsze to wiedzieć…

Książę gwałtownie przystanął, po czym usiadł na skraju szlaku i oparł się plecami o drzewo.

— Dziwne — mruknął. Jego twarz, jeszcze przed chwilą zaróżowiona i pokryta kropelkami potu od wspinaczki i coraz cieplejszego poranka, nagle pobladła.

— Co takiego? — spytał ostrożnie Mark, dysząc. Wsparł dłonie o kolana i przyglądał się temu człowiekowi, który nagle zniżył się do jego poziomu. W twarzy księcia odmalowało się roztargnienie; wzrok miał nieobecny.

— Chyba… lepiej przez chwilę odpocznę.

— Zgoda. — Mark również usiadł na kamieniu obok. Książę nie od razu podjął przerwaną rozmowę. Mark poczuł w żołądku ściśnięcie niepokoju. Co się z nim dzieje? Coś na pewno jest nie tak. Niech to szlag… Niebo zrobiło się przejrzyście błękitne, w górze zaszumiał delikatny wietrzyk, strącając kilka złotych liści. Chłodny dreszcz, jaki przebiegł Markowi po plecach, nie miał nic wspólnego z pogodą.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)