Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
- Автор: Буджолд Лоис Макмастер
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 3-7337-142-7
- Переводчик: Lukasz Praski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:
Książę parsknął krótkim śmiechem.
— Przynajmniej miał okazję poznać jedną z najgorszych cech naszego społeczeństwa. Musimy zadbać o to, żeby zdobył pełną wiedzę o tragicznej historii mutagenów i zrozumiał źródła tej agresji. Żeby wiedział, jak głęboko zakorzeniły się tu strach i cierpienie, które są powodem poważnych niepokojów i, jak byście ujęli to wy, Betańczycy, złego zachowania.
— Nie sądzę, aby kiedykolwiek posiadł wrodzoną zdolność Milesa do poruszania się po tym polu minowym.
— Wydaje mi się, że on wolałby je przeorać — mruknął zgryźli wie książę i zawahał się. — Jego wygląd… Miles ogromnie się starał, by jego zachowanie, sposób ubierania się i poruszania odwracały uwagę od jego wyglądu. Żeby zamiast ciała ludzie dostrzegali jego osobowość. Jakby chciał dokonać wielkiej sztuki magicznej z użyciem własnego ciała, jeśli wolisz. Natomiast Mark… jakby się obnosił ze swoim wyglądem.
— Masz na myśli tę demonstracyjną ociężałość?
— To także… przyznaję, że niepokoi mnie taki przyrost wagi. Zwłaszcza że, jak wynika z raportu Eleny, nastąpił w bardzo krótkim czasie. Chyba powinniśmy go przebadać. To może być niebezpieczne dla zdrowia.
Księżna prychnęła.
— Ma dopiero dwadzieścia dwa lata. Jego zdrowiu na razie nic nie grozi. Przecież nie to cię niepokoi, kochany.
— Może rzeczywiście… nie tylko to.
— On cię wprawia w zakłopotanie. Mój przyjacielu wrażliwy na punkcie ciała barrayarskiego.
— Mhm. — Mark zauważył, że książę nie zaprzeczył.
— Jeden zero dla niego.
— Zechciałabyś to wyjaśnić?
— Zachowanie Marka to specyficzny język. Przede wszystkim język rozpaczy. Nie zawsze łatwo go zinterpretować. Ale ten wydaje się prosty.
— Nie dla mnie. Proszę, przeprowadź małą analizę.
— Ta sprawa ma trzy aspekty. Po pierwsze, aspekt czysto fizyczny. Przypuszczam, że nie czytałeś raportów medycznych tak uważnie jak ja.
— Czytałem streszczenie sporządzone przez CesBez.
— Ja czytałam surowe dane. Wszystkie. Kiedy Jacksończycy formowali ciało Marka do rozmiarów Milesa, nie zmodyfikowali genetycznie jego metabolizmu. Przyrządzili za to miksturę z hormonów i środków pobudzających o przedłużonym działaniu, którą wstrzykiwali mu co miesiąc, regulując jej skład według potrzeb. Tak było taniej i prościej, poza tym dawało większą kontrolę. Weźmy teraz Ivana jako przykład fenotypu, który mógłby być także formą genotypu Milesa, gdyby nie zatrucie soltoksinem. Natomiast Mark jest człowiekiem zredukowanym do wzrostu Milesa, ale z genetycznie zaprogramowaną wagą Ivana. Kiedy więc Komarrczycy przestali go leczyć, jego ciało znów zaczęło dążyć do wypełnienia programu genetycznego. Jeżeli spróbujesz kiedyś popatrzeć na niego en face, zauważysz, że to nie tylko tłuszcz. Jego kości i mięśnie są także mocniejsze w porównaniu z budową Milesa, a nawet jego własną sprzed dwóch lat. Kiedy w końcu osiągnie nową równowagę, prawdopodobnie będzie dość przysadzisty.
Czyli okrągły, pomyślał Mark, słuchając ze zgrozą. Uświadomił sobie, że za dużo zjadł na kolację. Bohatersko zdusił czknięcie.
— Jak mały czołg — podsunął książę, doskonale bawiąc się tą wizją.
— Być może. Wszystko zależy od dwóch pozostałych aspektów jego, hm, języka ciała.
— Czyli?
— Buntu i strachu. Jeśli chodzi o bunt… przez całe życie inni ludzie robili z jego ciałem, co chcieli. Zdecydowali o jego kształcie. Nareszcie to on ma prawo głosu. I strach. Przed Barrayarem, przed nami, ale przede wszystkim przed tym, że zostanie zdominowany przez Milesa, który potrafi dominować nawet nad kimś, kto nie jest jego młodszym bratem. Mark ma rację. To rzeczywiście było dobrodziejstwo. Służba i straż przyboczna bez kłopotu rozpoznają go jako lorda Marka. Sztuczka ze zmianą wagi stanowiła na wpół świadomy, na wpół przekorny popis błyskotliwości, co… przypomina mi kogoś, kogo oboje dobrze znamy.
— Ale kiedy to się skończy? — Mark odgadł, że książę też wyobraził sobie jakiś bardzo okrągły kształt.
— Metabolizm sam o tym zdecyduje. Może iść do lekarza i ustawić własną wagę na poziomie, jaki mu odpowiada. Zapewne wybierze średnią budowę ciała, kiedy już przestanie się buntować i bać.
Książę prychnął.
— Znam barrayarskie paranoje. Nigdy nie można się czuć w pełni bezpiecznym. Co poczniemy, jeśli wciąż będzie mu się wydawało, że ciągle jest za szczupły?
— Wówczas kupimy mu lotopaletę i kilku muskularnych służących. A może… pomożemy mu pokonać strach?
— Jeżeli Miles nie żyje… — zaczął książę.
— Jeżeli nie odzyskamy i nie reanimujemy Milesa — poprawiła ostrym tonem.
— Wtedy po Milesie zostanie nam tylko Mark.
— Nie! — Poderwała się z szelestem sukni i zaczęła spacerować. Boże, nie pozwól, żeby tutaj zabłądziła! — Tu właśnie popełniasz błąd, Aralu. Mark zostaje nam jako Mark.
Książę zawahał się.
— W porządku. Masz rację. Ale jeżeli rzeczywiście pozostał nam tylko Mark — czy mamy następnego księcia Vorkosigana?
— A możesz go uznać za swego syna, nawet jeśli nie jest następnym księciem Vorkosiganem?
Książę milczał. Księżna zniżyła głos.
— Czyżbym usłyszała echo głosu twojego ojca? Czy to on wygląda zza twoich oczu?
— Niemożliwe… żeby go tam nie było. — On także mówił ciszej, niespokojnie, lecz nie było słychać przepraszającego tonu. — W pewnym stopniu, mimo wszystko.
— Tak… rozumiem. Przepraszam. — Usiadła, ku niewypowiedzianej uldze Marka. — Choć wcale nie tak trudno zdobyć tytuł księcia Barrayaru. Spójrz na tych oryginałów zasiadających w radzie. Albo tych, którzy w ogóle się tam nie pokazują. Ile to czasu minęło, odkąd książę Vortienne ostatnio głosował?
— Jego syn jest już w odpowiednim wieku, by przejąć stanowisko ojca — rzekł książę. — Ku naszej ogromnej uldze. Ostatnim razem, gdy musieliśmy podjąć jednogłośną decyzję, oficer porządkowy Izby musiał go siłą wyciągać z rezydencji, gdzie odbywało się… cóż, muszę przyznać, że w bardzo oryginalny sposób wykorzystuje swoją osobistą ochronę.
— Która, jak przypuszczam, musi się wykazać oryginalnymi kwalifikacjami. — W głosie księżnej Cordelii zabrzmiała nutka rozbawienia.
— Od kogo się o tym dowiedziałaś?
— Od Alys Vorpatril.
— Nie zamierzam nawet pytać… skąd ona o tym wie.
— I słusznie. Ale chodzi mi o to, że Mark naprawdę musiałby się bardzo starać, żeby zostać najgorszym księciem w Radzie. Wcale nie są taką elitą, jaką udają.
— Vortienne to akurat okropny przykład. Rada funkcjonuje dzięki wyjątkowemu oddaniu wielu książąt. To absorbujące zajęcie. Jednak książęta to tylko połowa bitwy. Trudniejsza przeprawa czeka nas z samym okręgiem. Czy ludzie go zaakceptują? Niezrównoważonego klona zdeformowanego oryginału?
— Milesa też w końcu zaakceptowali. I chyba z czasem stali się z niego bardzo dumni. Ale to zasługa samego Milesa. Wprost emanuje szczerością i lojalnością. Ludzie nie mają innego wyjścia, muszą odwzajemnić się tym samym.
— A czym emanuje Mark? — zadumał się książę. — Przypomina mi człowiekaczarną dziurę. Pochłania światło, nie oddając nic w zamian.
— Daj mu trochę czasu. Wciąż się ciebie boi. Może to jeszcze poczucie winy — przez wiele lat szkolono go, by cię zabił.
Mark, oddychając jak najciszej przez usta, skulił się jeszcze bardziej. Czy ta kobieta potrafi prześwietlać ludzi na wylot? Taki sojusznik może człowieka sparaliżować. Jeśli ona w ogóle jest jego sojusznikiem.