Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 137
Перейти на страницу:

Mark przezornie stanął przy boku Eleny.

— To lekarz?

— Nie, tylko sanitariusz. — Elenie też brakowało tchu.

Sanitariusz spojrzał na nią i zameldował:

— To serce, lecz nie wiem dokładnie, co się stało ani dlaczego. Lepiej nie sprowadzać tu lekarza pana premiera, ale umówić się z nim w Hassadarze. Niezwłocznie. Chyba będziemy potrzebowali specjalistycznych urządzeń.

— W porządku. — Elena zaczęła wydawać rozkazy przez komunikator.

Mark starał się im pomóc załadować księcia na motolot, tak by siedział między Eleną a sanitariuszem, ten jednak posłał mu groźne spojrzenie.

— Nie dotykaj go!

Mark sądził, że książę jest prawie nieprzytomny, ale on otworzył oczy i szepnął:

— Hej, chłopak jest w porządku, Jasi. — Sanitariusz nagle jakby oklapł. — W porządku, Marku.

Umiera, lecz mimo to myśli o przyszłości. Stara się mnie oczyścić z podejrzeń.

— Autolot będzie na nas czekał na najbliższej polanie. — Elena wskazała zbocze wzgórza. — Jeżeli chcesz się z nami zabrać, musisz tam zdążyć. — Motolot wzniósł się wolno i ostrożnie.

Mark posłuchał i zbiegł galopem ze wzgórza, wyczuwając przesuwający się nad drzewami cień, który znacznie go wyprzedził. Zaczął pędzić szybciej, łapiąc się pni drzew na zakrętach i gdy znalazł się na szerokiej drodze, dłonie miał zdarte do krwi, a sanitariusz, Elena i strażnik przyboczny Pym kończyli właśnie układać księcia Vorkosigana na tylnym siedzeniu czarnego błyszczącego autolotu. Mark wpadł do środka i usiadł obok Eleny na fotelu zwróconym do tyłu. Dach pojazdu zasunął się z sykiem. Za panelami w przednim przedziale zasiadł Pym i wkrótce pomknęli w górę. Sanitariusz kucał na podłodze obok pacjenta, podając mu tlen i aplikując hiporozpylaczem synerginę, aby uchronić go od szoku.

Mark dyszał głośniej niż książę, aż w pewnym momencie sanitariusz spojrzał na niego obawą — ale w przeciwieństwie do księcia Mark w końcu zapanował nad oddechem. Pocił się i drżał w środku. Ostatnim razem czuł się tak samo źle, gdy strzelali do niego ludzie Bharaputry. Czy autoloty naprawdę latają tak szybko? Miał nadzieję, że do wlotów silnika nie dostanie się nic większego niż owad.

Mimo zastrzyku synerginy oczy księcia zasnuwały się mgłą, jak gdyby przestawał cokolwiek widzieć. Chwycił plastikową maseczkę tlenową, odtrącając ręce próbującego go powstrzymać sanitariusza i dając Markowi znak, by się przybliżył. Bardzo chciał coś powiedzieć, lepiej więc było pozwolić mu na to, niż przeszkadzać i przyglądać się, jak cierpi. Mark osunął się na kolana tuż przy głowie księcia.

Książę wyszeptał w absolutnym zaufaniu:

— Całe… prawdziwe bogactwo… to biologia.

Sanitariusz posłał Markowi wściekłe spojrzenie, domagając się interpretacji; Mark mógł tylko bezradnie wzruszyć ramionami.

— Chyba traci przytomność.

Podczas karkołomnego lotu książę jeszcze tylko raz próbował się odezwać; zdarł maskę, by powiedzieć:

— Chcę splunąć.

Sanitariusz przytrzymał mu głowę, a książę dostał ataku paskudnego kaszlu i oczyścił drogi oddechowe, lecz tylko na pewien czas.

Ostatnie słowa Wielkiego Człowieka, pomyślał posępnie Mark. Długie i wspaniałe życie skurczyło się na koniec do krótkiego „Chcę splunąć”. Faktycznie biologia. Mark skulił się na podłodze, oplatając rękami kolana i bezwiednie ogryzając kostki palców.

Kiedy usiedli na lądowisku Szpitala Okręgowego Hassadaru, opadła ich prawdziwa armia personelu medycznego, która błyskawicznie zabrała księcia. Sanitariusz i strażnik Pym zostali odesłani, a Marka z Eleną przewieziono do ustronnej poczekalni, gdzie musieli zaczekać.

W pewnym momencie wpadła kobieta z panelem historii choroby i zwróciła się do Marka z pytaniem:

— Pan jest z najbliższej rodziny?

Mark otworzył usta, ale milczał. Po prostu nie potrafił odpowiedzieć. Wybawiła go Elena, która poinformowała kobietę:

— Księżna Vorkosigan jest w drodze z Vorbarr Sultany. Powinna się zjawić za parę minut.

Kobieta, prawdopodobnie usatysfakcjonowana tą informacją, wybiegła z poczekalni.

Elena miała rację. Nie minęło dziesięć minut, gdy w korytarzu rozległ się odgłos kroków. Weszła księżna, za którą podążało truchtem dwóch odzianych w liberie strażników przybocznych Vorkosiganów. Nie zatrzymując się, posłała Markowi i Elenie pocieszający uśmiech, po czym zniknęła za podwójnymi drzwiami, zza których dał się słyszeć głos jakiegoś nieuświadomionego lekarza:

— Przepraszam panią, ale odwiedzający nie mogą tu przebywać…

Głos księżnej zagłuszył jego protesty.

— Daj sobie spokój z tymi bzdurami, chłopcze, razem z tym szpitalem należysz do mnie. — Słowa dezaprobaty utonęły w przepraszającym bełkocie. Lekarz zobaczył uniformy strażników i wszystko skojarzył.

— Tędy proszę, milady — usłyszeli jeszcze Elena i Mark, a potem głosy się oddaliły.

— Mówiła poważnie — zauważyła Elena z krzywym uśmieszkiem. — Sieć medyczna w okręgu Vorkosiganów to jeden z jej ukochanych projektów. Połowa personelu składała jej przysięgę wierności w zamian za umożliwienie nauki.

Czas mijał powoli. Mark podszedł do okna i spojrzał na stolicę okręgu Vorkosiganów. Hassadar był nowym miastem, zastąpił zniszczone Vorkosigan Voshnoi; niemal wszystkie budynki wzniesiono po zakończeniu okresu Izolacji, głównie w ciągu minionych trzydziestu lat. Miasto zaprojektowano z myślą o środkach transportu nowocześniejszych od wozów konnych, toteż zajmowało przestrzeń taką jak większość miast w innych cywilizowanych światach w galaktyce. W blasku porannego słońca błyszczało kilka drapaczy chmur. Naprawdę jeszcze jest ranek? Wydawało się, że od świtu upłynęły całe lata. Szpital w zasadzie nie różnił się od skromnej placówki tego rodzaju na, powiedzmy, Escobarze. Oficjalna posiadłość księcia w mieście należała do najnowocześniejszych wśród wszystkich rezydencji Vorkosiganów. Księżna twierdziła, że lubi to miejsce, jednak korzystali z domu bardziej jak z hotelu, tylko podczas oficjalnego pobytu w Hassadarze w sprawach okręgu. Zagadkowe.

Zanim wróciła księżna, cienie hassadarskich wieżowców zdążyły już zmaleć, ponieważ dochodziło południe. Mark badawczo spojrzał księżnej w twarz. Szła wolno, zmęczona, ale jej ust nie wykrzywiał smutek. Zanim się odezwała, Mark wiedział, że książę żyje.

Księżna objęła Elenę, natomiast Markowi skinęła głową.

— Stan Arala jest stabilny. Przeniosą go do Cesarskiego Szpitala Wojskowego w Vorbarr Sułtanie. Ma poważnie uszkodzone serce. Nasz człowiek twierdzi, że wskazana będzie transplantacja albo wszczep mechanizmu.

— Gdzie pani była dziś rano? — spytał Mark.

— W kwaterze głównej CesBezu. — To brzmiało logicznie. Księżna mu się przyjrzała. — Podzieliliśmy zadania. Nie musieliśmy oboje uczestniczyć w dekodowaniu wiadomości. Aral przekazał ci nowinę, prawda? Przysiągł, że to zrobi.

— Owszem, zaraz potem zasłabł.

— Co robiliście?

Pytanie zabrzmiało trochę lepiej niż poprzednie: „Coś ty mu zrobił?”. Zacinając się, Mark próbował opisać wydarzenia dzisiejszego ranka.

— Stres, śniadanie, wspinaczka na wzgórza — wyliczała w zadumie księżna. — Założę się, że to on narzucił tempo.

— Jak wojsku — potwierdził Mark.

— Ha.

— Czy to zawał? — spytała Elena. — Tak to wyglądało.

— Nie. Dlatego tak się zdziwiłam. Wiedziałam, że arterie ma czyste — bierze na to specjalne lekarstwo, bo inaczej ta okropna dieta zabiłaby go już wiele lat temu. To był tętniak w mięśniu sercowym. Pęknięte naczynie krwionośne.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)