Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 137
Перейти на страницу:

Księżna westchnęła, odchylając się na kanapie.

— Tak?

— A jest?

— Miałeś okazję sam go obserwować. Jak sądzisz?

— Pani… ja sam jestem mordercą. I trudno mi oceniać.

Przymrużyła oczy.

— Słusznie. Cóż. Jego kariera wojskowa była długa, skomplikowana — krwawa — i jest publicznie znana. Podejrzewam jednak, że Galenowi chodziło przede wszystkim o Masakrę w Dniu Przesilenia, gdy zginęła jego siostra, Rebecca.

Mark bez słowa skinął głową.

— To oficer polityczny ekspedycji barrayarskiej, nie Aral, wydał rozkaz tej potwornej rzezi. Gdy Aral się o tym dowiedział, własnoręcznie wykonał na nim wyrok. Niestety, nie był to oficjalny wyrok sądu wojennego. Tak więc pierwszy zarzut jest bezpodstawny, drugi już nie. Zatem tak, jest mordercą.

— Galen powiedział, że admirał chciał się w ten sposób pozbyć dowodów. Rozkaz wydał ustnie i wiedział o tym tylko oficer polityczny.

— To jak dowiedział się Galen? Aral mówi co innego. Wierzę mu.

— Galen powiedział, że admirał stosował tortury.

— Nie — odrzekła stanowczo księżna. — To akurat sprawka Gesa Vorrutyera i księcia Serga. Ich frakcja już nie istnieje. — Uśmiechnęła się zimno.

— Jest szaleńcem.

— Nikt na Barrayarze nie jest przy zdrowych zmysłach — z punktu widzenia Betańczyka. — Spojrzała na niego rozbawiona. — Nawet ty i ja.

Zwłaszcza ja. Nabrał powietrza.

— I homoseksualistą.

Przechyliła głowę.

— A to ma dla ciebie jakieś znaczenie?

— Galen w swoich naukach… mocno to podkreślał.

— Wiem.

— Naprawdę? Do diabła… — Czyżby był dla tych ludzi przezroczysty? Traktowali go jak kukiełkę, bawiąc się jego uczuciami? Tylko że księżna wcale nie wyglądała na rozbawioną. — Zapewne raport CesBezu — powiedział z goryczą.

— Potraktowali fast — pentą jednego z ocalałych podkomendnych Galena. Człowieka imieniem Lars, jeśli coś ci to mówi.

— Mówi. — Zgrzytnął zębami. Nie pozostawili mu ani kawałka ludzkiej godności.

— Pomijając Galena, czy orientacja Arala ma dla ciebie znaczenie?

— Nie wiem. Prawda ma znaczenie.

— Czyli ma. Cóż, prawdę mówiąc… uważam Arala za biseksualistę, ale podświadomie bardziej skłaniającego się ku mężczyznom niż kobietom. A raczej — ku żołnierzom. Nie sądzę, żeby chodziło o mężczyzn w ogóle. Ja, z punktu widzenia Barrayarczyków, jestem, hm, skrajnym przykładem chłopczycy, dzięki czemu stałam się wygodnym rozwiązaniem jego dylematów. Kiedy mnie poznał, miałam na sobie mundur i spotkaliśmy się podczas dość nieprzyjemnego starcia. Sądził, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Nigdy mu nie tłumaczyłam, że to do głosu doszły jego tłumione impulsy. — Jej usta drgnęły.

— Dlaczego nie? A może to pani impulsy doszły do głosu?

— Nie, ja się rozkleiłam dopiero po czterech czy pięciu dniach. W każdym razie na pewno po trzech. — Jej oczy zaszły mgłą wspomnień. — Szkoda, że nie mogłeś zobaczyć go wtedy, gdy miał czterdzieści kilka lat. W pełnym rozkwicie sił.

Mark siedział ukryty w tej samej bibliotece, gdy księżna dokonywała na nim słownej wiwisekcji. Myśl, że jej skalpel nie jest zarezerwowany wyłącznie dla niego, na swój sposób niosła pocieszenie. To nie tylko ja. Robi to wszystkim. Ach.

— Jest pani… bardzo szczera, milady. Co o tym sądził Miles?

Zmarszczyła w zamyśleniu brwi.

— Nigdy mnie o nic nie pytał. Być może wiadomości o nieszczęśliwym okresie młodości Arala doszły do uszu Milesa w formie przeinaczeń i oszczerstw rzucanych przez politycznych wrogów Arala, toteż w ogóle nie brał ich poważnie.

— Dlaczego więc mnie pani o tym mówi?

— Bo zapytałeś. Jesteś dorosły. I… musisz wiedzieć. Z powodu Galena. Jeśli będziecie z Aralem szczerzy wobec siebie, nie ocenisz go ani zbyt nisko, ani zbyt wysoko. Aral to wspaniały człowiek. Mówię to ja, Betanka; nie mylę jednak wspaniałości z perfekcją. Tak czy inaczej, być wspaniałym to… większe osiągnięcie. — Posłała mu krzywy uśmiech. — To powinno ci dać nadzieję, prawda?

— Hm. To znaczy zablokować mi drogę ucieczki. Chce pani powiedzieć, że bez względu na to, ile rzeczy zepsuję, wciąż będziecie się spodziewać po mnie cudów? — Zgroza.

Zastanowiła się.

— Tak — odrzekła ze stoickim spokojem. — Skoro nikt nie jest ideałem, oznacza to, że wszystkich wielkich czynów dokonano z niedoskonałości. Mimo to jakoś ich dokonano.

Mark uznał, że powodem szaleństwa Milesa był nie tylko jego ojciec.

— Nie słyszałem, żeby poddawała pani analizie samą siebie, milady — rzekł cierpko. Rzeczywiście, kto golił fryzjera?

— Ja? — Uśmiechnęła się ze smutkiem. — Jestem głupią ofiarą, mój chłopcze.

Wykręciła się od odpowiedzi. A może nie?

— Ofiarą miłości? — spytał lekkim tonem, starając się zatuszować niezręczność wywołaną swoim pytaniem.

— Nie tylko. — Jej oczy były lodowate.

Gdy księżna i Mark przybyli do Rezydencji Cesarskiej, miasto zaczął otulać wilgotny, mglisty zmierzch. Samochód prowadził Pym ubrany w nieskazitelną liberię. W drugim pojeździe siedziało kilku strażników przybocznych księcia, pełnili raczej funkcję straży honorowej niż prawdziwej ochrony; Mark sądził, że myślami są już na przyjęciu. Kiedy napomknął o tym księżnej, zauważyła:

— Rzeczywiście, dzisiejszy wieczór to dla nich rzadka chwila wytchnienia. Rezydencji pilnuje CesBez. Przy takich okazjach jest zwykle obecna cała świta — a bywa, że czyjś miły strażnik może zwrócić na siebie uwagę jakiejś młodszej córki rodziny Vorów i ożenić się, awansując w hierarchii społecznej: rzecz jasna, jeśli pochodzi z szanowanej rodziny wojskowej.

Przybyli do okazałej posiadłości, która pod względem architektonicznym przypominała nieco Dom Vorkosiganów, lecz była osiem razy większa. Uciekając przed gęstniejącą mgłą, spiesznie weszli do jasno oświetlonego wnętrza. Księżna oficjalnym gestem ujęła Marka pod ramię, co podziałało nań pokrzepiająco i niepokojąco zarazem. W jakiej roli miał tu występować — osoby towarzyszącej czy dodatku? Bez względu na odpowiedź, wciągnął brzuch i wyprostował się, jak tylko potrafił.

Mark zdziwił się, kiedy okazało się, że pierwszą osobą, jaka powitała ich w holu, był Simon Illyan. Szef służby bezpieczeństwa na dzisiejszą uroczystość włożył czerwononiebieski galowy mundur, który z pewnością nie czynił jego szczupłej sylwetki niewidoczną, lecz wśród gości kręciło się tyle osób odzianych w niebieskie i czerwone barwy, że mógł się łatwo wtopić w tłum. Wyróżniało go tylko to, że zamiast tępych mieczy paradnych, jakie nosili oficerowie z kasty Vorów, miał prawdziwą broń w wysłużonych kaburach — łuk plazmowy i porażacz nerwów. W prawym uchu połyskiwała mu mikrosłuchawka.

— Milady. — Illyan skłonił się i odciągnął ich na bok. — Jak się czuł, kiedy widziała go pani dziś po południu? — spytał przyciszonym głosem.

Nie musiał wyjaśniać, o kogo pyta. Księżna rozejrzała się, sprawdzając, czy nie usłyszy ich żaden przypadkowy przechodzień.

— Niedobrze, Simonie. Źle wygląda, wystąpił poważny obrzęk. Od czasu do czasu wydaje się zupełnie nieobecny duchem, co martwi mnie najbardziej. Chirurg chce mu oszczędzić podwójnego stresu związanego z wszczepieniem sztucznego serca oraz oczekiwaniem na odpowiednio rozwinięte serce organiczne, ale być może nie będzie mógł zwlekać. Lada chwila operacja może się okazać jedynym wyjściem.

— Pani zdaniem powinienem go odwiedzić, milady?

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)