Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
- Автор: Буджолд Лоис Макмастер
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 3-7337-142-7
- Переводчик: Lukasz Praski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:
— Z powodu stresu? — spytał Mark, czując suchość w ustach. — Skoczyło mu ciśnienie krwi?
Księżna przymknęła oczy.
— Tak, dość znacznie, ale naczynie było osłabione. Prędzej czy później musiało do tego dojść.
— Czy… z CesBezu nadeszła jeszcze jakaś wiadomość, kiedy tam pani była? — zapytał nieśmiało.
— Nie. — Podeszła do okna i spojrzała niewidzącym wzrokiem na sieć wieżowców Hassadaru. Mark ruszył za nią. — Po odnalezieniu kriokomory w takim stanie… nasze nadzieje legły w gruzach. Przynajmniej Aral został zmuszony do porozumienia się z tobą. — Zamilkła na chwilę. — Zrobił to?
— Nie… nie wiem. Zabrał mnie na spacer, pokazywał różne miejsca. Próbował. Próbował tak bardzo, że przyglądanie się temu sprawiało ból. — Wciąż czuł bolesny ucisk gdzieś w okolicach splotu słonecznego. Według jakiejś mitologii mieszkała tam dusza.
— Naprawdę? — Księżna wstrzymała oddech.
Tego było za dużo. Szyba w oknie na pewno była pancerna, ale jego ręka nie; kierowana duszą pięść wystrzeliła w kierunku okna…
…trafiając w otwartą dłoń księżnej, która powstrzymała jego atak autoagresji, odrzucając go w tył.
— Daruj sobie — poradziła mu spokojnie.
ROZDZIAŁ SZESNASTY
Na ścianie w przedsionku biblioteki wisiało duże lustro w ręcznie rzeźbionych ramach. Zdenerwowany Mark zboczył z drogi, by przed spotkaniem z księżną ostatni raz rzucić okiem na swoje odbicie.
Brązowo — srebrny mundur najmłodszego lorda Vorkosigana nie mógł ukryć kształtów jego ciała — ani starych, ani nowych zniekształceń — choć kiedy stał zupełnie prosto, wydawało mu się, że wygląda na swój sposób potężnie. Niestety, kiedy rozluźnił ramiona, opadła też napięta tkanina tuniki. Opinała go dość ciasno, co było groźne, ponieważ kiedy ją dostał osiem tygodni temu, leżała dość luźno. Czyżby jakiś analityk z CesBezu na podstawie tej daty obliczył, ile przybierze na wadze? Mark nie wykluczał takiej możliwości.
To dopiero osiem tygodni? Miał wrażenie, jak gdyby więziono go tu od zawsze. Owszem, traktowany był nader łagodnie, jak dawni oficerowie, którzy składali przysięgę, dzięki czemu mogli swobodnie chodzić po terenie fortecy. Nie musiał jednak dawać słowa honoru. Może jego słowo nie jest powszechnie akceptowane. Porzuciwszy tę niewesołą refleksję, podreptał do biblioteki.
Księżna siedziała na jedwabnej kanapie, uważając na długą suknię — jasnobeżową, bez dekoltu i ozdobioną srebrno — miedzianym obszyciem, które pasowało do barwy jej włosów, dziś spiętych w lokach z tyłu głowy. Nie miała na sobie ani jednej plamki czerni czy szarości, mogących sugerować żałobę; wyglądała niemal bezczelnie elegancko. U nas wszystko w porządku, mówił jej strój. Jesteśmy Vorkosiganami w każdym calu. Gdy Mark wszedł, wyrwa na z zamyślenia odwróciła głowę w jego stronę i posłała mu krótki, lecz promienny uśmiech. Mark wbrew swej woli odpowiedział tym samym.
— Dobrze wyglądasz — oznajmiła z aprobatą.
— Pani również — odparł, ale odniósł wrażenie, że zwrócił się zbyt bezpośrednio i dodał: — …milady.
Zmarszczyła brew, słysząc ostatnie słowo, lecz nic nie powiedziała. Podeszła do stojącego nieopodal krzesła, ale jako że była zbyt spięta, by usiąść, położyła tylko dłoń na oparciu. Mark opanował przemożną ochotę, by przytupywać o marmurową posadzkę.
— Jak, pani zdaniem, przyjmą to dziś wieczorem? Mam na myśli pani przyjaciół Vorów.
— Cóż, z pewnością przykujesz ich uwagę — westchnęła. — Możesz na to liczyć. — Wzięła małą torebkę z brązowego jedwabiu z wyszytym srebrem herbem Vorkosiganów i podała Markowi. W środku interesująco pobrzękiwały ciężkie złote monety. — Kiedy wręczysz to Gregorowi podczas ceremonii podatkowej, występując jako pełnomocnik Arala, będzie to oficjalny dowód na to, że uznajemy cię za naszego prawego syna — i że ty również to akceptujesz. To Krok Pierwszy. Przed nami jeszcze wiele następnych.
A na końcu tej drogi — tytuł księcia? Mark zmarszczył brwi.
— Bez względu na to, co będziesz czuł i czymkolwiek skończy się ten kryzys — nie możesz dać po sobie poznać, że trzęsiesz się ze strachu — poradziła mu księżna. — Wśród Vorów dużą rolę odgrywa psychika. Pewność siebie jest zaraźliwa. Podobnie jak zwątpienie.
— Uważa pani system Vorów za iluzję? — zapytał Mark.
— Kiedyś uważałam. Dziś określiłabym go raczej jako twór, który należy ciągle tworzyć od nowa, jak każda żywą strukturę. Ustrój Barrayaru wydawał mi się niezręczny, piękny, zepsuty, głupi, szlachetny, frustrujący, szalony i zdumiewający. Zazwyczaj dobrze sobie radzi z tym, co należy do zadań rządu, co zresztą cechuje każdy ustrój.
— A więc… akceptuje pani ten ustrój czy nie? — spytał zdezorientowany.
— Nie jestem pewna, czy moja akceptacja ma jakieś znaczenie. Cesarstwo przypomina potężną, bezładną symfonię skomponowaną komisyjnie. Praca nad nią trwała trzy stulecia, a wykonuje ją banda ochotników amatorów. Ustrój cechuje bezwład i kruchość. Nie jest niezmienny. Może zgnieść każdego niczym ślepy słoń.
— Cóż za pocieszająca myśl.
Uśmiechnęła się.
— Dziś wieczorem nie znajdziesz się w zupełnie obcym świecie. Będą tam Ivan i twoja ciotka Alys, a także młody lord i lady Vortala. I inni, których poznałeś w ciągu kilku minionych tygodni.
Owoc wszystkich tych męczących przyjęć. Jeszcze przed chorobą księcia przez Dom Vorkosiganów zaczęła się przewijać parada gości, którzy mieli go poznać. Chcąc dobrze przygotować Marka do dzisiejszego wieczoru, księżna Cordelia uparcie kontynuowała ów zwyczaj, mimo niemocy męża, który już tydzień przebywał w szpitalu.
— Zapewne wszyscy będą czyhać na poufne informacje na temat stanu zdrowia Arala — dodała księżna.
— Co mam im mówić?
— W takich sytuacjach zawsze najłatwiej trzymać się szczerej prawdy. Aral jest w CSW i czeka, aż nowe serce przygotują do przeszczepu. Jest bardzo złym pacjentem. Jego lekarz na przemian grozi, że albo przywiąże go do łóżka, albo zrezygnuje z leczenia, jeśli Aral się nie uspokoi. Nie musisz nic mówić o szczegółach medycznych.
Szczegóły zdradziłyby zły stan premiera. Otóż to.
— A jeżeli zapytają mnie o Milesa?
Księżna głęboko nabrała powietrza.
— Jeśli CesBez nie odnajdzie ciała, prędzej czy później trzeba będzie oficjalnie ogłosić jego śmierć. Dopóki Aral żyje, wolałabym, żeby to nastąpiło raczej później. Nikt poza najwyższym dowództwem CesBezu, cesarzem Gregorem i kilkoma urzędnikami rządowymi nie wie, że Miles jest kimś więcej niż tylko skromnym oficerem kurierskim niższego stopnia. Twierdzenie, że pełni służbę poza planetą, pokryje się z prawdą. Większość osób wypytujących o niego raczej zrozumie, że CesBez nie poinformował cię, dokąd go wysłał ani na jak długo.
— Galen powiedział kiedyś… — zaczął Mark, lecz urwał.
Księżna posłała mu spokojne spojrzenie.
— Dużo myślisz dziś o Galenie?
— Trochę — przyznał Mark. — Do tego też mnie szkolił. Ćwiczyliśmy wszystkie ważniejsze uroczystości w cesarstwie, bo sam nie wiedział dokładnie, o jakiej porze roku znajdę się na Barrayarze. Urodziny cesarza, Przegląd Letni, Święto Zimy — wszystko. Uczestnicząc w ceremonii, nie potrafię nie myśleć o nim i o tym, jak nienawidził cesarstwa.
— Miał swoje powody.
— Mówił, że… admirał Vorkosigan jest mordercą.