Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
– Maestro, taki jest pan pewien swojej wiedzy o naturze czasu?
Uniósł ze zdumieniem brwi.
– A jeśli sekciarze nie zniszczą Ziemi tylko dlatego, że zniszczy ich mój statek, moja załoga? A może moja wizyta na Ziemi na współczesnym statku, jeśli nawet nie zostanie zauważona, da impuls do rozwoju nauki?
Maestro pokręcił głową z wyrzutem.
– Siergiej, naciąga pan fakty. Wszystko będzie tak, jak było. Sekciarze nie zdołają znaleźć Ziemi, a przez hipertunel na Ziemię nie można przesłać broni silniejszej niż blaster. Jeśli ich bomba kwarkowa przejdzie przez hipertunel, stanie się tak samo niebezpieczna jak straszak. Podjęliśmy pewne środki ostrożności.
– Ale oni szukają drogi według trzech punktów sygnalizacyjnych! – krzyknąłem rozpaczliwie. – Powstrzymajcie ich!
– Siergiej, nie wiem, co stanie się z sekciarzami. Wiem tylko, że Ziemi nie znajdą, niechże mi pan zaufa! Może aresztuje ich klenijski patrol, który będzie miał więcej szczęścia niż poprzedni. Albo reaktory ulegną zniszczeniu… Sekciarze są skazani. Porozmawiajmy o pana losie.
– Ma pan prawo o nim decydować? – zapytałem z ironią.
– Uchowaj Boże… Obaj jesteśmy Ziemianami. Obaj mamy prawo do sterowania Świątyniami i mam nadzieję, że nie będziemy tego nadużywać. Znam znacznie więcej podstawowych praw Świątyń i mógłbym zwrócić sytuację przeciwko panu. Ale bardzo bym tego nie chciał.
On się bał. Bał się mnie, zacofanego nieuka, jakim byłem w jego oczach. Tak bałby się strateg w Pentagonie na wieść, że czerwony guzik rosyjskich sił jądrowych znalazł się w rękach obszarnika z XIX wieku, niewiadomym sposobem przeniesionego w wiek XX.
– I co pan proponuje, Maestro?
– Niech pana wraca na Tara, do księżniczki. Wszystko będzie dobrze, Siergiej. Zapewniam pana. A Daniił musi natychmiast wrócić na Ziemię. Chodzi o to, że pod pewnym względem chłopiec jest dość znaczącą postacią w historii Ziemi. Nie może przepaść. Odeślemy go na Ziemię jak najbliżej momentu zniknięcia i nikt się nie dowie o jego przygodach. Ale musimy się spieszyć, bo chłopiec rośnie. Za kilka miesięcy jego wygląd zewnętrzny trzeba będzie korygować… odmładzać go przed powrotem. A to nie jest wskazane.
– O co wam chodzi? – zapytałem ze złością. – Przegapiliście moment porwania dzieciaka, zaufaliście swojej zasadzie niezmienności czasu, nie zwracaliście uwagi na zniknięcia innych ludzi, a teraz boicie się odesłać chłopca do domu?! Odsyłajcie! A ja wrócę na Tara… jak tylko znajdę „Białego Raidera”.
Wzmiankę o krążowniku Maestro puścił mimo uszu. Skrzywił się, nalał sobie wina, ostentacyjnie ogrzał kielich w dłoniach… Naprawdę miał dużo czasu. Całą wieczność.
– Niech pan spróbuje zrozumieć, Siergiej… Chłopiec jest Ziemianinem. Siewcą, jeśli użyć terminologii tubylców i Świątyń. Gdyby powstrzymywano go siłą… wydałbym rozkaz bez zastanowienia. Ale teraz on sam chce zostać w galaktyce z panem i pańską mieszaną załogą. I tu rodzi się konflikt. Nie chodzi o pana ani o mnie, w końcu obaj jesteśmy dorosłymi, poważnymi ludźmi i rozumiemy, że nastolatek nie może podejmować samodzielnych decyzji. Ale Świątynie nie znają pojęcia dziecka. One stosują tylko jeden podział: Ziemianie i nie-Ziemianie. Jeśli rozwiążę konflikt siłą, tłumiąc wolę chłopca i udowadniając Świątyniom konieczność jego powrotu na Ziemię, będzie to miało niekorzystny wpływ na układy logiczne Świątyń. Po co nam zakłócenia w pracy najbardziej złożonych systemów cybernetycznych galaktyki? A jeśli one nagle zdecydują, że mają prawo dyktować swoją wolę ludziom… Ziemianom?
– Co mogę zrobić?
– Przekonać chłopca. To byłoby idealne rozwiązanie. Jeśli on sam postanowi wrócić na Ziemię, Świątynie spokojnie przyjmą jego decyzję.
– A jeśli namowy nie pomogą?
– Wtedy wspólnie możemy wydać rozkaz powrotu Dańki na Ziemię. To Świątynie również zrozumieją. Zasada wspólnej decyzji…
– Jasne.
Zamilkliśmy. Maestro odezwał się nieśmiało:
– Przecież pan również skłaniał się do odesłania chłopca…
– Oczywiście.
A teraz, gdy odkrył pan tajemnicę Świątyń, może pan obficie korzystać z ich pomocy. Nie afiszując się, oczywiście. Może pan rozkoszować się zwiedzaniem tysięcy niepodobnych do siebie światów, tworząc chwałę Tara, tworząc imperium galaktyczne… Siergiej, przecież może pan zjednoczyć wszystkie zamieszkane światy, jeszcze bardziej umocnić ich wspólnotę. Wtedy pojawienie się Ziemi, superplanety, władczyni i założycielki zostałoby przyjęte znacznie spokojniej. Siergiej, ma pan przed sobą wielką przyszłość! Jeszcze nieraz spotkamy się w takich gabinetach na szczerej pogawędce i powoli pozna pan cele kolonizacji przeszłości. Zrozumie pan, dlaczego pańscy potomkowie wybrali właśnie tę drogę. Siergiej, jest pan nasz… duchem, siłą i krwią! Historia bywa zabawna, zazwyczaj wybiera trudną drogę wyłonienia wodza przyszłych wojowników…
– Wojowników o co? – zapytałem ostro.
Maestro urwał.
– Jaka przyczyna zmusiła Ziemian do wyhamowania gwiezdnej kolonizacji? Kto był tą przyczyną? Niech pan odpowie!
Twarz Maestra spoważniała. Odezwał się cicho, ale groźnie:
– Debiutantom nie należą się odpowiedzi. Tylko rozkazy. Jasne?
– Nie!
Nie wiem, dlaczego nie godziłem się ze słowami Maestra. Na przekór samemu sobie, swojemu narodowi, Siewcom, Ziemianom, przeszłości i przyszłości. Wszystkie jego sugestie były logiczne, sprawiedliwe, dobre…
Może dlatego, że moja Ziemia, moja teraźniejszość nadal była zagrożona przez sekciarzy?
– Maestro, teraz najważniejszą rzeczą dla mnie jest powstrzymanie „Białego Raidera”. Potem chłopiec wróci do domu, a ja… pomyślę o swojej przyszłości.
– Co się pan tak uczepił tego raidera! – warknął Maestro i zażądał: – Dane o aktualnej lokalizacji statku bojowego znanego jako „Biały Raider”, należącego do sekty Potomków Siewców!
– W chwili obecnej raider wychodzi ze skoku w rejonie planety Pluton – raźno odpowiedział mechaniczny głos. – Sprecyzować współrzędne?
Popatrzyliśmy na siebie.
– To pan zorganizował – rzekł potępiająco Maestro. – Pańskie plany wyrównania własnych rachunków mają teraz uzasadnienie! Jest pan zadowolony?
– Idioto! Przecież nie znam współrzędnych Ziemi!
Zerwałem się z fotela, jednym ruchem strąciłem na podłogę butelki i misy, kryształowe ozdóbki i przejrzałe owoce. Kałuże rozlanego wina błyskawicznie wsiąkały w dywan, ale w powietrzu pozostał słodkawy aromat.
– Przecież jest pan Ziemianinem, Maestro! Drwię z pana zachowuję się skandalicznie… Ale przecież jest pan Ziemianinem.
Nasza planeta znalazła się w niebezpieczeństwie… Teoria czasu nie jest do końca opracowana, dlaczego boi się pan to przyznać?! Sekciarze mogą zniszczyć nasz świat!
Wahał się tylko sekundę. A może udawał, że się waha – widma szybko podejmują decyzje.
– Nie będziemy ingerować. Sekciarze nie zrzucą bomby na Ziemię. Niech się pan uspokoi.
Rozumiałem go. Gdyby maszynę czasu wynaleziono w XX wieku i jakiś nieszczęśnik, na przykład uczestnik wojny przeciwko Napoleonowi, zaczął opisywać koszmar wzięcia Moskwy i przepowiadać przyszły podbój świata, usłyszałby to samo: „Niech się pan uspokoi. Nikt nie podbije świata”.
Moi potomkowie i wrogowie, którzy puścili w ruch tę kolosalną machinę wojenną, nie będą ingerować w przeszłość własnej planety; nie chcą jednak wyjaśnić dlaczego…
– Na razie to tylko moje słowo przeciwko pańskiemu – powiedziałem półgłosem. – Słyszy pan, Maestro? Jest pan zjawą, ale Świątynia traktuje pana jak prawdziwego człowieka, jak Siewcę, prawda?