Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
– Wszystko w porządku – starałem się mówić pewnym głosem. – To statek Siewców… i słucha tylko mnie. Ale trzeba do niego przywyknąć. Lecimy z maksymalną prędkością?
– Na ekranach wyłażą jakieś brednie – oznajmił stropiony Ernado. – Wszystkie wskaźniki…
Zagłuszając jego słowa, w mojej głowie zadźwięczał głos, który słyszałem tylko ja… i pewnie jeszcze Dańka.
Siewco, idziemy z maksymalną prędkością. Skanowanie informacji prowadzone jest w pańskiej pamięci. Cel lotu: Ziemia, miejsce lądowania „Białego Raidera „. Informuję, że pojawienie się statku w przeszłości Ziemi dopuszczalne jest wyłącznie w wyjątkowych wypadkach…
To, co się dzieje, nie jest wyjątkowe? – zapytałem w myślach.
Motywacja była przekonująca, w przeciwnym razie odmówiono by posłuszeństwa.
No tak. Statki Siewców, podobnie jak ich broń, miały charakterek…
Musimy znaleźć się na Ziemi przed „Białym Raiderem”.
To niemożliwe.
Nie kontrolując się, zacząłem mówić głośno. Cała załoga wytrzeszczała teraz oczy na swojego kapitana Siewcę, spierającego się z pustką…
– Dlaczego? Przecież możesz przemieszczać się w czasie! Posłuchaj! Ziemi grozi niebezpieczeństwo! Musisz przechwycić raidera, zanim wyląduje na planecie!
Siewco… - Albo mi się zdawało, albo w sztucznym głosie statku zabrzmiała smutna dobroć Maestra. Obca, wroga mądrość. – Są prawa, których nie można zmienić. Jest główny strumień czasu, ten, który doprowadził do stworzenia Świątyń, generatorów całej współczesnej cywilizacji. W tym strumieniu temporalne zmiany są niemożliwe… Są też poboczne linie, w których lord z planety Ziemia wygrywa i przegrywa pojedynki, żeni się z księżniczką albo zabija jej rodziców. W tych strumieniach czasu zmiany są dopuszczalne… w określonych granicach.
– Więc raider wyląduje na Ziemi?
Już wylądował i wystartował, wykorzystując tryb niewidzialności. Statek nie został zdemaskowany. Reakcja rozpadu kwarków na miejscu lądowania nie jest obserwowana.
– To jeszcze o niczym nie świadczy! Sekciarze mogli zostawić bombę z opóźnionym zapłonem… albo zdalnie sterowaną! Szybciej!
Idziemy przez bezpośredni hiperprzestrzenny tunel, Siewco. Do stworzenia i utrzymania go wykorzystywana jest cała energia Świątyń tego sektora. Szybsze przemieszczanie jest niemożliwe. Na miejscu, z którego wystartował raider, będziemy za siedem minut.
Po skórze przebiegł mi dreszcz. Za siedem minut wrócę na rodzinną planetę. Na Ziemię.
Wrócę, żeby uratować swój świat albo umrzeć wraz z nim. Maestro może być przekonany o nieszkodliwości sekciarzy i o dokonaniu się przeszłości. Ale ja wcale tak nie uważam.
Siewcy nie byli wszechpotężnymi czarodziejami z dziecięcej bajki. Bardziej przypominali Czarnoksiężnika z krainy Oz – zręcznego kuglarza, który oszukiwał cały świat.
Ale ja nie miałem ani zielonych, ani różowych okularów.
Jeśli przyszłość zmienia swoją przeszłość, to dlaczego przeszłość nie miałaby zająć się teraźniejszością?
– Uwaga, zaraz znajdziemy się na Ziemi – powiedziałem głośno. – Na planecie Siewców… myślę, że wszyscy już to zrozumieliście. Raiderowi jednak udało się na niej wylądować, a teraz my będziemy musieli odwalić robotę śmieciarzy.
– Unieszkodliwić bombę kwarkową? – zapytał cicho Ernado.
Skinąłem głową.
– To niemożliwe… Chyba że pomoże nam twój statek. Może umie powstrzymać rozpad kwarków?
Nie – odezwał się obojętny, spokojny głos w mojej głowie. – Subatomowe procesy rozpadu są nieodwracalne. Można by wykorzystać skok temporalny ale na Ziemi jest to zabronione.
Wielkie dzięki, pomyślałem ze złością.
Bardzo proszą, Siewco. Do lądowania na Ziemi pozostały trzy minuty. Hiperprzejście zakończy się wyjściem w atmosferze. Przewidywana odległość od gruntu – dwa metry. Zalecane jest opadanie grawitacyjne przy nieprzerwanym myślowym połączeniu.
Zapewnij maksymalną bliskość do miejsca, z którego startował raider.
Dobrze, Siewco. Wszyscy członkowie załogi otrzymają kombinezony chroniące przed promieniowaniem.
Staliśmy po kolana w śniegu. Brudnym, topniejącym śniegu górskiego zbocza zwróconego ku północy…
Zupełnie zapomniałem, jak wygląda wiosna na Ziemi.
Słońce lekko przygrzewało z bladego nieba utkanego rzadkimi pasmami obłoków. Na przeciwległym, południowym stoku śnieg stopniał całkowicie, widać było mieszaninę czarnego błota i żółto-szarej zeszłorocznej trawy.
A pośrodku, w dolinie między wzgórzami, ciemniała równa, sucha, jakby wyprasowana plama ziemi. Jasnej, gliniastej, dobrze znanej tylko rzadko tu bywającym pastuchom i jeszcze rzadszym turystom przedgórzy Tien-Szanu. Na tym suchym placyku otwarcie, bez żadnego maskowania stał półprzeźroczysty, dwumetrowy sześcian. Plątanina rurek, kulek, cylindrów, kabli wciśnięta w korpus z mętnego plastiku.
Bomba kwarkowa.
Szczerze mówiąc, trudno było nazwać ją bombą. Prawdziwe wojskowe bomby mają systemy ochrony i naprowadzania, silniki i termoizolację… To miniaturowe statki kosmiczne jednorazowego użytku. A to, co stało przed nami, wyglądało obco na błotnistym stoku góry, było tylko miną.
Co wcale nie ułatwiało nam zadania.
Bomba kwarkowa wybucha w momencie, gdy składa się ją w laboratorium. Cała reszta jej istnienia to spowolnienie nieuchronnego procesu rozpadu kwarków, sprowadzenie lawinowej autodestrukcji atomów do powolnego, rytmicznego, stopniowego niszczenia dziesięciu gramów miedzianego pyłu – najlepszego aktywatora eksplozji. Jeśli na przykład strzeli się do bomby, niszcząc jej mechanizm, to nieodwracalny proces subatomowego rozpadu nastąpi od razu. Jedyny sposób pozbycia się bomby kwarkowej to wyrzucenie jej w próżnię, w odległości dwóch czy trzech lat świetlnych od najbliższej gwiazdy, planety czy mgławicy. Rozpad kwarków teoretycznie może przerzucać się z planety na planetę wraz z maleńkimi meteorytami, cząstkami pyłu czy molekułami jonizowanego gazu…
Odwróciłem się instynktownie, jakby spodziewając się wsparcia. Za mną stali moi przyjaciele. Każdy z nich był opasany giętką metalową taśmą emitującą słabe światło. Obiecany kombinezon ochronny Siewców?
A nad nami, śmiesznie podobny do latającego talerza, wisiał standardowy świątynny statek typu Goniec. Dwie złożone miski o średnicy dwudziestu metrów. Maszyna zdolna pokonać miliony lat świetlnych, sterować polem temporalnym, walczyć z armadami gwiazdolotów…
To twój prawdziwy wygląd?
Tak. Jest bardzo funkcjonalny. Przyjąć inny?
Nie trzeba. To właśnie jest bomba?
Tak. Ma włączony mechanizm aktywacji. Rozpad rozpocznie się za piętnaście minut i trzydzieści dwie sekundy ziemskiego czasu.
Co możesz zrobić? Mam na myśli zniszczenie bomby.
Zadanie przyjęte. Wykonanie niemożliwe.
Wyjaśnij.
Technicy, którzy stworzyli to urządzenie, przewidzieli wszelkie możliwości ingerencji. Przy dowolnej próbie zewnętrznej ingerencji systemy ochronne dokonają natychmiastowej aktywacji rozpadu kwarków. Detektory rejestrują całkowitą gotowość urządzenia do aktywacji.
A ingerencja temporalna? Zniszczenie bomby w przeszłości?
Ingerencja w granicach Ziemi i głównego strumienia historii jest zabroniona. Temporalny generator zablokowany. Przykro mi.
Te całkiem ludzkie przeprosiny zbiły mnie z pantałyku. Nie mogłem liczyć na pomoc statku Siewców. A na pomoc „Białego Raidera”?