Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
— Potem pojedziemy do Danii. (Nie, rozwód nie wchodzi w rachubę.)
— Naprawdę?
— Oczywiście. Kochanie, jesteś moją żoną, teraz i na zawsze. Nie mogę zostawić cię tutaj, zanim nie załatwię spraw w Kansas City. Mogłoby dojść do kolejnej zmiany i utraciłbym cię. Nie możemy jednak pojechać do Danii, zanim nie dostanę w ręce swoich pieniędzy. Jasne? (A co, jeśli Abigail wybrała wszystko z mojego konta?)
— Zgoda, Alec. Pojedziemy do Kansas City.
(To rozwiązywało sprawy częściowo. Lecz wciąż istniała Abigail. Nie szkodzi. Spalę za sobą ten most w chwili, gdy dotrę doń.)
Pół minuty później stanąłem przed następnym problemem.
Z pewnością telefonistka zamówi dla mnie rozmowę długodystansową płatną przez odbiorcę. Kansas City? Opłata wstępna za rozmowę z Kansas City — zarówno w stanie Kansas, jak i Missouri, wynosiła dwadzieścia pięć centów. Proszę rzucić monetę w chwili, gdy panu powiem. Budka druga.
Wszedłem do budki i zacząłem grzebać w kieszeni w poszukiwaniu monet. Wyłożyłem je wszystkie na zewnątrz:
Dwudziestocentówka.
Dwa trzypensowe miedziaki.
Kanadyjska dwudziestopięciocentówka z podobizną królowej. (Królowej?)
Półdolarówka.
Trzy pięciocentówki, mniejsze od naszych.
Na żadnej z tych monet nie widniało znajome motto Unii Północnoamerykańskiej: „Bóg jest naszą twierdzą”.
Spojrzałem na tę zbieraninę, usiłując ustalić, kiedy miała miejsce ostatnia zmiana. Niewątpliwie po mojej ostatniej wypłacie, która miała miejsce wczoraj po południu, zanim jednak złapaliśmy okazję dzisiaj po śniadaniu. Gdy spaliśmy? Nie straciliśmy ubrań ani pieniędzy. Wyczuwałem nawet maszynkę do golenia w kieszeni na piersi. Nieważne — wszelkie próby zrozumienia szczegółów tych zmian prowadziły nieuchronnie do szaleństwa. Zmiana odbyła się. Znalazłem się w swoim rodzinnym świecie… i z tego powodu nie miałem pieniędzy. Przynajmniej oficjalnie uznawanych.
Z braku czegoś lepszego ta kanadyjska dwudziestopięciocentówka zaczęła mi się straszliwie podobać. Nie próbowałem sobie wmówić, że ósme przykazanie nie ma zastosowania do wielkich korporacji. Zamiast tego obiecałem sobie, że spłacę ten dług. Wziąłem monetę w rękę i podniosłem słuchawkę.
— Proszę podać numer.
— Zamawiam rozmowę do Kościołów Zjednoczonych na rzecz Obyczajności w Kansas City, stan Kansas. Numer — Linia Państwowa 1224J. Płatne przez odbiorcę. Mogę mówić z każdym, kto podniesie słuchawkę.
— Proszę wrzucić monetę.
Wrzuciłem kanadyjską dwudziestopięciocentówkę i wstrzymałem oddech. Usłyszałem, jak wleciała do środka — brzdęk-brzdęk-brzdęk. Centrala odezwała się: Dziękuję. Proszę czekać i nie odwieszać słuchawki.
Czekałem. I czekałem. I czekałem.
Telefon do Kansas City? Kościoły Zjednoczone na rzecz Obyczajności odpowiedziały, że nie przyjmują rozmów płatnych przez odbiorcę.
— Chwileczkę. Proszę im powiedzieć, że dzwoni wielebny Alexander Hergensheimer.
— Dziękuję. Proszę wrzucić dwadzieścia pięć centów.
— Halo! Nic nie uzyskałem za pierwszą monetę. Za szybko przerwaliście rozmowę.
— My jej nie przerwaliśmy. To w Kansas City odwiesili słuchawkę.
— Proszę więc zadzwonić po raz drugi i powiedzieć im, żeby tym razem nie odkładali słuchawki.
— Tak jest. Proszę wrzucić dwadzieścia pięć centów.
— Czy sądzi pani, że zamawiałbym rozmowę płatną przez odbiorcę, gdybym miał przy sobie masę drobnych? Proszę się z nimi połączyć i powiedzieć, kim jestem. Wielebny Alexander Hergensheimer, zastępca dyrektora.
— Proszę czekać.
Znowu więc czekałem. I czekałem.
— Wielebny? Rozmówca w Kansas City kazał panu powiedzieć, że nie przyjmą rozmowy płatnej przez odbiorcę nawet — cytuję — od samego Jezusa Chrystusa.
— Nie wolno tak mówić przez telefon. Ani przy innej okazji.
— Zgadzam się. To jeszcze nie koniec. Ten ktoś kazał panu powtórzyć, że nigdy o panu nie słyszał.
— Ten… — zamknąłem gębę. Nie potrafiłbym wyrazić swoich uczuć w sposób nie uwłaczający godności osoby duchownej.
— W istocie. Spytałam go o nazwisko, ale odwiesił słuchawkę.
— Młody człowiek? Stary? Bas, tenor, baryton?
— Chłopięcy sopran. Odniosłam wrażenie, że był to chłopiec na posyłki odbierający telefony w czasie przerwy obiadowej.
— Rozumiem. W każdym razie dziękuję, że się pani trudziła, moim zdaniem bardziej, niż wymagały tego pani obowiązki.
— Cała przyjemność po mojej stronie, wielebny.
Wyszedłem z budynku wściekły na siebie. Nie wyjaśniłem tego Margrethe, zanim nie oddaliliśmy się na bezpieczną odległość.
— Wpadłem we własne sidła, kochanie. To ja wydałem to polecenie, żeby nie przyjmować rozmów płatnych przez odbiorcę. Analiza dziennika rozmów przekonała mnie ponad wszelką wątpliwość, że takie telefony nigdy nie przyniosły korzyści naszemu towarzystwu. W dziewięciu przypadkach na dziesięć były to prośby o pieniądze, a my nie jesteśmy instytucją dobroczynną. Zbieramy pieniądze, a nie rozdajemy je. Dziesiątym rozmówcą jest ktoś, kto chce nam narobić kłopotów, albo stuknięty. Wprowadziłem więc to zarządzenie… i wymusiłem jego przestrzeganie. Skutki były widoczne natychmiast. Zaoszczędziłem setki dolarów rocznie na samych rachunkach telefonicznych. — Uśmiechnąłem się z wysiłkiem. — Nigdy nie myślałem, że wpadnę we własne sidła.
— Co zamierzasz teraz zrobić, Alec?
— Teraz? Udać się na autostradę 66 i zacząć machać kciukiem. Chciałbym, żebyśmy przed piątą dotarli do Oklahoma City. To powinno być łatwe. To nie jest zbyt daleko.
— Tak jest, sir. Czy wolno zapytać, dlaczego przed piątą?
— Zawsze możesz pytać o wszystko i doskonale o tym wiesz, przestań udawać Cierpliwą Gryzeldę. Chodzisz osowiała, odkąd zobaczyliśmy ten sterowiec. Powód jest taki, że w Oklahoma znajduje się okręgowe biuro Kościołów Zjednoczonych na rzecz Obyczajności i chcę tam dotrzeć przed jego zamknięciem. Zobaczysz, jakie królewskie przywitanie nam tam zgotują, maleńka! Dostańmy się do Oke City i nasze kłopoty się skończą.
Całe popołudnie przypominało mi brodzenie przez sorgo. Styczniowe. Nie mieliśmy trudności ze złapaniem okazji, lecz podwożono nas jedynie po kawałku. Poruszaliśmy się ze średnią prędkością dwudziestu mil na godzinę po autostradzie, po której można było jechać sześćdziesiąt. Straciliśmy pięćdziesiąt pięć minut na dobrą sprawę — darmowy posiłek. Po raz n-ty kierowca kupił nam coś do jedzenia, gdy sam jadł obiad… tylko dlatego, że chyba żaden prawdziwy mężczyzna nie mógłby zjeść posiłku, nie zapraszając Margrethe, aby zjadła razem z nim, jeśli znalazła się w jego towarzystwie. (Sam również dostaję jeść tylko dlatego, że jestem jej własnością. Nie skarżę się na to.)
Zjedliśmy obiad w czasie dwudziestu minut, po czym kierowca zmarnotrawił pół godziny i niezliczone dwudziestopięciocentówki na grę w bilard elektryczny… podczas gdy ja stałem obok, zaciskając zęby, a Margrethe przystanęła tuż przy nim, bijąc brawo i piszcząc z zachwytu, gdy uzyskał dobry wynik. Lecz jej wyczucie jest niezawodne. Dzięki temu podwiózł nas całą drogę do Oklahoma City, a następnie przejechał przez sam środek miasta, choć mógł skorzystać z obwodnicy, i o czwartej dwadzieścia wysadził nas na skrzyżowaniu trzydziestej szóstej i Lincolna, tylko o dwie przecznice od naszego biura.