Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 112
Перейти на страницу:

Rozpaczliwie usiłował jej przerwać, więc umilkła.

– Właśnie to chciałem ci powiedzieć! – zawołał. – Mówiłem im, wszystkim innym zmarłym, że przyjdziesz!

Tak samo jak przyszłaś i uratowałaś dzieci z Bolvangaru! Mówiłem, że Lyra tego dokona. Marzyli, żeby to była prawda, chcieli mi wierzyć, ale nigdy właściwie nie uwierzyli. Widziałem to po nich. Najpierw – ciągnął – każde dziecko, które tutaj trafia, każde jedno zaczyna od gadania, że tato na pewno mnie stąd zabierze, albo mama – jak tylko się dowiedzą, gdzie jestem, przyjdą i zabiorą mnie z powrotem do domu. Jeśli nie tata i mama, to przyjaciel albo dziadek, ale ktoś na pewno przyjdzie im na ratunek. Tylko, że nikt nigdy nie przychodzi. Więc nikt mi nie uwierzył, kiedy powiedziałem, że przyjdziesz. Tylko, że miałem rację!

– Tak – przyznała – chociaż nie zrobiłabym tego bez Willa. To jest Will, a to kawaler Tialys i lady Salmakia. Tyle ci mam do powiedzenia, Rogerze...

– Kto to jest Will? Skąd pochodzi?

Lyra zaczęła wyjaśniać, całkowicie nieświadoma, jak głos się jej zmienił, jak się wyprostowała i jak nawet jej oczy spoglądały inaczej, kiedy opowiadała historię swojego spotkania z Willem i walki o zaczarowany nóż. Skąd miała wiedzieć? Ale Roger to zauważył, ze smutną bezgłośną zazdrością zmarłych.

Tymczasem Will i Gallivespianie rozmawiali po cichu w pewnej odległości.

– Co zamierzacie zrobić, ty i dziewczynka? – zapytał Tialys.

– Otworzyć ten świat i wypuścić duchy. Po to mam nóż.

Nigdy nie widział takiego zdumienia na niczyjej twarzy, tym bardziej na twarzach tych, których opinię sobie cenił. Zdążył już nabrać wielkiego szacunku dla tej dwójki. Siedzieli w milczeniu przez chwilę, a potem Tialys powiedział:

– To wszystko zmieni. Zadasz najmocniejszy cios. Po czymś takim Autorytet będzie bezsilny.

– Jak mogliby coś takiego podejrzewać?! – zawołała lady. – To na nich spadnie jak grom z jasnego nieba!

– A co potem? – zapytał Willa kawaler.

– Co potem? No, sami będziemy musieli stąd wyjść i znaleźć nasze dajmony. Nie myśl o „potem”. Wystarczy myśleć o „teraz”. Nic nie powiedziałem duchom na wypadek. na wypadek, gdyby się nie udało. Więc wy też nic nie mówcie. Teraz chcę znaleźć świat, który mogę otworzyć, a te harpie patrzą. Więc jeśli chcecie pomóc, odciągnijcie ich uwagę.

Gallivespianie natychmiast poderwali swoje ważki w mrok nad głowami, gdzie harpie zgromadziły się gęsto niczym muchy. Will patrzył, jak wielkie owady szarżują nieustraszenie w górę, jakby harpie rzeczywiście były muchami, które można chwytać i zjadać w locie. Pomyślał, jak bardzo te olśniewające stworzenia muszą tęsknić za czystym niebem i swobodnym szybowaniem nad przejrzystą wodą.

Potem wyjął nóż. I natychmiast usłyszał obelgi, którymi obrzuciły go harpie – szydercze słowa o matce – więc odłożył nóż i starał się oczyścić umysł.

Spróbował znowu, z tym samym rezultatem. Słyszał, jak harpie hałasują w górze pomimo wysiłków Gallivespian; było ich tak wiele, że dwójka samotnych jeźdźców nie mogła ich rozpędzić.

No, nie ma rady. Łatwiej nie będzie. Więc Will odprężył się, wyłączył umysł i po prostu siedział, luźno trzymając nóż, aż znowu był gotowy.

Tym razem nóż wciął się prosto w powietrze – i natrafił na skałę. Will otworzył okno do podziemia innego świata. Zamknął je i spróbował ponownie.

Powtórzyło się to samo, chociaż wiedział, że otworzył inny świat. Przedtem otwierał okna nad ziemią w różnych światach, więc nie powinno go dziwić, że tym razem dla odmiany znalazł się pod ziemią, ale poczuł się zaniepokojony.

Następnym razem pomacał tak ostrożnie, jak się nauczył, wyszukując czubkiem noża rezonans, który wskazywał świat z gruntem na tym samym poziomie. Ale za każdym razem wyczuwał nieprawidłowy dotyk. Nie mógł otworzyć żadnego świata; wszędzie natrafiał na twardą skałę.

Lyra zauważyła, że coś jest źle, przerwała poufną rozmowę z duchem Rogera i pospieszyła do Willa.

– Co się stało? – zapytała cicho. Powiedział jej i dodał:

– Musimy przenieść się w inne miejsce, zanim znajdę świat, który możemy otworzyć. Ale te harpie nam nie pozwolą. Powiedziałaś duchom, co zamierzamy?

– Nie. Tylko Rogerowi i kazałam mu dochować sekretu. On zrobi, co mu każę. Och, Will, boję się, tak się boję. Może nigdy stąd nie wyjdziemy. A jeśli utkniemy tu na zawsze?

– Nóż może przeciąć skałę. W razie konieczności po prostu wykopiemy tunel. To zabierze dużo czasu i mam nadzieję, że nie będziemy musieli, ale możemy tak zrobić. Nie martw się.

– Tak. Masz rację. Oczywiście, że możemy.

Popatrzyła na niego i pomyślała, że wygląda na chorego, z twarzą ściągniętą z bólu i ciemnymi kręgami wokół oczu, ręka mu drżała, palce znowu krwawiły; wydawał się równie chory jak ona. Nie mogli już długo wytrzymać bez swoich dajmonów. Lyra czuła w środku drżenie; mocno objęła się ramionami, tęskniąc za Panem.

Duchy tłoczyły się coraz bliżej, zwłaszcza dzieci nie mogły zostawić Lyry w spokoju.

– Proszę – powiedziała jakaś dziewczynka. – Nie zapomnisz o nas, kiedy wrócisz, prawda?

– Nie – zapewniła Lyra. – Nigdy.

– Opowiesz im o nas?

– Przyrzekam. Jak się nazywasz?

Lecz dziewczynka nagle się zawstydziła: zapomniała. Odwróciła się, zakrywając twarz, a jakiś chłopiec powiedział:

– Chyba lepiej zapomnieć. Ja zapomniałem swoje imię. Niektórzy są tu od niedawna i ciągle pamiętają. Niektóre dzieci są tu od tysięcy lat. Nie są starsze od nas i dużo zapomniały. Oprócz blasku słońca. Tego nikt nie zapomina. I wiatru.

– Tak – dołączył się inny. – Opowiedz nam o tym!

I coraz więcej duchów żądało, żeby Lyra opowiadała im o rzeczach, które pamiętały, o słońcu, wietrze i niebie, i o zapomnianych rzeczach, na przykład jak się bawić. Dziewczynka odwróciła się do Willa i szepnęła:

– Co mam robić?

– Opowiedz im.

– Boję się. Po tym, co się stało wcześniej... te harpie...

– Powiedz im prawdę. Nie dopuścimy tutaj harpii.

Popatrzyła na niego z powątpiewaniem. Dosłownie mdliło ją ze strachu. Odwróciła się z powrotem do duchów, które napierały coraz bardziej.

– Proszę! – szeptały. – Dopiero co przyszłaś ze świata! Opowiedz nam, opowiedz! Opowiedz nam o świecie!

Niedaleko stało drzewo – tylko martwy pień z białymi jak kość gałęziami sterczącymi w zimnym szarym powietrzu – a ponieważ Lyra czuła się osłabiona i pomyślała, że nie może jednocześnie iść i opowiadać, skierowała się w tamtą stronę, żeby usiąść. Tłum duchów falował i rozstępował się przed nimi.

Kiedy zbliżyli się do drzewa, Tialys wylądował na ramieniu Willa i nalegał, żeby chłopiec przechylił głowę i posłuchał.

– One wracają – ostrzegł cicho. – Te harpie. Coraz więcej. Trzymaj nóż w pogotowiu. Lady i ja powstrzymamy je, jak długo damy radę, ale może czeka cię walka.

Ukradkiem, żeby nie martwić Lyry, Will obluzował nóż w pochwie i trzymał dłoń blisko rękojeści. Tialys znowu odleciał, a Lyra dotarła do drzewa i usiadła na jednym z grubych korzeni.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)