Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa Luneta– Macie całkowitą rację! Każdy powinien mieć jakiś cel, ważne zadanie budzące szacunek, które można wypełniać z dumą. Oto wasza misja, którą tylko wy możecie wypełnić, ponieważ jesteście strażniczkami i opiekunkami tego miejsca. Waszym zadaniem będzie przeprowadzenie duchów od miejsca lądowania nad jeziorem przez całą drogę w krainie zmarłych aż do nowej bramy na świat. W zamian opowiedzą wam swoje historie jako uczciwą i sprawiedliwą zapłatę za przewodnictwo. Czy to wam się wydaje słuszne?
Bez-Imienia spojrzała na swoje siostry i wszystkie pokiwały głowami.
– I mamy prawo odmówić im przewodnictwa, jeśli skłamią albo jeśli coś zatają, albo jeśli nie będą mieli nam nic do powiedzenia. Skoro żyją na świecie, powinni widzieć, słyszeć, dotykać, kochać i poznawać różne rzeczy. Zrobimy wyjątek dla niemowląt, które nie zdążyły niczego poznać, ale w innym przypadku, jeśli ktoś zejdzie tu na dół, nie przynosząc nic ze sobą, nie wyprowadzimy go.
– To sprawiedliwie – przyznała Salmakia i pozostali wędrowcy wyrazili zgodę.
Tak więc zawarli układ. W zamian za historię Lyry, której już wysłuchały, harpie zgodziły się zaprowadzić podróżnych z nożem do części krainy zmarłych sąsiadującej z górnym światem. Czekała ich daleka droga, przez tunele i jaskinie, ale harpie poprowadzą ich wiernie i wszystkie duchy mogą iść za nimi.
Lecz zanim wyruszyli, ktoś krzyknął najgłośniej jak to możliwe w przypadku szeptu. Był to duch chudego mężczyzny o gniewnej twarzy, który zawołał:
– Co się stanie? Kiedy opuścimy krainę zmarłych, czy znowu ożyjemy? Czy też znikniemy jak nasze dajmony? Bracia, siostry, nie powinniśmy nigdzie iść za tym dzieckiem, dopóki się nie dowiemy, co się z nami stanie!
Inni podchwycili pytanie.
– Tak, powiedz nam, dokąd idziemy! Powiedz nam, czego mamy się spodziewać! Nigdzie nie pójdziemy, dopóki się nie dowiemy, co się z nami stanie!
Lyra w rozpaczy odwróciła się do Willa, ale on poradził:
– Powiedz im prawdę. Zapytaj aletheiometru i powiedz im, co odpowiedział.
– Dobrze – zgodziła się dziewczynka.
Wyjęła złocisty instrument. Odpowiedź nadeszła od razu. Lyra odłożyła przyrząd i wstała.
– Oto, co się stanie – zaczęła – i to prawda, absolutna prawda. Kiedy stąd wyjdziecie, wszystkie cząsteczki, które was tworzą, rozdzielą się i rozproszą tak jak wasze dajmony. Jeśli widzieliście czyjąś śmierć, wiecie, jak to wygląda. Ale wasze dajmony nie są teraz niczym; są częścią wszystkiego. Atomy, które je tworzyły, przeniosły się w powietrze, wiatr, drzewa, ziemię i żywe istoty. One nigdy nie znikają. Po prostu są częścią wszystkiego. I właśnie tak stanie się z wami, obiecuję, przysięgam na mój honor. Rozproszycie się, to prawda, ale wydostaniecie się na wolność i znowu będziecie cząstką wszelkiego życia.
Nikt się nie odezwał. Ci, którzy widzieli rozpływające się dajmony, przypominali to sobie, a ci, którzy nie widzieli, próbowali to sobie wyobrazić, i wszyscy milczeli, aż młoda kobieta wystąpiła do przodu. Zginęła jako męczennica przed wiekami. Rozejrzała się i powiedziała:
– Za życia mówiono nam, że kiedy umrzemy, pójdziemy do nieba. Mówiono, że niebo to miejsce radości i chwały, że spędzimy wieczność w towarzystwie świętych i aniołów chwalących Wszechmogącego, w stanie łaski i błogości. Tak nam mówili. I to sprawiło, że niektórzy z nas oddali życie, a inni spędzili lata na samotnej modlitwie, podczas gdy omijały nas wszelkie radości i nawet o tym nie wiedzieliśmy. Ponieważ kraina zmarłych nie jest miejscem kary ani nagrody. Jest miejscem nicości. Dobrzy przychodzą tutaj tak samo jak źli i wszyscy marniejemy w tym mroku przez wieczność, bez nadziei na wolność, bez radości, bez snu ani spoczynku, ani spokoju. Lecz teraz przybyło to dziecko, ofiarujące nam drogę wyjścia, i ja pójdę za nim. Nawet jeśli to oznacza zapomnienie, przyjaciele, przyjmę je chętnie, ponieważ nie odejdziemy w nicość, będziemy znowu żyli w tysiącach źdźbeł trawy i milionach liści, będziemy spadali w kroplach deszczu i unosili się w powiewach wiatru, będziemy błyszczeli w rosie pod gwiazdami i księżycem tam na górze, w fizycznym świecie, który jest i zawsze był naszym prawdziwym domem. Więc nakłaniam was: chodźcie za tym dzieckiem w niebo!
Lecz jej ducha odepchnął na bok duch mężczyzny, który wyglądał jak mnich: chudy i blady nawet po śmierci, z ciemnymi płomiennymi oczami. Przeżegnał się i wymamrotał modlitwę, a potem powiedział:
– To gorzka wiadomość, smutny i okrutny żart. Czyż nie widzicie prawdy? To nie jest dziecko. To jest agentka samego Złego! Świat, w którym żyliśmy, był padołem łez i zepsucia. Tam nic nie mogło nas zadowolić. Ale Wszechmogący podarował nam to błogosławione miejsce na całą wieczność, ten raj, który upadłym duszom wydaje się posępny i jałowy, lecz który oczy wiary widzą takim, jaki jest, płynący mlekiem i miodem, rozbrzmiewający słodkimi hymnami aniołów. Zaprawdę, to jest raj! Obietnice tej dziewczynki to tylko kłamstwa. Ona chce was zaprowadzić do piekła! Idźcie z nią na własną zgubę. Moi towarzysze i ja, prawdziwie wierzący, pozostaniemy tutaj w naszym błogosławionym raju i spędzimy wieczność, wychwalając Wszechmogącego, który dał nam zdolność odróżniania prawdy od fałszu. – Ponownie się przeżegnał, po czym razem ze swymi towarzyszami odwrócił się ze zgrozą i wstrętem.
Lyra poczuła się zbita z tropu. Czyżby się pomyliła? Czy popełniła wielki błąd? Rozejrzała się dookoła: mrok i pustka ze wszystkich stron. Lecz już wcześniej nabierała się na pozory, na przykład zaufała pani Coulter z powodu jej pięknego uśmiechu i słodkiego czarownego zapachu. Tak łatwo popełnić omyłkę, nie mając dajmona za przewodnika; może teraz również się myliła.
Ale Will potrząsnął ją za ramię. Potem objął dłońmi jej twarz i przytrzymał mocno.
– Wiesz, że to nieprawda – powiedział. – I tak samo to czujesz. Nie zwracaj na niego uwagi. Oni wszyscy też widzą, że on kłamie. I polegają na nas. Chodź, zaczynamy.
Kiwnęła głową. Musiała zaufać swojemu ciału i uwierzyć zmysłom; wiedziała, że Pantalaimon tak by zrobił.
Więc wyruszyli, a niezliczone miliony duchów podążały za nimi. Z tyłu, za daleko, żeby dzieci widziały, inni mieszkańcy świata zmarłych, usłyszawszy, co się dzieje, przyłączali się do wielkiego marszu. Tialys i Salmakia polecieli się rozejrzeć i z radością zobaczyli tam swoich współplemieńców oraz wszelkie gatunki rozumnych stworzeń, kiedykolwiek ukaranych przez Autorytet śmiercią i wygnaniem. Widzieli istoty niepodobne do ludzi, istoty takie jak mulefa, które rozpoznałaby Mary Malone, i jeszcze dziwniejsze duchy.
Lecz Will i Lyra nie mieli siły oglądać się za siebie; mogli jedynie maszerować z nadzieją, prowadzeni przez harpie.
– Czy już prawie to zrobiliśmy, Will? – szepnęła Lyra. – Najgorsze za nami?
Nie wiedział. Ale czuli się tacy słabi i chorzy, że odparł:
– Tak, już prawie skończone, najgorsze za nami. Niedługo stąd wyjdziemy.
24. Pani Coulter w Genewie
Jaka matka, taka córka.