Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 112
Перейти на страницу:

Za ich plecami, za murem wrzaski harpii wciąż rozbrzmiewały echem wzdłuż brzegu. Niektórzy z ludzi-duchów rozglądali się niespokojnie, lecz większość wpatrywała się w Lyrę i Willa. Potem tłumnie ruszyli do przodu. Lyra cofnęła się; nie czuła się jeszcze na siłach, żeby stawić im czoła, jak zamierzała wcześniej, więc Will musiał przemówić pierwszy.

– Czy znacie nasz język? – zapytał. – Czy w ogóle możecie mówić?

Nawet wystraszeni, roztrzęsieni i cierpiący, Will i Lyra posiadali więcej autorytetu niż wszyscy zmarli razem wzięci. Te nieszczęsne duchy miały bardzo niewiele siły, toteż gdy usłyszały głos Willa – pierwszy czysty i wyraźny głos, który rozległ się tutaj za pamięci zmarłych – wielu z nich wysunęło się do przodu, gotowych odpowiedzieć.

Lecz mogły tylko szeptać. Wydawały nikły, wątły dźwięk, nie więcej niż cichy oddech. Przepychały się do przodu, stłoczone i zdesperowane, a Gallivespianie sfrunęli w dół i śmigali przed nimi tam i z powrotem, żeby ich powstrzymać, żeby nie zbliżały się zanadto. Duchy-dzieci wpatrywały się w nich z rozpaczliwą tęsknotą i Lyra od razu zrozumiała dlaczego: myślały, że ważki to dajmony, i z całego serca pragnęły chociaż raz jeszcze przytulić własne dajmony.

– Och, to nie dajmony! – zawołała Lyra zdjęta współczuciem. – Ale gdybym miała tutaj własnego dajmona, pozwoliłabym wam go dotknąć i pogłaskać, przysięgam...

I wyciągnęła ręce ku dzieciom. Dorosłe duchy odstąpiły, przestraszone lub obojętne, lecz wszystkie dzieci tłumnie ruszyły do przodu. Miały nie więcej substancji niż mgła, biedactwa, i dłonie Lyry przechodziły przez nie na wylot, podobnie jak dłonie Willa. Tłoczyły się dookoła, lekkie i bezcielesne, żeby ogrzać się przy ciepłej krwi i mocnym biciu serc dwojga wędrowców. Will i Lyra odbierali niezliczone zimne, delikatne muśnięcia, kiedy duchy przechodziły przez ich ciała, ogrzewając się po drodze. Dwoje żywych dzieci czuło, że po trochu same umierają; nie mogły oddawać w nieskończoność życia i ciepła, przemarzły już na wskroś, a niezliczony tłum napierał bez przerwy.

Wreszcie Lyra musiała je błagać, żeby przestały. Podniosła ręce i zawołała:

– Proszę... chcielibyśmy dotknąć was wszystkich, ale przyszliśmy tutaj, żeby kogoś odszukać, i musicie mi powiedzieć, gdzie on jest i jak go znaleźć. Och, Will! – jęknęła, przysuwając twarz do jego twarzy. – Nie wiem, co mam robić!

Duchy były zafascynowane kropelkami krwi na czole Lyry, błyszczącymi w mroku niczym jagody ostrokrzewu. Kilka duchów otarło się o nią, pragnąc kontaktu z czymś tak jaskrawo żywym. Jedna dziewczynka, która zmarła w wieku dziewięciu czy dziesięciu lat, nieśmiało wyciągnęła rękę, żeby dotknąć krwi, a potem cofnęła się wystraszona, lecz Lyra powiedziała:

– Nie bój się... Nie zrobimy ci krzywdy... Przemów do nas, jeśli możesz!

Dziewczynka-duch odezwała się szeptem:

– Czy harpie to zrobiły? Czy chciały cię skrzywdzić?

– Tak – przyznała Lyra – ale jeśli tylko to potrafią, nie przejmuję się nimi.

– Och, nie tylko... Och, one robią gorzej...

– Co? Co takiego robią?

Lecz duchy nie chciały jej powiedzieć. Potrząsały głowami i milczały, aż wreszcie jeden chłopiec szepnął:

– Nie jest tak źle dla tych, co są tutaj od stuleci, bo po takim czasie człowiek jest zmęczony i już się tak nie boi...

– Najbardziej lubią rozmawiać z nowymi – wtrąciła pierwsza dziewczynka. – One... och, to okropne. One... Nie mogę wam powiedzieć.

Ich głosy szemrały cicho jak spadające liście. I tylko dzieci mówiły; wszyscy dorośli zdawali się pogrążeni w letargu tak długotrwałym, jakby nigdy już nie mieli poruszyć się ani przemówić.

– Słuchajcie – powiedziała Lyra – proszę, posłuchajcie. Przyszliśmy tutaj, ja i moi przyjaciele, ponieważ musimy znaleźć chłopca imieniem Roger. Nie jest tutaj długo, tylko parę tygodni, więc nie zna wielu osób, ale jeśli wiecie, gdzie on jest...

Lecz zanim jeszcze skończyła mówić, wiedziała, że mogą spędzić tutaj resztę życia, zestarzeć się na daremnych poszukiwaniach, i wciąż nie poznać nawet niewielkiej cząstki zmarłych. Poczuła przytłaczający ciężar rozpaczy tak wyraźnie, jakby harpia usiadła jej na ramionach.

Zacisnęła jednak zęby i wysoko uniosła podbródek. Dotarliśmy tutaj, pomyślała; przynajmniej częściowo nam się udało.

Dziewczynka-duch znowu mówiła coś szeptem.

– Dlaczego chcemy go znaleźć? – powtórzył Will. – No, Lyra chce z nim porozmawiać. Ale ja też chcę kogoś znaleźć. Mojego ojca, Johna Parry. On też jest gdzieś tutaj i chcę z nim porozmawiać, zanim wrócę do świata żywych. Więc proszę, zapytaj, jeśli możesz, zapytaj Rogera i Johna Parry, czy przyjdą porozmawiać z Lyrą i Willem. Zapytaj ich...

Nagle jednak wszystkie duchy odwróciły się i uciekły, nawet dorośli, niczym suche liście rozproszone powiewem wiatru. Po chwili przestrzeń wokół dzieci opustoszała, a potem poznali przyczynę: z góry dobiegły krzyki, wrzaski, chichoty i harpie spadły na nich, bijąc skrzydłami, wydzielając fale smrodu, wrzeszcząc chrapliwie, urągliwie, szyderczo i drwiąco.

Lyra natychmiast przypadła do ziemi i zasłoniła uszy, a Will przyklęknął nad nią z nożem w ręku. Zobaczył, że Tialys i Salmakia pędzą w ich stronę. Przez chwilę obserwował kołujące w powietrzu harpie. Widział ich ludzkie twarze kłapiące szczękami, jakby polowały na owady, słyszał wykrzykiwane słowa – szydercze, plugawe, wszystkie o jego matce, słowa rozdzierające mu serce; lecz część jego umysłu zachowała chłodny dystans, obserwowała, oceniała, obliczała. Żadna z harpii nie chciała zbliżyć się do noża.

Na próbę wstał. Jedna z nich – może nawet sama Bez-Imienia – musiała skręcić z wysiłkiem, ponieważ właśnie pikowała nisko, żeby przelecieć tuż nad jego głową. Niezdarnie zatrzepotała ciężkimi skrzydłami i ledwie uniknęła zderzenia. Mógł sięgnąć i odciąć jej nożem głowę.

Tymczasem nadlecieli Gallivespianie i gotowali się do ataku, ale Will zawołał:

– Tialys! Tutaj! Salmakia, siadaj mi na ręce! Wylądowali na jego ramionach, a on powiedział:

– Patrzcie. Zobaczcie, co one robią. Tylko latają i wrzeszczą. Myślę, że tamta zraniła Lyrę przez pomyłkę. One chyba nie chcą nas dotykać. Nie zwracajmy na nie uwagi.

Lyra podniosła otwarte szeroko oczy. Stwory krążyły wokół głowy Willa, czasami w odległości zaledwie trzydziestu centymetrów, ale zawsze w ostatniej chwili zbaczały w bok lub do góry. Wyczuwał, że dwójka szpiegów rwie się do walki, ale powstrzymali się, ponieważ widzieli, że Will ma rację.

To wywarło wpływ również na duchy: widząc, że Will stoi spokojnie, nietknięty i nieustraszony, zaczęły znowu zbliżać się do wędrowców. Nieufnie zerkały na harpie, lecz zbyt mocno przyciągała je pokusa ciepłego ciała i krwi, i silnych uderzeń serca.

Lyra wstała, żeby dołączyć do Willa. Rana na jej czole znowu się otwarła i świeża krew spływała jej po policzku. Otarła czerwone krople.

– Will – powiedziała – tak się cieszę, że przyszliśmy tu razem...

Usłyszał w jej głosie szczególny ton i zobaczył na twarzy wyraz, który znał i lubił najbardziej na świecie: oznaczały, że wpadła na jakiś śmiały pomysł, ale jeszcze nie chciała o tym mówić.

Kiwnął głową na znak, że zrozumiał.

– Tędy... chodźcie z nami... znajdziemy ich! – powiedziała dziewczynka-duch.

I oboje doznali przedziwnego uczucia, jakby małe rączki duchów sięgały do ich wnętrza i ciągnęły za żebra żeby nimi pokierować.

Więc ruszyli po tej wielkiej, jałowej równinie, a harpie kołowały coraz wyżej nad ich głowami, wrzeszcząc bez przerwy. Lecz trzymały się na dystans, a Gallivespianie pełnili straż, lecąc tuż obok.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)