Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 112
Перейти на страницу:

Salmakia sfrunęła nisko, ale nie mogła wylądować; panował zbyt wielki ścisk, a żaden duch nie utrzymałby jej na dłoni czy ramieniu, nawet gdyby odważył się spróbować. Zobaczyła małego chłopca-ducha z uczciwą, nieszczęśliwą twarzą, zaskoczonego i oszołomionego tym, co mu powtarzano, i zawołała:

– Roger? Czy to Roger?

Podniósł wzrok, otumaniony, i nerwowo kiwnął głową.

Salmakia zawróciła do swojego towarzysza i razem pospieszyli do Lyry. Lecieli długo i nawigacja sprawiała im kłopoty, ale obserwując wzorce ruchu, wreszcie znaleźli dziewczynkę.

– Tam jest – oznajmił Tialys i zawołał: – Lyro! Lyro! Twój przyjaciel jest tutaj!

Lyra podniosła wzrok i wyciągnęła rękę do ważki. Wielki owad wylądował od razu; błyszczał jak pokryty żółtą i czerwoną emalią, przejrzyste skrzydełka trzymał rozłożone sztywno i nieruchomo. Tialys zachował równowagę, kiedy podniosła go do oczu.

– Gdzie? – zapytała przejęta, bez tchu. – Czy on jest daleko?

– Godzina drogi piechotą – odparł kawaler. – On wie, że przyjdziesz. Inni mu powiedzieli i sprawdziliśmy, że to on. Idź dalej i wkrótce go spotkasz.

Tialys zauważył, że Will prostuje się z trudem i zbiera resztki sił. Lyra, w przeciwieństwie do niego pełna energii, zarzucała Gallivespian pytaniami: Jak wygląda Roger? Czy z nim rozmawiali? Czy wydawał się zadowolony? Czy inne dzieci zdają sobie sprawę, co się dzieje, czy pomagają, czy tylko stoją na drodze?

I tak dalej. Tialys starał się odpowiadać cierpliwie i zgodnie z prawdą, i krok po kroku żywa dziewczynka zbliżała się do chłopca, na którego sprowadziła śmierć.

23. Bez wyjścia

I poznacie prawdę, i prawda was wyzwoli.
Ewangelia według świętego Jana

– Will – powiedziała Lyra – jak myślisz, co zrobią harpie, kiedy wypuścimy duchy?

Ponieważ ohydne stwory podlatywały coraz bliżej, hałasowały coraz bardziej i gromadziły się coraz liczniej, jakby sam mrok tworzył małe zgęstki złośliwości i dodawał im skrzydeł. Duchy wciąż z obawą podnosiły wzrok.

– Zbliżamy się?! – zawołała Lyra do lady Salmakii.

– Już niedaleko! – odkrzyknęła lady, unosząc się nad nimi. – Zobaczysz go, jeśli wejdziesz na tę skałę.

Ale Lyra nie chciała tracić czasu. Ze wszystkich sił próbowała zrobić wesołą minę przez wzgląd na Rogera, ale oczami duszy wciąż widziała okropną scenę, kiedy porzucony Pantalaimon-piesek niknął we mgle na przystani, i ledwie powstrzymywała skowyt. Ale musiała się postarać; musiała dać Rogerowi nadzieję, jak zawsze.

Wreszcie spotkali się twarzą w twarz, całkiem niespodziewanie. Pojawił się wśród tłumu duchów, mizerny i blady, lecz tak uradowany, jak tylko to możliwe u ducha. Podbiegł, żeby ją objąć.

Lecz przepłynął jej przez ręce jak chłodny dym i chociaż poczuła, że jego rączka obejmuje jej serce, w tym uścisku brakowało siły. Nigdy już nie mogli naprawdę się dotknąć.

Mógł jednak szeptać i powiedział:

– Lyro, myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę... Myślałem, że nawet jeśli przyjdziesz tutaj po śmierci, będziesz dużo starsza, dorosła i nie zechcesz ze mną rozmawiać...

– Dlaczego nie?

– Bo zrobiłem coś złego, kiedy Pantalaimon odebrał moją dajmonę dajmonie Lorda Asriela! Trzeba było uciekać, nie próbować z nią walczyć! Powinniśmy byli uciekać do ciebie! Wtedy nie mogłaby znowu schwytać mojej dajmony i kiedy skała runęła, byłaby ze mną!

– Przecież to nie twoja wina, głupi! – zawołała Lyra. – To ja ciebie tam zaciągnęłam. Powinnam była ci pozwolić wrócić z innymi dziećmi i z Cyganami. To moja wina. Tak mi przykro, Roger, naprawdę to była moja wina, inaczej nie trafiłbyś tutaj...

– No, nie wiem – powiedział. – Może zginąłbym w inny sposób. Ale to nie twoja wina, Lyro, zrozum.

Zaczynała w to wierzyć, ale jednocześnie serce jej się krajało, kiedy widziała tę biedną małą zimną istotkę, tak bliską i tak niedostępną. Próbowała chwycić go za rękę, chociaż jej palce zamknęły się w pustce; on jednak zrozumiał i usiadł obok niej.

Inne duchy cofnęły się nieco, zostawiły ich samych i Will też usiadł trochę dalej, podtrzymując sobie rękę. Znowu krwawiła i podczas gdy Tialys, pikując gwałtownie, odpędzał duchy, Salmakia pomogła chłopcu opatrzyć ranę.

Lyra i Roger nie zwracali na to uwagi.

– Ale ty nie umarłaś – powiedział Roger. – Jak tutaj trafiłaś, skoro żyjesz? I gdzie jest Pan?

– Och, Roger... musiałam go zostawić na brzegu... To była najgorsza rzecz, jaką zrobiłam w życiu, tak bardzo bolało... Wiesz, jak to boli... A on tylko stał i patrzył, och, czułam się jak morderczyni, Roger... ale musiałam, bo inaczej nie mogłam przyjść tutaj!

– Udawałem, że z tobą rozmawiam przez cały czas odkąd umarłem – wyznał. – Żałowałem, że nie mogę, ale tak bardzo chciałem... Chciałem się stąd wydostać, ja i wszyscy inni zmarli, bo to straszne miejsce, Lyro, beznadziejne, nic się nie zmienia, kiedy nie żyjesz, i te ptaszyska... Wiesz, co robią? Czekają, kiedy odpoczywasz... Nigdy nie możesz porządnie zasnąć, tylko jakby drzemiesz... i podchodzą do ciebie po cichu, i szepczą o wszystkich złych rzeczach, które zrobiłeś za życia, żebyś nie mógł ich zapomnieć. Wiedzą o tobie najgorsze rzeczy. Wiedzą, jak sprawić, żebyś poczuł się okropnie, myśląc o głupich i złych uczynkach, które kiedykolwiek popełniłeś. I znają chciwe, brzydkie myśli, które ci kiedyś przyszły do głowy, i zawstydzają cię, i sprawiają, że brzydzisz się sobą... Ale nie możesz przed nimi uciec.

– No więc – powiedziała Lyra – posłuchaj.

Zniżyła głos i przysunęła się bliżej do małego ducha, jak dawniej, kiedy planowali jakąś psotę w Kolegium Jordana.

– Pewnie nie wiesz, ale czarownice... Pamiętasz Serafinę Pekkalę...? Czarownice znają przepowiednię o mnie. Nie wiedzą, że ja wiem... Nikt nie wie. Nigdy przedtem nikomu o tym nie mówiłam. Ale kiedy byłam w Trollesundzie i Cygan Ojciec Coram zabrał mnie na spotkanie z konsulem czarownic, doktorem Lanseliusem, konsul zrobił mi test. Kazał mi wyjść na dwór i wybrać gałązkę sosny obłocznej spośród wielu innych. To miało dowieść, że naprawdę potrafię odczytywać wskazania aletheiometru. No więc zrobiłam to i szybko wróciłam, bo było zimno, a zadanie zabrało mi tylko sekundę, było łatwe. Konsul rozmawiał z Ojcem Coramem i nie wiedzieli, że ich słyszę. Powiedział, że czarownice znają od wieków przepowiednię o mnie: mam zrobić coś wielkiego i ważnego i to będzie w innym świecie...

Nigdy o tym nie mówiłam, chyba nawet zapomniałam, bo tyle się działo. Więc to jakoś wyleciało mi z pamięci. Nigdy nawet nie rozmawiałam o tym z Panem, bo chyba śmiałby się ze mnie. Ale potem pani Coulter mnie złapała i trzymała w uśpieniu. Miałam sny i śniłam o tym, i śniłam o tobie. I przypomniałam sobie Cygankę, Ma Costę... Pamiętasz, to na ich łódź wsiedliśmy w Jerychu, z Simonem i Hugh i tamtymi...

– Tak! I prawie dopłynęliśmy do Abingdonu! To był nasz najlepszy wyczyn, Lyro! Nigdy tego nie zapomnę, nawet gdybym miał tutaj tkwić martwy przez tysiąc lat...

– Tak, ale słuchaj... Kiedy uciekłam od pani Coulter za pierwszym razem, tak, znowu znalazłam Cyganów i zaopiekowali się mną, i... Och, tyle się dowiedziałam, zdziwiłbyś się... ale to najważniejsze: Ma Costa powiedziała mi, że mam olejek czarownic w duszy, powiedziała, że Cyganie to wodny lud, ale ja jestem z ognia. Myślę, że to znaczy, że ona jakby przygotowywała mnie do proroctwa czarownic. Wiem, że mam zrobić coś ważnego, a ten doktor Lanselius mówił, że ważne, żebym nigdy nie poznała swojego przeznaczenia, aż to się stanie, rozumiesz... Nigdy nie wolno mi o to pytać... Więc nie pytałam. Nigdy nawet się nie zastanawiałam, co to może być. Nie pytałam aletheiometru. Ale teraz chyba wiem. I to, że znowu cię znalazłam, to jest dowód. Oto, co muszę zrobić, Roger, oto, czym jest moje przeznaczenie: muszę pomóc wszystkim zmarłym wydostać się na zawsze z krainy śmierci. Ja i Will musimy uratować was wszystkich. Na pewno o to chodzi. Na pewno. I ponieważ Lord Asriel, mój ojciec, powiedział coś takiego: „Śmierć umrze”. Chociaż nie wiem, co się stanie. Nie możesz jeszcze im o tym mówić, przyrzeknij. To znaczy, może nie zostaniesz tam na górze, ale...

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)