Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Nie wyrzekłaś się przecie rozumu i swojej dumy, kiedy abdykowałaś — mruknął. Ażeby ta Lini sczezła, że to zdradziła! — I jeśli chcesz udawać, że tak jest, to radzę ci, pilnuj się, by Lini nie dopadła cię na osobności. — Ten mężczyzna śmiał się z niej! Śmiał się, och, jakże serdecznie! — Lini obiecała, że rozmówi się z Maighdin, i przypuszczam, że nie potraktuje jej tak delikatnie, jak traktowała Morgase.
Rozgniewana usiadła, odpychając jego rękę.
— Czy ty jesteś ślepy i głuchy? Smok Odrodzony ma plany w związku z Elayne! Światłości, już by mi się nie podobało, gdyby choć znał jej imię! To musi być coś więcej niż tylko zwykły przypadek, który zbliżył mnie do jednego z jego zabijaków, Tallanvorze. Na pewno!
— Ażebym sczezł, wiedziałem, że o to właśnie idzie. Miałem nadzieję, że się mylę, ale... — Był równie zły jak ona, wskazywał na to ton jego głosu. On nie ma prawa być zły! — Elayne jest bezpieczna w Białej Wieży, Zasiadająca na Tronie Amyrlin nie dopuści jej blisko mężczyzny, który potrafi przenosić, nawet jeśli to Smok Odrodzony... a zwłaszcza jeśli nim jest!... a Maighdin Dorlain nie może nic zrobić z Zasiadającą na Tronie Amyrlin, Smokiem Odrodzonym czy Tronem Lwa. Może tylko dać sobie skręcić kark, poderżnąć gardło albo!...
— Maighdin Dorlain może patrzeć! — Weszła mu w słowo, po części po to, by przerwać tę koszmarną litanię. — Może słuchać! Może!... — Zirytowana zawiesiła głos. Co mogła zrobić? Nagle dotarło do niej, że jest odziana wyłącznie w cienką koszulę, i pospiesznie otuliła się kocem. Noc istotnie zdawała się chłodniejsza. A może to ukryte w mroku oczy Tallanvora wywołały tę gęsią skórkę na jej skórze. Ta myśl sprawiła, że poczuła rumieniec na policzkach, rumieniec, którego, miała nadzieję, nie zauważył. I na szczęście przydała nieco żaru tonowi głosu. Nie była młodą dziewczyną, żeby tak się czerwienić, bo patrzył na nią jakiś mężczyzna! — Zrobię, co mogę, cokolwiek to będzie. Jeszcze będę miała szansę dowiedzieć się czegoś albo zrobić coś, co pomoże Elayne, i ja tę szansę wykorzystam!
— Niebezpieczna decyzja — odparł spokojnie. Żałowała, że nie widzi wyraźnie jego twarzy w ciemnościach. Naturalnie po to tylko, by móc odszyfrować malujące się na niej uczucia. — Sama słyszałaś, jak groził, że powiesi każdego, kto źle na niego spojrzy. I ja mu wierzę, wierzę mężczyźnie o złotych oczach. Wszak on przypomina bestię. Zdziwiłem się, że puścił tamtego człowieka, myślałem już, że skoczy mu do gardła! Jeśli odkryje, kim jesteś, kim kiedyś byłaś... Balwer może cię zdradzić. Nigdy tak naprawdę nie wyjaśnił, dlaczego pomógł ci w ucieczce z Amadoru. Może sobie pomyślał, że królowa Morgase da mu jakąś nową posadę. Teraz wie, że nie ma szans, więc może spróbować wkraść się w łaski nowych chlebodawców.
— Boisz się lorda Perrina Złote Oko? — spytała z pogardą. Światłości, ten człowiek ją przerażał! Naprawdę miał oczy wilka. — Balwer ma dość rozumu, by strzec swego języka. Wszystko, co powie, ostatecznie odbije się na nim. Wszak przyjechał tu ze mną. Jeśli się boisz, to jedź dalej sam!
— Zawsze ciskasz mi w twarz te słowa — westchnął i przysiadł na piętach. Nie widziała jego oczu, ale czuła na sobie jego wzrok. — Powiadasz, jedź dalej, jeśli takie twoje życzenie. Żył sobie kiedyś pewien żołnierz, który kochał z daleka królową, wiedząc, że nie może mieć na nic nadziei, wiedząc, że nigdy się nie odważy wyznać tej miłości. Tej królowej już nie ma, ale pozostała kobieta, a ja odzyskałem nadzieję. Płonę nadzieją! Jeśli chcesz, żebym odjechał, Maighdin, powiedz to! Jedno słowo „jedź!” Proste słowo.
Otworzyła usta... „Proste słowo” — pomyślała. — „Światłości, to tylko jedno słowo. Dlaczego nie potrafię go wymówić? Światłości, błagam!” Po raz drugi tej nocy Światłość jej nie wysłuchała. Siedziała tu skulona pod kocami jak jakaś idiotka, z otwartymi ustami, czując, jak coraz bardziej pali ją twarz.
Gdyby znowu się roześmiał, ugodziłaby go nożem. Gdyby się zaśmiał albo zdradził jakieś oznaki triumfu... Zamiast tego pochylił się do przodu i delikatnie pocałował ją w powieki. Jęk zrodził się w głębi jej gardła; miała wrażenie, że nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu. Szeroko rozwartymi oczyma obserwowała go, gdy wstawał. Jego ciemna sylwetka zaciążyła nad nią okolona księżycową poświatą. Była królową — była nią kiedyś — i nawykła do wydawania rozkazów, nawykła do podejmowania trudnych decyzji w trudnych chwilach, ale w tym momencie łomotanie serca wybiło z głowy wszelkie myśli.
— Gdybyś powiedziała „odejdź” — rzekł — pogrzebałbym nadzieję, ale i tak nigdy nie mógłbym od ciebie odejść.
Czekała, aż Tallanvor wróci na swoje posłanie, i dopiero wtedy była w stanie się położyć i nakryć z powrotem kocami. Oddychała ciężko, jakby biegła. Ta noc naprawdę była chłodna, jej ciało nie tyle nawet drżało, ile całe dygotało. Tallanvor był za młody. Za młody! I co gorsza, miał rację. Ażeby sczezł! Pokojówka nie mogła zrobić nic, by wpłynąć na bieg zdarzeń; a jeśli ten zabójca Smoka Odrodzonego o wilczych oczach dowie się, że w ręce wpadła mu przypadkiem Morgase z Andoru, być może zamiast pomóc Elayne, zostanie przeciwko niej wykorzystana. Nie miał prawa mieć racji, kiedy ona pragnęła, żeby się pomylił! Brak logiki w tej myśli rozwścieczył ją. Istniała szansa, że może zdziałać coś dobrego! Musiała istnieć.
W zakamarku umysłu roześmiał się jakiś cichy głos. „Nie możesz zapomnieć, że nazywasz się Morgase Trakand” — poinformował ją z pogardą — „a królowa Morgase, nawet wtedy, gdy już zrzekła się tronu, nie może zaprzestać wtrącania się w sprawy możnych, niezależnie od zniszczeń, jakich dokonała do tej pory. I nie może też powiedzieć mężczyźnie, że ma odejść, bo nie może przestać myśleć o tym, jakie oń ma silne ręce, o tym, jaki kształt przybierają jego wargi, kiedy się uśmiecha i...”
Rozwścieczona naciągnęła koc na głowę, usiłując odgrodzić się od tego głosu. Nie dlatego została tutaj, bo nie potrafiła rozstać się z władzą. A co do Tallanvora... Pokaże mu, gdzie jego miejsce. Tym razem zrobi to! Ale... Czy jego miejsce jest przy kobiecie, która nie jest już królową? Usiłowała wyrzucić go ze swych myśli i próbowała ignorować ten drwiący głos, który nie chciał ucichnąć, a jednak, kiedy sen wreszcie nadszedł, nadal czuła dotknięcie jego warg na powiekach.
9
Galimatias
Kiedy Perrin jak zawsze obudził się przed pierwszym brzaskiem, Faile jak zwykle była już na nogach, krzątając się. Zachowywała się tak cicho, że mysz mogłaby jej pozazdrościć. Podejrzewał, że nawet gdyby obudził się w godzinę od ułożenia się do snu, to byłaby już na nogach. Klapy wejścia były podwiązane od zewnątrz, boczne ścianki uniesione nieco i przez otwór wentylacyjny w dachu napływały podmuchy powietrza, dość, by dawać przynajmniej złudzenie chłodu. A w rzeczy samej, szukając koszuli i spodni, Perrin lekko dygotał. Cóż, w końcu była zima, cokolwiek by mówić o pogodzie.
Ubrał się po ciemku, potem wyszorował zęby solą, do czego również nie potrzebował światła, i wyszedł z namiotu, po drodze wbijając stopy w buty; w głębokiej szarówce wczesnego ranka Faile już na niego czekała, otoczona swoimi nowymi służącymi. Niektórzy trzymali w rękach zapalone lampy. Córka lorda nie mogła obejść się bez służby, powinien o to zadbać już wcześniej. W Caemlyn byli ludzie z Dwu Rzek, których Faile osobiście wyszkoliła, ale ze względu na konieczność zachowania tajemnicy nie można ich było zabrać ze sobą. Pan Gill zapewne będzie chciał jak najszybciej wrócić domu, Lamgwin i Breane chyba również, ale może Maighdin i Lini zdecydują się zostać.