Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
- Автор: Лори Хью
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Albatros
- ISBN: 978-83-06-03097-1
- Переводчик: Jacek Konieczny
- Жанр: Шпионские детективы
Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:
Nie powinno się tam znajdować, ponieważ zapłaciłem za jedynkę, a szwajcarskie hotele słyną z rygorystycznego podejścia do tych spraw.
Latifa leżała wyciągnięta na łóżku, pogrążona we śnie, z kołdrą owiniętą wokół nagiego ciała. Wyglądała jak pastisz Rubensa.
— Gdzie ty się, kurwa, podziewałeś?
Siedziała na łóżku z kołdrą podwiniętą pod brodę, tymczasem ja ściągałem buty na drugim końcu łóżka.
— Poszedłem na spacer — wyjaśniłem.
— Gdzie na spacer? — warknęła, wciąż w nieładzie, zła, że widzę ją w takim stanie. — Jest pierdolony śnieg. Kto chodzi na spacer w pierdolonym śniegu? Co tam robiłeś?
Zrzuciłem drugi but i powoli obróciłem się w jej stronę.
— Latifa, zastrzeliłem dziś człowieka — jako Ricky wymawiałem jej imię Laddifa. — Pociągnąłem za spust i zastrzeliłem człowieka.
Odwróciłem się i wlepiłem wzrok w podłogę; żołnierz-poeta, zniesmaczony okrucieństwem bitwy.
Kołdra rozluźniła się pode mną. Odrobinę. Przyglądała mi się przez jakiś czas.
— Spacerowałeś przez całą noc?
Westchnąłem.
— Spacerowałem. Siedziałem. Myślałem. Sama wiesz, ludzkie życie…
Ricky w moim wykonaniu był człowiekiem nie do końca swobodnie radzącym sobie z konwersacją, dlatego musiało minąć trochę czasu, zanim udzielił tej odpowiedzi. Pozwoliliśmy, aby refleksja o ludzkim życiu unosiła się przez chwilę w powietrzu.
— Wielu ludzi umiera, Rick — stwierdziła. — Śmierć czai się wszędzie. Wszędzie zdarzają się morderstwa.
Kołdra rozluźniła się jeszcze bardziej i zobaczyłem, że Latifa położyła delikatnie rękę na brzegu łóżka tuż obok mojej.
Dlaczego każda napotkana osoba częstowała mnie tym argumentem? Wszyscy tak robią, więc postąpiłbyś bardzo nienowocześnie, nie przyłączając się do nas. Nagle naszła mnie ochota, żeby uderzyć ją w twarz i powiedzieć, kim jestem i co naprawdę sądzę o całej sprawie. Że zamordowanie Dirka, zamordowanie kogokolwiek, nie zmieni niczego poza pieprzonym ego Francisca, które i tak było już na tyle rozdęte, że mogło pomieścić dwukrotną liczbę ubogich tego świata oraz kilka milionów burżujów w oddzielnym pokoju.
Na szczęście jestem zimnokrwistym zawodowcem, więc tylko przytaknąłem i zwiesiłem głowę, powzdychałem jeszcze trochę i przyglądałem się, jak jej dłoń pełznie w stronę mojej.
— To dobry znak, że nie czujesz się z tym dobrze — powiedziała po chwili namysłu. Oczywiście nie myślała za wiele, ale jednak. — Gdybyś nie czuł nic, oznaczałoby to, że nie ma w tobie żadnej miłości, żadnej namiętności. A bez namiętności jesteśmy nikim.
Z nią też niespecjalnie kimś jesteśmy, pomyślałem i zacząłem zdejmować koszulę.
Trochę się pozmieniało, widzicie. W mojej głowie.
Ostatecznie szalę przeważyły zdjęcia — uświadomiły mi, że od dłuższego czasu błąkałem się w świecie cudzych sporów. Teraz doszedłem do punktu, w którym przestałem się czymkolwiek przejmować. Przestałem się przejmować Morderstone'em i helikopterami; Sarą Woolf i Barnesem; ONealem i Solomonem czy Franciskiem i Mieczem pieprzonej Sprawiedliwości. Nie zależało mi, kto wygra w tym sporze albo kto wygra w tej wojnie.
A w szczególności przestałem się przejmować sobą.
Palce Latify musnęły tył mojej głowy.
Jeżeli chodzi o seks, wydaje mi się, że mężczyźni znajdują się między młotem a miękkim, zwiotczałym, usprawiedliwiającym się kowadłem.
Mechanizmy rządzące seksualnością obu płci zwyczajnie do siebie nie pasują — tak wygląda przerażająca prawda. Jeden z nich to mały samochód nadający się do robienia zakupów, szybkich wypadów na miasto, niezwykle łatwy do parkowania; drugi to samochód kombi, zaprojektowany do długich podróży z dużym ładunkiem — ogólnie rzecz biorąc, większy, bardziej skomplikowany i trudniejszy w utrzymaniu. Nie kupuje się fiata pandy do przewożenia antyków z Bristolu do Norwich, podobnie jak nie kupuje się volva w żadnym innym celu. Po prostu różnią się od siebie, to wszystko.
Nie mamy odwagi się z tym pogodzić — ponieważ jednakowość stała się obowiązującą religią, a heretyków tępi się teraz równie mocno jak dawniej — ja jednak zamierzam się z tym pogodzić, ponieważ zawsze mi się wydawało, że pokora wobec faktów to jedyna rzecz, która pozwala przetrwać racjonalnemu człowiekowi. Z pokorą podchodź do faktów, zuchwale do opinii, jak powiedział kiedyś George Bernard Shaw.
A tak naprawdę nie powiedział. Chciałem tylko podeprzeć swoją opinię jakimś autorytetem, ponieważ wiem, że wam się ona nie spodoba.
Jeżeli mężczyzna poddaje się urokowi erotycznej chwili… No cóż, to właściwie wszystko. Chwila. Spazm. Ulotny moment. Z drugiej strony, jeżeli się powstrzymuje, starając się przypomnieć sobie jak najwięcej nazw z katalogu farb Dulux albo wymyślając jakiś sposób na odroczenie służby wojskowej, oskarża się go o techniczną oziębłość. Tak czy owak, współczesny heteroseksualny mężczyzna musi się piekielnie namęczyć, aby po stosunku seksualnym doczekać się jakichkolwiek wyrazów uznania.
Zgoda, samo uznanie nie jest oczywiście celem tego rodzaju aktywności. Niemniej jednak łatwo tak mówić — komuś, kto się już z tym uznaniem spotyka. A w dzisiejszych czasach mężczyźni po prostu mają z tym wielki problem. Na seksualnej arenie mężczyzna podlega ocenie według kobiecych standardów. Możecie sobie prychać, cmokać z niezadowoleniem i wciągać powietrze, jak tylko chcecie najgłośniej, ale to prawda. (Tak, oczywiście mężczyźni oceniają kobiety w innych dziedzinach — traktują je protekcjonalnie, tyranizują je, wykluczają, uciskają i sprawiają, że czują się nieszczęśliwe — ale w sprawie palenia się ze wstydu skład sędziowski ustalają kobiety. To fiat panda ma udawać volvo, a nie na odwrót. ) Nie spotyka się mężczyzn krytykujących kobiety za to, że potrzebują piętnastu minut, żeby osiągnąć orgazm; a jeżeli spotykacie takich mężczyzn, to nie słyszycie w ich wypowiedzi zawoalowanego zarzutu słabości, arogancji lub egocentryzmu. Taki mężczyzna najczęściej po prostu zwiesi głowę i powie, że jej ciało jest tak a nie inaczej skonstruowane, tego właśnie ode mnie oczekiwała, a ja nie sprostałem zadaniu. Dałem dupy. Zaraz sobie pójdę, znajdę tylko drugą skarpetkę.
Bądźmy szczerzy — to niesprawiedliwość granicząca ze śmiesznością. Na tej samej zasadzie śmieszne byłoby stwierdzenie, że fiat panda to gówniany samochód tylko dlatego, że z tyłu nie mieści się w nim szafa. Można by go nazwać gównianym z tysiąca innych powodów — psuje się, zużywa mnóstwo oleju albo ma żółtozieloną karoserię ze słowem „turbo” napisanym patetycznie na tylnej szybie — ale nie jest gówniany z powodu tej jednej cechy, dla której został specjalnie zaprojektowany: niewielkich rozmiarów. Podobnie trudno nazwać volvo gównianym samochodem tylko dlatego, że nie wciśnie się między barierki na parkingu pod Safeways, pozwalając właścicielowi uniknąć płacenia za postój.
Jeżeli chcecie, możecie mnie przywiązać do pala, obłożyć chrustem i podpalić, ale twierdzę, że te dwie maszyny — wyraźnie różnią się od siebie i tyle. Zaprojektowano je do różnych zadań, różnych prędkości, różnych typów dróg. Różnią się od siebie. Nie są takie same. Są do siebie niepodobne.
W porządku, wreszcie to wyrzuciłem z siebie. I nie czuję się dzięki temu ani trochę lepiej.
Uprawialiśmy z Latifą seks dwukrotnie przed śniadaniem i raz po. Do późnego ranka zdążyłem dojść do umbry palonej, która znajdowała się na pozycji trzydzieści jeden. To chyba mój rekord.
— Mogę cię o coś zapytać, Cisco? — odezwałem się.