Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 87
Перейти на страницу:

Oczywiście chciałbym wiedzieć, z jakiego, kurwa, powodu są tacy uchachani. Jeżeli któreś z nich opowiedziało żart, chciałbym go usłyszeć — samemu ocenić, czy jest wart rozerwania sobie trzustki i czy to jest żart z rodzaju tych, po których człowiek ma ochotę chwycić osobę stojącą w pobliżu i ją uścisnąć tak. Albo uścisnąć ją owak.

Oczywiście nie znam tego żartu, jestem tylko pewien że mnie by nie rozśmieszył. Niesamowicie pewien.

Mężczyzna na zdjęciu obejmujący moją ukochaną z mrocznej wieży, rozbawiający ją — napełniający ją śmiechem, napełniający ją radością i z tego, co widzę, napełniający ją także kawałkami siebie — to Russell R Barnes.

Zrobimy sobie teraz małą przerwę. Dołączcie do nas po tym, jak rzucę przez pokój pudełkiem ze slajdami.

Rozdział 20

Życie składa się ze szlochów, pociągania nosem i uśmiechów z przewagą pociągania nosem.
O. Henry

Opowiedziałem Solomonowi o wszystkim. Musiałem.

Widzicie, Solomon to mądry człowiek, jeden z najmądrzejszych, jakiego kiedykolwiek poznałem, i głupio byłoby nie skorzystać z jego intelektu i na własną rękę szukać nieporadnie wyjścia z sytuacji. Dopóki nie zobaczyłem tych zdjęć, byłem praktycznie zdany sam na siebie, samotnie żłobiłem pługiem koleinę swojego losu, nadszedł jednak czas, aby przyznać, że pług zaczął telepać się na ostrzejszych skrętach i wjechał w boczną ścianę stodoły.

Skończyłem mówić o czwartej nad ranem. Dużo wcześniej Solomon otworzył plecak i wyjął z niego rzeczy, których w jego świecie najwyraźniej nigdy nie brakuje Solomonom. Mieliśmy termos gorącej herbaty, dwa plastikowe kubki; po jednej pomarańczy i nóż do ich obrania; oraz ćwierćkilogramową czekoladę mleczną Cadbury's.

Jedliśmy, piliśmy, paliliśmy i z dezaprobatą wyrażaliśmy się o paleniu, a ja przedstawiałem opowieść o Projekcie Absolwent od początku do środka. Wyjaśniłem, że nie znajdowałem się w miejscu, w którym się znajdowałem, robiąc to, co robiłem, dla dobra demokracji; że nie chroniłem ludzi śpiących w swoich łóżkach ani nic przyczyniałem się do zwiększenia wolności i szczęśliwości na świecie; zajmowałem się jedynie — i to od samego początku — sprzedażą broni.

Co znaczyło, że Solomon również ją sprzedawał. Ja robiłem za przedstawiciela handlowego, a Solomon lokował się gdzieś w dziale marketingu. Wiedziałem, że niespecjalnie mu się to spodoba.

Solomon słuchał, kiwał głową i zadawał odpowiednie pytania w odpowiedniej kolejności i w odpowiednim czasie. Nie potrafiłem odgadnąć, czy mi uwierzył, ale ostatecznie nigdy mi się ta sztuka nie udała z Solomonem i prawdopodobnie nigdy nie uda.

Kiedy skończyłem, rozparłem się na krześle i zacząłem bawić się cząstkami czekolady, zastanawiając się, czy przywiezienie czekolady Cadbury's do Szwajcarii przypomina wiezienie drzewa do lasu; uznałem, że nie. Szwajcarska czekolada radykalnie straciła na jakości od czasów mojego dzieciństwa i obecnie nadaje się wyłącznie na prezent dla cioci. W tym samym czasie czekolada Cadbury's mozolnie czyniła postępy, stawała się lepsza i tańsza niż jakakolwiek inna czekolada na świecie. Tak przynajmniej uważam.

Diabelnie ciekawa opowieść, panie, jeżeli mogę się tak wyrazić.

Solomon stał, wpatrując się w ścianę. Gdyby znajdowało się tam okno, prawdopodobnie patrzyłby się przez okno, ale się nie znajdowało.

— Ano — zgodziłem się.

Wróciliśmy do zdjęć i zaczęliśmy się zastanawiać nad ich sensem. Przypuszczaliśmy i zakładaliśmy; byćmożeliśmy, acojeżeliśmy i chybażeliśmy; aż wreszcie, kiedy pierwsze promienie słońca zaczęły połyskiwać na śniegu i wlewać się do środka przez okiennice i szparę pod — drzwiami, uznaliśmy, że przynajmniej udało nam się rozpatrzyć sprawę ze wszystkich punktów widzenia.

Istniały trzy możliwe wyjaśnienia.

Całkiem sporo podwyjaśnień, rzecz jasna, ale na tym etapie woleliśmy nakreślić obraz sytuacji szerokimi pociągnięciami pędzla, dlatego zagarnęliśmy podwyjaśnienia na trzy główne stosy, które przedstawiały się następująco: on wciskał kit jej; ona wciskała kit jemu; żadne z nich nie wciskało kitu drugiemu, tylko po prostu się w sobie zakochali — dwoje Amerykanów spędzających ze sobą długie popołudnia w obcym mieście.

— Jeżeli ona wciska kit jemu — zacząłem po raz mniej więcej setny — jaki ma w tym cel? Co zamierza w ten sposób uzyskać?

Solomon pokiwał głową, zacisnął powieki i szybkim ruchem dłoni przetarł twarz.

— Chciała go skłonić do jakichś wyznań po odbyciu stosunku seksualnego? — wzdrygnął się, słysząc własne słowa. — Nagrywa je, filmuje czy coś w tym stylu i wysyła do „Washington Post”?

Nie bardzo mi się to podobało, jemu zresztą też.

— Powiedziałbym, że to niezbyt przekonujące.

Solomon ponownie pokiwał głową. Wciąż zgadzał się — ze mną częściej, niż na to zasługiwałem, prawdopodobnie z powodu ulgi, jaką odczuwał, widząc, że mój świat nie rozsypał się jak domek z kart — nie siedziałem na podłodze, zastanawiając się, co się stało z królem pik albo dziewiątką karo — i chciał z powrotem wzbudzić we mnie optymizm i zachęcić do racjonalnego myślenia.

— A więc to on wciska kit jej? — powiedział, przekrzywiając głowę, unosząc brwi, prowadząc mnie za rękę niczym pełen subtelności pies pasterski.

— No może — zastanawiałem się. — Uległy jeniec sprawia mniej kłopotów niż krnąbrny. A może naopowiadał — jej niestworzonych historii, zapewnił, że sytuacja jest pod kontrolą. „Po mojej interwencji sprawą zajął się sam prezydent”, coś w tym stylu.

To również nie brzmiało najlepiej.

W ten sposób została nam ewentualność numer trzy.

Z jakiego powodu kobieta taka, jak Sara Woolf, chciałaby związać się z mężczyzną takim, jak Russell P Barnes? Dlaczego miałaby z nim spacerować, śmiać się i robić najlepszy użytek z wszystkich czterech pośladków, jakimi razem dysponowali? A nie miałem większych wątpliwości, że to właśnie robili.

No, dobrze, był przystojny. Wysportowany. W głupi sposób inteligentny. Miał władzę. Dobrze się ubierał. Ale pomijając to, co jej się w nim podobało? Na litość boską, miał wystarczająco wiele lat, aby być skorumpowanym przedstawicielem jej rządu.

Wlokąc się z powrotem do hotelu, rozmyślałem nad seksualnymi urokami Russella R Barnesa. Świt zdążył już na dobre zagościć w alpejskiej stacji zimowej, a śnieg zaczął połyskiwać elektryzującą, świeżą bielą. Wchodził mi pod nogawki, skrzypiał pod butami, a ten leżący tuż przede mną wydawał się mówić: „Nie wchodź na mnie, proszę, nie wchodź… ojej”.

Russell Półdupek Barnes.

Dotarłem do hotelu i na palcach przeszedłem korytarzem do pokoju. Otworzyłem drzwi, wślizgnąłem się do środka i zastygłem w bezruchu z do połowy zdjętą wiatrówką. Po wędrówce przez śnieg, podczas której otaczało mnie jedynie alpejskie powietrze, wyczuwałem wszystkie niuanse zapachów wewnątrz budynku — zwietrzałe piwo z baru, szampon na dywanie, chlor z basenu w piwnicy, krem przeciwsłoneczny praktycznie ze wszystkich stron — a teraz dołączył do nich nowy zapach. Zapach czegoś, co z pewnością nie powinno się znajdować w moim pokoju.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)