Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 87
Перейти на страницу:

— Piszę artykuł o rozpadzie państwa narodowego — wyjaśniłem ze znużeniem, niemal chwiejąc się na nogach. Kilku dziennikarzy, z którymi w życiu rozmawiałem, wydawało się zachowywać w ten sposób: poza wiecznego wyczerpania spowodowana zadawaniem się z ludźmi, który okazują się nie aż tak fantastyczni, jakby się to mogło wydawać. Starałem się odtworzyć tę postawę i chyba całkiem nieźle mi się to udało. — Gospodarcza supremacja przedsiębiorstw międzynarodowych nad rządami narodowymi — bełkotałem niezrozumiale, jakby każdy głupek w kraju powinien był orientować się, że to paląca kwestia.

— Dla jakiej gazety piszesz ten artykuł, Thomas?

Osunąłem się na krzesło. Teraz oni stali razem po jednej stronie biurka, a ja garbiłem się po drugiej. Wystarczy, że beknę kilka razy i zacznę wygrzebywać sobie szpinak z zębów, aby Philip poczuł się zwycięzcą.

— Zasadniczo każdej, która go kupi — odparłem, gburowato wzruszając ramionami.

Philip pogardzał mną, zastanawiając się, jak w ogóle mógł mnie traktować jako zagrożenie.

— I chcesz ode mnie uzyskać… co? Jakieś informacje?

Wychodził na ostatnią prostą prowadzącą do zwycięstwa.

— Zgadza się — powiedziałem. — W sumie tylko o obracaniu pieniędzmi. Jak ludzie obchodzą prawo walutowe, transferują pieniądze, tak żeby nikt o tym nie wiedział. Ogólnie chodzi o generalne mechanizmy, ale szczególnie interesują mnie jeden czy dwa przypadki.

Naprawdę lekko beknąłem, wypowiadając te słowa. Ronnie usłyszała i odwróciła się do mnie przodem.

— Na miłość boską, Philip, powiedz mu, żeby spadał — powiedziała. Posłała mi gniewne spojrzenie. Odrobinę przerażające. — Wtargnął tu…

— Pilnuj własnego nosa, dobrze? — warknąłem. Gapiłem się na nią prostacko i każdy, kto by nas teraz zobaczył, mógłby przysiąc, że od lat tworzymy nieudane małżeństwo. — Philip nie ma nic przeciwko. Prawda Philip?

Już miał powiedzieć, że absolutnie nie ma nic przeciwko, że z jego perspektywy wszystko idzie wspaniale, ale Ronnie mu na to nie pozwoliła. Płomienie strzelały jej z oczu.

— Stara się być uprzejmy, matołku — krzyknęła. — Philip jest dobrze wychowany.

— W przeciwieństwie do mnie?

— To ty powiedziałeś.

— Bo ty nie musiałaś.

— Och, jakiś ty wrażliwy!

Pożarliśmy się na całego. I to w zasadzie bez przećwiczenia tego wcześniej.

Zapadła długa, paskudna cisza. Philip zaczął chyba myśleć, że okazja może mu się wymknąć w ostatnim momencie, ponieważ dodał:

— Chcesz prześledzić jakieś konkretne transakcje finansowe, Thomas? Czy tylko ogólnie mechanizmy?

Bingo.

— Najchętniej jedno i drugie, Phil — powiedziałem.

Po półtorej godzinie zostawiłem Philipa przy terminalu komputerowym z listą „naprawdę dobrych kumpli, którzy mieli wobec niego dług wdzięczności”, przeszedłem przez City, zjadłem absolutnie ohydny lunch z ONealem na ulicy Whitehall. Chociaż jedzenie było zupełnie smaczne.

Przez chwilę rozmawialiśmy o kapuście i królach, kiedy jednak zabrałem się do streszczania przebiegu ostatnich wydarzeń, twarz ONeala zmieniała stopniowo kolor z różowego przez biały na zielony. Gdy przedstawiłem rozwiązanie pozwalające według mnie zakończyć całą sprawę z odpowiednim przytupem, stała się zupełnie szara.

— Lang — wychrypiał, odstawiając filiżankę z kawą — nie możesz… to znaczy… nie potrafię sobie wyobrazić, że mógłbyś…

— Panie ONeal — przerwałem. — Nie proszę pana o pozwolenie.

Przestał chrypieć i siedział cicho, poruszając bezgłośnie ustami.

— Przedstawiam tylko panu prawdopodobny przebieg wydarzeń. Przez grzeczność — przyznaję, że osobliwie dobierałem słowa, zważywszy sytuację. — Interesuje mnie to, aby pan, Solomon, jak i cały wasz departament wyszedł z tej sprawy w miarę obronną ręką. Albo skorzystacie z mojej propozycji, albo nie. Wybór należy do pana.

— Ale… — plątał się — nie możesz… mógłbym przecież zawiadomić policję.

Myślę, że nawet on zdawał sobie sprawę, jak nieprzekonująco to zabrzmiało.

— Oczywiście, że mógłby pan zawiadomić policję — powiedziałem. — Jeżeli chce pan, aby pański departament został zamknięty w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, a pracujących w nim urzędników przeniesiono do pracy w żłobku Ministerstwa Rolnictwa i Rybołówstwa, to owszem, doniesienie na mnie na policję wydaje się doskonałym pomysłem. Pytam zatem, czy da mi pan jego adres?

Poruszał jeszcze przez chwilę ustami, po czym wyraźnie wziął się w garść i zaczął wodzić teatralnym spojrzeniem po restauracji, jakby chciał zakomunikować wszystkim dookoła: A Teraz Wręczę Temu Człowiekowi Ważny Dokument.

Wziąłem od niego adres, o który prosiłem, wypiłem do końca kawę i wstałem. Kiedy rzuciłem na niego jeszcze raz okiem spod drzwi, ogarnęło mnie silne przeczucie, że ONeal zastanawia się właśnie, jak szybko załatwić sobie urlop na następny miesiąc.

Adres wskazywał na część Londynu zwaną Kentish Town i znalazłem pod nim kilkupiętrowy budynek komunalny z lat sześćdziesiątych ze świeżo pomalowaną stolarką, skrzynkami na kwiaty, przystrzyżonymi żywopłotami i rzędem garaży pokrytych tynkiem kamyczkowym. Nawet winda działała.

Wjechałem na drugie piętro i przystanąłem na podeście, próbując zrozumieć, cóż to za okropna seria biurokratycznych pomyłek doprowadziła budynek do tak porządnego stanu. W większości dzielnic Londynu zabiera się pojemniki na śmieci z ulic zamieszkanych przez klasę średnią i opróżnia je na osiedlach domów komunalnych, a na dokładkę podpala kilka stojących na chodniku fordów contina. Ale rzecz jasna nie tutaj. Znalazłem się w funkcjonalnym budynku, w którym ludzie mogli naprawdę żyć w miarę godnie, nie mając poczucia, że reszta społeczeństwa znika za horyzontem w autobusach wycieczkowych w drodze na wymarzone wakacje. Miałem ochotę napisać do kogoś stanowczy list w tej sprawie. A następnie podrzeć go na kawałeczki i rozrzucić je na trawniku przed domem.

Szklane drzwi prowadzące do mieszkania numer czternaście otworzyły się gwałtownie i pojawiła się w nich kobieta.

— Cześć — powiedziałem. — Nazywam się Thomas Lang. Przyszedłem zobaczyć się z panem Raynerem.

Bob Rayner karmił złotą rybkę, tymczasem ja wyjaśniłem mu, o co mi chodzi.

Tym razem miał na nosie okulary i był ubrany w żółty sweter golfowy, które jak przypuszczam wolno nosić twardzielom podczas dni wolnych od pracy. Poprosił żonę, żeby podała nam herbatę i krakersy. Przez dziesięć minut prowadziliśmy kłopotliwą rozmowę: ja zapytałem, jak się czuje, on stwierdził, że wciąż miewa dziwne bóle głowy, ja wyraziłem swoje ubolewanie, on zapewnił, żebym się nie martwił, ponieważ zdarzały się również, zanim go uderzyłem.

Wyglądało na to, że zakończyliśmy ten temat. Było, minęło. Rozumiecie, Bob był zawodowcem.

— Myślisz, że uda ci się ją zdobyć? — zapytałem.

Pobębnił palcami o krawędź akwarium, co nie wydawało się robić najmniejszego wrażenia na rybce.

— To cię będzie kosztować — powiedział po chwili.

— Nie ma problemu — odparłem.

Naprawdę nie było problemu. Morderstone za to zapłaci.

Rozdział 22

~ 70 ~ Предыдущая страница Следующая страница var width = window.innerWidth || document.documentElement.clientWidth || document.body.clientWidth; if (width > 768) { (function(w, d, n, s, t) { w[n] = w[n] || []; w[n].push(function() { Ya.Context.AdvManager.render({ blockId: "R-A-430869-4", renderTo: "yandex_rtb_R-A-430869-4", async: true }); }); t = d.getElementsByTagName("script")[0]; s = d.createElement("script"); s.type = "text/javascript"; s.src = "//an.yandex.ru/system/context.js"; s.async = true; t.parentNode.insertBefore(s, t); })(this, this.document, "yandexContextAsyncCallbacks"); } var width = window.innerWidth || document.documentElement.clientWidth || document.body.clientWidth; if (width
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)