Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 87
Перейти на страницу:

Okrążył mnie wolnym krokiem, zmierzając do swojej świątyni za biurkiem. Kiedy tam dotarł, usiadł bardzo powoli. Albo miał hemoroidy, albo uznał, że mogę zrobić coś niebezpiecznego. Uśmiechnąłem się, aby wiedział, że ma hemoroidy.

— Nie mam na imię Arthur — powtórzyłem.

Zapadło milczenie i tysiąc odpowiedzi przebiegło mu — przez myśl, wirując przed oczami niczym w automacie do gry.

— Ach tak? — rzucił w końcu.

Dwie cytrynki i kiść czereśni. Zagraj jeszcze raz.

— Obawiam się, że Ronnie cię wtedy okłamała — wyjaśniłem przepraszającym tonem.

Odchylił się na krześle, a na jego twarzy wykwitł lekki, sympatyczny uśmiech z gatunku „Nic, co powiesz, nie zbije mnie z tropu”.

— Doprawdy?

Milczenie.

— Niegrzeczna dziewczynka.

— Nie zrobiła tego z poczucia winy. Musisz zrozumieć, że między nami nic nie było — odczekałem chwilę; mniej więcej tyle czasu, ile zajmuje powiedzenie „odczekałem chwilę”, po czym przeszedłem do puenty. — Przynajmniej wtedy.

Wzdrygnął się. W widoczny sposób.

Trudno, żeby wzdrygnął się w niewidoczny sposób, bo w takim wypadku bym tego nie zauważył. Rzecz w tym, że chodziło o potężne wzdrygnięcie się, niemal podskok. Na tyle duże, aby zainteresować trenera skoku wzwyż.

Spojrzał na swoje szelki i poskrobał paznokciem jedną z mosiężnych klamerek.

— Przynajmniej wtedy… Rozumiem — podniósł na mnie wzrok. — Przepraszam, ale zanim przejdziemy dalej, powinienem cię, jak sądzę, poprosić o podanie prawdziwego nazwiska. Jeżeli nie jesteś Arthurem Collinsem, to…

Ledwo wydusił z siebie te słowa, zrozpaczony i spanikowany, ale nie chciał tego po sobie pokazać. Przynajmniej nie w mojej obecności.

— Nazywam się Lang — powiedziałem. — Thomas Lang. Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że zdaję sobie sprawę, jakim musi to być dla ciebie szokiem.

Powstrzymał ruchem ręki jakiekolwiek dalsze próby wyrażania skruchy, siedział nieruchomo przez chwilę, przygryzając knykieć i zastanawiając się, co powinien zrobić.

Pięć minut później nadal siedział w tej samej pozycji. Otworzyły się drzwi i stanęły w nich dziewczyna w prążkowanej bluzce, przypuszczalnie Jane, oraz Ronnie.

Obie kobiety zatrzymały się w progu, wodząc wzrokiem po pokoju. Philip i ja wstaliśmy i również powodziliśmy po nich wzrokiem. Gdybyście musieli wyreżyserować tę scenę, stanęlibyście przed nie lada problemem, gdzie umieścić kamerę. Ten żywy obraz trwał w najlepsze, wszyscy smażyliśmy się w społecznym piekle, aż wreszcie Ronnie przerwała milczenie.

— Kochanie!

Philip, biedny dureń, zrobił krok do przodu.

Ale Ronnie zmierzała ku mojej stronie biurka, Philip musiał więc przekształcić ten krok w nieokreślony gest w stronę Jane; widzisz, kawa się rozlała, herbatniki namokły, mam ogromną prośbę, czy byłabyś tak miła i…

Kiedy skończył i obrócił się w naszą stronę, Ronnie tuliła się już do mnie jak do ciepłego pieca. Odwzajemniłem uścisk, ponieważ sytuacja wydawała się tego wymagać, a także dlatego, że miałem na to ochotę. Bardzo ładnie pachniała.

Po chwili Ronnie wyślizgnęła się z moich ramion i odchyliła, aby mi się przyjrzeć. Zdawało mi się, że ma łzy w oczach; bez wątpienia mocno się zaangażowała w całą scenkę.

— Cóż mogę powiedzieć, Philip… — odezwała się, bo w sumie cóż więcej mogła powiedzieć.

Philip podrapał się po karku, oblał lekkim rumieńcem i z powrotem zajął się plamą po kawie na koszuli. W końcu był prawdziwym Anglikiem.

— Zostaw nas na chwilę, Jane — powiedział, nie podnosząc wzroku.

Prośba okazała się muzyką dla uszu Jane, która błyskawicznie zniknęła za drzwiami. Philip mężnie spróbował się zaśmiać.

— No tak — powiedział.

— No tak — ja też się zaśmiałem, w równie nienaturalny sposób. — To chyba wszystko. Przykro mi, Philip. Wiesz…

Staliśmy tak w trójkę przez kolejny wiek, czekając aż ktoś podpowie nam szeptem zza kulis następną kwestię. W końcu Ronnie zwróciła się do mnie, a jej oczy mówiły: zróbmy to teraz.

Wziąłem głęboki oddech.

— A tak przy okazji, Philip — powiedziałem, wyswobadzając się z objęć Ronnie i podchodząc do biurka. — Zastanawiam się, czy mógłbym cię prosić… no wiesz… o przysługę.

Philip spojrzał na mnie, jakbym uderzył go budynkiem.

— Przysługę? — zapytał i widać było, że rozważa wszystkie za i przeciw rozgniewania się na mnie.

Za moimi plecami Ronnie mruknęła z dezaprobatą.

— Nie rób tego, Thomas — powiedziała. Philip spojrzał na nią i zmarszczył lekko brwi, ale ona w ogóle nie zwracała na niego uwagi. — Przecież obiecałeś — wyszeptała.

Philip wspaniale zareagował na tę wymianę zdań.

Wciągnął nosem powietrze i nawet jeśli nie wydało mu się słodkie, to przynajmniej mniej gorzkie niż chwilę wcześniej, ponieważ w ciągu trzydziestu sekund od momentu, kiedy zakomunikowaliśmy mu, że to my tworzymy jedyną szczęśliwą parę w tym pokoju, wszystko wskazywało na to, że Ronnie i ja zaraz się posprzeczamy.

— Jakiego typu przysługę? — zapytał, krzyżując ręce na piersiach.

— Thomas, powiedziałam nie — Ronnie sprawiała wrażenie mocno zagniewanej.

Przekręciłem się o pół obrotu w jej stronę, ale wzrok utkwiłem w drzwiach, jakbyśmy odbyli już tę rozmowę kilka razy.

— Słuchaj, sam może odmówić, prawda? Przecież tylko go pytam, na Boga.

Ronnie zrobiła kilka kroków do przodu, okrążając narożnik biurka, aż znalazła się prawie dokładnie między nami. Philip zatrzymał wzrok na wysokości jej ud i widziałem, że ocenia swoje szanse. Jeszcze nie wypadłem z gry, myślał sobie.

— Nie wolno ci go wykorzystywać, Thomas — oznajmiła Ronnie, przesuwając się trochę dalej wokół biurka. — Nie zrobisz tego. To niesprawiedliwe. Nie teraz.

— Och, na litość boską — odparłem, zwieszając głowę.

— Jakiego rodzaju przysługę? — zapytał ponownie Philip; wyczułem, że nadzieja rośnie w jego sercu.

Ronnie zbliżyła się jeszcze bardziej.

— Proszę, Philip — powiedziała. — Nie rób tego. Pojedziemy sobie, pozwolimy ci…

— Posłuchaj — przerwałem, nie podnosząc wzroku. — Taka szansa może się już nie powtórzyć. Muszę go zapytać. Na tym polega moja praca, pamiętasz? Zadawanie ludziom pytań.

Zrobiłem się sarkastyczny i nieprzyjemny, a Philip bawił się coraz lepiej.

— Philip, proszę, nie słuchaj go. Przepraszam, że musisz… — Ronnie posłała mi zagniewane spojrzenie.

— Nie, w porządku — stwierdził. Nie spieszył się i myślał, że teraz wystarczy nie popełnić błędu. — A tak przy okazji, Thomas, czym się zajmujesz?

To było bardzo sympatyczne, ten Thomas. Słodki, przyjacielski, niewzruszony sposób zwracania się do człowieka, który właśnie ukradł mu narzeczoną.

— Jest dziennikarzem — powiedziała Ronnie, zanim zdążyłem się odezwać. Słowo „dziennikarz” zabrzmiało, jak określenie obrzydliwego zawodu. Którym, spójrzmy prawdzie w oczy…

— Jesteś dziennikarzem i chcesz mnie o coś poprosić? — powtórzył, uśmiechając się, Philip. — No to wal śmiało.

Uprzejmy mimo porażki. Prawdziwy gentleman.

— Thomas, jeżeli teraz go o to poprosisz, po tym, co uzgodniliśmy… — pozwoliła, aby jej słowa zawisły w powietrzu. Philip chciał, aby dokończyła.

— To co? — zapytałem zadzierzyście.

Ronnie popatrzyła na mnie z wściekłością, po czym odwróciła się na pięcie w stronę ściany. Przy okazji musnęła prostujący się lekko łokieć Philipa. Pięknie wykonane. Jestem już blisko, myślał. Tylko ostrożnie.

1 ... 65 66 67 68 69 70 71 72 73 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)