Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 87
Перейти на страницу:

Nie słuchał mnie. To również było do niego niepodobne.

— Chcą, abyś ciągnął to dalej — powiedział.

Oczywiście, że chcieli. Wiedziałem o tym. Operacja nigdy nie miała na celu złapania terrorystów. Chcieli, abym kontynuował, chcieli, abyśmy nie ustawali w działaniach, aż powstanie grunt do urządzania pokazu na dużą skalę. CNN na miejscu, kamery rejestrują wszystko na żywo, a nie pojawiają się cztery godziny po zdarzeniu.

— Panie — odezwał się po chwili Solomon — muszę cię o coś zapytać i potrzebuję szczerej odpowiedzi.

Nie zabrzmiało to przyjemnie. Wszystko było nie tak. Jak czerwone wino do ryby. Jak mężczyzna w smokingu i brązowych butach. Słowa Solomona zabrzmiały również nieprzyjemnie, jak nieprzyjemna była cała sytuacja.

— No, dawaj — mruknąłem.

Naprawdę wyglądał na zaniepokojonego.

— Odpowiesz szczerze? Muszę to wiedzieć, zanim zadam pytanie.

— Nie mogę ci tego obiecać, Dawidzie — zaśmiałem się, mając nadzieję, że opuści ramiona, odpręży się i przestanie budzić moje przerażenie. — Jeżeli zapytasz, czy pachnie ci brzydko z ust, odpowiem szczerze. Jeżeli zapytasz… sam nie wiem, praktycznie o cokolwiek innego, to owszem, prawdopodobnie skłamię.

Nie wyglądał na specjalnie usatysfakcjonowanego. Oczywiście nie miał specjalnego powodu, aby czuć się usatysfakcjonowany, ale co innego mogłem mu powiedzieć?

Odkaszlnął powoli i z rozmysłem, jakby istniała możliwość, że w najbliższym czasie nie będzie mógł ponownie tego zrobić.

— Jakie dokładnie stosunki łączą cię z Sarą Woolf?

To pytanie naprawdę mnie zdeprymowało. Zupełnie nie mogłem się w tym połapać. Obserwowałem zatem, jak Solomon spaceruje powoli tam i z powrotem z zasznurowanymi wargami i marsową miną, zupełnie jak ktoś, kto stara się poruszyć temat masturbacji z nastoletnim synem. Nie żebym kiedykolwiek uczestniczył w takiej rozmowie, wyobrażam sobie jednak, że łączy się ona z oblewaniem się rumieńcami, wierceniem się na krześle oraz odkrywaniem mikroskopijnych drobinek kurzu na rękawach marynarki, które nagle wymagają wielkiej uwagi.

— Dlaczego pytasz, Dawidzie?

— Proszę, panie. Po prostu… — widziałem, że Solomon ma nie najlepszy dzień. Wziął głęboki oddech. — Po prostu odpowiedz. Proszę.

Przyglądałem mu się przez chwilę, zagniewany a jednocześnie pełen współczucia.

— Chciałeś jeszcze dodać: „Ze względu na starą przyjaźń”?

— Ze względu na cokolwiek — odparł — co sprawi, że udzielisz mi odpowiedzi, panie. Starą przyjaźń, nową przyjaźń, po prostu odpowiedz.

Zapaliłem kolejnego papierosa i przyjrzałem się własnym dłoniom, starając się, jak to robiłem wielokrotnie w przeszłości, odpowiedzieć sobie na pytanie w myślach, zanim odpowiem na nie głośno.

Sara Woolf. Szare oczy ze smugą zieleni. Ładne ścięgna. Tak, pamiętam ją.

Co do niej czułem? Miłość? Nie mogłem udzielić takiej odpowiedzi, prawda? Po prostu nie znam wystarczająco dobrze stanu, który można określić jako „bycie zakochanym”. Miłość to słowo. Dźwięk. Jego związek z określonym uczuciem jest arbitralny, niewymierny i w ostatecznym rozrachunku niezrozumiały. Nie, jeżeli nie macie nic przeciwko, wrócę do tego później.

A co ze współczuciem? Współczuję Sarze Woolf, ponieważ… ponieważ co? Straciła brata, potem ojca, a teraz została zamknięta w mrocznej wieży, pod którą sir Roland szarpie się ze składaną drabiną? Przypuszczam, że mógłbym jej współczuć z tego powodu, że to mnie przypadła rola jej wybawcy.

Przyjaźń? Na litość boską, ledwie znam tę kobietę.

A więc, co to w takim razie było?

— Kocham ją — usłyszałem czyjeś słowa i natychmiast zdałem sobie sprawę, że to ja je wypowiedziałem.

Solomon przymknął na sekundę oczy, jakbym ponownie udzielił złej odpowiedzi, po czym powoli, z ociąganiem podszedł do stołu przy ścianie, z którego podniósł małe plastikowe pudełko. Ważył je przez chwilę w dłoni jakby rozważał, czy dać je mnie, czy wyrzucić przez drzwi w śnieg. Nagle zaczął przetrząsać kieszenie. Czegokolwiek szukał, znajdowało się w ostatniej kieszeni, jaką sprawdził, a kiedy pomyślałem, że miło jest zobaczyć, jak przytrafia się to dla odmiany komuś innemu, wyciągnął z niej małą latarkę w kształcie długopisu. Podał mi ją wraz z pudełkiem, po czym się oddalił, zostawiając mnie samego.

Cóż mi pozostawało — otworzyłem pudełko. Oczywiście, że otworzyłem. Tak właśnie należy postąpić, kiedy ktoś daje ci zamknięte pudełko. Otwiera się je. Podniosłem żółte plastikowe wieczko i z miejsca zrzedła mi mina.

W pudełku znajdowały się slajdy i wiedziałem, po prostu wiedziałem, że mi się nie spodobają.

Wyciągnąłem pierwszy i przytrzymałem go przed latarką.

Sara Woolf. Bez dwóch zdań.

Słoneczny dzień, czarna suknia, Sara wysiada z londyńskiej taksówki. Dobrze. W porządku. Nie ma w tym nic złego. Uśmiecha się — szeroki, radosny uśmiech — ale tego nikt nie zakazuje. Wszystko w porządku. Nie spodziewałem się, że szlocha w poduszkę dwadzieścia cztery godziny na dobę. Okay. Następny slajd.

Płaci taksówkarzowi. Znowu nie ma w tym nic złego. Na zakończenie kursu taksówką płaci się kierowcy. Takie życie. Zdjęcie zostało zrobione obiektywem o dużej ogniskowej, co najmniej 135, prawdopodobnie więcej. Krótki czas między zdarzeniami oznaczał, że aparat wyposażono w specjalny silnik umożliwiający wykonanie wielu zdjęć w krótkim czasie. Dlaczego ktokolwiek miałby zadawać sobie trud, żeby zrobić…

Teraz idzie w stronę krawężnika. Śmieje się. Taksówkarz patrzy na jej tyłek; też bym to zrobił na jego miejscu. Ona przyglądała się tyłowi jego głowy, on przyglądał się jej tyłkowi. Uczciwa wymiana. No, może nie do końca uczciwa, ale kto mówił, że żyjemy w doskonałym świecie.

Zerknąłem na plecy Solomona. Stał z opuszczoną Kłową.

Następne zdjęcie, proszę.

Ramię mężczyzny. Tak naprawdę ramię i bark w ciemnoszarym garniturze. Sięgające w kierunku jej talii, podczas gdy ona odchyla głowę gotowa do pocałunku. Jeszcze bardziej roześmiana. I znów, czym tu się martwić? Nie jesteśmy purytanami. Kobieta może pójść sobie z kimś na lunch, może zachowywać się uprzejmie, ucieszyć się na jego widok — nie musimy z tego powodu wzywać policji, do ciężkiej cholery.

Teraz się obejmują. Ona stoi bokiem do aparatu, więc twarz jest słabo wyraźna, ale nie ulega wątpliwości, że się ściskają. Stosowny, pełny uścisk. A więc on prawdopodobnie nie jest dyrektorem jej banku. No i co z tego?

Kolejne zdjęcie jest niemal identyczne, ale zaczynają się na nim obracać. Jego głowa oddala się od jej szyi.

Teraz idą w naszą stronę, nadal się obejmują. Nie widzę jego twarzy, ponieważ blisko aparatu przechodzi przechodzień i zamazuje obraz. Ale jej twarz. Co się na niej maluje? Szczęście? Rozkosz? Radość? Zachwyt? A może tylko uprzejmość. Następny i ostatni slajd.

Coś podobnego, pomyślałem sobie. Ale numer.

— Coś podobnego — powiedziałem na głos. — Ale numer.

Solomon się nie odwrócił.

Mężczyzna i kobieta idą w naszą stronę i znam ich oboje. Przed chwilą przyznałem się do tego, że kocham tę kobietę, choć teraz nie jestem pewien, czy to rzeczywiście prawda, z każdą sekundą jestem tego coraz mniej pewien, tymczasem ten mężczyzna… no właśnie.

Wysoki. Przystojny w ten ogorzały sposób. Ma na sobie drogi garnitur. Też się śmieje. Oboje się śmieją. Uśmiechy — na dużą skalę. Tak bardzo się uśmiechają, że wygląda, jakby miały im zaraz odpaść czubki głów.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)