Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 87
Перейти на страницу:

Wszyscy zapominają, że nie należy mówić fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. W porównaniu z „Nie zabijaj” wydaje się to zupełnie błahe. Przypomina czepianie się. Jak mandat za nieprawidłowe parkowanie.

Kiedy jednak zostanie skierowane przeciwko tobie i kiedy instynktownie reagujesz na nie, na kilka sekund, zanim mózg ma w ogóle szansę przetrawić to, co usłyszał, zdajesz sobie sprawę, że życie, moralność, wartości nie funkcjonują tak, jak to sobie wyobrażałeś.

Morderstone strzelił Mike'owi Lucasowi w gardło i była to jedna z najbardziej niegodziwych rzeczy, jakie kiedykolwiek widziałem, w życiu wypełnionym przecież obserwowaniem niegodziwych czynów. Ale kiedy Morderstone postanowił, dla wygody, rozrywki lub porządku administracyjnego, dać fałszywe świadectwo przeciwko człowiekowi, którego zabił — zabierając mu nie tylko fizyczne życie, ale również życie moralne; jego istnienie, pamięć, reputację; posługując się jego nazwiskiem, szargając je po to tylko, aby zatrzeć za sobą ślady — aby mógł zrzucić winę za to, co się miało zdarzyć, na dwudziestoośmioletniego pracownika CIA, któremu odrobinę pomieszało się w głowie, to właśnie w tym momencie z mojego punktu widzenia sprawy uległy zasadniczej zmianie.

W tym właśnie momencie naprawdę się wkurzyłem.

Rozdział 21

Chyba urwał mi się guzik od spodni.

Mick Jagger

Dostaliśmy od Francisca dziesięć dni urlopu na odpoczynek.

Bernhard powiedział, że spędzi je w Hamburgu i jego spojrzenie wskazywało, że mogło chodzić o seks. Cyrus pojechał do Evian Les Bains, ponieważ umierała jego matka — później okazało się, że umierała w Lizbonie, a Cyrus po prostu chciał znaleźć się jak najdalej od niej. Benjamin i Hugo polecieli do Hajfy żeby trochę ponurkować. Francisco zamierzał zostać w naszej siedzibie w Paryżu, odgrywając rolę samotnego dowódcy.

Ja zapowiedziałem, że jadę do Londynu. Latifa postanowiła zabrać się ze mną.

— Będziemy się zajebiście bawić w Londynie. Pokażę ci supermiejsca. Londyn to wspaniałe miasto — uśmiechnęła się do mnie promiennie i zatrzepotała rzęsami po całym pokoju.

— Spierdalaj — powiedziałem. — Jeszcze by tego brakowało, żebyś mi się cały czas pałętała pod nogami.

Przyznaję, że były to ostre słowa i naprawdę żałowałem, że musiałem tak to ująć. Niemniej jednak poruszanie się po Londynie z Latifą u boku, w sytuacji, gdy jakiś neptek mógł krzyknąć za mną na ulicy: „Thomas, kopę — lat! Kim jest ta sikoreczka?”, wiązało się z okropnym ryzykiem. Chciałem dysponować pełną swobodą ruchów, a zerwanie z Latifą wydawało się jedynym sposobem, aby ją sobie zapewnić.

Oczywiście mogłem wymyślić jakąś bajeczkę o konieczności odwiedzenia dziadków, siedmiorga dzieci lub doradcy w klinice chorób wenerycznych, ale ostatecznie uznałem zwykłe „spierdalaj” za najmniej skomplikowane.

Z Paryża poleciałem do Amsterdamu, posługując się paszportem Balfoura, następnie spędziłem godzinę, starając się zgubić Amerykanów, którzy mogliby nabrać ochoty do podążenia moim śladem. Nie żeby mieli ku temu jakiś szczególny powód. Zamach w Mürren przekonał większość z nich, że byłem zaufanym członkiem zespołu, poza tym Solomon zalecił, aby dali mi większą swobodę do czasu następnego kontaktu.

Mimo to chciałem, aby przez kilka następnych dni wszystkie pary brwi pozostały proste i nieuniesione, aby nikt nie powiedział: „No, no, a co to jest?”, przyglądając się czemuś, co robiłem, lub jakiemuś miejscu, do którego się udałem. Dlatego na lotnisku Schiphol kupiłem bilet do Oslo, wyrzuciłem go, następnie zaopatrzyłem się w nowy komplet ubrań i nową parę okularów przeciwsłonecznych, po czym udałem się z nimi do toalety. Po krótkim wahaniu wyłoniłem się z niej jako Thomas Lang, powszechnie znany jako kompletne zero.

Przyleciałem na Heathrow o szóstej wieczorem i zameldowałem się w hotelu Post House, który jest bardzo praktyczny, ponieważ znajduje się blisko lotniska; jest też strasznym miejscem, ponieważ znajduje się blisko lotniska.

Wziąłem długą kąpiel, zwaliłem się na łóżko z paczką papierosów oraz popielniczką i wykręciłem numer do Ronnie. Musiałem poprosić ją o przysługę — tego rodzaju — przysługę, do której trzeba najpierw drugą stronę urobić — więc przygotowałem się na długie posiedzenie.

Rozmawialiśmy długo, co sprawiło mi przyjemność; przyjemność w ogóle, ale szczególną przyjemność z tego powodu, że to Morderstone miał zapłacić za połączenie. Miał też zapłacić za szampana i stek, który zamówiłem u obsługi hotelowej, oraz lampę, którą rozbiłem, kiedy potknąłem się o krawędź łóżka. Widziałem oczywiście, że zarobienie takich pieniędzy prawdopodobnie zajmuje mu jedną setną sekundy, ale z drugiej strony, kiedy idzie się na wojnę, trzeba umieć żywić się tego rodzaju małymi zwycięstwami.

W oczekiwaniu na duże.

— Proszę spocząć, panie Collins.

Recepcjonistka przycisnęła guzik i powiedziała do nie — wiadomo kogo:

— Pan Collins do pana Barraclougha.

Oczywiście powiedziała to do kogoś. W gąszczu włosów miała ukryty maleńki mikrofon przyczepiony do słuchawek. Uświadomiłem sobie to jednak dopiero po pięciu minutach, podczas których poważnie zastanawiałem się, czy nie zadzwonić do kogoś z informacją, że recepcjonistka ma zwidy.

— Przyjdzie za minutkę — rzuciła. Nie jestem pewien, czy do mnie, czy do mikrofonu.

Znajdowaliśmy się w biurach Smeetsa Velde Kerkpleina, który dzięki swojemu nazwisku miałby przynajmniej szansę zapisać na swoim koncie sporo punktów w scrabble. Występowałem jako Arthur Collins, malarz z Taunton.

Nie wiedziałem, czy Philip będzie pamiętał Arthura Collinsa, ale nie miało to większego znaczenia. Potrzebowałem jednak najmniejszego punktu zaczepienia, aby dostać się do jego biura na dwunastym piętrze, a Collins — wydawał się najlepszym pomysłem. W każdym razie czymś lepszym od Gościa, Który Spal Kiedyś Z Twoja Narzeczoną.

Wstałem i zacząłem powoli krążyć po pokoju, przekrzywiając głowę na bok tak, jak to czynią malarze, i przyglądając się wiszącym na ścianach dziełom sztuki korporacyjnej. W większości były to ogromne szaroturkusowe bohomazy z dziwnymi — naprawdę bardzo dziwnymi — smugami szkarłatu. Obrazy wyglądały, jakby zaprojektowano je w laboratorium (i prawdopodobnie tak było) do zmaksymalizowania poczucia pewności siebie i optymizmu u osób, które po raz pierwszy inwestowały pieniądze w SVK.

Na końcu korytarza otworzyły się gwałtowanie żółte dębowe drzwi i pojawiła się w nich głowa Philipa. Przyglądał mi się przez chwilę badawczo, wyszedł na zewnątrz i zaprosił gestem do środka.

— Arthur — odezwał się z lekkim wahaniem. — Co słychać?

Miał na sobie jasnożółte szelki.

Philip stał odwrócony do mnie tyłem i nalewał filiżankę kawy.

— Nie mam na imię Arthur — powiedziałem, sadowiąc się na krześle.

Rzucił mi szybkie spojrzenie przez ramię i natychmiast wrócił do przerwanej czynności.

— Cholera — rzucił i zaczął ssać mankiet od koszuli. Odwrócił się i krzyknął w kierunku otwartych drzwi. — Jane, kochana, przynieś nam ścierkę, jeżeli możesz.

Przyjrzał się uważnie rozlanej kawie, mleku i nasiąkniętym nimi herbatnikom, uznał jednak, że tak błahe zdarzenie nie może rozpraszać jego uwagi.

— Przepraszam — mruknął, wciąż liżąc koszulę — nie dosłyszałem.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)