Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 116
Перейти на страницу:

— Madame, wiem, że jest pani osobą uprzywilejowaną, lecz otrzymałem rozkazy, by was tu umieścić wszystkich razem.

— Kennedy, jestem czynną metapsychiczką i wyszkoloną korektorką. Nie nawiązałam łączności z Creynem, ale mogę wyczuć twoją panią i jej nie narodzone dzieci i wiem, że właśnie w tej chwili są w poważnym niebezpieczeństwie. Stąd nie mogę im pomóc, ale jeśli zabierzesz mnie na dół, do sali porodowej… o właśnie! Creyn mnie wzywa!

Kennedy również usłyszał wezwanie telepatyczne.

— Więc proszę ze mną. — Wziął ją pod rękę, wyprowadził na korytarz i zatrzasnął drzwi.

Raimo odezwał się kwaśnym tonem:

— A to ślicznie! Nas tu zamknięto, ale Panienka w Czerwieni obejrzy sobie ognie sztuczne.

— Nigdy bym nie pomyślał, że jesteś położnikiem-amatorem — zakpił Aiken.

— Nie słyszałeś tego typa? — Jasne oczy Raima zabłysły, oblizał wargi. — Powiedział, że Firvulagowie zaczynają oblegać ten dom! Chciałbym to widzieć. Może nawet wmieszać się do walki.

Sukey wykrzywiła szyderczo twarz.

— Nie możesz się doczekać, by wziąć udział w Polowaniu, prawda? Doczekać się, aż nabijesz na pikę głowę jakiegoś potwora? Ale kiedy płynęliśmy dzisiaj przez te bystrza, nie byłeś taki odważny!

Bryan i dziwnie zgaszony Aiken Drum wyszli na balkon; nie chcieli brać udziału w kłótni. Zostawiona kolacja wystarczyłaby dla tuzina osób, ale składała się tylko z zimnych i pośpiesznie przygotowanych potraw. Aiken wziął pieczoną kurzą nóżkę i zaczął ją obojętnie ogryzać, równocześnie badając zabezpieczenie balkonu. Okazało się, że całkowicie otacza go klatka z ozdobnych mosiężnych krat.

— Stąd szybko nie wyfrunę, prawda? Myślę, że mógłbym przepiłować kraty którymś z vitrodurowych szpejów, jakie mam w kieszeni. Ale nie wygląda na to, by ucieczka się opłacała. Tanowie tak mnie zainteresowali swoim słodkim życiem, że głupio byłoby uciekać.

— Mam wrażenie, że chodziło właśnie o wyrobienie u ciebie takiej postawy — rzekł Bryan. — Pozwolili ci posmakować tyle tylko z twoich nowych — możliwości, abyś zapragnął ich o wiele więcej. A wtedy odebrali ci metafunkcje, ale tak będzie do czasu, kiedy się poddasz w stolicy ich reżimowi treningowemu i kiedy zrobią z ciebie śliczną małą kopię ich samych.

— Więc tak to sobie wyobrażasz, prawda? — Błazeński uśmiech Aikena był tak szeroki jak zawsze, ale czarne oczka rzucały złe błyski. — Nie masz zapipczonego pojęcia ani o tym, ani jak mój umysł funkcjonuje. Jeśli zaś idzie o metazdolności, jesteś tylko normalny. Nie znasz i nigdy nie poznasz tej władzy, więc nie częstuj mnie zasranymi profesorskimi przepowiedniami na temat, jak się będę zachowywał!

— Założyli ci obrożę i dobrze ci z nią — odparł łagodnie Bryan.

Aiken pstryknął lekceważąco w swój srebrny naszyjnik.

— To? To tylko hamulec dla moich metafunkcji. Teraz jest skuteczny, bo jeszcze nie wykombinowałem, jak go wyłączyć. Pracuję nad tym. Myślisz, że mają mnie pod swą władzą? Creyn na samym początku zaprogramował w to inhibitor psychiczny. To taki mały zrzęda siedzący w mózgu, który bez przerwy daje do zrozumienia, że spotkają nas okropne rzeczy, jeśli spróbujemy uciekać albo zrobimy cokolwiek, co zagrozi spokojowi i dobrobytowi naszych wspaniałych tańskich przyjaciół. A wiesz, ile jest wart ten inhibitor mający na mnie wpływać? Gówno wart. Przed małą Sukey i tępym Raimem Tanowie są bezpieczni. Ale nie przed Aikenem Drumem.

— Obręcze… Czy już wiesz, jak działają poszczególne rodzaje?

— Nie wszystko, ale dość. Na przyjęciu w Roniah jedna z Tanek wygadała się, gdy grzecznie się do niej zabrałem. Te kochane obręcze to artykuł podstawowy, wzmacniacze mentalne zmieniające latentnych w aktywnych. Są wypchane pastylkami baru, przez które przebiega sieć z mikroskopijnymi ilościami ziem rzadkich i odrobiną jeszcze innego szmelcu przywiezionego przez te błazny z macierzystej galaktyki. Obręcze Tanowie wyrabiają rzemieślniczo i mają maszyny do hodowli i wytłaczania pastylek. Mało co rozumieją, jak to wszystko działa, a większość z nich wie jeszcze mniej na temat teorii działania naszyjników, tej całej metapsychiki. Technologią produkcji zawiaduje w stolicy jakiś zespół, nazywający się Bractwo Zniewalających.

— Czy poszczególne złote obręcze różnią się siłą… eee… wzmacniania?

— Są wszystkie identyczne. I mogą zwiększać tylko to, co osobnik już posiada. Jeśli ma jedną słabiutką uśpioną zdolność, zostanie słabiutkim aktywnym. Jeśli jest po gardło wypchany wszystkimi pięcioma metafunkcjami, będzie Wielkim Magiem. Większość Tanów jest mocna w zakresie jednej tylko metafunkcji i ma tendencję do wiązania się z innymi tego typu. A faceci z kilku mocnymi funkcjami stanowią prawdziwą arystokrację. Można się było tego spodziewać. Jest to ten sam wzorzec co w Środowisku, tylko na tandetną skalę. Każdy goni za tym, na co go stać. O ile mogłem się zorientować, nie ma tu mętów klasy mistrzowskiej i niczego podobnego do psychojedności Środowiska.

Bryan pokiwał głową z namysłem.

— Już wyczułem brak hierarchii u tego ludu.

Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że są na poziomie społecznym systemu klanowego. Fascynujące… i niemal nie spotykane, biorąc pod uwagę symptomy ich wysokiej kultury.

— To barbarzyńcy — oświadczył kategorycznie Aiken. — I to właśnie w nich lubię! I nie są na tyle dumni, by nie włączać między siebie nas, ludzi z uśpionymi zdolnościami…

— Jeśli noszą srebrne obroże.

Aiken parsknął śmiechem.

— Ano. Srebrne naszyjniki mają wszystkie własności wzmacniające złotych… oraz obwody sterowania. Szare obroże i te małe dla małpek mają tylko sterowanie plus garść obwodów przyjemność/ból, a także komunikator telepatyczny o bardzo zmiennym zasięgu.

Bryan wyjrzał przez balkon.

— Czy masz jakieś ślady mentalne na temat tego, co się tu dzieje? Tam na dole duży ruch. Coraz bardziej mnie ciekawią ci Firvulagowie.

Aiken zmarszczył brwi.

— Było coś dziwnego w odciętych głowach przywiezionych przez uczestników Polowania. Niektóre z nich nie wydawały się całkiem martwe! A po chwili zaczęły… jak by to powiedzieć?… migotać. Myśliwi je zabrali, więc nie zdołaliśmy im się dobrze przyjrzeć. Ale w tym całym przedstawieniu był jakiś element… podświadomy.

Pojawili się Sukey i Raimo w poszukiwaniu kolacji.

— Czy wy coś słyszycie? — spytał ich Aiken. — Myślowo? Próbowałem, ale ten cholerny rygiel, jaki mi wstawił Creyn, ekranuje wszystko poza paru szeptami.

Sukey zamknęła oczy i zatkała uszy palcami. Raimo stał jedynie przez jakiś czas z otwartymi ustami i wreszcie powiedział:

— Słyszę tylko, jak mi burczy w brzuchu. Biorę się za jedzenie.

Po kilku minutach Sukey, cierpliwie obserwowana przez Aikena i Bryana, otworzyła oczy.

— Odbieram… usilne dążenie. Z licznych źródeł mentalnych, które wyglądają różnie. Nadają na innej długości fali niż ludzie. Nawet niż Tanowie. Mogę się do nich dostroić, ale to trudne. Czy mnie rozumiecie?

— Rozumiemy, dziecino — odrzekł Aiken.

Popatrzyła zaniepokojona na niego, a następnie na Bryana.

— Jak sądzicie, co to może być?

— Na pewno nic, czym musielibyśmy się martwić — odpowiedział Bryan.

Sukey mruknęła coś na temat, że chciałaby posiedzieć ze Steinem i wzięła do pokoju talerz z owocami i zimnymi mięsami. Bryanowi wystarczył byle jaki sandwicz i kubek napoju podobnego do jabłecznika. Antropolog stał teraz i patrzył na pogrążone w półmroku Darask. Na wschodzie ośnieżone szczyty gigantycznej fortecy Alp Nadmorskich jeszcze świeciły różem zachodzącego słońca. Niezwykłe, pomyślał Bryan. Wydaje się, że te góry są tak wysokie jak główny trzon Himalajów czy nawet Masyw Hlithskjalf na Asgardzie.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)