Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 116
Перейти на страницу:

Z gór spływał chłodny wiatr i przelatywał nad bagnistymi równinami, gdzie Rodan zwalniał biegu i wziąwszy ostry skok w dół w okolicy nie istniejącego Lyonu, wreszcie rozlewał się szeroko.

Podróż, którą dzisiaj odbyli, przypominała zejście po gigantycznych schodach w wąwozie. Płynęli spokojnie trzydzieści czy czterdzieści kilometrów, po czym napotykali dzikie bystrza, które przerzucały ich na kolejne niższe piętro z szybkością łodzi odrzutowej. Pomimo zapewnień kapitana Highjohna, Bryan miał wrażenie, że przeżył najgorsze tortury w życiu. Ostatni pas bystrzy położonych, jak przypuszczał Bryan, w wąwozie o jakieś pięćdziesiąt kilometrów powyżej przyszłego Mostu Awiniońskiego, był nie do wiary okropny. Długi okres strachu stępił zmysły Bryana aż do osłupienia. Aiken Drum prosił Creyna, by go nie usypiał na czas ostatniego, najcięższego odcinka spływu, ponieważ miał chętkę na sensacyjne przeżycia opisane przez Bryana. Gdy statek fiknął kozła na ostatniej wielkiej katarakcie i znalazł się na spokojnych wodach Jeziora Prowansalskiego, Aiken miał szarozieloną twarz, a błyszczące zwykle oczy zmętniałe od szoku.

— Pipczona jazda diabelskim młynem — jęknął. — W pipczonej betoniarce!

Gdy osiągnęli Darask nad Dolnym Rodanem, mieli za sobą prawie siedemdziesiąt kilomerów przebytych w mniej niż dziesięć godzin. Zwężające się koryto rzeki wiło się, rozdwajało i dzieliło na tuziny odnóg rozdzielonych falującymi łąkami i bagniskami, gdzie mieszkały stada długonogich ptaków oraz krokodyle w kremowe i czarne plamy. Tu i tam z błotnistej równiny wyrastały wysepki. Na szczycie jednej z nich znajdowało się Darask; wyglądało zupełnie jak tropikalna Mont Saint-Michel górująca nad morzem traw. By przedostać się z głównego nurtu Rodanu w odnogę wiodącą do warownego miasta, statek włączył silnik pomocniczy. W Darask było małe nabrzeże osłonięte piaskowcową ścianą wysokości ponad dwunastu metrów, opartą o niedostępne urwisko.

W tej chwili w mieście, nad którym wznosił się wysoko pałac, ramowie zapalali lampki nocne; wspinali się na wąskie drabiny, by dosięgnąć tych, które były umieszczone na kroksztynach wzdłuż dachów i posługiwali się bloczkami, by na wewnętrznych murach fortecznych zawiesić pionowe girlandy świateł. Na bastionach otaczających miasto ludzie w służbie wojskowej zapalali większe pochodnie. Pod okiem Bryana i innych oglądających to podróżnych została uruchomiona iluminacja w szczególnym stylu Tanów, która podkreślała zarys pałacu i jego wież punkcikami czerwieni i w kolorze bursztynu, symbolizującymi barwy heraldyczne jego psychokinetycznego pana, lorda Cranovela.

Aiken przyjrzał się tańskim lampom umieszczonym wzdłuż balkonu, na którym stali. Wykonane były z grubego, szlifowanego szkła i stały w małych kamiennych niszach, bez drutów ani części metalowych. Były zimne.

— Bioluminescencja — zdecydował człowieczek w złotym ubraniu i potrząsnął jedną z nich. — Założycie się, że to świecą mikroorganizmy? Co to mówił Creyn? Że te lampy są uruchamiane nadmiarem metaemanacji? To się zgadza. Każe się paru w obrożach z niskiego szczebla, by wytworzyli potrzebną falę w czasie, gdy grają w szachy, piją piwo, czytają w kąpieli albo wykonują jeszcze jakieś półautomatyczne…

Bryan ledwie zwracał uwagę na spekulacje Aikena. Za miastem na otaczających je bagniskach błędne ogniki zapalały własne lampy: małe plamki błękitu metanowego, mrugania robaczków świętojańskich, które rozbłyskiwały i gasły w rozproszonej synchronic blade błądzące płomyki ślizgające się po zamglonych wodach wokół wyspy jak zagubione czarodziejskie łódeczki.

— Tam są chyba te świecące robaczki albo palące się gazy błotne — odezwała się Sukey, kiedy stanęła za Bryanem i popatrzyła na ciemniejący krajobraz.

— Teraz coś słyszę — powiedział Raimo. — Ale żadnym metasposobem. Wy to chwytacie?

Wytężyli słuch. Rozczarowana Sukey wydęła wargi– Żaby!

W wiejącym wietrze rodził się prawie niesłyszalny tryl, nabierał mocy i na koniec rozbijał się w skomplikowany potrójny akord dzwonków i pisków. Niewidzialny maestro płazów skinął batutą i włączyły się dalsze głosy: chrząknięcia i pomruki, warkoczące bębenki, mlaśnięcia i trzaski, dźwięki jakby wygwizdywane na pustych trzcinach. Nowe żabie głosy dodały do tego naśladowanie wolno kapiącej wody, szarpanych strun, trylu ludzkiego gardła, brzęczenia wierteł, wzmocnionych tonów gitarowych, a w tym dźwiękowym tle rozległo się znajome kumkanie pospolitej żaby, tego wytrwałego stworzenia, które za sześć milionów lat będzie towarzyszyć ludzkości w kolonizacji odległych gwiazd.

Czworo na balkonie spojrzało po sobie i wybuchnęło śmiechem.

— Mamy miejsca w pierwszym rzędzie — stwierdził Aiken — na wypadek, gdyby nastąpiła inwazja Firvulagów. A ten niebieski dzban jest pełen czegoś chłodnego i zdecydowanie alkoholowego. Czy przyciągniemy tu fotele i zaczniemy się wzmacniać w związku z przybyciem potworów zgodnie z rozkładem jazdy?

— Wszyscy za? — spytał Bryan.

— Tak jest!

Wyciągnęli kubki, a człowieczek w złotym ubraniu po kolei je napełnił.

Elżbieta przycisnęła wierzch dłoni do spoconego czoła. Otworzyła oczy i wolno wypuściła powietrze.

Creyn i zmizerowany Tanu w pogniecionej żółtej todze pochylili się z niepokojem nad jej fotelem. Myśl Creyna dotknęła jej myśli, podtrzymująco, pytająco.

Tak. Oddzieliłam je. Definitywnie.

Przepraszam tak słaba moja zdolność rdza nieużywanie.

Teraz się urodzą.

Myśl Torda Cranovela płacz

Z wdzięczności. A ona?

Bezpieczne ach bezpieczne moje kochanie?

Kobietyludzie odporniejsze niż Tanu.

Teraz łatwo wyzdrowieje.

Mężczyzna w żółtej todze krzyknął głośno:

— Estella Sirone! — I wybiegł z komnaty.

Po paru chwilach kłótliwy wrzask noworodka dobiegł uszu dwojga czekających. Elżbieta uśmiechnęła się do Creyna. Za oknami pałacu mgły zaczęły szarzeć; nastawał świt.

— Nigdy nie miałam do czynienia z niczym podobnym — powiedziała Elżbieta. — Dwa nie narodzone umysły tak splecione, tak wzajemnie wrogie. Oczywiście bliźniaki jednojajowe. Ale wydaje się nieprawdopodobne, by autentyczna wrogość była zdolna…

Kobieta Tanu cała w czerwieni wysunęła głowę zza kotary na drzwiach i zawołała:

— Śliczna dziewczynka! Następne w pozycji pośladkowej, ale wydobędziemy je bezpiecznie, nie ma obawy. — Znikła.

Elżbieta wstała z fotela i podeszła zmęczona do okna. Po raz pierwszy od tylu godzin, które spędziła przy sali porodowej, pozwoliła swej myśli pobiec w dal. Na zewnątrz znajdowały się anomalie napierające coraz bliżej i potykające się nawzajem o swe wstrętne żądze. Takie małe, podniecone, nieludzkie umysły, wyraźnie aktywne, zmieniające kształty dusz w chwili, kiedy chciała je uchwycić dla zbadania. Wymykały się jej, tworzyły przebrania, bladły i rozbłyskiwały, kurczyły się do mikroskopijnej wielkości lub wydymały w potwory o groźnych postawach w wirującej wokół wież wyspowego pałacu mentalnofizycznej mgle.

Krzyknęło drugie dziecko.

Przeniknięty do głębi straszliwym zrozumieniem umysł Elżbiety spotkał się z myślą Creyna. Ze skomplikowanych emocji Tanu wydzieliła się powoli kropla żalu, po czym Creyn zatrzasnął między nimi nieprzenikalny ekran.

1 ... 60 61 62 63 64 65 66 67 68 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)