Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Zakłopotanemu czy nie, Perrinowi aż zaburczało w brzuchu, gdy poczuł aromaty unoszące się spod pokrywki kosza. Pieczona dzika kura, chyba — jeżeli się nie mylił, oraz świeżo upieczony, nadal ciepły chleb. A ponieważ mąki nie mieli w obozie zbyt dużo, chleb jadali prawie równie rzadko jak mięso. To prawda, że Aybara w niektóre dni tęsknił za jedzeniem. Naprawdę czasami o nim zapomniał, kiedy zaś sobie przypominał, jedzenie okazywało się męczarnią, gdyż musiał podczas posiłków znosić obecność Lini i Breane albo natręctwo innych osób, chętnych z nim obiadować. Teraz pod wpływem bliskości ciepłego pożywienia o mało nie pociekła mu ślinka. Czy byłoby nielojalnością zjeść zawartość przyniesionego przez Berelain koszyka?
— Dziękuję za chleb i dziką kurę — odparł gburowato. — Jednak ostatnia rzecz na ziemi, jakiej pragnę, to sugerowanie komukolwiek, że flirtujemy. A myję się, ilekroć tylko mogę... W co zresztą nie powinnaś się wtrącać. Nie jest łatwo się myć przy takiej pogodzie. Poza tym, nikt inny nie pachnie dużo lepiej niż ja. — Nagle uświadomił sobie, że się myli — ona pachniała znacznie lepiej od niego. Przez jej lekkie, kwiatowe perfumy nie przebijała najmniejsza nuta woni potu czy brudu. Zirytowało go, że zauważył jej perfumy, a może zdenerwował się faktem, że pachniała tak czysto. Jej zapach zakrawał niemal na zdradę.
Oczy Berelain rozszerzyły się na moment w zdumieniu — dlaczego? — jednak później kobieta westchnęła, mimo uśmiechu, który zaczynał wyglądać na przylepiony, zaś w jej woni pojawiła się nutka rozdrażnienia.
— Każ rozbić swój namiot. Wiem, że jest dobra miedziana wanna w jednym z twoich wozów. Powinieneś wziąć w niej kąpiel. Ludzie oczekują, że pan wielkiego rodu będzie wyglądał jak... pan wielkiego rodu, Perrinie. Zawsze warto się dobrze prezentować, nawet kiedy utrzymanie czystości wymaga dodatkowego wysiłku. Nazwij swoje działanie umową pomiędzy tobą i nimi. Musisz dać im to, czego oczekują, czego potrzebują lub chcą, w przeciwnym razie stracą do ciebie szacunek, a później zaczną mieć właśnie do ciebie pretensje za to, że cię przestali szanować. Tak to zazwyczaj wygląda, a szczerze mówiąc, żadne z nas nie może pozwolić, żeby doszło do takiej sytuacji. Wszyscy przebywamy z dala od naszych domów, otoczeni przez wrogów i bardzo wierzę, że ty, Lordzie Perrin „Złote Oko”, możesz stanowić naszą jedyną życiową szansę na powrót do naszych domów. Bez ciebie wszystko się rozpada. Teraz się do mnie uśmiechnij, ponieważ skoro flirtujemy, na pewno nie mówimy o niczym poważnym.
Aybara obnażył zęby. Mayenianie i Mądre rzeczywiście im się przyglądały, jednak z odległości pięćdziesięciu kroków w tym mroku mogły jego minę rzeczywiście uznać za uśmiech. Utrata szacunku? Wszak to właśnie Berelain przyczyniła się pogardy, którą żywili do niego obecnie mieszkańcy Dwu Rzek, nie wspominając o uczuciach służących Faile. Co gorsza, Faile niejednokrotnie wygłaszała do niego podobny wykład o obowiązkach arystokraty, który powinien dawać ludziom to, czego się po nim spodziewają i czego od niego pragną. Największą obrazą dla Perrina było wysłuchiwanie tej kobiety, akurat tej kobiety, powtarzającej słowa jego małżonki!
— O czym zatem rozmawiamy, skoro nie ufasz w tej sprawie własnym ludziom i nie dzielisz się z nimi swoją wiedzą?
Twarz Pierwszej z Mayene pozostała łagodna i uśmiechnięta, a jednak nutka lęku w jej zapachu pogłębiła się. Berelain była daleka od paniki, ale wyraźnie sądziła, że grozi jej jakieś niebezpieczeństwo. Ręce w rękawiczkach zaciskała mocno na cuglach gniadosza.
— Kazałam moim łowcom złodziei powęszyć w obozie Masemy i zaprzyjaźnić się z tamtejszymi ludźmi. Nie są tak dobrzy jak „oczy i uszy”, lecz wzięli wino, które przypuszczalnie ukradli mnie i dzięki uważnemu słuchaniu dowiedzieli się co nieco.
Przez chwilę przypatrywała mu się zagadkowo, z przechyloną głową. O Światłości! Zatem Berelain wiedziała, że Faile używała Selande i tych innych głupków jako szpiegów! Tak, wszak właśnie Berelain wspomniała mu o tym jako pierwsza. Prawdopodobnie Gendar i Santes, jej łowcy złodziei, przyuważyli Haviara i Neriona w obozie Masemy. Trzeba będzie ostrzec Balwera, zanim spróbuje wysłać Lady Medore do Berelain i Annoury. Może wówczas bowiem dojść do kompletnego zamieszania.
Perrin nie odezwał się, więc kobieta kontynuowała.
— Położyłam coś w tym koszu... oprócz chleba i dzikiej kury... pewien dokument... Santes znalazł go wczoraj wcześnie rano. Dokument spoczywał zamknięty w obozowym biurku Masemy. Głupi Santes zawsze pragnie się dowiedzieć, co tkwi w każdym zamkniętym na klucz schowku. Skoro już musiał grzebać w zamkniętych na klucz szufladach Masemy, powinien był zapamiętać przedmiot, zamiast go zabierać, ale co się stało, już się nie odstanie. Jeśli zadałam sobie tyle trudu przy ukryciu go, postaraj się, proszę, ażeby nikt cię nie zobaczył, jak go czytasz! — dodała ostro, gdy Perrin podniósł wieko kosza, odkrywając owiniętą w materiał paczuszkę i uwalniając jeszcze silniejszy aromat pieczonego drobiu oraz ciepłego chleba. — Widziałam już wcześniej szpiegujących cię ludzi Proroka. Może i teraz ci się przyglądają!
— Nie jestem głupcem — warknął.
Wiedział o obecności obserwatorów Masemy. Większość zwolenników tego człowieka była mieszczanami, a niemal wszyscy czuli się w lesie nieswojo. Nie znaczy to, że jeden czy dwóch nie mogło się ukrywać gdzieś wśród drzew i z cienia szpiegować Perrina. Chociaż z drugiej strony nigdy nie podchodzili zbyt blisko, ponieważ Aybara miał tak doskonały wzrok, że uważali go niemal za na wpół oswojonego przedstawiciela Pomiotu Cienia, rzadko więc wyczuwał zapach któregoś z nich. Dzisiejszego ranka miał natomiast na głowie inne rzeczy.
Odgarnął materiał i jego oczom ukazała się dzika kura — była wielkości sporego domowego kurczaka, skórkę miała przyrumienioną i na oko chrupiącą. Odrywając nóżkę, Perrin dostrzegł i wymacał pod mięsem gruby, kremowy papier złożony w czworo. Nie dbając o tłuszcz, nieco niezdarnie rozwinął dłońmi w rękawicach papier na ptaku i podczas ogryzania kurzego udka przeczytał tekst. Osoba patrząca z boku niechybnie odniosłaby wrażenie, że głodny mężczyzna zastanawia się, którą część dzikiej kury zaatakować następnie. Gruba, zielona woskowa pieczęć złamana z jednej strony przedstawiała zdaniem Aybary trzy ręce, każdą z rozwartymi dwoma palcami: wskazującym i małym, a pozostałymi złożonymi. Napisane płynnym pismem litery wydawały się osobliwie ukształtowane, toteż zrozumienie treści przychodziło Perrinowi z trudem i wymagało pewnej dozy wysiłku.
Okaziciel niniejszego dokumentu znajduje się pod moją osobistą ochroną. W imię Cesarzowej, niech nam żyje wiecznie, udzielcie tej osobie wszelkiej możliwej pomocy, gdyż działa ona w służbie Imperium i nie rozmawiajcie o niej z nikim poza mną.