Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 86
Перейти на страницу:

Gdzieś w głębi mieszkania rozległy się kroki. Xavier podniósł wzrok. Za jej ramieniem ujrzał wychodzącego z łazienki mężczyznę. Był kilka lat młodszy od Marcha: brązowe zamszowe buty, sportowa marynarka, krawat, biały sweter założony niedbale na elegancką koszulę. Charlie zesztywniała nagle i delikatnie uwolniła się z jego uścisku.

— Pamiętasz Henry’ego Nightingale’a? Wyprostował się, czując, jak ogarnia go zmieszanie.

— Oczywiście. Spotkaliśmy się w barze przy Potsdamer Strasse. Obaj mężczyźni stali jak wmurowani w miejscu. Twarz Amerykanina była nieprzenikniona jak maska.

— Co się tutaj dzieje? — zapytał cicho Xavier, nie odrywając oczu od Amerykanina.

— Nic nie mów — szepnęła mu do ucha, stając na palcach. — Nie tutaj. Coś się wydarzyło. — A potem głośniej: — Czy to nie ciekawe, że spotkaliśmy się wszyscy troje? — Wzięła Marcha pod ramię i ruszyła w stronę łazienki. — Powinieneś chyba przejść do mojej rozmównicy.

W łazience Nightingale zachowywał się jak gospodarz. Odkręcił kurki zimnej wody nad umywalką i wanną i nastawił głośniej radio. Program zmienił się. Obite boazerią ściany wibrowały teraz w rytmie oficjalnie aprobowanego „niemieckiego jazzu” - rozwodnionej synkopowanej muzyki, całkowicie pozbawionej wszelkich „negroidalnych wpływów”. Zadowolony z poczynionych przygotowań, Amerykanin przysiadł na skraju wanny. March usadowił się obok niego, Charlie przykucnęła na podłodze.

— Właśnie opowiadałam panu Nightingale’owi o naszym przedwczorajszym gościu — oświadczyła, otwierając zebranie. — O tym, z którym musiałeś walczyć. Pan Nightingale uważa, że Gestapo mogło zainstalować tu podsłuch.

— Obawiam się, że w ten właśnie sposób funkcjonuje pański kraj, Herr Sturmbannführer — stwierdził, uśmiechając się szeroko, Amerykanin.

Pański kraj…

— Rozumie pan: środek zapobiegawczy…

Może nie jest wcale ode mnie młodszy, pomyślał Xavier. Dyplomata miał gęste jasne włosy, jasne rzęsy i narciarską opaleniznę. Jego olśniewająco białe, pokryte emalią zęby były absurdalnie regularne. Z pewnością nie wiedział, co to są jednodaniowe obiady; w dzieciństwie nie jadał wodnistych kartoflanych zupek i trociniastej kiełbasy — wystarczyło spojrzeć na jego cerę. Ze swoim chłopięcym wyglądem mógł mieć równie dobrze dwadzieścia pięć jak pięćdziesiąt lat.

Przez kilka chwil nikt się nie odzywał. Ciszę wypełniała muzyczna europejska sznura.

— Wiem, że zakazałeś mi z kimkolwiek o tym rozmawiać — odezwała się w końcu Charlie, zwracając się do Marcha. — Ale nie mogłam inaczej. Teraz musisz ufać Henry’emu, a Henry musi ufać tobie. Wierz mi, nie ma innego wyjścia.

— I naturalnie obaj musimy ufać tobie.

— Och, daj spokój…

— W porządku — powiedział, podnosząc ręce na znak, że się poddaje.

Obok niej leżał na sedesie najnowszy model amerykańskiego przenośnego magnetofonu. Na drugim końcu tkwiącego w nim kabla znajdowała się zamiast mikrofonu mała przyssawka.

— Posłuchaj tego — powiedziała. — Wtedy wszystko zrozumiesz.

— Pochyliła się i nacisnęła przycisk. Szpule w magnetofonie zaczęły się obracać.

— Fräulein Maguire?

— Tak?

— Taka sama procedura jak poprzednio, jeśli można prosić. Rozległ się trzask odkładanej słuchawki, a potem brzęczenie. Charlie nacisnęła inny przycisk, zatrzymując taśmę.

— To był pierwszy telefon. Powiedziałeś, że zadzwoni. Czekałam na niego. — W jej głosie zabrzmiał triumf. — To Martin Luther.

To była zwariowana historia, najbardziej zwariowana, z jaką kiedykolwiek się zetknął; podążanie jej śladem przypominało wizytę w gabinecie strachów w wesołym miasteczku w Tiergarten. Stawiasz stopę i deski ustępują pod twoim ciężarem. Zza rogu wyskakuje szaleniec. Cofasz się i widzisz w krzywym zwierciadle własną zniekształconą twarz.

Luther.

— O której to było godzinie? — zapytał.

— Za piętnaście dwunasta.

Jedenasta czterdzieści pięć: czterdzieści pięć minut po odkryciu ciała na torach. Przypomniał sobie wyraz triumfu na twarzy Globusa i uśmiechnął się.

— Co pana tak śmieszy? — zapytał Nightingale.

— Nic. Wyjaśnię później. Co zdarzyło się potem?

— Dokładnie to samo, co przedtem. Poszłam do budki telefonicznej i po pięciu minutach zadzwonił ponownie. Xavier podniósł dłoń do czoła.

— Nie powiesz mi, że targałaś ten sprzęt przez ulicę?

— Potrzebowałam przecież jakiegoś dowodu, do cholery. — Rzuciła mu zniecierpliwione spojrzenie. — Wiedziałam dobrze, co robię. Popatrz. — Wstała, żeby mu lepiej pokazać. — Magnetofon można sobie zawiesić na pasku na ramieniu. Mieści się cały pod płaszczem. Przewód wsadziłam sobie do rękawa. Przyssawkę przymocowałam do słuchawki, w ten sposób. To bardzo łatwe. Było ciemno. Nikt nie mógł niczego zobaczyć.

— Nigdy nie przejmuj się, w jaki sposób udało ci się sporządzić nagranie ani czy miałeś prawo je zrobić — wtrącił Nightingale, profesjonalny dyplomata. — Proponuje, żebyśmy po prostu posłuchali rozmowy — zwrócił się do Marcha.

Charlie nacisnęła przycisk. Usłyszeli spotęgowany przez wzmacniacz odgłos mocowania przyssawki. Zaraz potem odezwał się Luther:

— Nie mamy dużo czasu. Jestem przyjacielem Stuckarta. — Głos starego mężczyzny, ale bynajmniej nie słaby. Głos, w którym słychać było sarkastyczny zaśpiew urodzonego berlińczyka. Mówił dokładnie tak, jak się tego spodziewał Xavier. A potem usłyszeli wypowiedziane doskonałą niemczyzną pytanie Charlie:

— Proszę mi powiedzieć, czego pan chce?

— Stuckart nie żyje.

— Wiem. Odnalazłam jego ciało.

Długa przerwa. W tle słychać było dworcową zapowiedź. Luther musiał wykorzystać zamieszanie spowodowane odkryciem ciała, żeby zadzwonić z peronu Dworca Gotenlandzkiego.

— Nie odzywał się tak długo — szepnęła Charlie. — Pomyślałam, że się przestraszył i uciekł. March potrząsnął głową.

— Jesteś jego jedyną nadzieją. Już ci mówiłem. Luther odezwał się ponownie.

— Wie pani, kim jestem?

— Tak.

— Pyta mnie pani, czego chcę — powtórzył znużonym głosem. — Czego pani zdaniem mogę chcieć? Azylu w pani kraju.

— Niech mi pan powie, gdzie pan teraz jest.

— Mam czym zapłacić.

— To nie wysta…

— Mam informacje. Na temat pewnych faktów.

— Niech mi pan powie, gdzie pan jest. Przyjadę po pana. Zaprowadzę pana do ambasady.

— Za wcześnie. Jeszcze nie teraz.

— Więc kiedy?

— Jutro rano. Niech pani dobrze słucha. O dziewiątej rano. Na głównych schodach Wielkiego Pałacu. Zrozumiała pani?

— Tak.

— Proszę przyprowadzić ze sobą kogoś z ambasady. Ale pani musi tam być także.

— Jak pana rozpoznamy? Parsknięcie śmiechu.

— Nie, to ja was rozpoznam, pojawię się, kiedy sam uznam to za stosowne. — Pauza. — Stuckart powiedział, że jest pani młoda i ładna. — Pauza. — Cały Stuckart. — Pauza. — Proszę założyć coś, co będzie panią wyróżniać z tłumu.

— Mam płaszcz. Jasnoniebieski płaszcz.

— Ładna dziewczyna w błękicie. Dobrze. Do zobaczenia jutro rano, Fräulein.

Trzask odkładanej słuchawki.

Szum magnetofonu.

Terkot wyłączanej taśmy.

— Puść to jeszcze raz — poprosił Xavier.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)