Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 94
Перейти на страницу:

— Jasne, że ten biedny opój zapomniał, że siusiak służy nie tylko do sikania, ale i do dużo przyjemniejszej rzeczy!

Mówił w języku cesarstwa, żeby wszyscy siedzący przy złączonych stołach mogli pośmiać się z żartu. I tak było, ale obrażony mężczyzna również go zrozumiał. Stęknął z gniewu i zamachnął się dziko prawą ręką.

Viridoviks skoczył na nogi, szybko niczym kot, mimo wypitego wina. W jego zielonych oczach rozbłysło rozbawienie innego rodzaju.

— Na honor, nie powinieneś był tego robić — powiedział.

Złapał pechowego Videssańczyka, podniósł go i posadził w olbrzymiej wazie z gulaszem z morskich żółwi, która stała na środku stołu jego towarzyszy.

Mocny stół nie zarwał się, ale tłusty zielonkawy gulasz i kawałki białego mięsa bryznęły na wszystkie strony. Pijak niemrawo majtał nogami, próbując się wydostać, zaś jego przyjaciele, schlapani jedzeniem, klęli, pluli i wycierali twarze.

— Co ty robisz, ty parchata rybo, ty zarażona zakało ludzkiego rodu, ty cuchnąca, zawszona, żukogłowa kanalio! — wrzeszczała kurtyzana Gajusza Filipusa, wycierając się bez większych efektów.

Spory kawałek mięsa tkwił w jej włosach nad złotym kółkiem w prawym uchu, ale ona o tym nie wiedziała.

A Celt nie zwrócił najmniejszej uwagi na jej wymyślne przekleństwa. Mężczyźni, których za pośrednictwem Videssańczyka ochlapał, ruszyli ku niemu — jeśli nie z wielką zręcznością, to z determinacją. Viridoviks rozłożył pierwszego, ale drugi chlusnął mu winem w twarz. Podczas gdy Celt prychał i sapał, tamten rzucił się na niego, a w sekundę później w jego ślady podążył następny.

Gajusz Filipus i Gawtruz z Thatagush odciągnęli ich na bok.

— Dwóch na jednego to nieuczciwe — oświadczył uprzejmie starszy centurion i szarpnął swojego człowieka w jedną stronę. Gawtruz, nie strzępiąc języka, pchnął swojego w drugą. Jeżeli obaj rozjemcy mieli nadzieję na stłumienie bijatyki, to nie mogli zrobić niczego gorszego. Odepchnięci zatoczyli się na stoły, zderzając z dwoma mężczyznami przy jednym, a z kobietą przy drugim. Polało się jedzenie i wino. To, co dotychczas było prywatną sprzeczką, w jednej chwili przerodziło się w ogólną awanturę.

Upiorne wycie Viridoviksa, będące wyrazem zadowolenia z bijatyki, zagłuszyło zirytowane okrzyki właściciela oberży i szczęk tłuczonych naczyń. Dwa stoły momentalnie stały się oblężonym bastionem i wyglądało na to, że szturmują je wszyscy inni obecni w jadłodajni.

Marek słyszał już nieraz o burdach Viridoviksa, ale dotychczas nie brał w niczym takim osobistego udziału. Kubek ze świstem przeleciał obok jego głowy i roztrzaskał się o ścianę. Tłusty Videssańczyk trzasnął go w brzuch.

— Uff! — sapnął trybun i zwinął się we dwoje.

Zamachnął się i walnął na odlew w brzuch grubasa.

— Wybaczcie mi, proszę — powiedział Taso Vones i zanurkował pod stół, pociągając za sobą Plakidię Teletze. Dziewczyna pisnęła w ramach protestu i zniknęła.

Marek pomyślał, że to najbardziej przyzwoita bijatyka, w jakiej kiedykolwiek brał udział. Może wszyscy uczestnicy byli w odświętnych nastrojach, a może to po prostu Viridoviks, z gruntu poczciwa dusza, nadał charakter rozpoczętej przez siebie burdzie? Niezależnie od powodów, nikt nie wykazywał najmniejszej ochoty sięgnięcia po noże, które wisiały u większości pasów. Wszyscy okładali się wzajemnie z wyraźnym upodobaniem, ale nie dochodziło do poważnych obrażeń.

— Uhu! — pokrzykiwał Skaurus, wymachując pięściami na wszystkie strony.

Ktoś złapał go za tunikę i wrzucił mu za kołnierz czarę osłodzonego syropem śniegu. Centurion miał wrażenie, że po jego plecach mknie milion lodowatych mrówek.

Właściciel karczmy biegał od jednej pochłoniętej bijatyką grupki do drugiej, wrzeszcząc:

— Przestańcie! Przestańcie natychmiast, mówię wam! — Nikt nie zwracał na niego uwagi, póki tłusty Videssańczyk zdenerwowany tym hałasem, nie trzasnął go w bok głowy. Karczmarz, zataczając się, wybiegł w noc. — Straż! Straż! — Jego krzyki cichły stopniowo, gdy pędził w dół ulicy.

Jakiś mieszczuch zaszarżował na Arigha syna Arghuna, który był od niego prawie o połowę mniejszy. Ręce i nogi zakotłowały się w powietrzu — Marek nie mógł zobaczyć, co się dzieje, bowiem wymieniał ciosy z rzygającym winem człowiekiem — Videssańczyk rąbnął w ziemię i znieruchomiał. Jakakolwiek była technika walki wręcz Arigha, była skuteczna.

Prawie przy uchu trybuna pękł z trzaskiem talerz. Marek okręcił się i zobaczył oddalającego się chwiejnie Videssańczyka. Mężczyzna trzymał się za głowę, a Helvis miała jeszcze w ręku kawał talerza.

— Dziękuję, kochanie — powiedział trybun.

Ona zaś uśmiechnęła się i skinęła.

Ale nie była jedyną Namdalajką potrafiącą poradzić sobie w czasie bijatyki. Mavia i dziwka Gajusza Filipusa walczyły z zapamiętaniem; szczypały, drapały i targały się za włosy, ale nietrudno było zauważyć, że blondynka jest zdecydowanie lepsza. Jej przeciwniczka również była dzielna; kiedy starszy centurion spróbował ją odciągnąć, rozorała mu paznokciem policzek, o włos mijając oko.

— No to zostań i walcz, ty parszywa suko! — wrzasnął rozwścieczony Gajusz Filipus, zapominając o resztkach rycerskości.

Katakolon Kekaumenos nadal popijał swoje wino — bąbelek spokoju w oceanie harmideru. Jeden z walczących pochopnie wziął jego opanowanie za tchórzostwo i od tyłu zaczął wywracać mu krzesło. Ledwo sprzęt zaczaj się ruszać, Kekaumenos stał na nogach i odwracał się ku Videssańczykowi. Trzasnął go raz w twarz i raz w brzuch, potem podniósł bezwładne ciało nad głowę i wyrzucił je przez okno. Zrobiwszy to, poprawił krzesło i wrócił do swego wina, znów pozornie ospały niczym śnieżny lampart po obfitej uczcie.

— To cię oduczy lekceważenia uczciwego człowieka, no nie? — ryknął za znikającym w oknie Videssańczykiem Viridoviks. Nie otrzymał odpowiedzi.

Trybun zarobił cios nad uchem. Zobaczył gwiazdy, ale jego napastnik zawył zaciskając lewą dłoń wokół złamanego kciuka, gdy Skaurus, zbyt doświadczony, by samemu wyprowadzać cios tego samego rodzaju, trzepnął go w dołek. Mężczyzna zwinął się wpół i upadł, łapczywie chwytając powietrze. Turgot i Gawtruz jednocześnie skoczyli na niego.

— W porządku, wystarczy! — rozbrzmiał od strony drzwi naznaczony obcym akcentem tenor. — Przestańcie, bo inaczej potraktujemy was drzewcami włóczni! — Do jatki w głównej izbie karczmy wpadli Vaspurakanerzy w kolczugach. — Spokój, powiedziałem! — powtórzył oficer, a ktoś krzyknął, gdy jeden z żołnierzy spełnił jego pogróżkę.

— Witaj, Senpacie — mruknął niewyraźnie Marek. Trzymał jedną rękę w ustach, próbując sprawdzić, czy tylny ząb mu się nie rusza. Ruszał się. Splunął czerwoną śliną i zapytał: — Jak twoja pani?

— Nevrata? Świetnie… — Młody vaspurakański szlachcic przerwał w połowie zdania, a na jego przystojnej twarzy pojawił się komiczny wyraz zaskoczenia. — Ty, Skaurusie, w tawernianej burdzie? Ty, wrażliwy, trzeźwy człowiek, który powstrzymuje innych od wdawania się w kłopoty? Na Vaspura Pierworodnego, nie uwierzyłbym, gdybym nie widział tego na własne oczy.

— Herezja — mruknął ktoś, ale po cichu, bo po izbie kręciło się piętnastu Vaspurakanerów, wszyscy uzbrojeni po zęby.

Zażenowany trybun tak dalece zapomniał o swych stoickich zasadach, że zrzucił winę na kogoś innego.

— To wina Viridoviksa. On zaczął.

— Nie słuchaj go nawet przez sekundę, drogi Sviodo — rzekł Celt do Senpata. — Cieszył się rozróbą jak wszyscy inni.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)