Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 94
Перейти на страницу:

Gdy siedziało się bezpiecznie w Videssos, nietrudno było wyobrażać sobie, że Imperium nadal włada wszystkimi swoimi ziemiami — albo byłoby to łatwe, gdyby Skaurus nie musiał zmagać się z imperialnymi zeznaniami podatkowymi. W swoim biurze miał mapę zachodnich krain, pokazującą poszczególne dzielnice. Większość miast i wiosek na nadmorskich nizinach oznaczona była szpileczkami z brązu, które oznajmiały, że agenci Imperium zdołali w nich zebrać należne podatki. Jednakże centralne płaskowyże, naturalne tereny nomadów, takich jak Yezda, były nie tknięte. Co gorsza, długi jęzor tej samej złowieszczej pustki wysuwał się na wschód, w dolinę rzeki Arandos i sięgał w kierunku Garsavry. Gdyby to miasto padło, przed najeźdźcami otworzyłaby się droga na wybrzeże Morza Żeglarzy.

Baanes Onomagoulos był równie dobrze świadom tej ponurej prawdy, jak imperialne ministerstwo finansów. Posiadłości wielmoży leżały niedaleko Garsavry i jego cierpliwość, w stosunkach z Imperatorem nigdy nie nazbyt wielka, z każdym raportem o nadciąganiu Yezda wyczerpywała się coraz bardziej.

Imperator znał przyczyny stałych upomnień Onomagoulosa i wiedział, że w pewien sposób są one usprawiedliwione. Znosił je z niezwykłym opanowaniem; Marek nigdy nie podejrzewał Thorisina o tyle zimnej krwi. Wysłał do doliny Arandos tyle wojska, ile tylko mógł. Według Skaurusa pomoc ta była dużo większa, niż stać było zagrożone na całym zachodzie Videssos. Ale Onomagoulos na każdym posiedzeniu imperialnej rady żądał jeszcze więcej ludzi.

W końcu Thorisinowi skończyła się cierpliwość. Mniej więcej sześć tygodni po zimowym festynie powiedział swemu nienasyconemu marszałkowi:

— Baanesie, nie zrobię ci żołnierzy z powietrza, a Garsavra nie jest jedynym słabym punktem Videssos. Nomadowie prą z Vaspurakanu w kierunku Pitos i tak samo najeżdżają od południa. A zima jest dość ostra, by zmrozić Astris, więc Khamorthci prawdopodobnie ruszą na południe i będą chcieli wiedzieć, co o tym myślimy. Kompania, którą wysłałem na zachód przed dziesięcioma dniami, musi być ostatnią.

Onomagoulos przeciągnął palcami po czaszce; Marek przypuszczał, że gest ten pochodzi z czasów, gdy rosły tam włosy.

— Dwustu siedemdziesięciu pięciu ludzi! Ha! — wykrzyknął kwaśno. — Ilu Namdalajczyków, tak, i innych cholernych cudzoziemców — dodał, zerkając na Skaurusa — siedzi bezczynnie tu w mieście, obżerając się jak wieprze?

Drax odpowiedział z zimną logiką najemnika, której Marek się po nim spodziewał.

— Dlaczego Jego Wysokość miałby rzucać ludzi do walki, do której nie są przystosowani? Jesteśmy ciężej uzbrojeni niż wy, Videssańczycy. W większości przypadków jest to korzystne, ale w głębokim śniegu stajemy się wolni i niezdarni, co czyni nas łatwym łupem lekkich koni nomadów.

— Ta sama prawda odnosi się do moich ludzi, ale co więcej, my nie dosiadamy koni — powiedział Marek.

Sprzeczka mogłaby zostać ułagodzona, bowiem Onomagoulos był żołnierzem i żołnierskie racje trafiały mu do przekonania, ale tak się złożyło, że na naradzie zamiast przedsiębiorczego Utpranda był obecny Soteryk. Zawzięty szwagier Skaurusa przyczepił się do drwiącej wypowiedzi Baanesa na temat Namdalajczyków i odpłacił mu tym samym.

— Wieprze, co? Ty cholerna, zarozumiała żmijo, gdybyś wiedział wszystko o nomadach, nie dałbyś się złapać w pułapkę pod Maraghą. Wtedy nie siedziałbyś tutaj, ganiać rezultat własnej głupoty!

— Ty barbarzyński bękarcie! — wrzasnął Onomagoulos.

Krzesło wywróciło się, gdy próbował zerwać się na nogi; ręka śmignęła do rękojeści miecza. Ale chroma noga ustąpiła pod jego ciężarem i musiał przytrzymać się stołu. Rana ta była pamiątką po wspomnianej przez Soteryka bitwie, więc Namdalajczyk roześmiał się złośliwie.

— Zechcesz powstrzymać swój brudny jęzor? — syknął do niego Skaurus.

Drax położył mu ostrzegawczo rękę na ramieniu, ale Soteryk strząsnął ją gniewnie. Ani on, ani Utprand nie mieli powodów, by kochać wielkiego hrabiego.

Onomagoulos w końcu odzyskał równowagę. Wyszarpnął szablę.

— Stawaj, suczy synu! — zawył, nieledwie wychodząc z siebie z wściekłości. — Jedna noga wystarczy, by rozprawić się z takim śmieciem!

Soteryk zerwał się gwałtownie. Marek i Drax, siedzący po jego obu stronach, chcieli go złapać i powstrzymać, ale to ryk Thorisina zmroził wszystkich obecnych — Rzymianina i wielkiego hrabiego nie mniej, niż rwących się do walki oficerów.

— Dość! — ryknął ponownie Imperator. — Na światło Phosa, jesteście gorsi od dwójki berbeciów wykłócających się, który z nich zgubił cukierek. Mertikes, podaj Baanesowi krzesło — zdaje się, że źle je odstawił. — Zigabenos zerwał się, by wykonać polecenie. — Teraz obaj usiądźcie i milczcie, skoro nie macie do powiedzenia niczego sensownego.

Zajęli miejsca, przynaglani groźnym wzrokiem. Soteryk był nieco zawstydzony, ale Onomagoulos niewiele czynił, by ukryć kipiącą w nim wściekłość.

Videssański wielmoża, zwracając się do Gavrasa jak do małego chłopca, upierał się:

— Garsavra musi dostać więcej żołnierzy, Thorisinie. To bardzo ważne miasto, samo w sobie i z powodu położenia.

Imperator zadygotał poznając ton, który słyszał od Onomagoulosa od tak wielu lat. Ale nadal starał się odpowiadać rzeczowo:

— Baanesie, dałem Garsavrze co najmniej dwa i pół tysiąca ludzi. Razem z pachołkami, jakich zbierzesz ze swoich posiadłości, z pewnością wystarczy wojowników, by wstrzymać Yezda do wiosny. Wiesz, że wcześniej nie przedrą się przez śniegi, bo pełzną przez nie w ślimaczym tempie jak wszyscy inni. Planuję uderzyć na nich z nadejściem wiosny i nie mam zamiaru rozdzielać głównych sił uderzeniowych na oddział tu, a kompanię tam, dopóki nic mi nie zostanie.

Onomagoulos zacisnął szczęki; jego szpiczasta broda wskazała na Gavrasa.

— Powtarzam, że ci ludzie są potrzebni. Dlaczego nie słuchasz głosu zdrowego rozsądku?

Nikt z obecnych przy stole nie miał ochoty spojrzeć Thorisinowi w oczy w trakcie takiej reprymendy. Wszyscy patrzyli tam, gdzie on. Imperator rzekł tylko:

— Nie dostaniesz ich — ale w jego głosie dźwięczała stal.

Wszyscy usłyszeli ostrzeżenie z wyjątkiem Onomagoulosa, który w gniewie krzyknął:

— Twój brat dałby mi ich!

Marek miał ochotę zniknąć. Gdyby Baanes szukał nawet przez rok, nie znalazłby gorszego argumentu. Zazdrość Thorisina o przyjaźń miedzy Mavrikiosem a Onomagoulosem była wręcz legendarna. Thorisin, zapominając o imperatorskim dostojeństwie, pochylił się do przodu i ryknął:

— Dałby ci po pysku za twoją bezczelność, ty kulawy kurduplu!

— Ty szczeniaku, ślepy na świat przed własnym nosem! — Baanes nie wrzeszczał na Autokratora, ale na małego braciszka swego nieodłącznego towarzysza.

— Ty śmieciu ze sterty gówna! Myślisz, że twoje posiadłości są warte więcej od całego Imperium?!

— Zmieniałem ci pieluchy, zasmarkany zasrańcu! — Miotali wyzwiska i przekleństwa przez dobrą minutę, nieświadomi obecności innych. Wreszcie Onomagoulos wstał raz jeszcze, krzycząc: — Na Phosa, nie licz na żadnego człowieka z Garsavry! Nie zostanę w tym samym mieście co ty, bo od twojego smrodu odpada mi nos.

— Jest za duży — odciął się Thorisin. — Dobrej drogi; Videssos jest dla ciebie zamknięte.

Do tej pory — pomyślał Skaurus — powinienem przywyknąć do widoku ludzi wychodzących z godnością z narad u Thorisina. Baanes Onomagoulos co prawda kulał, ale efekt pozostawał taki sam. Gdy dotarł do drzwi z polerowanego brązu, odwrócił się i obrzucił Imperatora pogardliwym wzrokiem, na co ten odpowiedział obscenicznym gestem. Onomagoulos splunął na podłogę, jak robią Videssańczycy przed piciem i jedzeniem, by pokazać, że odrzucają Stokosa, i wykuśtykał w śnieg.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)