Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 94
Перейти на страницу:

— Ściąganie podatków w zeszłym roku nie było łatwe. Przykładowo, panie, zarówno twoi ludzie, jak i Ortaiasa udawali się na ziemie zachodnie, a żadnej ze stron nie udało się zebrać wszystkiego, co było należne. I Baanes częściowo ma rację; z hulającymi bez przeszkód Yezda pewne części cesarstwa nie są bezpieczne dla poborców. Ale nawet tam, gdzie w danej chwili nie ma Yezda, kraj jest tak spustoszony, że po prostu nie może dostarczyć gotówki, bo łysa owca nie da wełny.

— Najemnik orientujący się w podstawowych zasadach funkcjonowania skarbu państwa — powiedział do siebie Vourtzes. — Nadzwyczajne. — Po chwili rzucił, jakby zdawkowo: — Dziękuję.

Imperator wyglądał na zadumanego, ale na twarzy Baanesa Onomagoulosa pojawiło się wzburzenie. Skaurus na widok czerwieniejącej łysiny szlachcica nagle pożałował przypadkowo wybranej metafory.

Alypia przeszyła Baanesa wzrokiem.

— Nie wszystkie zaległości są winą poborców — rzekła. — Gdyby wielcy właściciele ziemscy zapłacili to, co są winni, skarb państwa byłby w dużo lepszym stanie.

— I właśnie o to chodzi — poparł ją Vourtzes. — Prawnie usankcjonowani agenci urzędu skarbowego bywali napadani, a czasami nawet zabijani podczas prób wyegzekwowania należnego podatku z ogromnych posiadłości, a niektóre z nich są reprezentowane w tej sali. — Nie wymieniając nazwisk on również spojrzał na Onomagoulosa.

Wściekłe spojrzenie wielmoży było dość gorące, by usmażyć biurokratę, Marka i Alypię Gavrę. Trybun, widząc wznoszące się brwi Alypii, skinął prawie niedostrzegalnie na znak, że dostrzega niebezpieczeństwo.

Jak w bibliotece Balsamona, admirał Elissaios Bouraphos spróbował powściągnąć gniew Onomagoulosa — położył mu rękę na ramieniu i rzekł coś szeptem do ucha. Ale, sam będąc właścicielem rozległych posiadłości, powiedział do Thorisina:

— Wiesz, dlaczego zalegamy z zapłatami gryzipiórkom. Robiłeś to samo u siebie, zanim twój brat wyrzucił Strobilosa. Dlaczego mielibyśmy dawać im linę, na której chcieliby nas powiesić?

— Nie powiem, że nie masz racji — przyznał z chichotem Imperator. — Jednakże skoro ja nie jestem gryzipiórkiem, Elissaiosie, z pewnością zapłacisz mi wszystko bez skamlania?

— Oczywiście — przytaknął Bouraphos.

Potem zaczął skowyczeć tak przekonująco, że wszyscy przy stole wybuchnęli śmiechem. Nawet usta Addaiosa Vourtzesa skrzywiły się w uśmiechu. Marek zrewidował swój osąd na temat admirała, którego nie podejrzewał o poczucie humoru.

Utprand syn Dagobera odezwał się po raz pierwszy i ponure ostrzeżenie w jego głosie przygasiło wesołość.

— Możecie wszyscy wykłócać się, kto ile płaci, nic mi do tego. Ale najpierw ustalcie, kto zapłaci mnie.

— Spokojnie — zmitygował go Thorisin. — Jakoś nie widzę, by twoi chłopcy żebrali na ulicach o drobniaki.

— Nie — powiedział Utprand — ani nie zobaczysz.

To nie było ostrzeżenie, ale nie ulegająca wątpliwości groźba. Wielki hrabia Drax wyglądał na szczerze zranionego przez otwartą mowę swego rodaka, ale Utprand zignorował go. Żaden z nich nie przejmował się tym, co myśli drugi. Skaurus podejrzewał, że Namdalajczycy nie byli wolni od choroby podziału na frakcje.

Gavras ze swej strony był tym, który doceniał szczerość.

— Dostaniesz swoją zapłatę, cudzoziemcze — oznajmił. Widząc, że Addaios Vourtzes ściąga usta, by zaprotestować, zwrócił się do logothety. — Daj mi zgadnąć — rzekł kwaśno. — Nie masz na to pieniędzy.

— Właśnie. Jak próbowałem wykazać, szczegółowa sytuacja jest nakreślona…

Imperator przerwał mu tak szorstko, jak Ortaiasowi Sphrantzesowi w Amfiteatrze.

— Czy możesz dać tyle, by wszyscy byli zadowoleni do wiosny?

Stojąc przed problemem, którego rozwiązania nie było w jego cennym zwoju, Vourtzes stał się ostrożny. Jego usta poruszały się bezgłośnie, gdy rachował w pamięci.

— To zależy od wielu różnorodnych czynników, nie podlegających kontroli mego ministerstwa: od stanu dróg, wielkości zbiorów, zdolności agentów do spenetrowania obszarów ogarniętych niepokojami… — Wnosząc z tego, w jaki sposób biurokrata unikał słowa „Yezda”, Marek zaczął dochodzić do przekonania, że wywołuje ono u niego wysypkę.

— Jest coś, co on pomija — powiedział Baanes Onomagoulos — prawdopodobieństwo, że te cholerne urzędasy chowają jedną na trzy sztuki złota do własnych kieszeni. Och, tak, podsuwają nam pod oczy ten stek bzdur. — Wskazał pogardliwie na dokument Vourtzesa. — Ale kto potrafi to zrozumieć? Oto w jaki sposób zachowują swoją władzę. Ponieważ ten, kto nie został wychowany na ich pokrętny sposób, nie ma pojęcia, że jest oszukiwany, póki nie jest za późno, by mógł cokolwiek w związku z tym zrobić.

Vourtzes zaczął zaprzeczać, ale Thorisin obrzucił go długim, szacującym spojrzeniem. Nawet Alypia Gavra pokiwała głową, jakkolwiek niechętnie. Mogła pogardzać Onomagoulosem, ale bynajmniej nie uważała go za głupca.

— Zatem — zaczął Marek — potrzebny jest ktoś, kto pilnowałby, żeby urzędnicy robili to, co mówią.

— Nad wyraz błyskotliwa uwaga; powinieneś wstąpić do Akademii — zadrwił Elissaios Bouraphos. — Kto miałby to robić? Komu można by zaufać? Jesteśmy żołnierzami. Co wiemy o sztuczkach, jakich używają gryzipióry? Założę się, że rejestrując okrętowe zapasy i tak dalej, wypełniam więcej rachunków niż większość z was, ale poddałbym się po tygodniu w kancelarii, nie mówiąc o znudzeniu do utraty zmysłów.

— Masz rację — powiedział Imperator. — Nikt z nas nie zna się na takiej robocie, którą, co gorsza, należy wykonać. — Jego głos zdradzał zadumę, a jego oczy, pełne wyrachowania, skoczyły ku trybunowi. — Pamiętam, Skaurusie, że kiedy przybyłeś do Videssos ze swego drugiego świata mówiłeś, że nie tylko dowodziłeś żołnierzami, ale i zajmowałeś jakieś cywilne stanowisko? Czy to prawda?

— Tak, byłem jednym z pretorów w Mediolanie. — Marek uświadomił sobie, że to niewiele znaczy dla Gavrasa i wyjaśnił: — Pracowałem w magistracie w swoim rodzinnym mieście i byłem sędzią najwyższym, odpowiedzialnym również za wydawanie edyktów oraz zbieranie trybutów, które następnie wysyłałem do Rzymu, naszej stolicy.

— Zatem orientujesz się trochę w tych machlojkach? — naciskał Thorisin.

— Czasami tak.

Imperator przenosił spojrzenie z jednego ze swych oficerów na następnego. Ich uśmieszki mówiły wyraźniej od słów, że są tego samego zdania. Istnieje niewiele rzeczy przyjemniejszych od przyglądania się, jak ktoś inny zostaje obarczony zadaniem, które samemu by się znienawidziło. Thorisin znów odwrócił się do Skaurusa.

— Powiedziałbym, że właśnie załatwiłeś sobie robotę. — A zwracając się do Vourtzesa, dodał: — Ha, gryzipiórku, co o tym myślisz? Spróbuj teraz swojej żonglerki cyframi i zobacz, co z tego wyniknie!

— Jak Wasza Imperatorska Mość każe, oczywiście — wymamrotał logotheta, ale nie wyglądał na zadowolonego.

Skaurus wtrącił szybko:

— Nie będę mógł poświęcić temu zajęciu całego swego czasu; muszę dbać o podległych mi ludzi.

— Jasne, jasne — zgodził się Imperator. Marek zobaczył, że Utprand, Drax i Onomagoulos zgodnie kiwają głowami. Thorisin kontynuował: — Jednakże ten twój zastępca jest solidnym człowiekiem i doskonale potrafi poradzić sobie z codziennymi sprawami. Dzięki temu będziesz miał więcej czasu. Zobaczę, czy nie mógłbym nadać ci jakiegoś fantazyjnego tytułu i wyznaczyć pensji. Myślę, że trochę zarobisz.

— Dość uczciwe — powiedział trybun.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)